Europejski przemysł na celowniku Rosji. Jak Kreml prowadzi wojnę hybrydową z zachodnią zbrojeniówką

Europejski przemysł zbrojeniowy znalazł się na celowniku Rosji, stając się kluczowym frontem wojny hybrydowej prowadzonej przez Kreml. To już nie tylko starcie na polu bitwy w Ukrainie, ale cicha i podstępna kampania wymierzona w fabryki, łańcuchy dostaw i personel sektora obronnego w całej Europie. Ostatnie incydenty – od pożaru w zakładzie WB ELECTRONICS w Skarżysku-Kamiennej, przez tajemnicze drony nad niemieckimi poligonami, po bezpośrednie groźby wobec brytyjskich producentów – dowodzą, że Moskwa dąży do sparaliżowania europejskiej zdolności do obrony i wspierania Kijowa za wszelką cenę. Czy jesteśmy w Europie to powstrzymać?

Furgonetka policji przy zakładach WB Electronics. O wojnie hybrydowej i sabotażu przeczytasz na SE Portal Obronny.
Autor: Bartosz Manicz Pożar w fabryce dronów wojskowych w Skarżysku-Kamiennej. Policja bada przyczyny, ulica zablokowana

To, co jeszcze kilka lat temu brzmiało jak scenariusz filmu szpiegowskiego, dziś jest codziennością europejskiego przemysłu zbrojeniowego. Rosja przeszła od słów do czynów i to w sposób, który coraz trudniej ignorować. Europejski przemysł zbrojeniowy znalazł się w centrum rosyjskiej wojny hybrydowej, której celem jest osłabienie zdolności Zachodu do wspierania Ukrainy oraz przetestowanie spójności NATO. W 2026 roku doszło do eskalacji działań sabotażowych, cyberataków i gróźb wobec kluczowych firm zbrojeniowych w Polsce, Niemczech, Wielkiej Brytanii i krajach bałtyckich. Łotwa zatrzymała trzech swoich obywateli podejrzanych o podpalenie zakładu estońskiej firmy Milrem Robotics w Tallinnie, dostawcy bezzałogowych pojazdów naziemnych dla Ukrainy. Wcześniej pożar niemal zniszczył czeską fabrykę produkującą drony i optykę termiczną, a Litwa oskarżyła sześć osób o próbę podpalenia zakładu dostarczającego skanery fal radiowych. Z kolei na Słowacji w sierpniu policja zatrzymała trzech obcokrajowców podejrzanych o przygotowanie podpalenia fabryki ukraińskiego producenta dronów Skyeton. Władze nie mają wątpliwości, że to działanie na zlecenie rosyjskich służb. Planowany atak mógł spowodować ofiary śmiertelne – w zakładzie pracowało wtedy około 70 osób. W sierpniu eksplozje nawiedziły bułgarską fabrykę EMCO produkującą amunicję artyleryjską 155 mm oraz włoski zakład KNDS Ammo Italy pod Rzymem. Wzorzec jest zbyt spójny, by mówić o serii nieszczęśliwych wypadków. 

Polska na pierwszej linii: Atak na Grupę WB i cyberpresja

Polska, jako kluczowe państwo tranzytowe i jeden z najważniejszych sojuszników Ukrainy, jest szczególnie narażona na wrogie działania. Skala zagrożenia jest realna, co potwierdzają liczne aresztowania i udaremnione próby ataków przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Rosyjskie służby nasiliły próby sabotażu wymierzone w infrastrukturę kolejową, kluczową dla transportów wojskowych i humanitarnych do Ukrainy. Niedawne akty dywersji na trasie Warszawa–Lublin, gdzie próbowano wysadzić tory i uszkodzić trakcję. Polskie służby ustaliły, że za te operacje odpowiedzialni byli sprawcy działający na zlecenie Rosji, którzy przedostali się na teren Polski z Białorusi. W ostatnim czasie w Polsce doszło także do serii podpaleń, które polskie władze jednoznacznie łączą z działalnością rosyjskich służb specjalnych. Śledztwa w sprawie pożaru hali targowej Marywilska 44 w Warszawie czy prób podpaleń we Wrocławiu i innych miastach wskazują na zorganizowaną akcję dywersyjną. Do wykonywania tych zadań rosyjski wywiad wojskowy GRU rekrutuje osoby z różnych krajów, w tym obywateli Białorusi, Ukrainy, a nawet Kolumbii, oferując im wynagrodzenie za przeprowadzenie ataków. Celem jest destabilizacja i wywołanie poczucia zagrożenia w społeczeństwie. Celem ataku stała się również Grupa WB, jeden z filarów polskiej zbrojeniówki, producent m.in. dronów FlyEye i amunicji krążącej Warmate. W zakładzie firmy w Skarżysku-Kamiennej, produkującym komponenty do systemów bezzałogowych, wybuchł pożar. Śledztwo w tej sprawie, które przejęły służby specjalne, bada wątek sabotażu i działalności obcego wywiadu, zwłaszcza że przed pożarem uruchomił się alarm antywłamaniowy, a monitoring miał zarejestrować niezidentyfikowaną osobę.

Rzecznik Prokuratury Krajowej Przemysław Nowak poinformował, że prokurator z Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie wszczął śledztwo, które jest prowadzone w sprawie brania udziału w działalności obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej i dopuszczenia się przestępstwa o charakterze terrorystycznym, polegającego na celowym wywołaniu pożaru poprzez podłożenie ładunku zawierającego materiały łatwopalne. Dodał, że w wyniku pożaru zniszczeniu uległy pomieszczenia magazynowe WB ELECTRONICS, a wartość wyrządzonej szkody wynosi co najmniej 15 mln zł. Zaznaczył, że za te czyny grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. Postępowanie prowadzone jest wspólnie z funkcjonariuszami Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach. Dotychczas w tej sprawie nikomu nie przedstawiono zarzutów.

Równolegle nasilają się ataki w cyberprzestrzeni. Prorosyjskie grupy hakerskie, takie jak Server Killers, regularnie biorą na cel polskie instytucje rządowe i firmy. Ataki te, często realizowane metodą DDoS, mają na celu paraliżowanie usług i wywieranie presji na państwo wspierające Ukrainę. Według danych Najwyższej Izby Kontroli, liczba incydentów bezpieczeństwa w polskiej cyberprzestrzeni rośnie lawinowo, a wiele podmiotów, w tym operatorzy usług kluczowych, jest niewystarczająco przygotowanych na te zagrożenia. Najpoważniejszym potwierdzonym przypadkiem pozostaje skoordynowany atak z 29 grudnia 2025 roku. Objął on 30 farm wiatrowych i fotowoltaicznych, przedsiębiorstwo produkcyjne oraz elektrociepłownię dostarczającą ciepło dla prawie 500 tys. odbiorców. Celem było zakłócenie pracy infrastruktury poprzez ingerencję w systemy sterowania. CERT Polska ocenił, że atak miał charakter destrukcyjny, nie finansowy, a wykorzystane narzędzia służyły do niszczenia danych i blokowania urządzeń przemysłowych.

W sierpniowym uzupełnieniu raportu CERT Polska ujawnił, że kampania była bardziej rozległa, niż początkowo sądzono. Równolegle zaatakowano drugą, mniejszą elektrociepłownię, obsługującą około 50 tys. mieszkańców. W wyniku incydentu zatrzymano turbinę parową i stację uzdatniania wody technicznej, co przerwało proces kogeneracji. Dzięki szybkiej reakcji operatora nie doszło do przerwy w dostawach ciepła, lecz przypadek pokazał, że atakujący mogli oddziaływać bezpośrednio na proces technologiczny. Szczególne znaczenie ma wykorzystanie prywatnego APN i błędnej konfiguracji, która umożliwiała komunikację między urządzeniami w tej samej sieci. CERT uznał ten wektor za pierwszy tego rodzaju zaobserwowany podczas rzeczywistego ataku. Polskie władze i CERT Polska wiążą grudniowy atak na sektor energetyczny z aktywnością klastrów znanych pod nazwami Static Tundra, Berserk Bear, Ghost Blizzard i Dragonfly. W lipcu 2026 roku polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, powołując się na stanowiska UE i NATO, poinformowało także o aktywności 16. Centrum Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji. Według tego stanowiska rosyjskie operacje obejmują między innymi struktury rządowe i dyplomatyczne, sektor obronny i energetyczny, firmy innowacyjne oraz instytucje badawczo-rozwojowe i edukacyjne. Istotne jest to, że Rosja nie działa wyłącznie za pośrednictwem własnych struktur wywiadowczych. Wykorzystuje również cyberprzestępców, grupy określające się jako hacktywistyczne oraz podmioty prywatne. Taki model komplikuje atrybucję i pozwala Moskwie utrzymywać dystans polityczny wobec części operacji. 

