Spis treści
- Kto pierwszy w kolejce po amerykańską broń? Nowe kryteria dla sojuszników
- Reforma FMS i wzmocniona kontrola: Koniec z nieautoryzowanym transferem broni
- Co to oznacza dla Polski? Szanse i wyzwania w dostępie do technologii
- Czy program SAFE zaszkodzi Polsce w zakupach broni z USA
- Długofalowe skutki dla globalnego rynku zbrojeń
Podpisana przez prezydenta Donalda Trumpa nowa strategia dotycząca transferu broni konwencjonalnej (Conventional Arms Transfer - CAT) stanowi radykalne odejście od polityki poprzednich administracji. Jej nadrzędnym celem jest zapewnienie, że sprzedaż uzbrojenia będzie priorytetowo traktować interesy amerykańskie. Osiągnięte ma to być poprzez wykorzystanie zagranicznych zakupów i kapitału do rozbudowy potencjału produkcyjnego w Stanach Zjednoczonych. Innymi słowy, przychody generowane przez eksport broni mają być reinwestowane w amerykański przemysł zbrojeniowy, co ma zwiększyć jego wydajność i innowacyjność.
Doktryna ta, wpisująca się w szerszą filozofię "America First", ma na celu nie tylko wzmocnienie gospodarki, ale również zapewnienie amerykańskim siłom zbrojnym pierwszeństwa w dostępie do najnowszego sprzętu. Poprzednia polityka, określana jako "partner-first", według Białego Domu prowadziła do opóźnień i problemów produkcyjnych dla własnej armii. Nowe podejście ma odwrócić te priorytety, stawiając potrzeby USA na pierwszym miejscu.
Kto pierwszy w kolejce po amerykańską broń? Nowe kryteria dla sojuszników
Rozporządzenie jasno precyzuje, którzy partnerzy mogą liczyć na preferencyjne traktowanie. Dokument nakazuje sporządzenie specjalnej listy priorytetowego sprzętu oraz określa, że pierwszeństwo w dostępie do niego będą mieli sojusznicy spełniający określone warunki. Należą do nich:
- Partnerzy, którzy zainwestowali we własną samoobronę i zdolności, co w praktyce oznacza kraje przeznaczające znaczne środki na modernizację armii i wydatki obronne, np. realizujące cel NATO dotyczący 2% PKB.
- Państwa, które odgrywają kluczową rolę lub mają kluczowe znaczenie w planach i operacjach Stanów Zjednoczonych.
- Sojusznicy, którzy przyczyniają się do bezpieczeństwa gospodarczego USA.
W praktyce oznacza to, że kraje o wysokich wydatkach wojskowych i prowadzące ścisłą współpracę z Pentagonem będą obsługiwane szybciej niż pozostali klienci, nawet jeśli dysponują odpowiednimi środkami finansowymi. Takie postawienie sprawy jest wyraźnym sygnałem dla sojuszników, że zaangażowanie finansowe w obronność będzie bezpośrednio przekładać się na szybkość i dostępność amerykańskich technologii.
Reforma FMS i wzmocniona kontrola: Koniec z nieautoryzowanym transferem broni
Nowa strategia zakłada również istotne zmiany w procedurach programu Foreign Military Sales (FMS), który jest głównym kanałem sprzedaży amerykańskiego uzbrojenia rządom innych państw. Celem reformy jest usprawnienie procesu, ale także wzmocnienie nadzoru nad końcowym użytkownikiem sprzętu. Dokument nakazuje wdrożenie skuteczniejszych metod monitorowania, aby przeciwdziałać nieautoryzowanemu transferowi broni do krajów trzecich. Ma to kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa USA i ich sojuszników, zapobiegając sytuacji, w której zaawansowana technologia wojskowa trafia w niepowołane ręce.
Reforma ma także na celu zwiększenie transparentności i przewidywalności dostaw, co od dawna było bolączką systemu FMS, znanego z długich i skomplikowanych procedur. Przyspieszenie procesów decyzyjnych i realizacyjnych jest jednym z kluczowych postulatów nowej polityki.
Co to oznacza dla Polski? Szanse i wyzwania w dostępie do technologii
Z perspektywy Warszawy nowa strategia USA niesie zarówno szanse, jak i wyzwania. Polska od lat jest jednym z liderów w NATO pod względem wydatków na obronność, a w ostatnich latach te nakłady znacząco wzrosły, zbliżając się do 5% PKB. To stawia nasz kraj w uprzywilejowanej pozycji w świetle nowych kryteriów i teoretycznie powinno gwarantować priorytetowy dostęp do amerykańskiego uzbrojenia.
