Deklaracja Donalda Trumpa o wysłaniu kolejnej armady do regionu Bliskiego Wschodu następuje po wcześniejszym skierowaniu tam grupy uderzeniowej lotniskowca USS Abraham Lincoln. Chociaż szczegóły dotyczące tożsamości kolejnych okrętów nie zostały jeszcze oficjalnie ujawnione, wcześniejsze doniesienia medialne, w tym te z Fox News, sugerowały, że dwa inne lotniskowce – USS Theodore Roosevelt i USS George H.W. Bush – opuściły swoje porty w ostatnich tygodniach. Te ruchy wojskowe są interpretowane jako demonstracja siły i gotowości do działania, mająca na celu wywarcie presji na Iran.
Trump wielokrotnie podkreślał, że choć preferuje rozwiązanie dyplomatyczne, to okręty zostały skierowane do regionu, aby zapewnić mu "opcje uderzenia na Iran". W niedzielę (25 stycznia) prezydent USA twierdził, że Irańczycy "chcą zawrzeć porozumienie" i "wiele razy dzwonili", wyrażając chęć rozmów. Amerykańscy urzędnicy, jak podaje portal Axios, zaznaczają, że potencjalna umowa musiałaby obejmować pozbycie się przez Iran całego wzbogaconego uranu, ograniczenie irańskich zapasów pocisków rakietowych dalekiego zasięgu, zmianę polityki dotyczącej wspierania podmiotów proxy w regionie oraz zakaz niezależnego wzbogacania uranu. Teheran zadeklarował gotowość do rozmów, ale nie zasygnalizował akceptacji tych warunków.
Irańska odpowiedź i groźby
W odpowiedzi na amerykańskie działania, Iran również podjął kroki mające na celu zademonstrowanie swojej siły i gotowości do obrony. Prezydent Iranu Masud Pezeszkian w rozmowie telefonicznej z saudyjskim następcą tronu, księciem Mohammedem bin Salmanem, oświadczył, że Teheran zaaprobuje każdy sposób na uniknięcie wojny zgodny z prawem międzynarodowym, jednocześnie ostrzegając, że groźby USA przyniosą „niestabilność dla nich samych”.
„Groźby Amerykanów, obliczone na zakłócenie bezpieczeństwa regionu, nie osiągną nic, poza niestabilnością dla nich samych” - powiedział Pezeszkian, cytowany przez AFP. W połowie stycznia Arabia Saudyjska zapewniła Iran, że nie pozwoli na wykorzystanie swego terytorium do ewentualnych ataków na ten kraj, co świadczy o dążeniu regionalnych graczy do deeskalacji.
Tymczasem konserwatywny dziennik irański „Dżawan” ostrzegł, że Teheran może przejąć kontrolę nad strategiczną Cieśniną Ormuz, kluczowym szlakiem komunikacyjnym dla transportu ropy i gazu skroplonego. Groźby te zostały wzmocnione przez Irański Korpus Strażników Rewolucji, który ogłosił, że Iran uzna wszelkie państwa ościenne za wrogów, jeśli „ich ziemia, niebo, lub wody” zostaną wykorzystane do ataków na ich kraj. Wysoki rangą przedstawiciel Strażników Rewolucji, Mohammad Akbarzadeh, cytowany przez agencję Fars, zagroził zablokowaniem Cieśniny Ormuz, podkreślając, że Waszyngton i jego sojusznicy muszą wiedzieć, że „o ile bezpieczeństwo ich (dostaw) żywności, energii i handlu były zagwarantowane na tym szlaku, (...) o tyle my możemy sprawić, że to bezpieczeństwo zmieni się w brak bezpieczeństwa”.
Manewry wojskowe i obawy regionalne
W poniedziałek lotniskowiec USS Abraham Lincoln z towarzyszącymi mu okrętami przybył na Bliski Wschód, co media komentują jako zwiększenie możliwości podjęcia ewentualnych operacji przeciwko Iranowi. Dowództwo Centralne (CENTCOM), odpowiedzialne za amerykańskie siły w regionie, poinformowało, że grupa uderzeniowa lotniskowca jest rozmieszczana w celu wsparcia regionalnego bezpieczeństwa i stabilności.
Równocześnie Iran zamknął we wtorek (27 stycznia) przestrzeń powietrzną i podejścia morskie wokół swojej najważniejszej bazy morskiej Dżask w Zatoce Omańskiej i rozpoczął ćwiczenia z użyciem ostrej amunicji. Te manewry zbiegły się w czasie z przybyciem amerykańskiej grupy uderzeniowej i są interpretowane jako reakcja na wysłanie w okolice irańskiej bazy amerykańskiego samolotu wywiadowczego RC-135 Rivet Joint, wyposażonego w sprzęt do rozpoznania fotograficznego i elektronicznego. Misją tego samolotu może być przygotowanie amerykańskich ukierunkowanych ataków na najważniejsze osoby irańskiego reżimu.
Dowództwo lotnictwa irańskiego wydało depeszę NOTAM, informującą o zamknięciu nieba bezpośrednio nad i wokół portu Dżask, uzasadniając to „strzelaniem z ostrej broni i prowadzeniem działań związanych z rakietami osiągającymi wysokość do 7,5 km”. Baza Dżask, zbudowana poza Cieśniną Ormuz, umożliwia Iranowi rozmieszczanie okrętów i eksport ropy naftowej bez konieczności pokonywania wąskiego gardła Zatoki Perskiej. Analitycy wojskowi tłumaczą te działania chęcią zabezpieczenia przez Teheran tej morskiej „trasy wyjścia” i wysłaniem Stanom Zjednoczonym sygnału, że Iran jest gotowy do użycia rozmieszczonych wzdłuż wybrzeża systemów obrony, w tym rakiet przeciwokrętowych i baterii obrony powietrznej.
Plany USA i regionalne naciski na deeskalację
Działania te zbiegły się również w czasie z informacjami przekazanymi przez brytyjski portal MiddleEastEye (MEE), który, powołując się na urzędników amerykańskich, ostrzegł w poniedziałek, że Waszyngton rozważa w najbliższej przyszłości konkretne ataki na najważniejszych irańskich urzędników i dowódców wojskowych, uznanych za odpowiedzialnych za śmierć tysięcy protestujących Irańczyków. Chociaż władze USA nie potwierdziły publicznie planów zabójstw, zbieżność przybycia wysoce zaawansowanego samolotu szpiegowskiego z takimi doniesieniami wywołała spekulacje, że misja samolotu może polegać na identyfikowaniu i śledzeniu komunikacji ważnych irańskich osobistości wojskowych lub politycznych.
Wcześniej we wtorek dziennik „Wall Street Journal” podał, że państwa Zatoki Perskiej, w tym Arabia Saudyjska, Katar i Oman, starają się odwieść USA od ataku na Iran, obawiając się, że eskalacja w regionie zagrozi ich gospodarce i mogłaby zakłócić ruch tankowców przez Cieśninę Ormuz. Z kolei „New York Times” napisał, że republikański senator Lindsey Graham, bliski sojusznik prezydenta USA, poinformował, że celem Donalda Trumpa jest doprowadzenie do upadku irańskiego reżimu.
Krwawe protesty w Iranie: Ponad 36 tys. ofiar w zaledwie dwa dni?
Iran od dłuższego czasu zmaga się z falą protestów, które nasiliły się po śmierci Mahsy Amini w 2022 roku. Kobieta zmarła po zatrzymaniu przez policję obyczajową za nieprawidłowe noszenie hidżabu. Jej śmierć wywołała falę ogólnokrajowych demonstracji, które trwały od września 2022 roku do marca 2023 roku. W tamtym okresie, według różnych źródeł, zginęło łącznie od 540 do 600 osób. Kraj objęty jest ścisłą blokadą informacyjną, co utrudnia weryfikację doniesień na temat liczby ofiar i skali represji. Mimo to, niezależne media i organizacje praw człowieka starają się dokumentować tragedię, opierając swoje szacunki na dostępnych danych i zeznaniach świadków.
Portal Iran International, jeden z głównych ośrodków monitorujących sytuację w Iranie, opublikował we wtorek (27 stycznia) wstrząsające informacje. Powołując się na raport Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, przekazany Najwyższej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego Iranu 24 stycznia bieżącego roku, serwis podał, że liczba zabitych w protestach mogła osiągnąć 36,5 tys. osób. Co najbardziej szokujące, wszystkie te ofiary miały zginąć w ciągu zaledwie dwóch dni – 8 i 9 stycznia.
Jeśli doniesienia Iran International są prawdziwe, oznacza to, że w ciągu tych dwóch dni ginęło średnio 18 250 osób dziennie, czyli 760 na godzinę, 13 na minutę, a jedna osoba co pięć sekund. Te liczby są zatrważające i, jak podkreśla portal, nie mają sobie równych w historii regionalnych konfliktów, nawet tych określanych mianem „ludobójczych”.
Dla porównania, Iran International zestawił te dane z innymi tragicznymi wydarzeniami w regionie:
- Podczas wojny iracko-irańskiej (1980-1988), w trakcie 80-dniowego bombardowania irańskich miast, ginęło średnio 188 cywilów dziennie.
- W 1982 roku, podczas ataku sił syryjskich na miasto Hama, ginęło od 370 do 1480 osób każdego dnia.
- W Iraku, podczas powstania szyitów i Kurdów w 1991 roku, życie straciło od 30 do 100 tys. osób, co przekłada się na 1400 do 4800 zgonów dziennie.
- W trwającej dwa lata wojnie w Strefie Gazy, po ataku Hamasu na Izrael, zginęło ponad 71,6 tys. osób (dane palestyńskie), z czego 51-54 tys. to ofiary cywilne, co daje średnio 70 do 74 zgonów dziennie.
Te porównania jasno pokazują, że liczba ofiar podana przez Iran International jest bezprecedensowa i świadczy o niewyobrażalnej skali przemocy.
W obliczu blokady informacyjnej i braku oficjalnych, wiarygodnych danych, różne ośrodki przedstawiają odmienne szacunki dotyczące liczby ofiar. Amerykański dwutygodnik „Time”, powołując się na informacje od dwóch wysokich rangą pracowników resortu zdrowia w Teheranie, ocenił, że liczba zgonów przekroczyła 30 tys. Z kolei Agencja Informacyjna Aktywistów Praw Człowieka (HRANA), która weryfikuje informacje o każdej indywidualnej ofierze, potwierdziła do wtorku śmierć 6126 osób. Organizacja kontynuuje badanie spraw około 17 tys. innych potencjalnych zgonów. Nawet oficjalne dane władz Iranu, które Iran International określa jako „oddające ułamek rzeczywistości”, mówią o 3117 ofiarach
Polecany artykuł:
Iran kontra USA w Zatoce Perskiej: Tysiące dronów i min morskich. Czy zagrożą amerykańskiej potędze?
Cameron Chell, dyrektor generalny i współzałożyciel amerykańskiego producenta dronów Draganfly, ostrzegł przed potencjalnym zagrożeniem ze strony irańskich dronów kamikadze. Według niego, tysiące tych nieskomplikowanych maszyn mogą realnie zagrozić okrętom najnowocześniejszej na świecie grupy uderzeniowej lotniskowca USS Abraham Lincoln, która wpłynęła na wody Zatoki Perskiej. W rozmowie ze stacją Fox, Chell zaznaczył, że Iran może wystrzelić dużą liczbę tych dronów bezpośrednio na amerykańskie okręty wojenne, z którymi ich tradycyjne systemy obrony mogą sobie nie poradzić.
