- W styczniu 2026 roku straty Rosji w Ukrainie po raz pierwszy od miesięcy przewyższyły liczbę nowych rekrutów o 9 tysięcy, głównie z powodu skuteczności ukraińskich dronów.
- Ukraina realizuje strategię wojny asymetrycznej, dążąc do zadawania Rosji strat na poziomie 50 tysięcy żołnierzy miesięcznie, a drony odpowiadają za 70-80% zabitych i rannych po obu stronach konfliktu.
- Rosja boryka się z problemami rekrutacyjnymi, obniżając wymogi zdrowotne i sięgając po osoby z problemami finansowymi, co utrudnia budowę strategicznych rezerw i zmusza do wyboru między ograniczeniem operacji ofensywnych a kolejną mobilizacją.
- Wysokie straty podważają narrację Kremla o sukcesach w Ukrainie, a Rosja traci znaczenie jako gospodarka światowa, zmagając się z problemami gospodarczymi i technologicznymi, co stawia pod znakiem zapytania jej zdolność do długotrwałego prowadzenia wojny.
Początek 2026 roku przyniósł Rosji jedne z najtrudniejszych miesięcy od początku pełnoskalowej inwazji. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez agencję Bloomberg, opartymi na danych jednej z zachodnich agencji wywiadowczych, styczeń był dla rosyjskiej armii katastrofalny pod względem bilansu ludzkiego. Stwierdzono, że straty poniesione na froncie (obejmujące zabitych i rannych) przewyższyły liczbę nowo pozyskanych żołnierzy kontraktowych o około 9 tysięcy. To znacząca zmiana w porównaniu do grudnia 2025 roku, kiedy to liczba poległych była w przybliżeniu równa liczbie rekrutów, jakich Moskwa zdołała pozyskać.
Ten ujemny bilans jest drugim takim przypadkiem od początku inwazji. Jak podkreślił dowódca ukraińskich Sił Systemów Bezzałogowych, Robert Browdi, w styczniu do rosyjskiej armii dołączyło około 22 000 nowych rekrutów, podczas gdy straty wyniosły 30 618 żołnierzy, co daje ujemny bilans na poziomie 8 618 osób. Tak wysoki wskaźnik strat, sięgający średnio ponad tysiąca żołnierzy dziennie w końcówce 2025 roku, stawia pod znakiem zapytania zdolność Rosji do prowadzenia długotrwałych operacji ofensywnych bez ogłaszania kolejnej, niepopularnej fali mobilizacji.
Z kolei European Pravda, cytując oświadczenie wysokiego rangą urzędnika NATO, który rozmawiał z dziennikarzami, przekazał, że z szacunków wywiadu Sojuszu wynika, że armia rosyjska straciła w zeszłym roku 400 000 zabitych i rannych żołnierzy.
Ukraińskie drony dziesiątkują rosyjskie wojska. Na czym polega nowa strategia Kijowa?
Główną przyczyną gwałtownego wzrostu rosyjskich strat jest rozwój ukraińskich możliwości dotyczących walki z użyciem dronów. Kijów z powodzeniem wdraża strategię wojny asymetrycznej, w której technologia odgrywa kluczową rolę w niwelowaniu przewagi liczebnej przeciwnika.
Minister obrony Ukrainy, Mychajło Fedorow, przedstawił ambitną strategię, której celem jest zadawanie Rosji strat na poziomie 50 tysięcy żołnierzy miesięcznie. Ma to na celu podniesienie kosztów wojny do poziomu nieakceptowalnego dla Kremla, co w konsekwencji zmusiłoby Rosję do szukania pokoju. Dane ze stycznia, wskazujące na straty przekraczające 30 tys. osób, sugerują, że Kijów jest na dobrej drodze do realizacji tego planu. Fedorow podkreślił, że już w grudniu 2025 roku ukraińskie siły zbrojne wyeliminowały 35 tysięcy rosyjskich żołnierzy, a straty te zostały potwierdzone nagraniami wideo.
