- 60% Polaków obawia się rosyjskich prowokacji wobec Polski lub państw bałtyckich, co wykazało badanie Instytutu Badań Pollster przeprowadzone we wrześniu 2026 roku.
- "Indeks strachu przed wojną w Europie" IMM wzrósł o 14% od początku roku, odzwierciedlając niepokój po incydentach takich jak poderwanie myśliwców (06.07.2026), eksplozja rosyjskiej rakiety w Tarnawie-Kolonii na Lubelszczyźnie (30.07.2026) czy naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez drony (10.09.2025).
- Obawy te są podsycane przez eskalację działań hybrydowych Kremla, dezinformację i cyberataki; eksperci wskazują na możliwe prowokacje w postaci ataków dronami, sabotażu infrastruktury krytycznej, incydentów granicznych lub zmasowanych cyberataków
Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Instytut Badań Pollster w dniach 1-2 września 2026 roku, nastroje społeczne w Polsce wskazują na wysoki poziom niepokoju związanego z polityką Federacji Rosyjskiej. Na pytanie: "Czy obawiasz się, że Rosja może w najbliższych miesiącach dokonać poważnej prowokacji wobec Polski lub państw bałtyckich?", odpowiedzi twierdzącej udzieliło łącznie 60% respondentów.
Szczegółowy rozkład odpowiedzi prezentuje się następująco:
- Zdecydowanie tak – 18%
- Raczej tak – 42%
- Raczej nie – 24%
- Zdecydowanie nie – 7%
- Nie wiem/nie mam zdania – 9%
Dane te jasno pokazują, że większość społeczeństwa (sześciu na dziesięciu badanych) postrzega zagrożenie prowokacją jako realne. Jednocześnie 31% Polaków nie podziela tych obaw.
Rosyjskie służby specjalne na froncie wojny hybrydowej w Europie
O działalności rosyjskich służb, jeśli chodzi o ostatnie akty sabotażu i dywersji w Europie, porozmawialiśmy z Arturem Kazimierzem Wrzecioną, pułkownikiem w stanie spoczynku, byłym oficerem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służby Wywiadu Wojskowego i Agencji Wywiadu.
Piotr Miedziński, Portal Obronny: W ostatnim czasie mieliśmy poważne akty sabotażu w Europie, choćby w Niemczech, czy w Polsce jak podpalenie zakładów WB Electronics. Czy w Pana opinii będzie tego więcej?
Artur Kazimierz Wrzeciono, pułkownik w stanie spoczynku, były oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służby Wywiadu Wojskowego i Agencji Wywiadu:
Służby rosyjskie – podobnie jak większość służb specjalnych na świecie – weszły w etap wojenny swoich działań. W czasie pokoju ograniczały się głównie do zdobywania informacji oraz prowadzenia dezinformacji, czyli bardziej aktywnych działań wywiadowczych. Obecnie, w fazie wojennej, do swojego arsenału włączyły także sabotaż i dywersję. Z punktu widzenia zadań wojennych dla służb specjalnych jest to absolutnie normalna sytuacja. Armia rosyjska wykonuje swoje zadania na froncie i w jego bezpośrednim otoczeniu, natomiast służby specjalne mają za zadanie atakować swoimi metodami tak zwane przedpole działań wojennych.
Dla nich przedpolem jesteśmy w pierwszej kolejności my – Polska – ponieważ jesteśmy zapleczem dla sił ukraińskich, a w szerszym wymiarze cała Europa, która aktywnie wspiera armię i władze Ukrainy. Dlatego to, co się dzieje, z tej perspektywy nie jest niczym niezwykłym. Co nie znaczy, że nie jest groźne i niebezpieczne. Trzeba po prostu pamiętać, że takie właśnie są zadania dla służb specjalnych. My budzimy się, wobec tego zagrożenia od czasu do czasu – kiedy coś nastąpi – potem o tym mówimy, rozważamy, a następnie znów o tym zapominamy albo liczymy, że już się nie powtórzy, bo przecież było głośno, a generalnie „nic się nie dzieje”.
Nawiązując do incydentów w Niemczech, zastanawiałem się nad jedną rzeczą: dlaczego atak nastąpił akurat w Niemczech, skoro obserwujemy, że prorosyjska w zasadzie organizacja polityczna AfD weszła w tym czasie w ofensywę i ma szansę na znaczące sukcesy w niemieckiej polityce. Zastanawiałem się, dlaczego Rosjanie w ten sposób utrudniają AfD funkcjonowanie – stwarzają argumenty przeciwko tej partii. Można przecież podnosić zarzuty, że AfD jest partią prorosyjską, a tu Rosjanie nas atakują, „więc nie głosujcie na AfD, bo to właśnie ci, którzy popierają Rosję”. Doszedłem jednak do wniosku, że te dwie sprawy nie mają ze sobą żadnego związku. Działania służb rosyjskich – właśnie te dywersyjne i sabotażowe – stanowią zupełnie odrębne pole działania, tak samo ważne dla Rosjan jak działania na froncie. I one muszą trwać. Podobnie jak działania na froncie – nie widzimy, by ich intensywność malała. Czasami Rosjanie ponoszą potężne straty, a mimo to działania te nie tracą na intensywności.
Myślę, że niestety działania sabotażowe i dywersyjne również nie będą tracić na intensywności. Tyle tylko, że tutaj jest nieco trudniej. Przerwy między atakami wynikają z tego, że zorganizowanie, zaplanowanie i przeprowadzenie działań dywersyjnych jest trudniejsze i inaczej przebiega organizacyjnie niż działania na regularnym froncie.
Obserwujemy, że Rosjanie posługują się zupełnie nową agenturą, która prawdopodobnie nie ma nic wspólnego z tą, którą mieli wcześniej lub którą trzymają głęboko zakonspirowaną w krajach zachodnich. Werbują na nowo, pozyskują właśnie takich „wojennych” agentów do działań sabotażowych i dywersyjnych. To wymaga czasu, przygotowania, sprawdzenia, zaplanowania, uzyskania zgód od przełożonych i tak dalej – bo są to działania międzynarodowe, w pewnym stopniu godzące w pozycję Rosji na świecie, choć ta pozycja jest już drastycznie niska. Dlatego obserwujemy te przerwy między atakami. Należy się też spodziewać, że nie wszystkie ataki zostały przeprowadzone z powodzeniem. To, co obserwujemy, to prawdopodobnie tylko czubek góry lodowej wystający ponad powierzchnię.
Do czego jeszcze Rosjanie mogą się tak naprawdę posunąć? Mamy przecież ataki na zakłady przemysłu zbrojeniowego w Europie, widzimy werbunek ludzi różnej maści – w przypadku Polski np. Ukraińców, Białorusinów czy Gruzinów. Mamy też do czynienia z atakami hakerskimi. Kiedy zostanie przekroczona czerwona linia?
Nie jest dla mnie zaskoczeniem fakt, że atakowane są zakłady zbrojeniowe czy instytucje, które w jakiś sposób – bezpośrednio lub pośrednio – wspierają armię ukraińską.
Generalnie celem akcji dywersyjnych i sabotażowych jest właśnie uderzanie w strukturę zbrojeniową i obronną, ale także wywoływanie zamętu, osłabianie zaufania do instytucji państwa, wprowadzanie atmosfery niepewności, a w dalszej kolejności – zniechęcenia wobec wojny, która trwa i trwa, nie ma końca i nie wiadomo, co dalej będzie. Myślę, że Rosjanie w dużym stopniu planują mocno osłabić morale społeczeństw Europy, przede wszystkim Unii Europejskiej, po to, by wsparcie dla Ukrainy słabło, a jednocześnie rosła presja na uregulowanie konfliktu – ale kosztem Ukrainy.
Jak dotychczas nie widzę, by podejmowano próby przekroczenia czerwonej linii. To, co się do tej pory dzieje, uznałbym – choć brzmi to strasznie – za normalne działanie w tej sytuacji. Przekroczenie czerwonej linii mogłoby nastąpić, gdyby wydarzyło się coś drastycznego – nawet jeśli nie przekroczyłoby progu wojny – na przykład zginęłaby znacząca liczba cywilów albo doszłoby do jakiejś katastrofy wywołanej działaniem dywersyjnym, choćby wysadzeniem tamy czy czymś podobnym. Taką możliwość widziałbym jednak dopiero w momencie, gdy sytuacja Rosji na froncie drastycznie by się pogorszyła. W tej chwili – mimo że Rosjanie są atakowani poza linią frontu, na swoich tyłach – ich sytuacja nie jest aż tak zła, by musieli sięgać po tak drastyczne środki.
A jak Pan Pułkownik ocenia zdolności naszych służb i służb europejskich w przeciwstawianiu się tego typu akcjom? Jesteśmy w stanie z nimi walczyć?
Myślę, że tak. Decydującą rzeczą dla naszej pozycji jest to, że nasze służby funkcjonują w systemie współpracy służb specjalnych NATO i Unii Europejskiej. Wymiana informacji jest tu bezcenna. Proszę zwrócić uwagę, że wiele operacji sabotażowych i dywersyjnych było organizowanych w oparciu o działania w kilku krajach. Dlatego wymiana informacji o aktywności, o ludziach pojawiających się wokół określonych miejsc czy adresów – zwłaszcza w komunikacji internetowej – ma ogromne znaczenie.
Myślę, że Rosjanie mają z tego powodu poważny problem z przeprowadzaniem różnego rodzaju działań, ponieważ nasze służby oraz służby sojusznicze stawiają bardzo mocny opór. Mamy duże szanse, by z nimi skutecznie walczyć. Tyle że – jak zawsze w walce między wywiadem a kontrwywiadem – wywiad jest żywiołem aktywnym. Ma przewagę, bo jest pierwszy: to on decyduje, kiedy, gdzie i jak zaatakuje. Kontrwywiad i służby, które nas bronią, są stroną defensywną, żywiołem reaktywnym – często podejmują działania dopiero wtedy, gdy coś stwierdzą, a czasem już po fakcie. Rosjanie mają więc trudniej, ale nadal pozostają stroną aktywną, inicjującą działanie. A ten, kto inicjuje, decyduje o czasie, miejscu i sposobie uderzenia – i to daje mu przewagę.
Jak Pan Pułkownik ocenia skuteczność rosyjskich służb z ostatnich lat na polu europejskim? Z jednej strony mamy opowieść o ich potędze, z drugiej słyszy się, że to tylko legenda i nie są one tak skuteczne.
Powiem coś może kontrowersyjnego, ale wydaje mi się, że służby rosyjskie naprawdę są bardzo skuteczne – choć popełniają wiele błędów. Każdy, kto działa aktywnie, siłą rzeczy błędy popełnia. Obecnie musimy spojrzeć na ich działalność w dwóch wymiarach.
Pierwszy to wymiar względnego pokoju, trwającego do wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie. Do tego wymiaru możemy zaliczyć wszystkie działania rosyjskie: nie tylko zbieranie informacji i dezinformację, ale także tworzenie pozytywnej atmosfery wobec Rosji w krajach zachodnich. Ta pozytywna atmosfera to nie tylko rozpowszechnianie określonych treści i dezinformacja, lecz także budowanie ruchów politycznych. Niektóre z nich – co jest niesamowitym osiągnięciem Rosjan – przeszły z obszaru marginalnej działalności politycznej do głównego nurtu.
Po atakach w Niemczech część środowisk uparcie twierdzi, że „nie wiadomo, czy to Rosjanie”, albo że „najprawdopodobniej nie”. To wszystko, co Rosjanie robili w fazie pokojowej, było potężną i niezwykle skuteczną pracą. Możemy mówić o populizmie, o erze, w której demokracja liberalna słabnie – niemniej nie chcę powiedzieć, że to Rosjanie te procesy wywołali. Służby specjalne nie wywołują takich procesów, ale z nich korzystają i je wzmacniają. Służby rosyjskie korzystały ze wzrostu nastrojów populistycznych i popularności tego typu polityków, wzmacniając ich finansowo, organizacyjnie, tworząc sieci i powiązania między ludźmi o skrajnych poglądach – by w fazie wojennej móc konsumować tę pozytywną postawę.
Natomiast w fazie wojennej oceniłbym, że służby rosyjskie zachowują się bardzo podobnie jak armia rosyjska. Plany ewidentnie im się posypały, bo źle ocenili sytuację. Mają jednak niezwykłą zdolność do adaptacji. W całej historii Rosji widać, że wojny, które prowadzą, zaczynają się często od klęsk i upadku wcześniejszych planów, ale w międzyczasie Rosjanie zaczynają się adaptować – w takim stopniu, że przeciwnik w pewnym momencie przestaje dawać radę.
Mam nadzieję, że teraz tak nie będzie i że Rosja tę wojnę przegra. Musimy jednak pamiętać, że ich siła tkwi właśnie w tej zdolności adaptacji do nowych warunków. Porównując działania wojenne z początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę z tym, co dzieje się teraz, widzimy, jak wiele się zmieniło i jak wiele nowych elementów wprowadzono. Rosja, w oparciu o własne możliwości i wsparcie nielicznych sojuszników, potrafi zdobywać przewagę w momentach, gdy Ukraina traci wsparcie, na przykład ze strony Ameryki. Dlatego zarówno możliwości Rosji generalnie, jak i możliwości rosyjskich służb specjalnych oceniam bardzo wysoko – dysponują ogromnym potencjałem.
Rosnący strach przed wojną w Polsce
Strach przed wojną widać coraz bardziej. Instytut Monitorowania Mediów (IMM) uruchomił innowacyjne narzędzie analityczne nazwane "Indeksem strachu przed wojną w Europie", według monitoringu poziom obaw przed wojną w Europie w polskich mediach wzrósł od początku roku o 14 proc., a bezpośredni wpływ na ten skok miały incydenty przy polskiej granicy. Jest to znaczący wzrost, który odzwierciedla zwiększone obawy w społeczeństwie i mediach. Od początku pomiaru, powtarzalny wzrost indeksu jest notowany w okolicach 24 lutego, co zbiega się z kolejnymi rocznicami wybuchu wojny w Ukrainie. Te daty naturalnie intensyfikują dyskusję na temat konfliktu i jego potencjalnych konsekwencji.
Jednak gwałtowne skoki wskaźnika są wynikiem konkretnych wydarzeń, które zdominowały w danym dniu polską debatę publiczną. Od stycznia 2024 roku takie wzrosty odnotowano po 6 lipca 2026 r., kiedy to w związku ze zmasowanym atakiem Rosji na Ukrainę, Polska prewencyjnie poderwała swoje myśliwce. To wydarzenie, choć miało charakter obronny, wyraźnie podniosło poziom niepokoju w mediach. Drugim, jeszcze silniej widocznym w mediach i na profilach społecznościowych wydarzeniem był 30 lipca 2026 r. – dzień eksplozji rosyjskiej rakiety w miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie. Oba te incydenty wyraźnie nasyciły dyskusję frazami kluczowymi z kategorii "Atak bezpośredni" oraz "Broń i technologia militarna", co bezpośrednio przełożyło się na wzrost indeksu.
Co więcej, począwszy od 1 stycznia 2024 r., indeks najwyższą wartość (ponad 70 pkt. w skali do 100 w pomiarze dziennym) osiągnął 10 września 2025 r., kiedy to 19 rosyjskich dronów naruszyło polską przestrzeń powietrzną. Ten incydent, bezpośrednio zagrażający bezpieczeństwu narodowemu, wywołał falę obaw i szeroką dyskusję w mediach, co znalazło odzwierciedlenie w wynikach indeksu.
Eksperci IMM podkreślają, że wyższy poziom wskaźnika nie zawsze jest jedynie naturalną reakcją obywateli i mediów na konkretne incydenty. Znaczącą rolę w jego podbijaniu może odgrywać również zagraniczna dezinformacja. Jest ona wyraźnie obecna na platformach społecznościowych, a jej celem jest wzbudzanie niepewności i poczucia zagrożenia Polaków w kontekście eskalacji wojny hybrydowej oraz prognozowania działań o charakterze terrorystycznym czy militarnym. Walka z dezinformacją staje się zatem kluczowym elementem w zarządzaniu nastrojami społecznymi i zapewnieniu stabilności informacyjnej w obliczu trwającej wojny i zagrożeń.
