Mit „Der Safe” obalony. Pieniądze nie trafią do niemieckich firm, tylko polskich

2026-06-01 15:33

W debacie publicznej pojawiała się sugestywna narracja o rzekomym programie „Der Safe”, która głosiła, że pieniądze na modernizację Wojska Polskiego trafiają głównie do niemieckich firm. Ten polityczny przekaz, wzmacniany przez część opozycji, miał na celu zdyskredytowanie unijnych mechanizmów wsparcia obronności. Analiza faktów i umów podpisanych przez Ministerstwo Obrony Narodowej w ostatnich dniach maja pokazuje jednak zupełnie inny obraz – to polski przemysł zbrojeniowy jest największym beneficjentem kontraktów finansowanych z europejskich środków. Jak mówił wicepremier Kosiniak-Kamysz: "Wszyscy Ci, którzy straszyli wyprowadzeniem środków z SAFE - wskazując niemieckie firmy dziś muszą przeprosić. Krótka lekcja dla Was. Rosomak, Krab, Borsuk, FlyEye, Gladius, Piorun, Potwór z Tarnowa, Rak, Hydrograf, Jelcz. To tylko część tego sprzętu, który zamówiliśmy dla Wojska Polskiego w polskich zakładach za 120mld złotych".

Termin „Der Safe”, celowo stylizowany na język niemiecki, został wprowadzony do obiegu przez środowiska polityczne związane z Prawem i Sprawiedliwością oraz sprzyjające im media. Narracja ta opierała się na tezie, jakoby unijny program wsparcia zakupów obronnych był mechanizmem faworyzującym niemiecki przemysł, a udział Polski w nim oznaczał wyprzedaż interesów narodowych i uzależnienie od Berlina. Przekaz ten zintensyfikował się zwłaszcza w kontekście dyskusji o zawetowaniu przez prezydenta ustawy wdrażającej program w Polsce, przedstawiając to jako obronę suwerenności przed „niemieckim szturmem”. Celem tej retoryki było budowanie niechęci do Unii Europejskiej i obecnego rządu poprzez granie na antyniemieckich sentymentach.

Wbrew narracji rząd Polski w pełni wykorzystał okno czasowe na samodzielne zakupy w ramach SAFE, kierując strumień pieniędzy przede wszystkim do krajowych przedsiębiorstw. Na ten typ zakupów przeznaczono znaczącą część dostępnych środków.

W ciągu ostatnich dni, Agencja Uzbrojenia, odpowiedzialna za zaopatrzenie Wojska Polskiego, podpisała szereg kluczowych umów z polskimi producentami. Ważne jest, że część tych umów dotyczy nowego sprzętu, natomiast inne stanowią refinansowanie już zawartych kontraktów. Takie podejście pozwala na uwolnienie środków MON i np. przeznaczenie ich na potrzeby innych służb. Kluczowym warunkiem finansowania z programu SAFE jest termin dostaw zakontraktowanego sprzętu do 2030 roku, co zapewnia szybką i efektywną modernizację armii.

Podczas poniedziałkowej - 1 czerwca - konferencji podsumowującej udział Polski w pierwszym etapie programu SAFE Kosiniak-Kamysz podkreślił, że budowa potencjału militarnego państwa dzięki funduszom z SAFE jest inwestycją w bezpieczeństwo kolejnych pokoleń Polaków. - My to robimy po to, żeby nasze dzieci i wnuki nie musiały płacić swoją krwią za bezpieczeństwo Polski, bo jak dzisiaj zainwestujemy w to bezpieczeństwo, to nasze dzieci, wnuki i kolejne pokolenia będą po prostu bezpieczne, bo nikt Polski nie zaatakuje - powiedział szef MON.

Jego zdaniem, „zbrodnią” i „zdradą Polski, zdradą kolejnych pokoleń” byłoby niewykorzystanie pieniędzy z mechanizmu. Nigdy sobie nie dajcie wmówić, że to działanie było niepotrzebne, że było na wyrost, że są inne potrzeby" - mówił minister obrony. Dodał, że SAFE to program „ambitnej Polski, program tak naprawdę aspiracyjny”.

Jak mówił:

"Wszyscy Ci, którzy straszyli wyprowadzeniem środków z SAFE - wskazując niemieckie firmy dziś muszą przeprosić. Krótka lekcja dla Was. Rosomak, Krab, Borsuk, FlyEye, Gladius, Piorun, Potwór z Tarnowa, Rak, Hydrograf, Jelcz. To tylko część tego sprzętu, który zamówiliśmy dla Wojska Polskiego w polskich zakładach za 120mld złotych!"

Przyznał, że nigdy nie będzie już wolny od emocji w związku z uczestnictwem Polski w SAFE, bo jest to - jak stwierdził - „część jego życia”, która wiąże się z budowaniem bezpieczeństwa Polski.

