Trump chce rozmawiać, ale wysyła okręty. Co planuje prezydent USA?

W obliczu narastających napięć wokół Iranu, prezydent USA Donald Trump zadeklarował chęć rozmów z władzami tego kraju, jednocześnie wysyłając w region Bliskiego Wschodu armadę okrętów wojennych. Szef Pentagonu, Pete Hegseth, zapewnił o pełnej gotowości wojska do wykonania każdej decyzji prezydenta, co podnosi stawkę w tej złożonej grze geopolitycznej. Społeczność międzynarodowa, w tym Turcja, Oman i Katar, usilnie zabiega o dyplomatyczne rozwiązanie, obawiając się eskalacji konfliktu. Unia Europejska, w odpowiedzi na brutalne represje irańskiego reżimu, uznała Gwardię Rewolucyjną za organizację terrorystyczną, co dodatkowo zaostrza sytuację. Eksperci wskazują na złożoność Iranu w porównaniu do Wenezueli, co czyni przewidywanie dalszych wydarzeń niezwykle trudnym.

US Navy

i

Autor: Shutterstock

Prezydent Donald Trump w czwartek (29 stycznia), pytany o możliwe rozmowy z Teheranem, oświadczył: „Tak, planuję to”. Jednocześnie, jego retoryka jest pełna ostrzeżeń i demonstracji siły. „Mamy teraz wiele bardzo dużych, bardzo potężnych okrętów płynących do Iranu i byłoby wspaniale, gdybyśmy nie musieli z nich korzystać” – powiedział Trump dziennikarzom w Waszyngtonie. 

W ostatnich dniach do regionu Bliskiego Wschodu przybył niszczyciel USS Delbert Black, co zwiększyło liczbę obecnych w pobliżu Iranu okrętów USA do dziesięciu. Na platformie społecznościowej Truth Social Trump napisał:

„Ogromna armada zmierza w stronę Iranu. Porusza się szybko, z wielką siłą, entuzjazmem i determinacją. To większa flota, dowodzona przez wspaniały lotniskowiec Abraham Lincoln, niż ta wysłana do Wenezueli. Podobnie jak w przypadku Wenezueli jest gotowa, chętna i zdolna do szybkiego wypełnienia swojej misji, w razie potrzeby z szybkością i przemocą”.

Trump przekazał również, że prowadził rozmowy z Iranem, mówiąc: „Rozmawiałem z nimi i zamierzam kontynuować rozmowy”. Podkreślił dwa kluczowe żądania: „Powiedziałem Irańczykom dwie rzeczy: żadnej broni nuklearnej i koniec z zabijaniem protestujących. Będą musieli coś zrobić”. Te warunki stanowią podstawę amerykańskich oczekiwań wobec Iranu. Groźby Trumpa idą jednak dalej – ostrzegł, że nowy atak będzie „o wiele gorszy” niż bombardowanie instalacji jądrowych Iranu z czerwca ubiegłego roku.

Opcje militarne i dyplomatyczne: Co na to sojusznicy?

Dziennik „New York Times” informował, że Trump rozważał kilka opcji działań militarnych przeciwko Iranowi, preferując uderzenie w irańskich przywódców. Obejmowały one wysłanie oddziałów komandosów do irańskich obiektów nuklearnych lub przeprowadzenie ataków na irańskie wojsko i przywódców w celu wywołania zamieszek, co miałoby otworzyć drogę do zmiany władzy. 

Konto na X  OSINTtechnical podało, że myśliwce F-35, które wcześniej brały udział w amerykańskiej misji przeciwko reżimowi Maduro, rozpoczęły rozmieszczanie na Bliskim Wschodzie. Samoloty startowały z baz w Portoryko i Wirginii, wspierane przez samoloty tankujące. Potwierdzono, że są to samoloty ze 134. Eskadry Myśliwskiej Gwardii Narodowej Vermont.  Według systemu ACARS jednostka samolotów F-35 dokonała pośredniego lądowania w bazie lotniczej Lajes na Azorach. 29 stycznia, myśliwce przybyły do ​​Hiszpanii, gdzie stacjonują tymczasowo przed dalszym wysłaniem na Bliski Wschód. Również grupa samolotów tankujących KC-46A Pegasus i sześć samolotów walki elektronicznej EA-18G Growler przemieszczały się nad Atlantykiem, co może wskazywać na przygotowania do operacji na Bliskim Wschodzie.

Jednakże, jak podała stacja CBS News, Turcja, Oman i Katar nakłaniały administrację Trumpa do odejścia od opcji militarnych na rzecz rozmów dyplomatycznych. Ich propozycje nie spotkały się jednak z entuzjastycznym odzewem. Bliskowschodni sojusznicy Ameryki, tacy jak Katar, Oman, Arabia Saudyjska i Egipt, również próbowali skłonić USA i Iran do rozwiązania dyplomatycznego, ale bez rezultatów. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan podjął próbę mediacji podczas rozmowy telefonicznej z Trumpem. Szef MSZ Turcji Hakan Fidan zaznaczył, że Iran jest gotowy do negocjacji na temat swojego programu nuklearnego, ale przestrzegał, by oddzielić tę sprawę od innych żądań Waszyngtonu.

Mimo tych prób, Iran jak dotąd nie okazywał skłonności do ustępstw w kluczowych sprawach dotyczących programu nuklearnego, odmawiając rezygnacji ze wzbogacania uranu oraz wprowadzenia restrykcji na swój program rakiet balistycznych. To utrudnia dyplomatyczne rozwiązanie i zwiększa ryzyko konfrontacji.

W odpowiedzi na te działania, doradca rządzącego Iranem ajatollaha Alego Chameneia, Ali Szamchani, oświadczył, że Iran uzna jakiekolwiek działania wojskowe Stanów Zjednoczonych przeciwko sobie za początek wojny, a w odwecie uderzy w USA, Izrael i wszystkich wspierających agresję. Marynarka wojenna irańskiego korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej zapowiedziała ćwiczenia z ostrą amunicją w Cieśninie Ormuz na 1 i 2 lutego, co jest wyraźnym sygnałem gotowości do obrony.

Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi ostrzegł, że siły zbrojne jego kraju są gotowe „z palcem na spuście” natychmiast potężnie odpowiedzieć na każdą agresję. Rzecznik irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej zapewnił, że Iran przygotował plany operacyjne na wszelkie scenariusze wydarzeń.

Unijna presja i irańska odpowiedź: Gwardia Rewolucyjna na celowniku

W odpowiedzi na brutalne represje irańskiego reżimu wobec uczestników antyrządowych protestów, szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas poinformowała, że irańska Gwardia Rewolucyjna (IRGC) została uznana decyzją ministrów spraw zagranicznych państw UE za organizację terrorystyczną.

„Każdy reżim, który zabija tysiące swoich obywateli, zmierza ku własnemu upadkowi” – napisała Kallas na platformie X. Podkreśliła, że to postawi IRGC na równi z Daesh (Państwem Islamskim), Hamasem, Hezbollahem i Al-Kaidą.

Ta decyzja oznacza, że odtąd wszelka współpraca lub interakcja z IRGC będzie traktowana jak przestępstwo, a umieszczenie na liście sankcyjnej wiąże się z zamrożeniem aktywów i zakazem prowadzenia działalności gospodarczej. Unia Europejska rozszerzyła również swoją „czarną listę”, umieszczając na niej osoby i podmioty zaangażowane w represjonowanie demonstrujących, w tym ministra spraw wewnętrznych Iranu.

Scenariusze przyszłości: Od precyzyjnych ataków do chaosu

W ocenie BBC, ewentualny amerykański atak na Iran, którym grozi prezydent Donald Trump, mógłby doprowadzić do kilku różnych rezultatów. Pierwszy, optymistyczny scenariusz, zakłada precyzyjne, chirurgiczne ataki, które spowodowałyby minimalne straty wśród ludności cywilnej. Celem takiego ostrzału byłyby bazy irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) i jednostki Basidż, a także magazyny i wyrzutnie pocisków balistycznych oraz centra powiązane z irańskim programem nuklearnym. W tym scenariuszu osłabiony reżim zostałby obalony, a kraj przekształciłby się w prawdziwą demokrację. Jednak BBC ocenia ten scenariusz jako mało prawdopodobny, przypominając, że interwencje wojskowe w Iraku i Libii nie przyniosły demokracji, lecz lata chaosu i rozlewu krwi.

Druga wersja zakłada, że reżim ajatollahów przetrwałby atak, ale ostrzał wymusiłby na nim złagodzenie polityki. Wsparcie dla finansowanych przez Iran ugrupowań terrorystycznych, takich jak Hezbollah, Hamas, milicje szyickie w Iraku czy jemeńscy Huti, zostałoby ograniczone, a program nuklearny – przekierowany na tory pokojowe. Dysydenci byliby traktowani łagodniej. Ten scenariusz również ma niewielkie szanse na realizację, ponieważ przywódcy Republiki Islamskiej nie skłaniają się ku zmianom.

Trzeci scenariusz, uznany przez BBC za najbardziej prawdopodobny, przewiduje obalenie władzy teokratów i przejęcie sterów przez rządy militarne, głównie opierające się na Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej. IRGC jest uważana za grupę, która w przypadku upadku systemu straciłaby najwięcej, dysponując wpływami politycznymi, strukturami militarnymi i rozległym imperium gospodarczym.

Czwarta wersja również bierze pod uwagę upadek rządów ajatollahów, ale przewiduje, że po odejściu autorytarnych władz pojawiłby się chaos. Obawiają się tego bardzo m.in. Katar i Arabia Saudyjska, ponieważ w takim przypadku mogłaby wybuchnąć wojna domowa, podobna do tych w Syrii, Jemenie i Libii. W sytuacji chaosu i zamieszania do głosu doszłyby napięcia etniczne, co w Iranie, poza dominującą grupą Persów, mogłoby doprowadzić do poważnych konfliktów. Największym zagrożeniem, jak ocenił brytyjski nadawca, jest ryzyko, że prezydent USA Donald Trump, zgromadziwszy potężne siły blisko granic Iranu, postanowi działać, by nie stracić twarzy. W takim przypadku rozpocznie się wojna bez jasnego celu, której rezultat byłby nieprzewidywalny.

Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) w Waszyngtonie zauważyło, że „Iran jest nieskończenie bardziej złożony niż Wenezuela”. Mona Yacoubian z CSIS podkreśliła, że „Ośrodki władzy w Iranie są bardziej rozproszone. Podjęcie operacji takiej jak atak mający na celu „dekapitację” reżimu ostatecznie wywołałoby chaos”. To ostrzeżenie wskazuje na trudności w przewidywaniu konsekwencji ewentualnej interwencji.

Portal Obronny SE Google News