Park Militarno-Historyczny „Reduta” z rodowodem z Piekła

Całkiem świadomie reklamujemy naszą placówkę jako tę, która łączy wiele możliwości. Mamy zbiory regionalne, jedyną w Polsce kopalnię wybudowaną jako ćwiczebną. Może za jakiś czas będzie miała także status ukrycia na wypadek „W”. Mamy też Park Militarno-Historyczny „Reduta”, a wkrótce udostępnimy do zwiedzania poniemiecki bunkier dowodzenia. Łączymy więc wiele możliwości – wyjaśnia w rozmowie z Portalem Obronnym Arkadiusz RYBAK, dyrektor Muzeum „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej.

Andrzej Bęben: – Pomijając muzea stricte wojskowe, to mamy w Polsce ok. 20 placówek eksponujących technikę militarną. „Sztygarka” należy do tej grupy. Park Militarno-Historyczny „Reduta” ma podobno niezwyczajny rodowód? Można byłoby rzec: piekielny…

Arkadiusz Rybak: – Można tak powiedzieć. Nasze zbiory są rodem z Piekła. To dzielnica Dąbrowy Górniczej ze średniowiecznym rodowodem, gdzie wypalano węgiel drzewny. Od lat 50. XX w. działa tam zakład przerobu złomu. Specjalizował się w utylizacji wielkowymiarowych obiektów stalowych. Na początku lat 90. rozbijano w nim, w ramach układów o redukcji uzbrojenia konwencjonalnego, czołgi, transportery opancerzone, a nawet samoloty bojowe. W PRL miasto stało się miejscem, w którym produkowano komponenty do produkcji zbrojeniowej. Na przykład: napalm, ale nie dla USA, lecz dla Wietnamu. Złom uzyskany w Piekle szedł jako wsad do wielkich pieców w Hucie „Katowice”.

– Byłem w Piekle, widziałem, jak przerabiano na złom przestarzałe, ale nadal sprawne, T-55. Spadała na czołg kilkutonowa kula i pękał niczym skorupka orzecha.

– Jednak nie wszystkie czołgi przerobiono na wkład dla Huty. Zakład zostawił sobie, na pamiątkę, po sztuce każdego z utylizowanych sprzętów. Stał sobie przy firmie. Przed biurem „bazował” MiG-21. Wszystko miało pójść pod kulę, ale w pewnym momencie główna księgowa Cutironu – tak wówczas nazywał się ten zakład – zaproponowała zarządowi, by coś z tego, co w nim rozbijano, zostawić na wieczną rzeczy pamiątkę. I tym sposobem powstała przyzakładowa kolekcja ciężkiej techniki wojskowej. Tą wewnętrzną ekspozycją „Sztygarka” zainteresowała się w 2011 r. Po dwóch latach starań zarząd tego zakładu przerobu złomu, który teraz podlega pod ArcelorMittal Poland, wyraził zgodę na przekazanie pancernego inwentarza.

Znowu produkujemy w Polsce czołgi | GARDA
Portal Obronny SE Google News

– Na kołach i gąsienicach to chyba on nie dotarł do Muzeum. Od Piekła dzieli je jakieś circa dziewięć kilometrów.

– Dziś T-55, eksponat numer jeden w Parku, dałby radę. Trzynaście lat temu wszystko musiało przejechać na lawetach. Oj, to była duża operacja logistyczna, wzbudzająca jeszcze większe zainteresowanie mieszkańców Dąbrowy. Najwięcej problemów było z przetransportowaniem MiG-a. Nie dało mu się odkręcić skrzydeł, stateczników.

Trzeba było zmierzyć wszystkie latarnie, linie energetyczne, tramwajowe, inne, by można było przewieźć samolot przez całe miasto. Potem trzeba było go ustawić na placu przymuzealnym. Dużo miejsca to tutaj nie mamy. Żadnego dużego wjazdu wówczas nie było. W operacji trzeba było użyć nie tylko lawet, ciężarówek, ale także dźwigu. W sumie z kilka dni trwał ten transfer z Piekła do Muzeum zlokalizowanego tuż przy centrum miasta.

– A „ołówka” już nie ma w „Reducie”…

– Łączymy wiele możliwości w działalności Muzeum, ale nie za bardzo jesteśmy przystosowani do eksponowania samolotów. Mamy na tyle elastyczne prawodawstwo, że można eksponaty sprzedawać albo wymieniać. Dlatego też myśliwiec i czołg pływający PT-76 wymieniliśmy na inne eksponaty.

– Ten wasz MiG-21, wiadomo, nie latał. A T-55 jeździ?

– Na chodzie jest i T-55, i WZT-2. Oba wozy, odkąd są wystawione w „Reducie”, to przejechały już na gąsienicach po kilkadziesiąt kilometrów. Mogłyby spokojnie mieć więcej na liczniku, ale jak taka maszyna pali 300 litrów oleju na setkę, to byłby to spory wydatek dla Muzeum. Wiadomo, że muzealnictwu nie przelewa się.

– A i tak pewnie musieliście włożyć nieco grosza w renowację. T-55 i WZT-2 wyglądają, jakby niedawno wyjechały z ZM Łabędy.