"W ciągu trzech dni zawarliśmy 62 umowy na 120 miliardów złotych z polskim przemysłem zbrojeniowym. W ciągu ośmiu lat rządów PiS- u udało im się zawrzeć umowy na 97 miliardów (...) w polskim przemyśle zbrojeniowym. To jest nie do porównania" - zaznaczył szef MON. - Jesteśmy gotowi. Polski przemysł zbrojeniowy, zarówno państwowy jak i prywatny, zadeklarował w podpisywanych umowach - wszystko zostanie wykonane do roku 2030. Dlaczego to musi być rok 2030? Ponieważ nie mamy czasu do stracenia - podkreślił Kosiniak-Kamysz.

Zapewnił także, że jako szef MON gwarantuje spożytkowanie ewentualnych pieniędzy przekazanych przez Narodowy Bank Polski państwu na bezpieczeństwo Polski. Dodał, że zgodnie z deklaracjami szefa NBP Adama Glapińskiego, jego obowiązkiem jest natychmiastowe przekazanie wykazanego zysku Banku do budżetu państwa.

Jak mówił Kosiniak-Kamysz:

"Od dzisiaj w programie „Safe 2.0”, drugiej rundzie tego patriotycznego, europejskiego, również innowacyjnego, strategicznego programu rozwoju Polski, Europy i bezpieczeństwa naszego świata, ruszamy z ekspansją polskiego sprzętu na inne rynki. Program wspólnych zakupów, to są zakupy przez polską armię dla polskiego żołnierza wraz z innymi sojusznikami, którzy będą w większości też chcieli kupić polski sprzęt".

W konferencji wzięli udział najważniejsi oficerowie WP, w tym szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła. Podkreślił on, że kluczowe znaczenie ma tempo realizacji programu, w ramach którego zamówienia dla wojska mają być zrealizowane do 2030 roku.

Gen Kukuła podkreślił, że wojsko ma za zadanie uzupełnić luki, które powstały w ciągu niemal 30 lat ograniczeń środków wydawanych na wojsko oraz z powodu wielkich donacji dla Ukrainy. Jak zaznaczył, z drugiej strony wojsko musi zmierzyć się z wyzwaniem pozyskiwania nowych zdolności.

"Wyzwaniem dla programowania rozwoju Sił Zbrojnych pozostają olbrzymie, ale wciąż ograniczone z punktu widzenia wspomnianych luk środki, jakie przeznaczamy na wyposażenie i zapasy amunicji" - dodał.

Gen. Kukuła stwierdził, że SAFE pozwoli na przyspieszenie realizacji tych zadań, zwłaszcza przez wojska lądowe i WOT. Zwrócił też uwagę na przyspieszenie potrzebnych wojsku tankowców powietrznych (MRTT) oraz lekkich śmigłowców szkoleniowych.

Dowódca Operacyjny gen. Maciej Klisz podkreślił, że z jego punktu widzenia SAFE to inwestycja w bezpieczeństwo państwa, zwiększająca zdolności operacyjne wojska i możliwości odstraszania. Dodał, że to także inwestycja w wiarygodność Polski i jej zdolności na arenie międzynarodowej, w tym wobec sojuszników.

"Celem jest pokój oparty na sile. W mojej ocenie SAFE jest elementem tej logiki" - mówił

 Zastępca Dowódcy Generalnego RSZ gen. Sławomir Owczarek przedstawił część planów dotyczących rozdysponowania zamówionego sprzętu. Wskazał np., że zamówione armatohaubice Krab trafią do jednostek 11. i 12 Dywizji, a wozy bojowe piechoty Borsuk - do brygady 16. Dywizji w woj. warmińsko-mazurskim.

Wtórował mu dowódca WOT gen. Krzysztof Stańczyk, według którego ważnym beneficjentem programu SAFE będą żołnierze WOT. Chodzi m.in. o zakup sprzętu osobistego, takiego jak kamizelki kuloodporne i karabiny - a także zakupy związane z Tarczą Wschód, za które będą odpowiadać wyspecjalizowane jednostki terytorialsów - dodał.

Dowódca Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni gen. Karol Molenda podkreślił, że 12 umów z SAFE ma kluczowe znaczenie dla cyberbezpieczeństwa - w tym rozwoju technologii sztucznej inteligencji, kryptografii czy autonomicznej i bezpiecznej łączności dla wojska.

Gen. Artur Kuptel, szef Agencji Uzbrojenia, podkreślił, że polski przemysł poprzez kilkadziesiąt finansowanych z SAFE umów zobowiązał się do realizacji dużych zobowiązań na rzecz wojska Polskiego do 2030. Dodał, że podpisanie krajowych kontraktów nie oznacza końca pracy Agencji, która teraz zajmie się m.in. zamówieniami dokonywanymi wspólnie z innymi krajami.

Miliardy dla polskiego przemysłu: Co kupuje Wojsko Polskie?

W sobotę delegacja rządowa, w skład której wchodzili m.in. wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka oraz szef Agencji Uzbrojenia gen. Artur Kuptel, podpisała w Stalowej Woli szereg istotnych umów. Blisko połowę z zakontraktowanych 124 116 milionów złotych otrzyma Huta Stalowa Wola (HSW) wraz z powiązanymi spółkami. Największa pojedyncza umowa, warta 18 999 mln zł, dotyczy dostawy 1000 wozów towarzyszących (amunicyjnych, dowodzenia i łączności) dla systemu WWR HOMAR-K. HSW dostarczy również 4 dywizjonowe moduły ogniowe REGINA (w tym 96 armatohaubic Krab, z czego 48 w opcji) za 7 900 mln zł, setki wozów towarzyszących dla 6 DMO z haubicami K9PL za 7 600 mln zł oraz 146 pływających bojowych wozów piechoty Borsuk za 7 459 mln zł. Do tego dochodzi 8 kompanijnych moździerzy samobieżnych RAK (w tym 64 moździerze M120K) za 3 790 mln zł.

Zakłady Rosomaka w Siemianowicach Śląskich mają dostarczyć m.in. 30 KTO Rosomak w wersji wozów ewakuacji medycznej (WEM) o wartości 500 mln zł netto, a dostawy zostaną zrealizowane do 2028 roku. Drugi kontrakt, o wartości około 400 mln zł netto, zakłada dostawę 18 sztuk wozów dowodzenia (WD), również na podwoziu Rosomaka. Osobny duży aneks opiewa na dostawy KTO Rosomak i KTO Rosomak w wersji Lz systemem wieżowym ZSSW-30 i ppk Spike, do umowy wykonawczej z 2023 r, na dostawę wozów towarzyszących dla haubic K9.

Kolejny ważny kontrakt, o wartości przekraczającej 13 mld zł, podpisano z konsorcjum PGZ-Amunicja na dostawę setek tysięcy sztuk amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm (w tym refinansowanie).

Bydgoska BZE Belma otrzymała kilka umów m.in. na Systemy Sterowanych Ładunków Wybuchowych JARZĘBINA-S (kilka partii o wartości kilkuset milionów złotych każda) oraz kasety minowe ISM z minami narzutowymi MN-123, miny TM z zapalnikiem ZN, ładunki SPPŁW. Wcześniej, bo w styczniu w pakiecie znalazły się również liczne elementy systemów obrony przeciwlotniczej. Podpisano umowę na 18 baterii systemu przeciwlotniczego (w tym przeciwlotnicze pociski kierowane BSP kr. SAN) o wartości 15 000 mln zł.

Kilka umów dotyczy systemu NAREW – m.in. samochody transportowo-załadowcze, podwozia specjalne, pakiet logistyczny, elementy maskowania i pozoracji oraz kabiny dowodzenia. Jedna z większych pozycji to mobilne węzły łączności MCC dla NAREW o wartości 6 370 mln zł. Dla systemu WISŁA zakontraktowano m.in. samochody do przewozu rakiet, kilkaset podwozi specjalnych, kilkadziesiąt kabin dowodzenia oraz 56 mobilnych węzłów MCC dla drugiej fazy programu (1 700 mln zł). Wojsko Polskie otrzyma także 140 wozów dowodzenia na podwoziu opancerzonym WARAN (2 635 mln zł), lekkie opancerzone transportery rozpoznawcze KLESZCZ, pojazdy minowania narzutowego BAOBAB-K oraz liczne samochody ciężarowe Jelcz w różnych wersjach.

Nowoczesne technologie i cyberbezpieczeństwo stanowią wyraźny priorytet programu SAFE. W Dowództwie Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni w Legionowie podpisano umowy m.in. na postkwantowy szyfrator IP nowej generacji (Enigma), system kryptograficzny wysokiego zaufania (Krypton Polska), system bezpiecznej wymiany danych (Filbico), mobilne laboratoria cyberbezpieczeństwa (Media), mobilne centrum zarządzania kryptografią (Siltec), modułowe serwerownie kontenerowe oraz zintegrowane rozwiązania z wykorzystaniem sztucznej inteligencji do analizy cyberzagrożeń. Do tego dochodzi infrastruktura techniczno-systemowa oraz budowa dedykowanej sieci 5G na potrzeby wojska (m.in. Orange S.A. i APEX IT).

