- Zachód zwiększa presję na Rosję, m.in. poprzez blokowanie statków „floty cienia” i wsparcie wywiadowcze dla Ukrainy.
- Ukraina, wspierana danymi wywiadowczymi z USA i Francji, celuje w rosyjską infrastrukturę naftową, wywołując lokalne braki paliwa.
- Rosyjski oligarcha Deripaska ostrzega przed spadkiem cen ropy, co może zmusić Kreml do bolesnych wyborów finansowych.
- Czy narastająca presja zmusi Rosję do negocjacji pokojowych? Przeczytaj cały artykuł, aby poznać analizę sytuacji.
NATO zwiększa presję na Rosję. Blokuje statki „floty cienia”
Statek, który płynął z St. Petersburga do Hajfy, został bardzo szybko zidentyfikowany jako sprawca uszkodzenia i następnie zatrzymany przez Finów, ale eksperci spodziewają się nasilenie tego rodzaju „nieszczęśliwych wypadków” w najbliższych miesiącach. Decyzja o wspólnej polityce państw NATO wobec rosyjskich statków „floty cienia” ma nie tylko wysoki potencjał eskalacyjny, bo Moskwa już zapowiedziała formowanie konwojów ochranianych przez jej marynarkę wojenną, ale może też być odczytywana w kategoriach narzędzia presji na rosyjską gospodarkę, w szczególności zdolności do eksportu surowców, w tym energetycznych, przez porty Morza Bałtyckiego, które wykonują ponad połowę rosyjskich przeładunków.
To kolejne w ostatnich tygodniach doniesienia potwierdzające, że również państwa Zachodu wspierające Ukrainę przystąpiły do „wojny na wyniszczenie", zwiększając presję na rosyjską gospodarkę i przede wszystkim system finansów publicznych. W długim artykule dziennika "The New York Times", który poświęcony był polityce Donalda Trumpa wobec kwestii zakończenia wojny na Ukrainie znaleźć można było informacje, że od lata 2025 roku skala wsparcia CIA dla sił zbrojnych broniącego się kraju znacząco wzrosła.
Przede wszystkich chodzi o dane zwiadu radioelektronicznego, które Amerykanie przekazują obecnie ukraińskim siłom zbrojnym. Umożliwiają one precyzyjny targeting, czyli naprowadzanie dornów dalekiego zasięgu i rakiet ukraińskiej konstrukcji na cele położone głęboko na tyłach wroga. Co więcej przekazywane są obecnie „na bieżąco” i obejmują cały obszar Federacji Rosyjskiej, co oznacza, iż ograniczenia z czasów administracji Bidena zostały zdjęte.
Ukraina celuje w rosyjską infrastrukturę naftową
Amerykańscy eksperci, jak donosi dziennik, poddali też analizie to, w jaki sposób funkcjonują rosyjskie instalacje do przetwórstwa ropy naftowej i gdzie się znajdują ich „słabe punkty”. Znaleziono takie elementy, których zniszczenie unieruchamia na znaczny czas linie technologiczne, bo Rosjanom - w związku z nadal obowiązującymi sankcjami - trudno pozyskać maszyny współtworzące węzły technologiczne.
W przeciwieństwie do spektakularnych uderzeń na magazyny paliwowe, które dominowały w pierwszej fazie ukraińskich ataków w miesiącach letnich ubiegłego roku, teraz mamy do czynienia z mniej „medialnymi”, za to groźniejszymi dla Rosjan „trafieniami punktowymi”. Ostatnio w ukraińskich mediach pojawiły się też doniesienia o tym, że dane zwiadu elektronicznego przekazywane są w coraz większym stopniu również przez Francję, nawet mają one stanowić 2/3 „strumienia informacyjnego”.
Miał o tym w połowie stycznia powiedzieć Emmanuel Macron w toku spotkania z żołnierzami w jednej z baz wojskowych. Wcześniej, w maju ubiegłego roku, o tego rodzaju współpracy miał wspominać Sebastien Lacornou, francuski minister obrony, deklarując, że „Ukraina nie pozostanie sama”, jeśli Amerykanie, na co się wówczas zanosiło, ograniczą dostęp do danych wywiadu elektronicznego.
Francuzi dysponują konstelacją trzech wojskowych satelitów CSO, która została oddana do użytku w ubiegłym roku. Bloki optyczne tych satelitów, dostarczone przez firmę Thales, mają możliwość, w opinii ekspertów, ze względu na swa manewrowość, wykonywać w tym samym czasie wiele zdjęć tych samych obiektów pod różnymi kontami. Dodatkowo francuskie ministerstwo obrony wykorzystuje (jest najważniejszym klientem) zdolności satelitów z rodziny Pleiades, które umieszczone zostały na orbicie okołoziemskiej w ramach projektu komercyjnego przez konsorcjum Airbus Defence and Space.
Rosja produkuje ok. 270 mln ton ropy naftowej w roku
Siły ukraińskie, jak z tego wynika, mają obecnie dwa niezależne od siebie źródła danych niezbędnych do targetingu, które zaczęto z większą intensywnością pozyskiwać od połowy ubiegłego roku. To wyjaśnia - do pewnego stopnia - dlaczego uderzenia rakietowe na cele położone na rosyjskich tyłach zaczęły się dopiero kilka miesięcy temu, ale nie zwalnia nas z oceny ich dotychczasowej skuteczności. Jak zauważył Sergiej Wakulenko, emigracyjny rosyjski ekspert pracujący w Carnegie, mylące są doniesienia medialne, które zaczęły pojawiać się już jesienią ubiegłego roku o tym, że w wyniku uderzeń z powietrza Ukraińcy „wyłączyli 38 proc.” rosyjskich zdolności rafineryjnych.
Takie optymistyczne oceny pojawiły się choćby w październiku ubiegłego roku, jednak rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana. Po pierwsze nominalnych zdolności przetwórczych nie należy mylić z rzeczywiście wykorzystywanymi. Rosja w roku produkuje ok. 270 mln ton ropy naftowej, mając 327 mln ton nominalnych zdolności przerobowych. Oznacza to, że średnio nie wykorzystuje 22 proc. swego potencjału.
W przypadku ukraińskiego uderzenia na rafinerię, tak jak to miało miejsce ostatnio, na początku stycznia w Ilsku, w Kraju Krasnodarskim, nawet jeśli okazuje się ono skuteczne i przykładowo jedna z dwóch funkcjonujących linii technologicznych zostają wyłączona z eksploatacji, to nie oznacza to, automatycznie, jak zauważa Wakulenko, iż mamy do czynienia z unieruchomieniem 50 proc. zdolności przetwórczych.
Rosja ma nadwyżkę mocy przetwórczych w porównaniu z zapotrzebowaniem
Nominalnie tak i tego rodzaju dane przekazywane są międzynarodowej opinii publicznej, ale realne straty Rosjan, ze względu na utrzymywanie zdolności rezerwowych, są mniejsze. Rosja ma też nadwyżkę mocy przetwórczych w porównaniu z zapotrzebowaniem. W przypadku zdolności do produkcji benzyny Rosja ma 16 proc. większe możliwości produkcyjne niż wynoszą potrzeby rynku wewnętrznego. Po drugie, Rosjanie, co oczywiste, naprawiają szkody powstałe w wyniku nalotów.
I tak rafineria w Wołgogradzie, która atakowana była dwukrotnie 13 i 14 sierpnia, już 25 sierpnia wznowiła pracę wszystkich swoich linii technologicznych. Faktycznie, mimo informacji o „wyłączeniu z eksploatacji” 38 proc. mocy rosyjskich rafinerii, produkcja benzyny spadła, według ocen ukraińskiego wywiadu wojskowego, o 10 proc., co i tak wywołało napięcia na wewnętrznym rynku i skłoniło władze do czasowego zawieszenia eksportu a nawet deklaracji w sprawie importu benzyn z takich krajów jak Singapur czy Chin.
Ukraińcy osiągnęli efekt psychologiczny, że "wojna dotarła do Rosji"
Sergiej Wakulenko, w innym swym wystąpieniu, zwrócił też uwagę na to, z jak precyzyjnym planowaniem uderzeń na rosyjskie zdolności mamy do czynienia. Po pierwsze ataki na większa skalę rozpoczęto w sytuacji wzrostu popytu na benzynę ze strony ludności cywilnej, co miało związek z większą ruchliwością latem, bo ludzie wyjeżdżają na urlopy czy podmiejskie dacze. Po drugie strona ukraińska skorelowała te operacje z czasowymi, rutynowymi przestojami w rosyjskich rafineriach, które co roku latem przechodzą remonty i naprawy. Wreszcie: atakując lotniska ukraińskie siły zbrojne starały się zwiększyć zainteresowanie podróżami samochodowymi, bo połączenia lotnicze okazywały się mniej pewne, co automatycznie równa się wzrostowi zakupów paliwa przez ludność cywilną i może doprowadzić do „przeciążenia” systemu.