– To, co nam z Piekła przekazano, to był faktyczny złom. Powycinane elementy, lufa zalana betonem. Dewastacja totalna. By ten sprzęt był na chodzie, trzeba było włożyć, że tak powiem, sporo wysiłku. Od czasu do czasu T-55 i WZT-2 wyruszają w teren, na różne zloty militarne. Nieczęsto, bo wynajęcie lawety kosztuje bodaj 10 tys. zł. Organizujemy edukacyjne imprezy w Parku. Wtedy czołg i wóz zabezpieczenia technicznego zapuszczają silniki. To robi wrażenie. A T-55 tradycyjnie wykorzystywany jest z okazji rocznicy ogłoszenia stanu wojennego. Te czołgi skierowano wówczas do odblokowania strajkującej Huty „Katowice”.

– W Parku stał też sprawny T-34…

– To był depozyt z Muzeum Wojska Polskiego. Wrócił do Warszawy.

– Chcieliście go zatrzymać?

– Chcieliśmy, ale nic to nie dało wobec twardego stanowiska ówczesnej dyrekcji. W dąbrowskich zakładach Deumel został przywrócony do życia. Wolą mieszkańców otrzymał nawet nazwę: Ordon. Jednak współpraca z Muzeum Wojska Polskiego się skończyła i musieliśmy oddać, z wielkim żalem, Ordona.

Jakby były fundusze, to moglibyśmy kupić T-34. Tylko skąd wziąć milion złotych. Po tyle „chodzą” sprawne egzemplarze. Nasz Ordon był z końcowych lat użytkowania T-34, z lat 80. T-55 jest ciut młodszy. Nie jest łatwo o części do niego. Mamy na szczęście, poza załogą, dwóch wolontariuszy, którzy od lat dłubią przy tym sprzęcie. Jeden z nich to absolwent Wyższej Szkoły Wojsk Pancernych w Poznaniu. Zdarzyło mu się na ćwiczeniach jeździć T-34, a potem tylko na T-55 i T-72. Jest z nami od 2013 r.

– T-72 to raczej w Parku nie stanie, bo wszystkie poszły na Ukrainę. Chyba że interesuje was jakiś wrak z Ukrainy?

– Nie mamy aż tyle miejsca i takich ambicji, by rozszerzać kolekcję o taki ciężki sprzęt. Robimy co innego. Od 2025 r. w Parku funkcjonuje wystawa „Zagłębie Dąbrowskie w okowach totalitaryzmów 1939-1989”. Bardzo dobrze komponuje się z eksponatami. Mamy w Parku eksponaty o charakterze mniej militarnym, związane z przełomami historycznymi.

Mamy fragmenty Pomnika Żołnierza Zwycięzcy z Gołonoga, który w 1940 r. Niemcy zburzyli. Leży sobie pomnik gen. Aleksandra Zawadzkiego. Był odsłonięty w 1979 r., w 1991 został obalony. Do 2025 r. przeleżał w magazynie po kopalni „Paryż”, za PRL – „Generał Zawadzki”. I mamy jeszcze jedną ciekawostkę z Dąbrowy Górniczej z tamtych czasów: popiersie marszałka Iwana Koniewa. Był patronem Technicznych Zakładów Naukowych.

– Chodzą słuchy, że robicie wykopki w centrum miasta i odkopujecie niemiecki bunkier...

– Z relacji mieszkańców wiedzieliśmy, że na terenie obecnej Szkoły Podstawowej nr 12 jest zasypany niemiecki schron dowodzenia. To był taki kopczyk ziemi porośnięty trawą. Mieszkańcy zawnioskowali w swoim budżecie dzielnicowym, by to miejsce przywrócić pamięci i trochę opowiedzieć o tym, co się działo w Dąbrowie Górniczej w czasie II wojny światowej. Nie było tu bitew, nie było jakichś manewrów.

– Nadaje się do restauracji?

– Nadaje się do restauracji. Nadaje się na izbę muzealną i taką chcemy w nim stworzyć.

– A propos schronów. W Polsce nie jest wiedzą powszechną to, że w Dąbrowie Górniczej jest bodaj jedna z dwóch ćwiczebnych, dostępnych do zwiedzania, kopalń węgla kamiennego. W czasie wojny był to schron i teraz podobno też chcecie przerobić to na tzw. ukrycie.

– Kopalnia Ćwiczebna Muzeum „Sztygarka” ma już sto lat. Wybudowano ją od podstaw dla uczniów Państwowej Szkoły Górniczej i Hutniczej im. Stanisława Staszica, zwanej skrótowo „Sztygarką”. Jest w niej 800 metrów wyrobisk i Niemcy używali jej jako schronu przeciwlotniczego. Miasto zgłosiło Kopalnię Ćwiczebną jako jeden z obiektów, który mógłby stać się w Dąbrowie Górniczej schronem. Teraz trwają prace koncepcyjne i projektowe nad ewentualną adaptacją do nowego, dodatkowego przeznaczenia.

– W Piekle niszczono broń pancerną ludowego Wojska Polskiego, a w Łośniu – dzielnicy Dąbrowy – przerabiano SKOT-y na wozy pożarnicze.

– Przez pewien czas mieliśmy taki. Teraz w Parku stoi „zwykły” wojskowy SKOT. Z tego, co mi wiadomo, to w dwóch strażnicach OSP Dąbrowy mają jeszcze takie czerwone SKOT-y. A wracając do Muzeum i tego, co robimy. Staramy się połączyć to, co było w przeszłości z miastem, z regionem, to, co było z górnictwem związane, i to, co ma związek z militariami. Takie połączenie jest najlepsze, bo historia jest bardzo zróżnicowana i skomplikowana...

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki