Obrona północnych krańców kontynentu amerykańskiego. Jak Rosja i Chiny zagrażają Ameryce z bieguna północnego

2026-01-31 7:34

Konflikt wokół Grenlandii został częściowo rozwiązany, choć należałoby raczej napisać, że zażegnany, choćby z tego powodu, iż nie są szerzej znane ustalenia między Donaldem Trumpem a Markiem Rutte. Rząd Danii, o czym informują media jest też zaniepokojony faktem, iż negocjatorem w imieniu Kopenhagi był Sekretarz Generalny NATO, któremu pełnomocnictw w tej sprawie nikt nie udzielał. Nie można w związku z tym wykluczyć, że kwestia powróci, tym bardziej, że problemy bezpieczeństwa nie zostały rozwiązane.

Donald Trump

i

Autor: Shutterstock/ Shutterstock
  • Napięcie wokół Grenlandii narasta, a konflikt o obronę północnych krańców Ameryki Północnej wciąż czeka na rozwiązanie.
  • Rozwój technologii hipersonicznych i rosnąca aktywność Rosji i Chin w Arktyce stawiają pod znakiem zapytania skuteczność obecnych systemów obronnych.
  • Eksperci wskazują na konieczność modernizacji obrony kontynentalnej i ściślejszej współpracy USA, Kanady i Danii, aby stawić czoła nowym zagrożeniom.
  • Czy Ameryka Północna jest gotowa na wyzwania związane z bezpieczeństwem w dobie rosnącej rywalizacji strategicznej?

"Rząd w Kopenhadze broni sprawy przegranej"

Pisze o tym na łamach brytyjskiego dziennika "The Telegraph" Rebekah Koffler, ekspert ds. bezpieczeństwa, której zdaniem, gdybyśmy w całym sporze z boku pozostawili emocje i dumę narodową, a koncentrowali się wyłącznie na kwestiach bezpieczeństwa, to „Trump ma rację”, a rząd w Kopenhadze broni sprawy przegranej. Dlaczego? Szukając odpowiedzi na to pytanie, warto prześledzić jej tok rozumowania. Kwestią zasadniczą w tej debacie, w opinii Koffler, powinna być poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, jaką rolę Grenlandia odgrywa w systemie bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych i szerzej NATO.

W ostatnim czasie, w związku z rozwojem technologii hipersonicznych, którymi dysponuje również Rosja (Oriesznik), zmieniał się bowiem sytuacja w zakresie obrony przestrzeni powietrznej. Nowe systemy mają krótszy czas przelotu, co oznacza, że jeśli w hipotetycznym scenariuszu Kreml zdecyduje się odpalić swe rakiety podwójnego przeznaczenia - bo mogą być one też uzbrojone w głowice jądrowe, które z pewnością lecieć będą przez biegun północny - to Amerykanie będą mieć zdecydowanie mniej niż w przeszłości czasu na ich wykrycie, wyznaczenie trajektorii lotu i przechwycenie.

Ile czasu na reakcję będą miały USA?

Nawet jeśli uznać, że z wojskowego punktu widzenia koncepcja Golden Dome to mrzonka, a są takie głosy w środowisku eksperckim, to nie zmienia to istoty problemu. W przypadku ataku tradycyjnymi międzykontynentalnymi rakietami balistycznymi (ICBM) czas, jaki mają Amerykanie na reakcję, wynosi - w opinii Koffler - od pięciu do ośmiu minut. W przypadku użycia przez Rosjan systemów Oriesznik, które przecież już dwukrotnie były wystrzeliwane na cele na Ukrainie, które poruszają nawet z prędkością 11 Macha (choć zdaniem niektórych ekspertów tylko w niektórych fazach swojego lotu), tego czasu Amerykanie będą mieli jeszcze mniej, a spotkać można się też z opiniami, że rakiety hipersoniczne mogą być wręcz niemal niemożliwe do wykrycia.

To z kolei oznacza, że dotychczasowy, działający na Grenlandii system radarowy (North Early Warning System), może okazać się niewystarczający, trzeba myśleć o budowie nowego, tym bardziej że wraz ze zmianami klimatycznymi wzrastają zdolności przeciwnika do przeprowadzania operacji z zaangażowaniem choćby żołnierzy operacji specjalnych. Rosjanie, ale też Chińczycy mogą (nie jest to już opcja teoretyczna) wysadzić na lądzie grupę lub kilka grup rozpoznawczo – dywersyjnych, których zadaniem może być albo opanowanie, albo zakłócenie działania systemów wczesnego ostrzegania przed ewentualnym atakiem rakietowym.