Ukraińcy wykorzystali fakt, że system produkcji i dystrybucji paliwa w Rosji ma charakter „węzłowy”, w którym lokalne rafinerie są też centrami dystrybucyjnymi. Ze względu na terytorialną rozległość kraju łatwo jest wywołać lokalne braki w zaopatrzeniu ze względu na trudności z logistyką i czas potrzebny na realizowanie dostaw. Ukraińskim siłom zbrojnym udało się w efekcie wywołać efekt psychologiczny, „wojna dotarła do Rosji”, bo jednym ze skutków uderzeń były lokalne przerwy w zaopatrzeniu i kolejki na stacjach benzynowych. Jednak trudno mówić aby udało się doprowadzić do zmian o charakterze strategicznym, ograniczyć rosyjskie możliwości w zakresie prowadzenia wojny czy zwiększyć skłonność Kremla do zawarcie nieakceptowanego przez siebie pokoju.
Atak USA na Wenezuelę skomplikował sytuację rosyjskiego sektora wydobycia
Amerykański atak na Wenezuelę jeszcze skomplikował sytuację rosyjskiego sektora wydobycia i przetwórstwa ropy naftowej. Oleg Deripaska stwierdził, że przejęcie przez Amerykanów kontroli nas zasobami ropy naftowej tego kraju nie tyle wpływa na obecną sytuację rosyjskiego budżetu i zwiększa ryzyko drastycznego spadku dochodów z eksportu węglowodorów, co raczej oznaczać może długofalową zmianę na światowych rynkach tego surowca. Chodzi o to, że rynki mogą spodziewać się w dłuższej, kilkuletniej perspektywie, wzrostu podaży i w konsekwencji spadku cen, co już obecnie skłonić może niektóre państwa OPEC mające rezerwy w zakresie wydobycia do rezygnacji z dotychczasowej polityki jej ograniczania po to, aby utrzymywać ceny na stabilnym, wysokim poziomie.
Nie można zresztą wykluczyć, że obalenie Maduro i przekazywanie przez CIA danych wywiadowczych Ukraińcom to elementy tej samej strategii, bo jak poinformował dziennik "The Wall Street Journal" przygotowania do obalenia Maduro rozpoczęły się latem ubiegłego roku, w tym samym czasie, co wzrost skali ukraińskich uderzeń dronami dalekiego zasięgu, które wymierzone były i są w rosyjską infrastrukturę wydobywczą i przetwórczą ropy naftowej. W takim ujęciu sankcje na Łukoil i Rosnieft, które Trump wprowadził w październiku, miałyby być kolejnym elementem, a nie głównym narzędziem, narastającej presji wywieranej przez Waszyngton na Moskwę po to, aby Rosja „poważnie potraktowała” propozycje pokojowe Trumpa.
Polecany artykuł:
Rosyjska gospodarka boleśnie odczuje wojnę
Wracając do ocen Deripaski, warto napisać, że ten rosyjski oligarcha jest zdania, iż „celem Amerykanów” jest utrzymanie cen ropy naftowej eksportowanej przez Rosję na poziomie 50 dolarów za baryłkę, co w średniookresowej perspektywie wywoła napięcia i konieczność dokonania przez Kreml bolesnych wyborów. Będzie to tym łatwiejsze, że zapasy ropy w posiadaniu Wenezueli i znajdującej się w sąsiedniej Gujanie, zdominowanej przez amerykańskie koncerny naftowe i samych Stanów Zjednoczonych, przekraczać będą łącznie połowę światowych zasobów, co ułatwi politykę presji na obniżenie cen na światowych rynkach.
Deripaska zauważył, iż w takiej sytuacji:
Naszemu świętemu kapitalizmowi państwowemu trudno będzie pozostawić wszystko bez zmian: nie ciąć kosztów, nie hamować wydatków publicznych, kontynuować realizację ambitnych projektów bez niezbędnej wiedzy fachowej i bez udziału prywatnego biznesu.
Dodatkowo pogarszająca się sytuacja budżetowa może oznaczać narastającą presję na sektor prywatny w Rosji, który już „od tego roku staje się głównym podatnikiem budżetu federalnego”. Innymi słowy kontynuowanie wojny będzie możliwe, ale ciężary związane z jej finansowaniem przerzucane zaczną być na inne sektory gospodarki, co w dłuższej perspektywie grozi destabilizacją, zarówno makroekonomiczną, jak i w konsekwencji - polityczną.
Ukraińskie ataki na rosyjskie zdolności przetwórcze
Wyraźnie zagrożenie to widać analizując rosyjskie plany budżetowe, zarówno na rok 2026 jak i kolejne lata. W listopadzie średnia cena eksportu rosyjskiej ropy wynosiła 42 dolary za baryłkę, w grudniu spadła zaś do poziomu 34 dolarów. Jednym z powodów utrzymywania się tego rodzaju trendów są ukraińskie ataki na rosyjskie zdolności przetwórcze, co powoduje spadek przerobu ropy w kraju i wzrost podaży surowca na rynkach międzynarodowych.
Bank Rosji ostrzegł oficjalnie w związku z tym o ryzyku związanym z koniecznością redukcji wydatków publicznych, o ile dotychczasowe tendencje nie ulegną odwróceniu. Konieczność cięć w wydatkach budżetu Federacji Rosyjskiej jest tym bardziej prawdopodobna, że założono w trakcie jego konstruowania, iż w 2026 roku średnia cena wyniesie 60 dolarów za baryłkę, a w kolejnych latach będzie spadać po 1 dolarze rocznie do 55 dolarów za baryłkę w 2030 roku.
Z kolei niedawna prognoza Ministerstwa Rozwoju Gospodarczego FR przewiduje, że spadek cen na światowych rynkach, notowany wraz z końcem roku, ma przejściowy charakter, potem notowania wzrosną i w latach 2026-28 cena surowca ustabilizuje się na poziomie 70-72 dolary za baryłkę, a upust cenowy, który Rosjanie proponują nabywcom, spadnie z obecnego poziomu 12 dolarów do ok. 7.
Negatywny scenariusz dla rosyjskiego budżetu
Negatywny scenariusz dla rosyjskiego budżetu może stać się w wyniku działań Ukraińców, ale też posunięć Waszyngtonu, realnym, co w konsekwencji zwiększyć może skłonność Kremla do rozpoczęcia negocjacji pokojowych. O napięciach w rosyjskim budżecie świadczyć też może ostatnia inicjatywa Ministerstwa Finansów, które zaproponowało poddanie kontroli państwowej wszystkich kasyn on-line dostępnych w Rosji.
W świetle propozycji sformułowanej przez ministra Siulianowa oznaczałoby to w praktyce nałożenie nowego podatku na operatorów stron hazardowych, który miałby być liczony od przychodu i wynosić 30 proc. Resort finansów spodziewa się przychodów z tego tytułu na poziomie 100 mld rubli rocznie. Zeszłoroczne wyniki rosyjskiego budżetu centralnego również wskazują na narastające problemy, choć z pewnością o katastrofie nie ma mowy. Dochody okazały się tylko o 1,6 proc. wyższe niż w 2024 roku i to mimo wprowadzenia „reformy podatkowej” zwiększającej obciążenia. Deficyt pięciokrotnie przekroczył zaplanowaną wielkość i osiągnął najwyższą, od 2020 roku, wielkość 5,7 bln rubli, co odpowiada 2,6 proc. rosyjskiego PKB.
Zachód będzie zwiększał presję na Rosję
Ostatnie miesiące wojny na Ukrainie dają nam wgląd, z jak skomplikowanym, w zakresie planowania, mechanizmem mamy do czynienia. Liczy się oczywiście sytuacja na froncie, ale narzędzia presji, w tym o charakterze strategicznej, budowane są już miesiące wcześniej i uruchamiane w momencie, kiedy ich zastosowanie doprowadzić może do osiągnięcia pożądanych celów politycznych.
Tezę tę potwierdzają informacje, że rozmowy prowadzone w Zjednoczonych Emiratach Arabskich „są na ostatniej prostej”, a gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy, których udzielą Amerykanie, mają już być ponoć uzgodnione. Teraz Zachód, jak można się spodziewać, delikatnie, ale konsekwentnie zacznie zwiększać presję wywieraną na Kreml.