„Jeśli setki takich dronów zostaną wystrzelone w krótkim czasie, niektóre z nich prawie na pewno się przebiją” – ostrzegł Chell, podkreślając, że ilość może w tym przypadku przełożyć się na jakość i skuteczność. Niskie koszty produkcji i łatwość obsługi sprawiają, że drony kamikadze stają się atrakcyjnym narzędziem w asymetrycznej strategii obronnej Iranu.
Jednak drony to nie jedyna niespodzianka, jaką Iran przygotował na ewentualne starcie z siłami Stanów Zjednoczonych wysłanymi na Bliski Wschód. W Cieśninie Ormuz marynarka wojenna islamskiej republiki rozmieściła również okręty podwodne klasy Fateh, którym towarzyszą miniaturowe okręty podwodne Ghadir. Te ostatnie są konstrukcyjnie przystosowane do pływania po płytkich wodach Zatoki Perskiej, co czyni je idealnymi do działań w tym regionie.
Według azjatyckiego portalu DefenseSecurityAsia, rozmieszczenie tych jednostek stanowi celową, strategiczną eskalację asymetrycznej doktryny morskiej Teheranu. Iran wykorzystuje wojnę podwodną, aby zniwelować przewagę sił morskich Stanów Zjednoczonych. Były dowódca marynarki wojennej Iranu (IRIN), kontradmirał Hossein Chanzadi, ostrzegł Amerykanów przed destrukcyjnymi możliwościami tych miniaturowych okrętów. Stwierdził on, że „klasa Ghadir jest zdolna do tego, co niemieckie okręty podwodne robiły z amerykańskimi okrętami podczas II wojny światowej”.
Amerykanie nie lekceważą potencjału tych jednostek. Kapitan marynarki wojennej USA Tracy A. Vincent przyznał, że te miniaturowe jednostki tworzą istotną warstwę irańskiej obrony i są dobrze przygotowane do podwodnej walki partyzanckiej oraz do przeprowadzania zasadzek na duże okręty. Ich niewielkie rozmiary i zdolność do operowania na płytkich wodach czynią je trudnymi do wykrycia i zwalczania przez standardowe systemy obronne.
Cytowani przez DefenseSecurityAsia eksperci wojskowi szacują, że Iran posiada również tysiące min morskich, które prawdopodobnie już zaczął rozmieszczać w Zatoce Perskiej. Te ukryte zagrożenia mogą poważnie uszkodzić konstrukcję kadłuba większości okrętów, eliminując je na długo z walki. Rozmieszczenie min morskich jest kolejnym elementem irańskiej strategii asymetrycznej, mającej na celu utrudnienie operacji amerykańskiej marynarki wojennej w regionie.
Mimo tych asymetrycznych zagrożeń, dysproporcje między obiema armiami są olbrzymie. Iran ma około 580 tys. regularnych żołnierzy i 200 tys. członków Gwardii Rewolucyjnej, podczas gdy Stany Zjednoczone dysponują co najmniej 1,3 mln żołnierzy i ponad 760 tys. rezerwistów. Jeszcze większa jest przepaść w wydatkach na obronę. Według danych Departamentu (Ministerstwa) Wojny USA, Teheran przeznacza na nią około 15,5 mld dolarów, a Waszyngton prawie 895 mld dolarów rocznie.
W obliczu takiej przewagi militarnej USA, Iran koncentruje się na rozwoju strategii asymetrycznej, która ma na celu maksymalizację szkód przy minimalnych kosztach. Drony kamikadze, miniaturowe okręty podwodne i miny morskie są kluczowymi elementami tej strategii. Ich celem jest stworzenie środowiska, w którym nawet najnowocześniejsze okręty wojenne będą narażone na ryzyko, co ma zniechęcić Stany Zjednoczone do podjęcia działań zbrojnych w regionie lub znacząco utrudnić ich realizację.
Ta strategia, choć nie gwarantuje zwycięstwa w otwartej konfrontacji, może skutecznie podnieść koszty ewentualnego konfliktu dla USA, co w perspektywie długoterminowej może wpłynąć na politykę Waszyngtonu w Zatoce Perskiej.