Niemcy w centrum rosyjskich służb

Również niemiecki przemysł zbrojeniowy znalazł się w szczególnie trudnej sytuacji. W lipcu 2026 roku Niemiecki Urząd Ochrony Konstytucyjnej (BfV) wydał oficjalne ostrzeżenie dla całego sektora obronnego, że poziom zagrożenia ze strony rosyjskich służb jest „wysoki". Nie chodzi tylko o szpiegostwo przemysłowe czy cyberataki. BfV wprost wskazuje, że nie można wykluczyć zamachów na życie kadry menedżerskiej firm zbrojeniowych. Niemiecki Federalny Urząd Ochrony Konstytucji zaapelował także do pracowników firm zbrojeniowych o zachowanie szczególnej czujności. W komunikacie bezpieczeństwa stwierdzono, że istnieje zwiększone prawdopodobieństwo, że firmy staną się celem szpiegostwa i sabotażu ze strony lub na zlecenie rosyjskich agencji państwowych. W zależności od przebiegu wojny na Ukrainie, nie można wykluczyć ukierunkowanych ataków na poszczególnych pracowników – zwłaszcza kadrę kierowniczą zwracano uwagę.

Dane liczbowe mówią same za siebie. Według badania związku Bitkom, w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy 37% firm w Niemczech, które padły ofiarą kradzieży danych, szpiegostwa przemysłowego lub sabotażu, było w stanie przypisać co najmniej jeden atak zagranicznemu wywiadowi. Rok temu odsetek ten wynosił 28%, a w 2023 r. zaledwie 7%. Ogółem 96% wszystkich firm padło ofiarą lub podejrzewało się, że padło ofiarą kradzieży danych, szpiegostwa przemysłowego lub sabotażu. Szkody spowodowane kradzieżą danych, szpiegostwem przemysłowym i sabotażem oszacowano na 211 do 270,8 miliarda euro. Wśród firm, które z pewnością zostały zaatakowane, 52 procent powiązało przynajmniej jeden atak z Chinami, a 49 procent z Rosją. 

Sinan Selen, prezes niemieckiej krajowej agencji wywiadu, podkreślił, że obce służby nasiliły działania hybrydowe i coraz częściej atakują niemiecką gospodarkę, szczególnie sektor bezpieczeństwa i obrony. W marcu i kwietniu 2026 roku niemiecka prokuratura zatrzymała kilka osób podejrzanych o szpiegostwo na rzecz Rosji. Jeden z nich przekazywał informacje o niemieckiej pomocy wojskowej dla Ukrainy, fotografiował konwoje NATO na autostradach i dostarczał dane o niemieckich producentach dronów i systemów robotycznych. Inny szpiegował założyciela firmy dostarczającej drony i komponenty z Niemiec do Ukrainy. W sierpniu 2026 roku w lesie pod Berlinem odkryto skład broni – kilka pistoletów ukrytych przez rosyjską siatkę szpiegowską. Niemieckie służby bezpieczeństwa są obecnie przekonane, że broń była przechowywana dla agentów, którzy mieli przeprowadzać w Niemczech tzw. „operacje kinetyczne” na zlecenie Moskwy, takie jak zamachy. Sinan Selen, szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji, od miesięcy ostrzegał, że Rosja może przeprowadzać ataki na osoby prywatne. Wśród ofiar znajdują się menedżerowie firm zbrojeniowych, opozycjoniści na uchodźstwie oraz zwolennicy Ukrainy. W kwietniu 2026 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało listę 21 europejskich firm produkujących drony dla Ukrainy. Trafiły na nią trzy niemieckie przedsiębiorstwa. Krótko potem Dmitrij Miediew, wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji, otwarcie nazwał je „potencjalnymi celami wojskowymi". Dla niemieckich służb to był sygnał, że zagrożenie przestało być teoretyczne

Armin Papperger, szef niemieckiego Rheinmetall – największego koncernu zbrojeniowego w Europie – od 2024 roku przebywa pod stałą ochroną policji. Poziom ochrony jest taki sam jak w przypadku kanclerza Niemiec. Amerykańskie służby przekazały Berlinowi informacje o planach zamachu ze strony rosyjskich struktur wywiadowczych. Podobny los spotkał Stefana Thumanna, założyciela firmy Donaustahl, produkującej drony dla Ukrainy. Od końca 2025 roku żyje w ukryciu, pod ochroną. W marcu 2026 roku niemieckie służby aresztowały dwóch ludzi, którzy szpiegowali Thumanna. W niedawnym wywiadzie dla RTL i „Stern” dla „Stern Investigativ”, powiedział, że „toczy pojedynek o życie z rosyjskim wywiadem wojskowym”. Według jego wypowiedzi, teraz mieszka „de facto w podziemiu” i często zmienia miejsce pobytu. „Śpię w biurze, obok komputera. Wstaję, pracuję, idę spać” – tak opisywał swoją codzienną rutynę. „Pracuję cały czas, również po to, by nie myśleć o sytuacji”.

