- Raport Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych (IISS) ujawnia, że Rosja najprawdopodobniej przeprowadziła skoordynowaną kampanię dronów (UAV) nad Europą w latach 2024-2026. Incydenty te paraliżowały lotniska i naruszały strefy wokół obiektów militarnych NATO w kilkunastu państwach.
- Rosyjska kampania, której celem było testowanie obrony powietrznej, zbieranie danych wywiadowczych i sianie niepewności, wykorzystywała statki z tzw. „floty cieni” jako mobilne platformy startowe dla dronów.
- Drony były obserwowane w pobliżu wrażliwych obiektów, takich jak bazy z bronią nuklearną, francuskie bazy okrętów podwodnych oraz kluczowe węzły logistyczne wspierające Ukrainę (np. lotnisko Rzeszów-Jasionka).
- Raport IISS wskazuje, że europejska obrona powietrzna nie jest przystosowana do zwalczania tanich, wolno latających dronów, a kampania obnażyła luki w detekcji, fragmentację prawną i brak jedności politycznej w odpowiedzi.
Raport IISS ujawnia, że w ciągu ostatnich 19 miesięcy około 150 bezzałogowców wtargnęło do państw europejskich, w tym do kilkunastu krajów NATO oraz do Irlandii. Co więcej, podejrzewa się, że statki stanowiące część rosyjskiej floty cieni są wykorzystywane jako platformy startowe dla części tych maszyn.
Ta flota, składająca się z setek starzejących się tankowców zarejestrowanych pod wygodnymi banderami, została stworzona w celu omijania zachodnich sankcji na rosyjską ropę. Statki te często manipulują swoimi danymi w systemie AIS (Automatyczny System Identyfikacji), „znikając” z radarów na długie godziny, co utrudnia ich śledzenie.
Raport IISS, na podstawie analizy danych AIS i zdjęć satelitarnych, pokazuje korelację między obecnością statków powiązanych z Rosją na wodach międzynarodowych a incydentami z dronami w pobliskich państwach. Konkretnym przykładem jest tankowiec Boracay, który był śledzony u wybrzeży Danii podczas serii incydentów we wrześniu 2025 roku, a następnie został zatrzymany przez francuskie siły specjalne. Na jego pokładzie znaleziono rosyjskich obywateli powiązanych z prywatnymi firmami wojskowymi, co potwierdziło militaryzację „floty cieni”. Wykorzystanie statków handlowych jako mobilnych platform startowych zapewniało doskonały kamuflaż i utrudniało atrybucję.
Autor opracowania, Charlie Edwards, podkreśla, że misje rosyjskich dronów są „realizowane i nie natrafiają na kolektywną odpowiedź (natowskich) sojuszników”. To zjawisko budzi poważne obawy, zwłaszcza że europejskie rządy często traktują te wtargnięcia jako odosobnione incydenty, nie zawsze otwarcie oskarżając o nie Moskwę.
Tylko niektóre takie operacje można w sposób oczywisty przypisać Rosji, jak na przykład wtargnięcie 24 dronów w przestrzeń powietrzną Polski we wrześniu 2025 roku. Edwards zaznacza, że „pewien wzór postępowania (Rosji) staje się klarowny, gdy incydenty te są analizowane zbiorowo”, co pozwala domyślać się, że Rosjanie prowadzą w Europie skoordynowaną akcję, mającą na celu obserwowanie infrastruktury krytycznej poszczególnych krajów.
Według raportu, Niemcy zostały najbardziej dotknięte – doszło do 58 incydentów, w tym sześciu niewyjaśnionych incydentów nad amerykańską bazą lotniczą w Ramstein, a także nad bazami Bundeswehry w Manching i Neuburg an der Donau. Belgia zajęła drugie miejsce z 25 incydentami, w tym jednym celem w bazie lotniczej Kleine-Brogel, w której znajduje się broń jądrowa.
Wyzwania dla europejskich systemów obrony
Charlie Edwards ocenił, że operacje wywiadowcze bezzałogowców wykorzystują słabość europejskich systemów obrony powietrznej. Co więcej, nie spotykają się one z adekwatną reakcją państw NATO ze względu na obowiązujące przepisy prawne i zasady prowadzenia działań bojowych. Rosyjskie drony były zaobserwowane w strategicznie ważnych miejscach, takich jak lotnisko w Kopenhadze, holenderska baza sił powietrznych Volkel (gdzie poderwano myśliwce), francuska baza okrętów podwodnych przenoszących nuklearne pociski balistyczne Ile Longue, a także bazy sił powietrznych w Wielkiej Brytanii, Niemczech oraz Belgii.
Według raportu, prawie połowa incydentów miała miejsce w obiektach wojskowych, a prawie 20 procent na lotniskach cywilnych, z których wiele musiało tymczasowo zawiesić działalność. Nieco ponad jedna czwarta dotyczyła infrastruktury krytycznej, takiej jak porty, zakłady energetyczne i obiekty przemysłowe. Te incydenty pokazują, jak łatwo rosyjskie bezzałogowce mogą penetrować chronione przestrzenie, ujawniając luki w systemach bezpieczeństwa.
Cel rosyjskich działań
Jak ustalił IISS, głównym celem operacji była tzw. „rozpoznanie bojem” (ros. разведка боем), doktryna polegająca na celowym sprowokowaniu przeciwnika do działania, aby zmusić go do ujawnienia swoich pozycji, zdolności i procedur. Drony pełniły rolę sondy, a reakcje obrony powietrznej NATO – takie jak aktywacja radarów (ujawniająca ich częstotliwości) czy poderwanie myśliwców (pokazujące protokoły przechwytywania) – stawały się cennym materiałem wywiadowczym.
Ponadto bezzałogowce analizują infrastrukturę podwójnego zastosowania i trasy zaopatrzenia, a wreszcie generują koszty i wywierają presję psychologiczną na państwa NATO. Powtarzające się zamknięcia głównych europejskich lotnisk generowały realne straty ekonomiczne dla linii lotniczych i operatorów portów, a także chaos i frustrację wśród tysięcy pasażerów. Równie ważny był efekt psychologiczny: kampania miała na celu podważenie zaufania obywateli do zdolności ich rządów do zapewnienia bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej. Działania te były wzmacniane przez skoordynowane operacje informacyjne, w których rosyjskie sieci dezinformacyjne zaprzeczały udziałowi Kremla lub przypisywały incydenty ukraińskiej prowokacji.
Słabość i odpowiedź Europy – czy jesteśmy gotowi?
Raport gorzko podsumowuje, że architektura obrony powietrznej Europy nie jest dopasowana do zagrożenia, jakie stanowią tanie, wolno i nisko latające drony. Systemy te projektowano bowiem z myślą o zwalczaniu szybkich samolotów i rakiet, a kampania Rosji wyraźnie obnażyła ich liczne słabości.
Tradycyjne radary mają poważne problemy z wykrywaniem małych obiektów lecących na niskim pułapie. Brakuje także jasnych, ujednoliconych procedur prawnych określających, kto ma prawo zestrzelić drona nad terytorium cywilnym – policja czy wojsko. Kolejną kluczową wadą jest ogromna niewspółmierność kosztów: zestrzelenie drona wartego kilka tysięcy dolarów przy użyciu rakiety wartej miliony jest ekonomicznie nie do utrzymania na dłuższą metę.
Raport zwraca również uwagę na brak jedności politycznej. Państwa reagowały w różny sposób – od zdecydowanej postawy Polski, która zapowiedziała zestrzeliwanie każdego nieautoryzowanego obiektu, po powściągliwość Rumunii, która śledziła drona, lecz ostatecznie zrezygnowała z jego zniszczenia ze względu na ryzyko dla ludności cywilnej.
Inicjatywy takie jak Europejska Inicjatywa Obrony Dronowej (EDDI), potocznie nazywana „ścianą dronów”, mają na celu wzmocnienie ochrony, jednak raport IISS ostrzega, że ich wdrożenie zajmie wiele lat. Projekty te borykają się ponadto z problemami finansowymi i brakiem politycznego konsensusu. Co najważniejsze, koncentrują się one głównie na zagrożeniach ze wschodu, zupełnie nie rozwiązując problemu dronów startujących z platform morskich na Morzu Północnym czy Atlantyku.
Raport IISS stanowi poważne ostrzeżenie. Pokazuje, że Rosja jest w stanie prowadzić długotrwałą, trudną do udowodnienia kampanię hybrydową, która wykorzystuje luki technologiczne, prawne i polityczne w europejskiej architekturze bezpieczeństwa. Zdolność do projekcji zagrożenia z morza za pomocą „floty cieni” jest, jak konkludują eksperci, najważniejszą i wciąż nierozwiązaną słabością, z którą Europa musi się zmierzyć. Bez szybkiej i skoordynowanej odpowiedzi, Europa może pozostać narażona na dalsze operacje wywiadowcze, które podważają jej bezpieczeństwo i gotowość obronną.