Trump powołał ten nowy rodzaj amerykańskich

Takie „oślepienie” Amerykanów miałoby fatalne konsekwencje dla zdolności NATO do obrony północnego Atlantyku. Koffler pisze o jeszcze jednym aspekcie amerykańskiej obecności na Grenlandii. Znajdująca się tam baza Pituffik, organizacyjnie podporządkowana jest amerykańskim wojskom kosmicznym, mającym gwarantować bezpieczeństwo w nowej domenie. Trump powołał ten nowy rodzaj amerykańskich sił w trakcie swej pierwszej kadencji, co i tak miało miejsce 19 lat po tym, jak na podobny krok zdecydowali się Rosjanie, dostrzegając wojskowe znaczenie domeny kosmicznej.

Ze względu na swe zaawansowanie technologiczne i rozbudowany system satelitów wojskowych Amerykanie w większym stopniu niż potencjalni rywale uzależnieni są od kontrolowania sytuacji w kosmosie. Od tego zależą ich zdolności do rozpoznania, łączności, transmisja danych do targetingu i koordynacji działań. Cała koncepcja „wojny data – centrycznej”, w której zdolności do szybkiego, najlepiej w czasie rzeczywistym, zbierania danych z wielu sensorów, a następnie ich przetwarzania i budowania świadomości sytuacyjnej uzależniona jest w znacznym stopniu od amerykańskich zdolności kosmicznych.

Rosja zwiększa obecność wojskową w obszarach arktycznych

Rosjanie, a są dowody na to, że Chińczycy współpracują z nimi w tym bardzo blisko, stale, w ostatnich latach zwiększają swą obecność wojskową w obszarach arktycznych. Mają obecnie więcej baz wojskowych na dalekiej północy niż Amerykanie i wszystkie państwa NATO razem wzięte. W praktyce to zajmowanie przez nich pozycji, obsadzanie nowych lokalizacji, daje im więcej możliwości kinetycznego oddziaływania na amerykańskie instalacje radarowe i kluczowe dla sytuacji w domenie kosmicznej.

To właśnie ze względu na narastające zagrożenie wrogimi operacjami Trump „dał zielone światło siłom kosmicznym na udział w dotychczas nieautoryzowanych ofensywnych operacjach w przestrzeni kosmicznej. Uważa się, że Stany Zjednoczone znacząco zwiększają swój arsenał defensywnych i ofensywnych systemów uzbrojenia w przestrzeni kosmicznej. Niektóre z tych zasobów mogłyby zostać wykorzystane przeciwko statkom kosmicznym Moskwy i Pekinu".

Garda: Rosjanie ćwiczą ataki na Polskę

Wyścig zbrojeń w kosmosie już się rozpoczął

Innymi słowy, Koffler pisze o tym, że wyścig zbrojeń w kosmosie już się rozpoczął, choć media światowe nie informują szeroko o podjętych działaniach. Jeśli tak jest w istocie, to ryzyko operacji odwetowych czy dywersyjnych przeciwnika rośnie, a nie maleje. W Pittufik stacjonuje 12. Szwadron amerykańskich sił kosmicznych wczesnego ostrzegania, który obsługuje pracujący 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu radar o horyzoncie radiolokacyjnym wynoszącym 4 tys. km. Zbiera on dane, które przekazywane są do Centrum Dowodzenia Obroną Powietrzno-Kosmiczną w Colorado.

Właśnie ze względu na wagę dla amerykańskich zdolności kosmicznych oraz obrony antyrakietowej zainstalowanych na Grenlandii systemów, ale też realizując koncepcję obrony Zachodniej Hemisfery, w czerwcu ubiegłego roku Trump przeniósł odpowiedzialność militarną za Grenlandię z europejskiego dowództwa USA (EUCOM) na północne dowództwo USA (NORTHCOM), które odpowiada za ochronę Ameryki Północnej przed atakami rakietowymi.

