Polska i Europa mają swojego "Palantira". Suwerenność cyfrowa jako zarządzanie ryzykiem, a nie manifest ideologiczny

2026-02-11 13:27 Tekst sponsorowany

W grudniu 2025 roku polska armia podpisała porozumienie dotyczące wykorzystania wrocławskiej platformy analitycznej DataWalk, wcześniej wdrożonej m.in. przez Policję oraz inne służby rządowe w Polsce i wybranych państwach europejskich. W zbliżonym czasie Polska zakontraktowała trzy satelity radarowe SAR od fińskiej spółki ICEYE, zarządzanej przez Polaka, za około 200 milionów euro, uzyskując – jak podkreślano oficjalnie – niezależność w radarowym rozpoznaniu i obrazowaniu.

Rozpatrywane osobno, decyzje te mogłyby zostać uznane za rutynowe zakupy technologiczne. Łącznie jednak wpisują się w szerszy proces, który w ostatnich kilkunastu miesiącach staje się coraz wyraźniejszy w całej Europie — od Francji i Szwajcarii, przez Niemcy, po Skandynawię — polegający na stopniowym ograniczaniu ryzyka związanego z zależnością od technologii i infrastruktury spoza Unii Europejskiej w obszarach uznawanych za krytyczne dla funkcjonowania państwa.

Nie jest to próba zerwania relacji transatlantyckich ani zwrot o charakterze ideologicznym. Europejscy decydenci coraz częściej opisują ten proces jako „de-risking”, a nie „decoupling” – świadome zarządzanie zależnościami, a nie ich gwałtowne przecinanie. Jest to proces powolny, selektywny i rozłożony na lata, ale coraz trudniej go odwrócić.

Od neutralnej globalizacji do polityki ryzyka

Przez dekady europejskie państwa funkcjonowały w przekonaniu, że technologia – podobnie jak handel czy kapitał – pozostaje w dużej mierze neutralna geopolitycznie. Globalne łańcuchy dostaw, również cyfrowe, optymalizowano głównie pod kątem ceny, jakości i dostępności, zakładając, że jurysdykcja dostawcy ma znaczenie drugorzędne.

To założenie zaczęło się kruszyć niemal równolegle w kilku sektorach. Najpierw w energetyce, gdzie zastąpienie jednej zależności inną okazało się tylko częściowym rozwiązaniem. Następnie w obronności, gdy europejskie stolice zaczęły publicznie zadawać pytanie o realność gwarancji bezpieczeństwa. Wreszcie w technologii cyfrowej, gdzie koncentracja kluczowych platform poza Europą zaczęła być postrzegana nie jako naturalny efekt globalizacji, lecz jako źródło strukturalnego ryzyka.

Jak mówił w czasie konferencji Portalu Obronnego pt: "SAFE - i co dalej?" w panelu: „Program SAFE a rozwój krajowego przemysłu obronnego i strategicznego” Mateusz Ciesielski, Head Of Business Development z DataWalk:

"Program Safe jest naprawdę bardzo dobrze komunikowany. Ja też nie pamiętam, żeby kiedykolwiek w obszarze resortu obrony narodowej było coś podobnego. Ja reprezentuję firmę Data World, która jest trochę specyficznym podmiotem, bo my produkujemy analitykę – czyli produkty do analizy danych, sztuczną inteligencję – co nie jest typowym elementem przemysłu obronnego, natomiast jak najbardziej niezbędnym w obecnych czasach. I rzeczywiście od ośmiu lat rozmawiam z resortem obrony narodowej. Robimy różne prototypy, spotkania i tak dalej. Teraz wiążemy ogromne nadzieje z Safe’em".

Mateusz Ciesielski, zgodził się z tym, że nie dało się przeoczyć Safe’a, jak mówił: 

"Rzeczywiście komunikacja ze strony resortu do rynku była bardzo intensywna i klarowna – było jasno powiedziane, co trzeba zrobić. Naprawdę trzeba by się bardzo postarać, żeby to przegapić albo zrobić coś źle (...) Natomiast to jest ogromna, ogromna szansa. Mogę nawet porównać z European Defence Fund, który jest skomplikowanym programem i dla mniejszych podmiotów niemal nieosiągalnym. To sprawia, że mniejsze podmioty praktycznie nie mogą z tego skorzystać. W tym kontekście polski program Safe czy Tarcza Wschód wypadają bardzo, bardzo korzystnie".

Mechanizm ten jest wspólny dla wszystkich tych obszarów. Dopóki środowisko międzynarodowe pozostaje stabilne, zależności są akceptowalne. Gdy jednak pojawia się niepewność geopolityczna, te same zależności zaczynają być postrzegane jako potencjalne punkty nacisku.

Technologie decyzyjne jako nowa infrastruktura krytyczna

Najistotniejsza zmiana dotyczy systemów, które nie są już traktowane wyłącznie jako narzędzia informatyczne, lecz jako infrastruktura wspierająca decyzje państwowe. Platformy analityczne łączące dane policyjne, wywiadowcze, finansowe czy administracyjne coraz częściej uznawane są za element nowego „układu nerwowego” państwa.