Jednak kluczową barierą pozostają restrykcyjne regulacje ITAR (International Traffic in Arms Regulations), o których zwolnienie lub uproszczenie polskie władze zabiegają od miesięcy. Przepisy te znacząco komplikują i wydłużają proces transferu najbardziej zaawansowanych technologii. Pomimo że nowa strategia może skrócić kolejki w programie FMS, nie gwarantuje ona automatycznego zniesienia barier biurokratycznych wynikających z ITAR. Dlatego, choć Polska jest postrzegana jako kluczowy sojusznik inwestujący w swoje bezpieczeństwo, realne przyspieszenie dostępu do technologii będzie zależało od dalszych, szczegółowych negocjacji i ewentualnych zmian w samych regulacjach ITAR.
Czy program SAFE zaszkodzi Polsce w zakupach broni z USA
Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, na czele z szefem BBN-u Sławomirem Cenckiewiczem od pewnego czasu zwraca uwagę, że problem z SAFE polega na tym, że nie można zakupić broni ze Stanów Zjednoczonych i Republiki Korei, które w ciągu ostatnich lat stały się kluczowymi partnerami, gdzie Polska kupuje broń. Jak mówił niedawno szef BBN w Radiu Zet:
"Opieranie wyposażenia armii na uzbrojeniu z USA to nie jest najważniejsza kwestia, ale bardzo istotna. Amerykanie mają przewagę technologiczną, ich sprzęt jest najlepszy. To jest również kwestia pewnego wysiłku politycznego. Polskie rządy, głównie poprzednie – ale to było w części kontynuowane również teraz – musiały wywalczyć zgodę Kongresu, żeby określony sprzęt sprzedawać Polsce. Polska od lat kupuje sprzęt amerykański. Ważna jest kwestia kompatybilności i interoperacyjności sprzętu, który jest na wyposażeniu Wojska Polskiego, w sytuacji, kiedy zaczniemy przezbrajać polską armię w kierunku sprzętu europejskiego. Co do tego też mam wątpliwości, bo co zastąpi F-35 albo Abramsy? Chyba że niemieckie czołgi. Ale kto nam zbuduje tarczę antyrakietową czy tzw. żelazną kopułę?"
Cenckiewicz zaznaczył, że Prezydent chce znać szczegóły dotyczące programu SAFE. "BBN zna wniosek złożony do Komisji Europejskiej. Sama minister Sobkowiak mówi, że jeśli chodzi o kwestie wykonawców i zamówień, nie jest to dokument, który zamyka te kwestie w 100 proc. Chcielibyśmy znać tę listę".
Szef BBN-u zwrócił także uwagę, że pojawiły się istotne pytania, jak będzie wyglądała obsługa kredytów amerykańskich i koreańskich, czyli Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, w zestawieniu ze spłatą pożyczki SAFE.
"Budżet MON to ponad 200 mld zł, a ma obsługiwać trzy wielkie kredyty. Pojawiły się informacje, że z korespondencji między MON a Ministrem Finansów wynika podobno, że w 2028 r. MON może zbankrutować, bo budżet będzie obsługiwał tylko kredyty. Rozwój sił zbrojnych to coś więcej, niż tylko obsługa kredytów na zakup broni na przestrzeni lat" - zwracała uwagę szef BBN.
Z kolei zastępca Szefa BBN gen. bryg. rez. Andrzej Kowalski dla Magazynu Anity Gargas, twierdził, że "SAFE ma wzmocnić europejską gospodarkę"
"Twórcy SAFE nie przejmują się naszymi zamówieniami na koreańskie czy amerykańskie uzbrojenie. Stworzyli mechanizm, który ma wzmocnić europejski przemysł obronny. Silna jest tu argumentacja, że Amerykanie zmienili podejście do Europy, żądają samodzielności na płaszczyźnie obronnej, więc rozsądne jest inwestować duże środki w rozwój europejskiego przemysłu".
Według niego:
"Problem, że z perspektywy największych europejskich graczy wzmocnienie europejskiego przemysłu obronnego jest świetnym mechanizmem marginalizacji amerykańskiej obecności w Europie. Ale w NATO wszystkie najskuteczniejsze mechanizmy - planowania, dowodzenia - są oparte o doświadczenia amerykańskie, podparte amerykańską technologią".
Powiedział on także, że "Nie da się nagle ogłosić niezależności od amerykańskiego dowodzenia, sprzętu. Wymagałoby to dużych nakładów po stronie europejskiej oraz zmiany modelu funkcjonowania sojuszniczego".
zastępca szefa BBN uważa, że "Jeśli z uporem będziemy wysyłać Amerykanom takie sygnały i realizować politykę związaną z rezygnacją z amerykańskiego uzbrojenia w europejskich siłach zbrojnych, być może osłabimy pewne zdolności obronne. NATO przestanie być skutecznym sojuszem obronnym, a stanie się grupą państw mówiących o wspólnej obronie".
Zwracał on także uwagę na inwestycje:
"Inwestujemy w obronę Polski czy w obronę Unii Europejskiej? Jeśli mamy się bronić z partnerami na flance wschodniej, to ta inwestycja może ma sens. Ale jeśli w Brukseli, Paryżu czy Berlinie są snute kalkulacje polityczne, że Polacy będą inwestować nie tylko w obronę flanki wschodniej, ale za pożyczone przez Polaków pieniądze budowana jest zapora przeciw rosyjskiemu imperializmowi, to powinniśmy twardo domagać się od partnerów na zachodzie, dlaczego nie zwiększają budżetów obronnych, a my zaciągamy coraz większe pożyczki i jesteśmy przymuszani, aby kupować coś, co nie do końca musi nam pasować".
W opinii zastępcy szefa BBN-u:
"Jeśli musimy zamówić coś, co wykracza poza nasze zdolności produkcyjne, najczęściej będzie oferował to przemysł niemiecki, francuski, włoski. To są potentaci, którzy produkują rzeczy naprawdę dobre. Ale my wiele lat temu postawiliśmy na amerykańskie uzbrojenie - najlepsze, sprawdzone w licznych konfliktach".
Długofalowe skutki dla globalnego rynku zbrojeń
Wprowadzenie doktryny "America First" do sprzedaży uzbrojenia będzie miało daleko idące konsekwencje. Z jednej strony, może to zachęcić sojuszników USA do zwiększania wydatków na obronność, aby zapewnić sobie lepszą pozycję w kolejce po sprzęt. Z drugiej, może to być postrzegane jako bardziej transakcyjne podejście do sojuszy, w którym wsparcie militarne jest uzależnione od korzyści ekonomicznych dla Stanów Zjednoczonych.
Stany Zjednoczone, będące największym eksporterem broni na świecie, poprzez tę strategię dążą do dalszego wzmocnienia swojej dominacji na rynku. W roku fiskalnym 2025 sprzedaż amerykańskiego sprzętu wojskowego za granicę wzrosła do rekordowych poziomów, co częściowo było napędzane przez konieczność uzupełniania arsenałów po wsparciu udzielonym Ukrainie. Nowa polityka ma na celu dalsze zdyskontowanie tej pozycji, czyniąc z eksportu broni jeszcze ważniejsze narzędzie polityki zagranicznej i gospodarczej USA.
Polska jako kluczowy sojusznik może zyskać, poprzez sprzedaż mniej dostępną dla innych krajów, jednak to nie może polegać na bezrefleksyjnym kupowaniu amerykańskiego sprzętu za grube dolary. Czasem polskie rozwiązania są dużo lepsze od amerykańskich a przy tym dużo tańsze. Nie możemy pokazywać stronie amerykańskiej, że kupimy wszystko bez zająknięcia, bo będą dyktować absurdalne ceny i warunki. Jak mówił niedawno wiceminister Aktywów Państwowych Konrad Gołota: Największym szokiem było dla naszych partnerów amerykańskich, kiedy powiedzieliśmy im, że my chcemy z nimi współpracować, ale na innych zasadach” – wyjaśnia wiceszef MAP, który uświadomił partnerom zza oceanu, że program SAFE wymusza zdecydowanie większą współpracę przemysłów obronnych europejskich, zakupy w przemyśle europejskim. Jak mówi -„Albo zmienią swoje podejście do współpracy, albo będą coraz mniej kraje europejskie od nich kupowały. I mam takie wrażenie, że oni musieli to sobie przemyśleć. Niektóre z tych spółek, z którymi rozmawiałem, zaczynają powoli wracać z jakimiś pomysłami na zmianę modelu współpracy.”