• Czy irańska opozycja w ogóle dysponuje spójnym „gabinetem cieni”?
• Na ile emigracyjna opozycja rozumie społeczne i polityczne realia współczesnego Iranu?
• Czy USA byłyby w stanie realnie wpłynąć na wybór nowego przywództwa Iranu po ewentualnym upadku reżimu?
Trump wzywa do przejmowania instytucji
We wtorek (13 stycznia) prezydent USA Donald Trump otwarcie wezwał Irańczyków do dalszych protestów i „przejmowania instytucji”. Zadeklarował, że Stany Zjednoczone udzielą im pomocy. We wpisie opublikowanym w Truth Social zwrócił się bezpośrednio do demonstrantów, apelując o kontynuowanie wystąpień przeciwko władzom w Teheranie.
Zapowiedział także zerwanie wszelkich spotkań z przedstawicielami reżimu, dopóki – jak to ujął – nie zakończy się „bezsensowne zabijanie demonstrantów”. Ogłosił, że „pomoc jest w drodze”, nie precyzując jednak, jaki miałaby ona charakter.
Dzień wcześniej Trump poinformował o planach nałożenia 25-procentowych ceł na towary z państw handlujących z Iranem, choć nie wymienił konkretnych krajów i nie podpisał formalnego rozporządzenia. Dodajmy, że największym partnerem gospodarczym Islamskiej Republiki Iranu jest Chińska Republika Ludowa.
Według „Wall Street Journal” prezydent USA miał spotkać się ze swoimi doradcami, by omówić możliwe reakcje na wydarzenia w Iranie – od sankcji i cyberdziałań po wsparcie irańskiej opozycji. Wśród rozważanych scenariuszy pojawiały się również opcje militarne, którymi Trump groził już wcześniej.
Deklaracje te stoją w wyraźnym kontraście do poniedziałkowych zapewnień rzeczniczki Białego Domu, że prowadzone są rozmowy dyplomatyczne z Iranem, a dyplomacja pozostaje „opcją numer jeden”.
Moskwa: ingerencja USA jest absolutnie niedopuszczalna
Na słowa Trumpa szybko zareagowała Rosja. Ministerstwo Spraw Zagranicznych FR potępiło amerykańskie groźby ataku na Iran, określając je jako „dywersyjną ingerencję zagraniczną”, która jest „absolutnie niedopuszczalna”.
Moskwa ostrzegła, że wykorzystywanie wewnętrznych niepokojów w Iranie jako pretekstu do działań zbrojnych może mieć „katastrofalne konsekwencje dla Bliskiego Wschodu i światowego bezpieczeństwa”. Skrytykowano również zapowiedzi podnoszenia ceł wobec partnerów handlowych Teheranu, uznając je za próbę szantażu.
Rosja pozostaje jednym z kluczowych sojuszników Teheranu.
Londyn: MSZ wzywa ambasadora Iranu
Równolegle do eskalacji słownej na linii Waszyngton–Moskwa, zdecydowane kroki dyplomatyczne podjęła Wielka Brytania.Kierująca jej duplomacją Yvette Cooper potępiła działania władz Iranu, mówiąc w Izbie Gmin o „okrutnych i brutalnych zabójstwach” uczestników demonstracji.
Minister poinformowała o wezwaniu ambasadora Iranu do brytyjskiego MSZ, aby „podkreślić powagę sytuacji” oraz zażądać wyjaśnień w związku z napływającymi doniesieniami o krwawym tłumieniu demonstracji antyrządowych. Wcześniej w rozmowie telefonicznej z irańskim ministrem spraw zagranicznych Abbasem Aragczim przekazała „całkowite potępienie” działań reżimu.
Zarówno władze brytyjskie, jak i niezależne media wskazują, że ze względu na odcięcie internetu przez irańskie władze dokładna liczba ofiar protestów pozostaje nieznana. Szacunki mówią o od ponad 2 tys. do ponad 12 tys. zabitych.
Syn szacha pojawił się na politycznej scenie
W tle irańskiego kryzysu coraz częściej jawi się Reza Pahlawi – syna obalonego islamską rewolucją w 1979 r. szacha Mohammada Rezy Pahlawiego. 65-letni książę, mieszkający od dekad w USA, coraz aktywniej zabiera głos, przedstawiając się jako rzecznik demokratycznej transformacji Iranu.
W ostatnich tygodniach Pahlawi publikował komentarze w amerykańskich mediach, przekonując, że Islamska Republika Iranu „wyczerpała swoją legitymację”, a Iran jest gotowy na zmianę ustrojową. W wywiadach mówił wprost o trwającej rewolucji i o „upadającym reżimie”.
Część amerykańskich komentatorów i ekspertów uważa, że Pahlawi może stać się politycznym symbolem dla części Irańczyków. Inni analitycy, w tym cytowani przez PAP eksperci ds. Bliskiego Wschodu, podchodzą do tych ocen sceptycznie, wskazując, że książę nie jest postacią jednoczącą opozycję, a jego realny wpływ na sytuację w Iranie pozostaje ograniczony.
Sam Pahlawi deklaruje, że nie dąży do rządzenia krajem, a jedynie do wspierania opozycji. Jednocześnie jego aktywność – zarówno medialna, jak i polityczna – sprawia, że po raz pierwszy od lat syn ostatniego szacha znów realnie pojawia się w międzynarodowej debacie o przyszłości Iranu.
Kilka zdań komentarza
Jeśli ma dojść do zmiany władzy, a może nawet ustroju, to ci, którzy do tego dążą, mają (lub mieć powinni) tzw. gabinet cieni. Wątpliwe jest, by na jego czele mógł stanąć Reza Pahlawi junior. Rządy jego ojca przyczyniły się w znaczącej mierze do tego, że w 1979 r. został on obalony, wskutek czego Iran stał się państwem teokratycznym.
Mocno wątpliwe jest (acz nie takie cuda zdarzały się w polityce), by stał się on liderem nowego Iranu nie tylko dlatego, że jest synem ostatniego szacha (mocno wspieranego przez USA). Byłby on postrzegany jako ktoś, kto od dekad jest emigrantem, bez znajomości realiów współczesnego Iranu.
Rozsądek polityczny podpowiada, że nowym przywódcą mógłby byc ktoś z antyrządowych kręgów, od lat żyjących w Iranie i związanych z Iranem. Czy Biały Dom będzie miał wpływ na to, kto mógłby być nowym przywódcą Iranu po epoce rządów teokratycznych? Pytanie retoryczne. Pod warunkiem, że obecny reżim zostałby obalony, co wcale nie jest takie pewne. I jeszcze jedno: zwróciliście Państwo uwagę na to, że Chiny zachowują stoicką postawę wobec wydarzeń w Iranie?