Firma GISS dostarczy 157 Średnich Terminali Satelitarnych STS za około 2,4 mld zł. Grupa WB Electronics otrzymała kontrakty na 12 bateryjnych modułów ogniowych GLADIUS, 190 zestawów BSP mini FLYEYE oraz ponad 400 zestawów amunicji krążącej WARMATE – łącznie ok. 12 mld zł. Dla indywidualnego żołnierza przewidziano nowe hełmy bojowe HBT-02 (Maskpol) oraz zintegrowane kamizelki kuloodporne KKZ-01.

Inwestycje obejmują także Marynarkę Wojenną – w stoczni Remontowa Shipbuilding S.A. zostanie sfinansowana budowa dwóch okrętów hydrograficznych typu HYDROGRAF wartych około 1,5 mld zł. Pakiet zawiera również liczne aneksy do wcześniejszych umów, na co zwrócił w swojej analizie dziennikarz Tomasz Dmitruk 

  • na system satelitarnego rozpoznania MikroSAR,
  • bezzałogowy system Force Protection,
  • cystern dystrybutorów pliwowych CD-10s - dodatkowe 105 sztuk od Celtech 
  • samochody ciężarowe Jelcz 442.32 oraz Jelcz S662D.43
  • Karabinki MSBS GROT  
  • Pojazdy minowania narzutowego Gaobab-K -  dodatkowe 11 sztuk 
  • Okręt ratowniczy Ratownik - refundacja umowy 

Po „Der Safe” zostanie tylko wstyd?

Stworzona przez prawą stronę narracja o „Der Safe” miała być prostym i skutecznym narzędziem do atakowania rządu oraz Unii Europejskiej. Jednak zderzenie z faktami – w postaci miliardowych kontraktów dla polskiego przemysłu zbrojeniowego – sprawiło, że opowieść ta stała się dla jej autorów polityczną pułapką. Teraz opozycja stoi przed trudnym wyborem: przyznać się do błędu i pogratulować rządowi sukcesu, czy brnąć w dezinformację, ryzykując całkowitą utratę wiarygodności.

Logika stojąca za stworzeniem hasła „Der Safe” była z perspektywy marketingu politycznego niemal doskonała. Krótkie, nacechowane obco i negatywnie sformułowanie miało w prosty sposób komunikować kilka kluczowych tez, że rząd Donalda Tuska jest podporządkowany niemieckim interesom („für Deutschland”) czy że Unia Europejska to mechanizm służący do drenażu pieniędzy z Polski do Niemiec.

Taki przekaz, oparty na silnych emocjach, antyniemieckich resentymentach i eurosceptycyzmie, idealnie trafiał do żelaznego elektoratu PiS. Nie wymagał znajomości skomplikowanych procedur unijnych ani szczegółów kontraktów zbrojeniowych. Był prosty, chwytliwy i budował czarno-biały obraz świata, w którym prawa strona jest jedynym obrońcą polskiej suwerenności. Narracja ta była intensywnie wzmacniana przez media sprzyjające opozycji, tworząc zamknięty obieg informacyjny, w którym nie było miejsca na weryfikację faktów. Problem w tym, że rzeczywistość okazała się dokładnym przeciwieństwem tej opowieści.

Wycofanie się z tej narracji jest dla PiS praktycznie niemożliwe z kilku powodów. Odwrót oznaczałby konieczność przyznania racji przeciwnikowi, czyli, że rząd nie tylko nie działa na szkodę Polski, ale wręcz odniósł spektakularny sukces, zapewniając polskiej zbrojeniówce największe kontrakty w historii. Dla partii opozycyjnej, której strategicznym celem jest totalna krytyka rządzących, byłby to polityczny samobój. Ponadto oznaczałoby to utratę zaufania własnego elektoratu. Przyznanie się do błędu lub celowej dezinformacji podważyłoby fundamentalne zaufanie, jakim wyborcy PiS darzą swoją partię i jej przekaz medialny.

Do tego dochodzi efekt zamkniętego obiegu informacyjnego. Duża część elektoratu PiS czerpie wiedzę głównie z mediów, które tę narrację stworzyły i konsekwentnie promowały. Dla nich „Der Safe” pozostanie prawdą, a wszelkie fakty przedstawiane przez inne źródła będą automatycznie uznawane za rządową propagandę. Partia nie ma żadnego interesu w burzeniu tego wygodnego dla siebie porządku.

Ponieważ całkowity odwrót jest niemożliwy, partia opozycyjna najprawdopodobniej sięgnie po strategię modyfikacji i zaciemniania obrazu. Zamiast wycofać się z narracji, będzie próbowała ją uelastycznić. Niezależnie od wybranej taktyki, historia „Der Safe” pozostanie przykładem tego, jak dezinformacja oparta na prostych emocjach może zostać błyskawicznie zweryfikowana i obrócić się przeciwko swoim twórcom.

SAFE: 30 mld euro w 30 dni