Piotr Miedziński, Portal Obronny: To już cztery lata pełnoskalowej wojny. Jesteśmy bliżej zakończenia wojny, a może w tym samym miejscu, co rok temu?
Doktor Marek Kozubel: Zdecydowanie zbliżamy się do zakończenia wojny, albo przynajmniej jej obecnego etapu. Nie jest jednak tak, że pokoju, a nawet rozejmu czy zawieszenia broni należy się szybko spodziewać.
Spodziewa się Pan jakiegoś nawet krótkotrwałego zawieszenia broni w tym roku lub 2027?
Zawieszenie broni w tym roku jest możliwe, ale albo dopiero za kilka miesięcy, albo w formie mocno ograniczonej – mowa o np. zawieszeniu uderzeń na infrastrukturę krytyczną. Przy czym samo zawarcie, albo ogłoszenie takiego porozumienia nie oznacza jego przestrzegania, głównie przez Rosjan, którzy notorycznie łamali wszelkie, nawet lansowane przez samych siebie, rozejmy i zawieszenia broni. Na razie widać wyraźnie, jak stwierdził ukraiński aktywista Serhij Sternenko (a obecnie też doradca ministra obrony Fedorowa), Rosjanie wykorzystują negocjacje jako środek do kontynuowania wojny. Dlatego z uwagi na brak wiarygodności Moskwy, niedorzeczne żądania Kremla, a także z drugiej strony świadomość zamykania się pewnego okna możliwości dla najeźdźców, a także własne okrzepnięcie, nie widzę powodów, by Kijów miał szybko zawierać bardzo niekorzystne i nieuzasadnione pod względem ciężaru porozumienia. Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że zdając sobie sprawę z tego, że czas gra na niekorzyść Rosji, Trump może znacząco osłabnąć po wyborach połówkowych w listopadzie, a Putin nadal wierzy w zwycięstwo militarne – Ukraińcy będą kontynuować opór. Rok 2027 będzie jednak czasem dużych możliwości na zawarcie kompromisu.
Jak długo jeszcze Ukraina może stawiać opór? Nie tylko militarny, ale także utrzymywać poparcie polityczne dla pomocy na świecie
Ukraina była już wielokrotnie niedoszacowywana w tej wojnie. Bagatelizowano i obśmiewano jej możliwości militarne, problemy wręcz karykaturalnie hiperbolizowano by pasowało to do tezy. Tymczasem możliwości Rosjan wręcz patologicznie zawyżano. Niestety, bywa, że wciąż mamy do czynienia z takimi rażącymi swą niekompetencją analizami – dla niektórych liczy się to, co jest w tzw. „dobrym smaku” dla odbiorców social mediów lub towarzystwa, w którym komentatorzy się obracają. Moim zdaniem Ukraina może stawiać jeszcze skuteczny opór przez co najmniej parę lat. Opinię opieram jednak nie tylko na analizie sytuacji po stronie ukraińskiej, ale również rosyjskiej. Nie można ustalać takich kwestii bez uwzględniania również całokształtu tego, co się dzieje po obu stronach frontu – a mam wrażenie, że wielu komentatorów i analityków zapomina o tej fundamentalnej kwestii.
Z jednej strony Ukraina ma szereg problemów i można je podzielić na czynniki od niej zależne, jak i na te, na które ma ograniczony wpływ. To na co Kijów może wpłynąć to zmiana polityki mobilizacyjnej na twardszą, która będzie oferować nie tylko umowną „marchewkę”, ale i dość brutalnego „kija” (jak zamrożenie rachunków członków rodzin uchylantów, albo osób otwarcie przeciwdziałających mobilizacji), ale na razie władza cywilna boi się podejmowania odpowiednich decyzji i wciąż chce odwoływać się do haseł populistycznych.
Kolejna kwestia to zwiększenie wykorzystania naziemnych systemów bezzałogowych, co już zmniejszyło straty, a także usprawniło logistykę i ewakuację medyczną. W warunkach ciągłych problemów z uzupełnieniem oddziałów piechoty korzystnym będzie ich wsparcie uzbrojonymi bezzałogowcami – część tego typu dronów już została zastosowana bojowo, do tego z powodzeniem. Z pewnością też nasilenie rekrutacji ochotników z Ameryki Łacińskiej pomoże Ukrainie w szybszym uporaniu się z niedostatkiem piechoty na polu walki, a także stopniowym gromadzeniem rezerw. Z rozmów ze znajomymi z Ukrainy, w tym reporterem Myrosławem Łajukiem, wiem też, że na tyłach znajduje się wiele tysięcy żołnierzy, którzy de facto nie mają zajęcia i bardziej przydaliby się na froncie. Uporanie się też z problemem żołnierzy, którzy udali się na samowolkę, też mogłoby szybko pomóc z poprawą sytuacji. W innym wypadku mobilizacja prowadzona obecnym tempem pozwoli na solidne uzupełnienie piechoty wszystkich brygad dopiero po roku, a i to bez uwzględnienia wzrostu nasilenia walk na froncie.
Zwiększenie też nacisku na Rosjan, poprzez ostrzał ich tyłów również wpływa korzystnie na ukraińskie możliwości. Uderzenia w rafinerie zmniejszają dochody Rosji, niszczenie fabryk zbrojeniowych i manufaktur zniża skuteczność bojową i ostrzały rakietowe, a destrukcja infrastruktury krytycznej pozwala wywrzeć nacisk na zwykłych Rosjan, którzy dotychczas nie stykali się z tymi problemami i nie będą tak przygotowani na blackout, jak Ukraińcy.
Polecany artykuł:
To, co Ukrainie może pomóc, ale nie jest już od niej zależne to wsparcie militarne i finansowe z Zachodu, a także błędy popełniane przez samych Rosjan. Zachód, a głównie UE, Kanada i Wielka Brytania mogą zwiększyć możliwości Ukraińców, zapewniając jej minimum takie wsparcie jak teraz. Nieoceniona była decyzja dotycząca kredytu na 90 mld euro na najbliższe dwa lata, co pozwoli Ukrainie kontynuować wojnę obronną co najmniej do końca 2027 roku. A nie jest to jedyne wsparcie finansowe i materiałowe, które jest i może być udzielane. W końcu wiele też zależy od błędów samych Rosjan – w przypadku Starlinka czuli się zbyt pewnie i zbytnio do niego przywiązali.
Moim zdaniem poważnym błędem w wykonaniu najeźdźców jest obecna taktyka działań polegająca na kosztownym spychaniu Ukraińców. Wiem, że również wielu Polaków uważa, że Rosjanie mogą sobie pozwolić na ogromne straty osobowe, ale w rzeczywistości tak nie jest – już teraz Kreml ma problemy ze znalezieniem chętnych do służby na froncie, a główny czynnik motywujący, czyli pieniądze, kończą się. Dotychczas Moskwa mogła liczyć na to, że samorządy przejmą na siebie sporą część finansowego ciężaru rekrutacji, ale ich oszczędności zostały „przepalone”. Jeżeli straty całościowe na froncie będą przez wiele miesięcy istotnie wyższe niż liczba zrekrutowanych, to być może jeszcze w tym roku zobaczymy utratę inicjatywy przez Rosjan. A oni z powodu wykrwawienia, w tym problemów z łącznością, już mają problemy na niektórych odcinkach. Aglomeracja pokrowska została z kolei zdobyta po ponad 18 miesiącach intensywnych i wyczerpujących walk – to nie jest jakieś spektakularne osiągnięcie.
Administracja Trumpa wywiera silną presję na szybkie porozumienie z terminem do lata 2026 r. Jak Pan widzi kompromis, który byłby akceptowalny dla Ukrainy? Czy zamrożenie obecnej linii frontu z gwarancjami bezpieczeństwa typu artykuł 5 NATO i inne elementy pakietu negocjacyjnego są realne?
Maksimum tego, na co są gotowi zgodzić się Ukraińcy, a szczególnie władze to zamrożenie linii frontu, ale jedynie w sytuacji otrzymania solidnych i wiążących dla stron gwarancji bezpieczeństwa – bez spekulacji w kwestii uznaniowości czy zabaw interpretacyjnych. Tymczasem USA chcą narzucić Ukrainie arbitraż, w którym zyskuje wyłącznie Rosja, a Ukraina dostaje albo mętne „gwarancje”, albo w ogóle ich nie dostanie. Już sam fakt tego, że Amerykanie są gotowi rozmawiać o podpisaniu takowych gwarancji, dopiero po podpisaniu pokoju między Rosją a Ukrainą świadczy o tym, że mają nieczyste intencje. Tylko, że są przy tym na tyle naiwni i życzeniowi, że ignorują to, że Ukraińcy to dostrzegają i nie mają zamiaru iść na ustępstwa. Świadczą o tym ostatnie wystąpienia Zełenskiego w Monachium i komentarz dla „Politico”.
Rosja odrzuca obecność wojsk europejskich jako gwarancję bezpieczeństwa oraz chce neutralności Ukrainy. Czy Putin jest w stanie zaakceptować jakiekolwiek porozumienie, które nie oznaczałoby kapitulacji Ukrainy i jej powrotu do rosyjskiej strefy wpływów?
Na chwilę obecną nie. Inna sprawa, że Putin będzie próbował grać jokerem, jakim jest Donald Trump, tak długo, jak to będzie możliwe. I bardzo prawdopodobne jest to, że będzie chciał go wykorzystać do kolejnych nacisków na Ukrainę, gdy sytuacja Rosji zacznie się dramatycznie pogarszać. Pytanie tylko, czy wyciągnięcie takiego jokera z talii okaże się skuteczne, gdyż jak widzimy od wielu miesięcy wpływ USA na Ukrainę jest bardzo ograniczony, a po wstrzymaniu wsparcia przez administrację Trumpa ten wpływ został wręcz zminimalizowany.
Polecany artykuł:
Jak zmieniło się ukraińskie społeczeństwo po czterech latach wojny? Czy zmęczenie wojną, straty ludzkie i codzienne trudności jak blackouty, inflacja osłabiają poparcie dla kontynuowania wojny i rządu, czy raczej (jeszcze) cementują jedność narodową mimo wszystko?
Całe społeczeństwo jest wyczerpane wojną. Inna sprawa, że rosyjskie naloty wywołują bardziej nienawiść do Rosjan niż skłonność do kapitulacji.
Zełenski jest dziś prezydentem rządzącym w czasie wojny. Jak Pan ocenia, czy w lutym 2026 jego autorytet nadal jest źródłem siły Ukrainy, czy już zaczyna się powoli zmieniać w źródło zmęczenia i oskarżeń o „personalizację władzy”? Sondaże pokazują, że Ukraińscy widzą inne osoby jak generał Walerij Załużny w roli prezydenta czy lidera narodu.
Co do zaufania, jakim darzy go społeczeństwo, to jest ono większe niż te sprzed inwazji, gdy większość obywateli była Zełenskim rozczarowana. Wyrażanie dla niego poparcia łączy się obecnie z wojną, ale również naciskami Trumpa, które są uważane nad Dnieprem za próbę ratowania Rosji z gospodarczo-finansowej opresji oraz nagradzanie agresora za dokonane przez niego zbrodnie. Dlatego po scysji w Gabinecie Owalnym, nawet nieżyczliwi Zełenskiego Ukraińcy wyrażali w badaniach poparcie dla swego prezydenta.
Inna kwestia jest taka, że po wojnie lub zakończeniu jej aktywnej fazy ten kredyt zaufania zniknie, bo nie będzie powodów na to, by go nadal utrzymywać. Ukraińcy prawdopodobnie wybiorą wtedy innego kandydata. Załużny jest na razie bardzo mocnym rywalem dla Zełenskiego, ale nie jedynym. Inna sprawa, że ostatni wywiad udzielony przez byłego dowódcę Sił Obrony Ukrainy dla Associated Press może te szanse zmniejszyć. W Polsce na ogół tego nie dostrzeżono, ale wielu Ukraińców odniosło się do tego wywiadu bardzo krytycznie, jeżeli nie wręcz negatywnie. Pod adresem Załużnego posypały się nawet oskarżenia o hipokryzję. Zamiast pomóc mu, może nawet zaszkodzić, szczególnie jeżeli chodzi o poparcie wojskowych. Moim zdaniem albo ktoś go przekonał, że rychło odbędą się wybory prezydenckie, albo zbytnio się wsłuchał w formujący się wokół niego „dwór”, który określam (nie tylko ja zresztą) mianem „sekty Załużnego”. Wywiad, jak i szanse generała, a dzisiaj ambasadora w Wielkiej Brytanii, to jednak tematy na odrębną rozmowę.
Poza tym Zełenski stara się walczyć o elektorat wojskowych oraz tych cywilów, którzy w większej militaryzacji ojczyzny widzą szanse na jej przetrwanie i rozwój. Wskazanie gen. Kyryła Budanowa na stanowisko szefa Biura Prezydenta ma rozwiązać trzy problemy. Jednym z nich jest pozyskanie sympatii części wojskowych i cywilów, którzy ufają byłemu dowódcy Głównego Zarządu Wywiadu. Kolejne to podzielenie się z Budanowem odpowiedzialnością za ciężkie dla społeczeństwa decyzje (dotyczące m.in. nasilenia mobilizacji), a także lepsze zarządzanie zasobami Ukrainy w przypadku porażki kolejnej fazy negocjacji z Rosją. Pamiętajmy jednak, że sojusz z Budanowem nie musi jednak gwarantować Zełenskiemu reelekcji.
Polecany artykuł:
Czy widzi Pan ryzyko, że bolesny kompromis terytorialny zostanie odebrany jako zdrada i wywoła długoterminowy kryzys polityczny na Ukrainie albo np. przewrót wojskowych?
Coś takiego rzeczywiście może doprowadzić do kryzysu, ale przewrót nie będzie raczej potrzebny. „Bolesny kompromis” będzie końcem kariery politycznej Zełenskiego. Zostanie zmieciony w wyborach. Dlatego wzbrania się on przed decyzjami o zmuszeniu wojska do odwrotu z Donbasu, a tym bardziej do uznawania rosyjskich zdobyczy de iure, jak bardzo na tym zależy Putinowi i Trumpowi.
Na zakończenie, jaka jest Pana główna rada dla decydentów w Kijowie, Waszyngtonie i Brukseli, by uniknąć najgorszego scenariusza jak kapitulacji na warunkach przede wszystkim Rosji lub przedłużającej się wojny na wyniszczenie?
W tej sytuacji ciężko cokolwiek doradzać obecnej administracji USA, gdyż nadal próbuje ona zrealizować nierealistyczny projekt „odwróconego Nixona”. Nie oznacza to jednak, że wśród polityków amerykańskich nie brakuje realistów, którzy rozumieją, że porażka militarna Rosji może być właśnie świetną okazją do rozerwania jej więzi z Pekinem.
Co do Europy to oczywiste jest, że Trump chce wykorzystać Rosję jako straszak przeciwko UE, a Moskwa z radością przyjmie taką rolę. Pekin też nie będzie miał nic przeciwko temu. Dlatego wspieranie Ukrainy nie jest jakąś działalnością charytatywną – w sytuacji, gdy wielu obywateli państw europejskiego NATO nie jest gotowych na takie poświęcenie, jakie teraz ponoszą codziennie Ukraińcy, Bruksela nie powinna wybrzydzać, jeżeli chce utrzymać swą podmiotowość. UE i inne państwa europejskie powinny zintensyfikować wsparcie militarne, znieść sztuczne i zarazem absurdalne ograniczenia narzucane niekiedy Ukraińcom. Warto też by europejscy politycy przestali zachowywać się reakcyjnie względem cynicznych nacisków USA na Kijów – w przypadku absurdalnych punktów planu Dmitriew-Witkoff powinni je demonstracyjnie wyrzucić do śmietnika oraz opracować własny plan od podstaw, nawet jeżeli efekt końcowy niespecjalnie różniłby się od tego, co ostatecznie przedstawiono w grudniu 2025 roku.
Sam Kijów musi jednak też wiele zmienić. Zełenski powinien skończyć z populizmem i przestać faszerować zwykłych obywateli wizjami nierealistycznie szybkiego zakończenia wojny. Od początku inwazji wykorzystanie mediów do mobilizacji społeczeństwa jest niedostateczne. Ograniczyć też należałoby niektóre programy socjalne i przenieść je, chociażby na zwiększenie żołdu – część ukraińskich analityków wskazuje, że to jest możliwe. Nasilić też można rekruting ochotników z Ameryki Łacińskiej – proces ten jest już prowadzony, ale można uczynić go bardziej systemowym. Zwiększenie militaryzacji kraju, a także zaostrzenie retoryki wojennej może się nie spodobać Trumpowi, ale będzie też sygnałem dla Rosji, że kontynuacja wojny z Ukrainą wciąż będzie kosztowna i na horyzoncie nie widać szybkiego zwycięstwa.
Doktor Marek Kozubel - doktor nauk humanistycznych w zakresie historii i absolwent prawa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz magister prawa. W 2013 roku obronił na Wydziale Nauk Historycznych UMK rozprawę doktorską pt. "Dzieje Ukraińskich Strzelców Siczowych 1914–1920". Jest autorem pierwszej w Polsce monografii dotyczącej losów tej formacji pt. "Ukraińscy Strzelcy Siczowi 1914-1920". Autor szeregu komentarzy, analiz oraz codziennych podsumowań poświęconych wojnie ukraińsko-rosyjskiej. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się wokół historii Ukrainy, Rosji, ukraińskiej wojskowości, a także stosunków polsko-ukraińskich i rosyjsko-ukraińskich w XX wieku.