Poza tym w 2025 i 2026 roku Niemcy – i nie tylko – zaczęły mierzyć się z falą incydentów z udziałem podejrzanych dronów nad niemieckimi obiektami wojskowymi. Szczególnie niepokojące były przeloty nad bazą w Mechernich, gdzie serwisowane są systemy obrony powietrznej Patriot, oraz w pobliżu poligonów, na których szkolą się ukraińscy żołnierze. Incydenty te są jednoznacznie łączone z rosyjskimi próbami szpiegostwa w celu rozpoznania zdolności produkcyjnych i logistycznych. Z powodu podejrzanych dronów lotniska były czasowo zamykane, ruch lotniczy wstrzymywany. W sierpniu 2026 roku na lotnisku Leipzig/Halle znaleziono drona z ładunkiem wybuchowym w pobliżu zaparkowanego ukraińskiego samolotu transportowego. Nagrania z kamer bezpieczeństwa sugerują, że dron uderzył w skrzydło maszyny. Portal Handelsblatt 31 sierpnia napisał, że niemieccy politycy domagają się twardej odpowiedzi na rosyjskie ataki. Według portalu kilka tygodni po odkryciu dronów i materiałów wybuchowych w Lipsku śledztwo zbliża się do końca, a tropy prowadzą do Rosji. Kanclerz Friedrich Merz zapowiedział w stacji ARD, że dochodzenia są na finiszu, a wcześniej oświadczył, że sprawcy będą musieli za to zapłacić.

Zieloni wezwali kanclerza Friedricha Merza do bardziej zdecydowanego działania wobec Rosji w związku z incydentem z dronami na lotnisku w Lipsku. Wiceprzewodniczący frakcji Zielonych Konstantin von Notz skrytykował rząd federalny za to, że po czterech tygodniach wciąż nie wskazał sprawców, określając jego postawę jako ociągającą się i nieśmiałą. Podkreślił, że należy nazywać rzeczy po imieniu, bo atak w Lipsku był akcją militarną, a społeczeństwo powinno wiedzieć, co się dzieje. Von Notz domagał się od ministra spraw wewnętrznych Alexandra Dobrindta cotygodniowego obrazu sytuacji obejmującego zdarzenia przypisywane rosyjskim agentom, zwiększenia presji ścigania szpiegów i sabotażystów poruszających się swobodnie po Niemczech, zaostrzenia wydawania wiz Rosjanom oraz silniejszego nacisku na rosyjską flotę cieni.

Zarzucił też rządowi poważne zaniedbania w rozpoznawaniu i zwalczaniu zagrożeń hybrydowych oraz brak orientacji wobec coraz bardziej agresywnych działań Rosji, a także próby maskowania problemów przy tworzeniu centrum obrony przed dronami w Berlinie. Odmienny głos przedstawiła AfD. Jej rzecznik ds. zagranicznych Markus Frohnmaier mówił o podwójnych standardach i domagał się najpierw transparentności oraz poinformowania Bundestagu, zanim rząd podejmie kroki, które mogłyby dalej wciągać Niemcy w obcy konflikt i zwiększać ryzyko bezpośredniej konfrontacji z Rosją. Przywołał przy tym brak sankcji w sprawie sabotażu gazociągu Nord Stream mimo podejrzeń o udział ukraińskich struktur rządowych. 