Zełenski w styczniu mówił, że drony są obecnie odpowiedzialne za zniszczenie ponad 80% celów wroga. Według jego słów w ciągu ostatniego roku ukraińskie drony przeprowadziły prawie 820 000 precyzyjnych ataków, a każde trafienie zostało starannie udokumentowane. Zełenski zwrócił również uwagę na system premiowania oparty na wynikach, mający na celu motywowanie jednostek i przyspieszenie rezultatów na polu walki. Według prezydenta, struktura motywacyjna pomogła zwiększyć wydajność i rozliczalność operatorów dronów.
Ukraina planowała w zeszłym roku wyprodukować około 2,5 miliona dronów z widokiem z pierwszej osoby, choć według niektórych lokalnych szacunków może to być nawet 4,5 miliona. Według raportu łotewskiego wywiadu zagranicznego z zeszłego miesiąca drony odpowiadają za 70–80 proc. zabitych i rannych po obu stronach.
Problemy rekrutacyjne Moskwy. Czy Rosji zabraknie żołnierzy?
Jednoczesny wzrost strat i spadek liczby chętnych do walki stawiają Kreml w niezwykle trudnej sytuacji. W 2025 roku, jak informowały rosyjskie media, tempo rekrutacji żołnierzy kontraktowych wyraźnie spadło. W Moskwie liczba podpisujących kontrakty zmniejszyła się o około jedną czwartą w porównaniu z rokiem poprzednim.
Rosyjskie władze próbują łatać dziury w personelu, sięgając po coraz bardziej zdesperowane metody. Obniżono wymogi zdrowotne dla kandydatów, dopuszczając do służby osoby z chorobami przewlekłymi. Wśród rekrutów dominują osoby słabo zmotywowane, często z problemami finansowymi lub społecznymi, a średnia wieku ochotników rośnie. Moskwy musi także rekrutować większy odsetek osób oskarżonych o przestępstwa, zmuszać poborowych do podpisywania kontraktów po zakończeniu obowiązkowej służby oraz odsyłać na front rannych żołnierzy.
Mimo to, roczna rekrutacja na poziomie około 400-420 tys. osób ledwo wystarcza na pokrycie bieżących strat, co uniemożliwia budowę strategicznych rezerw. Taka sytuacja może wkrótce postawić Kreml przed wyborem: albo znacząco ograniczyć skalę operacji ofensywnych, albo zdecydować się na kolejną masową mobilizację.
Według ukraińskiej grupy analitycznej Frontelligence Insight wskaźniki dezercji osiągnęły najwyższy poziom w trwającej niemal cztery lata wojnie. Chociaż Rosja realizuje cele rekrutacyjne na poziomie około 35 tys. osób miesięcznie, to według dowódcy naczelnego Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandra Syrskiego nawet 90 proc. nowych rekrutów w 2025 roku, wysyłano na zastępstwo strat bojowych. Zełenski powiedział, że straty na froncie w końcu stworzą Rosji większe trudności z utrzymaniem poziomu rekrutacji. „Jeśli to się utrzyma, w ciągu zaledwie kilku miesięcy stracą 100–120 tys. żołnierzy. I nie będą w stanie łatwo wypełnić tej luki” – stwierdził.
Financial Times zauważa, że Rosjanie zamiast wykorzystywać do szturmów pojazdy, siły rosyjskie walczą piechotą, przy pomocy lekkich ataków zmotoryzowanych i taktyką infiltracji, by przenikać poza ukraińskie pozycje. Tym samym mają mniejsze strat w sprzęcie, ale ogromne w ludziach. Ale za bardzo się tym nie przejmują, bo system dzięki kuszeniu systemem hojnych premii, finansowanych głównie z budżetów regionalnych jeszcze jest w stanie zapełnić straty. Dla przykładu w Chantr-Mansyjsku, największym rosyjskim regionie wydobywającym ropę, całkowity pakiet dla rekruta wynosi 4,1 mln rubli (ok. 53 tys. USD); 28 innych regionów oferuje premie, które w połączeniu z innymi wypłatami dają 2,5 mln rubli. Według Financial Times najatrakcyjniejsze premie są w najbiedniejszych regionach Rosji, które dostarczyły nieproporcjonalnie dużą liczbę żołnierzy, często z rdzennych populacji.