Ich wpływ wykracza daleko poza poprawę efektywności administracji. Kształtują one to, jakie informacje stają się widoczne, jakie zależności są wykrywane oraz jakie scenariusze uznawane są za prawdopodobne. W tym sensie nie są neutralne, nawet jeśli nie podejmują decyzji wprost.

To właśnie w tym kontekście w europejskiej debacie regularnie pojawia się przykład Palantir Technologies. Nie dlatego, że jego technologia jest kwestionowana, lecz dlatego, że koncentracja kompetencji analitycznych i rozwojowych po stronie jednego dostawcy, działającego poza unijną jurysdykcją, zaczęła być postrzegana jako problem ustrojowy, a nie wyłącznie kontraktowy.

Wraz z narastającym napięciem pomiędzy europejskim reżimem ochrony danych a amerykańskim CLOUD Act pytania o jurysdykcję, audytowalność algorytmów oraz zdolność instytucji publicznych do samodzielnego utrzymania i rozwoju systemów przestały być abstrakcyjne. Stały się elementem bieżącej polityki publicznej.

Europejska odpowiedź: dywersyfikacja zamiast zerwania

Europejska reakcja na te wyzwania nie polega na gwałtownym odrzuceniu technologii spoza UE. Przeciwnie, obserwujemy stopniowy proces dywersyfikacji obejmujący kolejne warstwy infrastruktury państwowej.

W administracji publicznej część państw zaczęła ograniczać wykorzystanie amerykańskich platform komunikacyjnych, zastępując je rozwiązaniami funkcjonującymi w europejskiej jurysdykcji. W obszarze chmury coraz częściej stosuje się segmentację danych według poziomu wrażliwości, rezerwując europejskie środowiska obliczeniowe dla informacji objętych szczególną ochroną prawną. W finansach rośnie debata o koncentracji infrastruktury płatniczej i potrzebie utrzymania europejskich zdolności rozliczeniowych.

Ten sam sposób myślenia zaczyna być stosowany wobec technologii analitycznych wykorzystywanych przez państwo. Nie chodzi o szybkie zastąpienie jednego dostawcy innym, lecz o ograniczenie ryzyka sytuacji, w której kluczowe kompetencje operacyjne i rozwojowe znajdują się całkowicie poza kontrolą instytucji publicznych.

Polska w europejskim procesie uczenia się suwerenności

Na tym tle decyzje podejmowane w Polsce przestają być lokalnym wyjątkiem. Wpisują się w szerszy europejski proces stopniowego „uczenia się suwerenności” w praktyce, a nie w deklaracjach.

Polska pozostaje poniżej średniej unijnej pod względem adopcji zaawansowanej analityki i sztucznej inteligencji. Jednocześnie jest miejscem, w którym powstają technologie wykorzystywane globalnie, również w sektorach uznawanych za strategiczne. To napięcie pomiędzy zapóźnieniem a realnymi kompetencjami nie jest zjawiskiem wyjątkowym – dotyczy znacznej części Europy.

W tym kontekście DataWalk nie jest „polskim Palantirem” w sensie prostego odpowiednika amerykańskiej platformy. Jest raczej przykładem europejskiej technologii analitycznej zaprojektowanej w oparciu o inne założenia instytucjonalne.

Zamiast modelu, w którym zamknięte algorytmy funkcjonują jako usługa kontrolowana przez dostawcę, system został zaprojektowany tak, aby maksymalizować kontrolę instytucji publicznej nad własnym środowiskiem analitycznym, zarówno w zakresie jego utrzymania, jak i dalszego rozwoju. Oznacza to przesunięcie środka ciężkości w stronę klienta, przy jednoczesnym zachowaniu standardowego wsparcia producenta. Kluczowa wiedza o działaniu systemu i kierunku jego rozwoju pozostaje jednak po stronie państwa, a nie wyłącznie dostawcy technologii.

Takie podejście lepiej odpowiada realiom administracji publicznej, w tym wymogom wynikającym z GDPR oraz obowiązkowi przeprowadzania Data Protection Impact Assessment dla systemów o wysokim wpływie na prawa obywateli.

Jak zauważył Mateusz Ciesielski w czasie konferencji Portalu Obronnego: 

"Jeśli chodzi o samodzielność strategiczną i miękki wpływ Polski – powinniśmy budować na mocnych stronach, a nie zaczynać od zera tam, gdzie nie mamy żadnego doświadczenia. Budujmy na tym, co już mamy. Padło tu kilka przykładów produktów eksportowych – to właśnie na tych mocnych stronach powinniśmy się opierać. Wydaje mi się, że kompleksowym obszarem, w którym Polska mogłaby realnie być liderem, jest właśnie analityka, dane, software. Mamy ogromny potencjał – zarówno jeśli chodzi o talenty inżynierskie, jak i o liczbę firm wdrożeniowych oraz produktowych. Z punktu widzenia strategicznego naprawdę warto byłoby o tym pomyśleć".

Jak dalej zwrócił uwagę:

"Polska firma, której rozwiązania nie działają z polskim MON-em, tylko działają wszędzie indziej – to jest trochę odwrócona logika. Wystarczy spojrzeć na sposób działania Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch czy Izraela – tam współpraca prywatnych podmiotów z wojskiem jest bardzo ścisła, wsparcie jest ogromne, chodzą pod rękę. To jest coś więcej niż widoczne. Wydaje mi się, że wreszcie dochodzimy do dojrzałości i rozumiemy, że to nie jest nic złego – tylko właśnie tak powinno się robić. Widzę tu wręcz kopernikańską rewolucję w tym, co dzieje się w polskiej obronności przez ostatnie półtora–dwa lata. Oby tak dalej, bo do tej pory to było postawione na głowie, a teraz zaczynamy wreszcie działać tak, jak działają dojrzałe gospodarki".

Państwa nie mają luksusu uczenia się w kryzysie

W debacie o suwerenności cyfrowej często pomija się jeden fundamentalny fakt: państwa nie mają luksusu uczenia się technologii w momencie kryzysu. Zdolność do samodzielnego utrzymania i rozwoju systemów analitycznych musi istnieć wcześniej – zanim pojawi się presja polityczna, konflikt prawny czy ograniczenie współpracy międzynarodowej.

W tym sensie europejskie technologie, które zdobywały doświadczenie operacyjne poza Europą, odgrywają szczególną rolę. DataWalk przez lata rozwijał się na rynku amerykańskim, pracując dla instytucji federalnych oraz dużych organizacji finansowych. W jednym z najbardziej wymagających środowisk operacyjnych został wybrany jako zamiennik Palantira dotychczas wykorzystywanego w kluczowej agencji prowadzonej przez Ministerstwo Sprawiedliwości USA?

To doświadczenie nie jest argumentem marketingowym, lecz dowodem, że europejska technologia może spełniać standardy operacyjne narzucone przez najbardziej wymagających użytkowników na świecie. Dla europejskich decydentów oznacza to coś więcej niż sukces eksportowy. Oznacza, że budowanie autonomii technologicznej nie musi odbywać się kosztem jakości ani bezpieczeństwa.

Jak mówił Mateusz Ciesielski w czasie panelu: 

"Jeżeli chodzi o budowanie europejskiej i polskiej przewagi technologicznej oraz samodzielności strategicznej – to na pewno jest szansa. Miesiąc temu spotkałem się z generałem Molendą. Mówił, że kiedy zaczynał misję w DKWOC-u, średni czas przeprowadzenia procedury zakupowej w obszarze informatyki w resorcie obrony narodowej wynosił 8 lat. Wszyscy wiemy, co oznacza 8 lat w informatyce – zarówno pod kątem hardware’u, jak i software’u. I wciąż często są to lata, na pewno kwartały, ale jednak lata. Im bardziej uda się skracać ten czas, tym szybciej będziemy mogli wdrażać nowe rozwiązania. To zresztą jedno z kluczowych doświadczeń z Ukrainy – szybka adopcja technologii i iterowanie w trakcie działań. Dlatego jako przedstawiciel świata IT apelowałbym o skracanie tych cykli dostaw, żeby móc iterować już na wdrożonym narzędziu".

Pieniądze są. Stawką są kompetencje

Między 2021 a 2024 rokiem Unia Europejska przeznaczyła 208 miliardów euro na transformację cyfrową, z czego 61 miliardów trafiło bezpośrednio do administracji publicznej. Rynek systemów analitycznych i wspierania decyzji rośnie w tempie od kilkudziesięciu procent rocznie. Skala środków jest wystarczająca, by budować trwałe europejskie kompetencje technologiczne.

Bez świadomej polityki zakupowej środki te mogą jednak utrwalać istniejące zależności zamiast je redukować. Dlatego inicjatywy takie jak EuroStack oraz postulaty „Buy European” zyskują dziś poparcie także w krajach, które jeszcze kilka lat temu były wobec nich sceptyczne. Nie chodzi w nich o protekcjonizm, lecz o ograniczenie ryzyka koncentracji w obszarach krytycznych.

Konkluzja

Europa – w tym Polska – nie zaczyna od zera. Dysponuje technologiami, talentami i kapitałem. To, czego wciąż się uczy, to traktowanie infrastruktury cyfrowej jako elementu bezpieczeństwa państwa, a nie wyłącznie rynku.

Suwerenność cyfrowa nie oznacza zerwania relacji transatlantyckich. Oznacza posiadanie realnych alternatyw oraz zdolności wyboru w długim horyzoncie czasowym. W tym sensie pytanie nie brzmi, czy Europa ma swojego „Palantira”. Pytanie brzmi, czy potrafi stworzyć warunki, w których takich technologii będzie więcej niż jedna, a państwa zachowają realną kontrolę nad systemami, od których zależą ich decyzje.

Garda: Krzysztof Gawkowski
Portal Obronny SE Google News