We wtorek i środę (1 i 2 września) ministrowie obrony oraz spraw zagranicznych Unii Europejskiej spotkają się nieformalnie w Irlandii. Rosyjskie ataki na Europę będą tam tematem rozmów, jednak nie oczekuje się żadnych decyzji - zwraca uwagę Handelsblatt. Merz niezależnie od tego ma jednak przedstawić niemiecki pakiet środków. Wiceprzewodnicząca frakcji SPD w Bundestagu Siemtje Möller powiedziała w Deutschlandfunk, że oczekuje od rządu pakietu działań na różnych poziomach. Jako, że podejrzenia wyraźnie wskazują na Rosję, dlatego konieczne jest wysłanie wyraźnego sygnału stop, aby zapobiec kolejnym atakom na Niemcy - zauważa polityk. Jako jedną z opcji Möller wskazała bardziej zdecydowane działania przeciwko rosyjskiej flocie cieniowej, która pod obcymi banderami transportuje najważniejsze rosyjskie towary eksportowe – ropę i gaz. Dzięki wspólnym ramom prawnym oraz krytycznym pytaniom dotyczącym wymogów środowiskowych partnerzy unijni mogliby utrudnić przepływ tych tankowców przez Morze Północne i Bałtyckie, co dotknęłoby Rosję w sposób znaczący i dotkliwy.

Roderich Kiesewetter z CDU oświadczył w „Rheinische Post”, że obserwuje się wzrost hybrydowych ataków z Rosji w całej Europie, w tym z użyciem uzbrojonych dronów. Jego zdaniem ataki te mogą służyć jako przygotowanie do ograniczonego militarnego uderzenia Rosji na jedno z państw NATO. Według oceny europejskich służb wywiadowczych Rosja obecnie nie planuje militarnego ataku na europejskie państwo NATO. Wszystkie europejskie służby zakładają jednak, że hybrydowe ataki na kraje europejskie będą kontynuowane. Polityk wezwał ministrów spraw wewnętrznych do dyskusji nad zwiększeniem środków obrony i odporności. Obejmuje to ochronę krytycznej i wojskowo istotnej infrastruktury oraz konkretne przygotowania do obrony. Ministrowie powinni także uzgodnić asymetryczne, twarde reakcje, aby wzmocnić odstraszanie. Jako przykłady Kiesewetter wskazał symboliczne działania, takie jak zamknięcie Rosyjskiego Domu w Berlinie czy wydalenie rosyjskich dyplomatów, a także surowsze środki, w tym cybernetyczne kontruderzenia, zwiększenie wsparcia wojskowego dla Ukrainy oraz konsekwentne zatrzymywanie statków rosyjskiej floty cieniowej.

Brytyjski trop: gangi przestępcze na usługach Kremla

W Wielkiej Brytanii sprawa przybrała jeszcze mroczniejszy obrót. Według dochodzenia „The Telegraph", Rosja rekrutuje członków lokalnych grup przestępczych do przeprowadzania aktów sabotażu na terenie Europy. Płacą im w kryptowalutach, co utrudnia śledzenie przepływów finansowych. Chodzi o taktykę „wiarygodnego zaprzeczenia" – Moskwa może twierdzić, że nie ma z tym nic wspólnego, nawet jeśli wszyscy wiedzą, kto stoi za kulisami. Celem tej hybrydowej wojny jest eskalowanie napięć między sojusznikami NATO, zniechęcanie do wsparcia Ukrainy oraz badanie, jak daleko Moskwa może się posunąć bez wywołania zdecydowanej reakcji. Wśród firm, które mogą stać się celem, wymieniano brytyjsko-ukraińską Ukrspecsystems (producenta dronów), spółkę Callen-Lenz (część BAE Systems) oraz MBDA – producenta rakiet Storm Shadow używanych przez Ukrainę do ataków na cele w głębi Rosji. 

Rząd w Londynie, ze względu na swoje zdecydowane wsparcie dla Kijowa, w tym dostawy kluczowych technologii rakietowych jak pociski Storm Shadow, również stał się celem otwartych gróźb ze strony rosyjskich oficjeli. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ, Maria Zacharowa, ostrzegła, że odpowiedzią na ataki z użyciem brytyjskiej broni mogą być uderzenia na "dowolne obiekty wojskowe Wielkiej Brytanii na Ukrainie i poza jej granicami". Doradcy Kremla poszli o krok dalej, sugerując możliwość "działań o charakterze półmilitarnym", takich jak ataki na fabryki produkujące drony i broń dla Ukrainy na terytorium Wielkiej Brytanii. Władze brytyjskie potraktowały te groźby bardzo poważnie, ostrzegając szefów firm zbrojeniowych przed wzmożonym ryzykiem rosyjskiego szpiegostwa i sabotażu.

Dlaczego teraz?

Odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać. Rosja nadal nie może rozstrzygnąć sytuacji na froncie na Ukrainie. W takiej sytuacji Kreml szuka innych sposobów, by wpłynąć na przebieg wojny. Ataki na fabryki zbrojeniowe to nie przypadek. To próba spowolnienia dostaw broni dla Ukrainy, podniesienia kosztów ochrony i zmuszenia rządów europejskich do przekierowania zasobów z pomocy dla Kijowa na ochronę własnej infrastruktury. Jednocześnie to test dla NATO. Moskwa sprawdza, jak daleko może się posunąć na terytorium Sojuszu, nie wywołując zbiorowej reakcji militarnej. Jeśli Europa nie odpowie stanowczo, ryzyko dalszej eskalacji będzie rosło – od sabotażu, przez cyberataki, aż po prowokacje z użyciem sił konwencjonalnych.

Co z tym zrobić?

Nie ma jednego rozwiązania, ale jest kilka kierunków, które Europa musi obrać i to szybko. Po pierwsze, ochrona fizyczna i cybernetyczna zakładów zbrojeniowych musi stać się priorytetem. To nie oznacza tylko kamer i płotów. To regularne audyty bezpieczeństwa, systemy detekcji wtargnięcia, ochrona przeciwpożarowa na najwyższym poziomie i stała obecność służb. Pożaru w zakładzie WB ELECTRONICS pokazuje jasno, że ochrona takich obiektów mimo, że prywatnych jest niewystarczająca. Doskonale wiemy, że często firmy prywatne związane z przemysłem nawet te zbrojeniowe zatrudniają ochroniarzy, którzy bardzo często nie mają nic wspólnego z ochroną, chodzi po prostu o koszta. Ludzie z grupą inwalidzką albo emeryci są tańsi niż profesjonalna firma zajmująca się. Służby od dawna alarmują o aktach dywersji w Europie. Polska, a zwłaszcza PGZ i firmy prywatne jak Grupa WB na poważnie powinny wziąć sobie do serca zagrożenia ze strony Rosji, zwłaszcza, że jesteśmy bardzo istotnym hubem dla Ukrainy i zwolenkiem Ukrainy mimo ostatnich zawirowań dyplomatycznych w relacjach. Może nie pomagamy już tak mocno Ukrainie jak na początku, i bardziej to robią firmy niemieckie, francuskie czy brytyjskie, jednak powinniśmy mieć świadomość, że nie jesteśmy jakąś oddzielną bezpieczną wyspą, to my graniczymy z Rosją przez obwód królewiecki, z Białorusią oraz za nasza wschodnią granicą toczy się wojna. Dlatego ochrona takich obiektów powinna zostać wzmocniona. To dla PGZ powinny być sygnał ostrzegawczy i tutaj państwo przez swoje zasoby powinno wzmocnić tutaj ochronę. A prywatne firmy powinny sięgnąć bardziej do swojej kieszeni, bo na bezpieczeństwie nie ma co oszczędzać. 

Po drugie, Europa musi wzmocnić współpracę wywiadowczą. Służby państw NATO i UE muszą wymieniać się informacjami w czasie rzeczywistym, wspólnie tropić sieci sabotażowe i neutralizować agenturę, zanim ta zdziała szkody. Aresztowania w Czechach, na Litwie, w Niemczech i Słowacji pokazują, że to możliwe, ale wymaga to koordynacji, której dotychczas brakowało. Europa potrzebuje także jasnych „czerwonych linii". Przekroczenie określonego progu np. atak z ofiarami śmiertelnymi, masowy sabotaż infrastruktury krytycznej powinno uruchamiać automatyczne sankcje, ekspulsje dyplomatów, a w skrajnych przypadkach rozważenie reakcji w ramach art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Bez tego Rosja będzie testować granice coraz dalej. Przy okazji Rosja liczy na to, że Europa będzie milczeć, bagatelizować incydenty. Bez jasnego wskazania kto jest winny, i rozpoczęcia przeciwko takim akcjom "wojny totalnej" Europa będzie ciągle atakowana. Europa weszła w nową erę konfrontacji, w której fabryka amunicji jest równie ważnym polem bitwy co linia frontu. 

Kolejnym istotnym elementem, jest także to by łańcuchy dostaw, które powinny być bardziej odporne. Oznacza to budowę zapasowych linii produkcyjnych w różnych lokalizacjach, zwiększenie zapasów strategicznych komponentów i rozwój krajowych zdolności w kluczowych obszarach – dronach, amunicji, systemach bezzałogowych. Jeden pożar nie może paraliżować całych dostaw.

GEN. ANDRZEJCZAK I DR DĘBSKI: ŚMIERTELNIE GROŹNA ROSJA, NIEPEWNE NIEMCY.