Raport niezależnego rosyjskiego portalu The Bell wykazał, że mężczyźni z regionów takich jak Buriacja czy Tuwa na Syberii ginęli w walce na Ukrainie 25 razy częściej niż mężczyźni z Moskwy. Wielu z nich zaciągało się do walki w imieniu bogatszych regionów, które oferowały wyższe wypłaty.
Konsekwencje dla przebiegu wojny. Pęka narracja o "pewnym zwycięstwie"?
Utrzymujący się wysoki poziom strat podważa kremlowską narrację o "specjalnej operacji wojskowej" idącej zgodnie z planem i nieuchronnym zwycięstwie Rosji. Ogromne ofiary w zamian za minimalne zdobycze terytorialne, gdzie postępy mierzone są w metrach dziennie, pokazują strategiczną porażkę Moskwy. Na przykład podczas ofensywy w Pokrowsku siły rosyjskie posuwały się ze średnią prędkością zaledwie 70 metrów dziennie. To wolniej niż w najbardziej brutalnych kampaniach ofensywnych ostatniego stulecia, w tym w krwawej bitwie nad Sommą podczas I wojny światowej - zauważa Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS). Siły rosyjskie zdobyły mniej niż 1,5% terytorium Ukrainy od początku 2024 roku.
Według analityków z Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS), Rosja od początku inwazji do końca 2025 roku straciła już około 1,2 miliona żołnierzy (zabitych, rannych i zaginionych), a liczba ofiar śmiertelnych wyniosła 325 000 co jest liczbą bezprecedensową w jakimkolwiek konflikcie od czasów II wojny światowej. Sir Richard Moore, były szef MI6, który udzielił 10 lutego wywiadu w podcaście „On the World” stacji Sky News dziennikarce Yaldie Hakim, powiedział, że w grudniu na Ukrainie zginęło około 30 000 Rosjan, określając tę liczbę jako „zaskakującą”. Moore porównał miesięczną liczbę ofiar śmiertelnych wśród żołnierzy rosyjskich do strat w wojnie radziecko-afgańskiej, która trwała 10 lat (1979-1989) i w jej wyniku zginęło około 20 000 żołnierzy radzieckich. Teraz tracą 30 000 w ciągu miesiąca. Dla jeszcze szerszego porównania Stany Zjednoczone straciły około 57 000 żołnierzy w wojnie koreańskiej i 47 000 w wojnie wietnamskiej.
Ta "wojna na wyniszczenie" staje się dla Rosji coraz trudniejsza do podtrzymania. Kurczące się zasoby ludzkie i sprzętowe, w połączeniu z rosnącą skutecznością ukraińskiej obrony, mogą w perspektywie najbliższych miesięcy doprowadzić do zmiany dynamiki na froncie. Do tego Rosja systematycznie traci znaczenie jako gospodarka światowa i spada do roli drugo- lub nawet trzeciorzędnego gracza. Choć jej gospodarka nie runęła, to wojna mocno ją obciąża. Produkcja maleje, konsumpcja słabnie, inflacja pozostaje bardzo wysoka, a rynek pracy znajduje się w coraz głębszym kryzysie. Wzrost PKB w 2025 roku wyniósł zaledwie 0,6%, a kraj nadal znacznie odstaje w najważniejszych nowoczesnych technologiach, zwłaszcza w dziedzinie sztucznej inteligencji. Co charakterystyczne Rosja nie ma ani jednej firmy w globalnej setce największych przedsiębiorstw technologicznych.
Pytanie, czy Kijów zdoła utrzymać obecne tempo zadawania strat i czy Zachód zapewni mu niezbędne wsparcie technologiczne, pozostaje kluczowe dla dalszych losów wojny.