23. Eskadra Operacji Kosmicznych

Kilkanaście kilometrów na południe od bazy Pittufik stacjonują oddziały 23. Eskadry Operacji Kosmicznych. Ona z kolei obsługuje system antenowy nawiązujący od 10 do 12 razy dziennie kontakt z satelitami znajdującymi się na orbicie polarnej. Obydwa te systemy, zarówno radary znajdujące się w bezpośredniej bliskości bazy, jak i na południe od niej, są chronione przez specjalną, ale o niewielkim potencjale liczebnym, jednostkę sił operacji specjalnych - 821 eskadrę z formacji Arktycznych Wilków.

Główna baza tej liczącej łącznie 7 tys. żołnierzy formacji znajduje się na Alasce, co oznacza, że całą północ kontynentu amerykańskiego o rosnącym znaczeniu strategicznym, w tym mającą ponad 2 mln km² Grenlandię, chroni relatywnie niewielki kontyngent żołnierzy amerykańskich.

"Stany Zjednoczone nie będą mogły omawiać szczegółów operacji sił kosmicznych"

Ten potencjał będzie zapewne w najbliższych latach rozbudowywany, co oznacza, zdaniem Koffler, że dążenie Trumpa do aneksji wyspy można interpretować nie tylko w kategoriach XIX-wiecznego ekspansjonizmu. Pozostawienie kluczowych z punktu widzenia zdolności do obrony amerykańskiego terytorium i zdolności instalacji wojskowych na terytorium obcego państwa, nawet jeśli jest to bliski sojusznik, jest opcją potencjalnie ryzykowną, znaczenie utrudniającą i zapewne opóźniającą rozbudowę pracujących systemów.

Co więcej, jak argumentuje Koffler:

Stany Zjednoczone nie będą mogły omawiać szczegółów operacji sił kosmicznych ani udostępniać danych wywiadowczych dotyczących działań kosmicznych niektórym krajom, ponieważ są one ściśle tajne. Podczas mojej służby w amerykańskiej agencji wywiadu wojskowego (O&A) informowałam wielu szefów amerykańskich dowództw bojowych, a w niektórych briefingach dotyczących zagrożeń nie mogli uczestniczyć nawet ich zastępcy, ponieważ nie byli upoważnieni do otrzymywania informacji wywiadowczych.

Zmienia się na naszych oczach „architektura obrony” Ameryki Północnej

Pełna kontrola nigdy nie jest też możliwa, jeśli instalacje wojskowe są na terenach należących do obcego kraju, trudniejsze są również działania zmierzające do ich rozbudowy i wzmocnienia ochrony. Te argumenty przemawiają za przekazaniem suwerenności nad częścią Grenlandii (nie wiadomo jak dużą) przez Duńczyków Amerykanom. Póki co w informacjach na temat kompromisu, który miał wynegocjować Mark Rutte, pojawiły się tezy, iż oznacza on przyjęcie rozwiązań takich, jakie stosowane są w przypadku brytyjskich baz na Cyprze, które choć leżą na tej wyspie formalnie, są częścią Zjednoczonego Królestwa. Negocjacje w tej kwestii jeszcze się nawet nie rozpoczęły, ale z pewnością dobrze im zrobi spadek napięcia wokół „problemu” Grenlandii.

Tym bardziej, że jak napisał w portalu RealClearDefence Andrew Latham - nie chodzi tu wyłącznie o tę wielka arktyczna wyspę, ale równie istotne znaczenie mają zdolności Kanady do obrony przed niepożądaną penetrację jej północnych krańców. Pisze on o tym, że zmienia się na naszych oczach „architektura obrony” Ameryki Północnej, co jest pochodną faktu, że zbudowany jeszcze za czasów zimnej wojny system NORAD, dziś już w oczywisty sposób jest niewystarczający. I w związku z tym należałoby oczekiwać adekwatnej do sytuacji reakcji Kanady, która powinna sygnalizować - zdaniem tego profesora amerykańskich, ale również kanadyjskich uniwersytetów - gotowość do współpracy, niezbędną dla wdrożenia koniecznych zmian.

Czym jest system NORAD?

Na czym polega problem? Otóż jak zauważa Latham, system NORAD został zaprojektowany po to, aby odpowiednio wcześnie identyfikować i w konsekwencji bronić północnych rubieży kontynentu amerykańskiego przed atakami przy użyciu pocisków rakietowych, zarówno balistycznych, jak i manewrujących. Aby system ze względu na rozległość bronionego terytorium spełniał swoje funkcje, niezbędna była współpraca państw regionu, tak Stanów Zjednoczonych jak i Kanady, ale również ze względu na położenie duże znaczenie miała należąca formalnie do Danii Grenlandia.