Skąd biorą się obawy?
Wysoki odsetek osób obawiających się rosyjskiej prowokacji nie jest bezpodstawny i wynika z szeregu czynników obserwowanych w ostatnim czasie. Eksperci ds. bezpieczeństwa i analitycy wojskowi od dłuższego czasu wskazują na eskalację działań hybrydowych Kremla, wymierzonych w państwa Unii Europejskiej i NATO. Do głównych przyczyn niepokoju Polaków należą przede wszystkim nasilające się incydenty w „szarej strefie”. Rosja regularnie testuje zdolności obronne Sojuszu poprzez naruszenia przestrzeni powietrznej na Bałtyku, zakłócanie sygnału GPS czy wykorzystywanie dronów. Działania te, choć nie stanowią otwartego aktu agresji, mają na celu demonstrację siły i testowanie procedur reagowania NATO. Równolegle Kreml prowadzi nieustanną wojnę dezinformacyjną i cyberataki. Kampania dezinformacyjna ma na celu polaryzację społeczeństw zachodnich, osłabienie ich od wewnątrz oraz podważenie zaufania do instytucji państwowych i sojuszniczych, a jednocześnie przeprowadzane są cyberataki na infrastrukturę krytyczną, taką jak sieci energetyczne czy systemy kolejowe.
Niepokój potęgują także ostrzeżenia wywiadów i ekspertów. Służby wywiadowcze państw NATO, w tym Polski, regularnie informują o możliwych przygotowaniach Rosji do różnego rodzaju prowokacji. Instytut Studiów nad Wojną (ISW), ocenia, że Rosja może chcieć przetestować spójność Sojuszu i mechanizmy artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego poprzez ograniczony atak. Dodatkowym źródłem obaw są incydenty sabotażowe w Europie. W ostatnich miesiącach w kilku krajach europejskich, m.in. w Niemczech i Danii, a także i Polsce doszło do prób sabotażu, o które oskarżane są rosyjskie służby, a celem takich działań jest między innymi infrastruktura wykorzystywana do wspierania Ukrainy.
Jak może wyglądać rosyjska prowokacja? Możliwe scenariusze
Jak zwraca uwagę wiele analiz zachodnich think tanków, dopóki Rosja jest zaangażowana militarnie w Ukrainie, pełnoskalowa inwazja na kraj NATO jest mało prawdopodobna. Zagrożenie materializuje się jednak w postaci działań poniżej progu otwartej wojny. Wskazuje się jednak na kilka potencjalnych scenariuszy, które Kreml może zrealizować, by zdestabilizować region. Jednym z nich są ataki z użyciem dronów i rakiet, mogą to być ograniczone uderzenia w wybrane cele na terytorium Polski lub państw bałtyckich, przeprowadzone w sposób utrudniający jednoznaczne przypisanie odpowiedzialności, na przykład pod „fałszywą flagą”, w takim przypadku skierować oskarżenia w kierunku Ukrainy, że to jej drony czy pociski. Innym możliwym scenariuszem jest sabotaż infrastruktury krytycznej, którego celem mogłyby stać się podmorskie kable energetyczne i komunikacyjne, gazociągi czy terminale LNG, takie jak ten w Świnoujściu, a także większe ataki na fabryki zbrojeniowe. Kreml może też dążyć do wywoływania incydentów granicznych poprzez prowokowanie napięć na granicy z obwodem królewieckim lub Białorusią, na przykład poprzez potajemne przenikanie niewielkich grup zbrojnych i próby destabilizacji lokalnej sytuacji. Wreszcie możliwa jest eskalacja działań w cyberprzestrzeni w postaci zmasowanego ataku hakerskiego mającego na celu sparaliżowanie kluczowych sektorów państwa.
Badanie zrealizowane przez Instytut Badań Pollster 1-2.09.2026 roku metodą CAWI na próbie 1008 dorosłych Polaków. Struktura próby była reprezentatywna dla obywateli Polski w wieku 18+. Maksymalny błąd oszacowania wyniósł około 3%.