Teraz jednak, jak zauważa, „zmienia się kontekst strategiczny”, co wymaga przemodelowania i redefinicji obrony tego obszaru. Latham postuluje powołanie systemu NORAD+, którego zadaniem byłoby obrona tych rozległych i słabo zaludnionych terytoriów przed coraz bardziej realną agresją asymetryczną. Zagrożenia hybrydowe i działania w szarej strefie stają się „równoległą areną konfliktu” i ich celem jest osłabienie przeciwnika.

Można zatem zaatakować instalacje radarowe po to, aby „oślepić” Amerykanów i przygotować grunt pod uderzenie o dużej skali, ale też nie należy wykluczyć, iż przeciwnik skoncentruje swe wysiłki przez dłuższy czas wyłącznie na działaniach poniżej progu wojny kinetycznej.

Operacje cybernetyczne – zauważa Latham - przeciwko infrastrukturze cywilnej, ingerencja w pracę satelitów bez ich fizycznego zniszczenia, manipulacja informacjami, przymus gospodarczy i wykorzystywanie niejasności prawnych nie są preludium do konwencjonalnego ataku. Są wobec niego alternatywą. Ich celem jest kształtowanie wyników przy jednoczesnym unikaniu eskalacji, nakładanie kosztów bez wywoływania zdecydowanej reakcji.

Portal Obronny SE Google News

Na czym polega obrona przed operacjami cybernetycznymi?

Obrona przed tego rodzaju zagrożeniem jest trudna, bo w przeciwieństwie do tradycyjnej wojny, kiedy mamy do czynienia z fizycznym atakiem, w tym wypadku należy koncentrować się na wzmocnieniu odporności lokalnych społeczności, które ze względu na ich izolację i konieczność funkcjonowania w trudnych warunkach są z natury swej słabsze. Budowanie odporności wymaga koordynacji działań administracji cywilnej i wojskowych, co z natury rzeczy też nie jest łatwe. Tym bardziej, że w ramach logiki konfliktu asymetrycznego przeciwnik atakuje „węzły”, będące elementami międzysystemowymi – np. podwodną infrastrukturę telekomunikacyjną czy światłowody, przy użyciu których transmituje się dane.

Te narastające powiązania sektora wojskowego i cywilnego, gdzie o zdolnościach do obrony może decydować sprawność infrastruktury cywilnej powoduje, w opinii Lathama, zacieranie się granic między obydwoma światami. Trzeba bronić obydwu obszarów, ale kwestie jurysdykcyjne mogą w tych realiach stać się barierą blokująca podjęcie niezbędnych działań.

Kryzys wokół Grenlandii nie skończył się

Amerykański ekspert argumentuje, że aneksja Grenlandii przez Stany Zjednoczone, choćby ze względu na sprzeciw sojuszników, nie jest rozwiązaniem. Ale byłoby nim „dobrowolne wprowadzenie” wyspy przez Danię do zmodyfikowanego i unowocześnionego systemu NORAD. Misją przebudowanego systemu miałaby być, w tym ujęciu, „obrona kontynentalna”, która będzie możliwa, jeśli obejmować będzie „ochronę zarówno przed tradycyjnymi zagrożeniami kinetycznymi w powietrzu, przestrzeni kosmicznej, jak i w dziedzinie morskiej i podwodnej, a także uporczywymi zagrożeniami hybrydowymi w szarej strefie, które są ukierunkowane na systemy umożliwiające tę obronę.”

Innymi słowy problem obrony północnych rubieży kontynentu amerykańskiego nadal pozostaje nierozwiązany, nawet jeśli kryzys wokół Grenlandii został chwilowo zażegnany. W realiach rywalizacji strategicznej, z takimi przeciwnikami jak Chiny i Rosja, nie da się pogodzić wymagań co do szczelności i funkcjonalności systemu z dotychczasowymi regulacjami w zakresie suwerenności państwowej i odpowiedzialności indywidualnych państw członków NATO za przygotowanie do obrony własnego terytorium. Znaczenie mają też ograniczenia budżetowe i zdolnościowe, jakim z oczywistym względów podlegają zarówno Dania, jak i Kanada. To oznacza, że kryzys wokół Grenlandii nie został rozstrzygnięty, a jedynie na pewien czas zażegnany. Problem powróci i trzeba będzie go rozwiązać.

Sonda
Masz obawy co do obecnej polityki USA?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki