- Niemcy poszukują zdolności w zakresie pocisków manewrujących dalekiego zasięgu, aby odstraszyć Rosję, co jest odpowiedzią na wstrzymanie planów USA i uszczuplenie amerykańskich zapasów.
- Berlin rozważa Izrael i Ukrainę jako nieoczywistych partnerów, skupiając się na szybkim pozyskaniu niedrogich i bojowo sprawdzonych systemów.
- Niemiecka strategia obejmuje cztery tory: od kontynuacji starań o amerykański system Typhon, przez zakup tańszych pocisków (np. izraelski "Anthem", ukraiński "Flamingo"), po długoterminowe projekty z Wielką Brytanią.
Decyzja o poszukiwaniu alternatywnych dostawców pocisków dalekiego zasięgu nabrała tempa po tym, jak administracja prezydenta USA Donalda Trumpa wstrzymała plany rozmieszczenia w Niemczech jednostki wojskowej wyposażonej w pociski Tomahawk. Pierwotne ustalenia, podjęte jeszcze za kadencji prezydenta Joe Bidena, zakładały, że amerykańskie systemy pojawią się w Niemczech od 2026 roku, dając Europie czas na rozwój własnych zdolności.
Dodatkowym czynnikiem komplikującym sytuację jest uszczuplenie amerykańskich zapasów pocisków Tomahawk, co jest efektem m.in. konfliktu zbrojnego z Iranem. W pierwszych tygodniach konfliktu wystrzelono aż „850 Tomahawków – około jedną czwartą całego amerykańskiego zapasu”, a Marynarka Wojenna USA ma otrzymać w tym roku „zaledwie 110 nowych rakiet”, co stawia Niemcy pod presją znalezienia innych źródeł. W tej sytuacji Berlin, dążąc do utrzymania wiarygodnego potencjału odstraszania, został zmuszony do pilnego poszukiwania alternatyw.
Czterotorowe podejście do zdolności uderzeniowych
Zgodnie z dokumentami planistycznymi, do których dotarł „Politico”, niemiecki resort obrony realizuje czterotorowe podejście w kwestii budowy zdolności do uderzeń na dalekie odległości. Plan ten zakłada stworzenie wielowarstwowego arsenału, który ma zapewnić elastyczność i strategiczną suwerenność.
Pierwszy tor obejmuje kontynuację starań o zakup amerykańskiego systemu Typhon – naziemnej wyrzutni zdolnej do odpalania pocisków manewrujących Tomahawk, z planowaną wstępną gotowością operacyjną w 2029 roku. W lipcu 2025 roku minister obrony Boris Pistorius złożył formalny wniosek do amerykańskiego sekretarza obrony Pete’a Hegsetha w sprawie udostępnienia systemu Typhon, co świadczy o kontynuacji starań o pozyskanie technologii z USA
Drugi tor zakłada zakup niedrogich pocisków manewrujących, które mogłyby być produkowane w dużych ilościach i osiągnąć gotowość operacyjną już w 2027 roku. To właśnie w tym segmencie Izrael i Ukraina odgrywają kluczową rolę, oferując rozwiązania, które można by szybko wdrożyć do służby i nabywać w dużych ilościach.
Trzeci tor to długoterminowy, zaawansowany technologicznie pocisk manewrujący, rozwijany wspólnie z Wielką Brytanią, planowany do wdrożenia w 2032 roku. Natomiast czwarty tor stanowi perspektywiczny projekt hipersonicznego pojazdu szybującego, również realizowany we współpracy z Brytyjczykami, który ma być gotowy około 2035 roku.
W kontekście poszukiwań nowych dostawców, uwaga niemieckiego Ministerstwa Obrony skupiła się na mniejszych, ale innowacyjnych firmach. Wśród nich wyróżniają się izraelsko-amerykańska firma Covenant oraz ukraińskie przedsiębiorstwa Fire Point i nieujawniony producent pocisku Bars.
Izraelski startup na radarze Bundeswehry: Pocisk "Anthem"
Jednym z kluczowych podmiotów, którym zainteresowało się niemieckie ministerstwo obrony, jest Covenant izraelsko-amerykańska firma zbrojeniowa założona w 2024 roku. Przedsiębiorstwo, wspierane przez potężnych inwestorów z Doliny Krzemowej, takich jak Founders Fund Petera Thiela oraz Andreessen Horowitz, planuje stworzenie europejskiego ekosystemu produkcyjnego z zakładami w Niemczech i Wielkiej Brytanii.
Resort obrony RFN wysłał już do Covenant zapytanie ofertowe. System rakietowy firmy, o kryptonimie "Anthem", ma zostać przetestowany w Izraelu jeszcze w czerwcu roku, a przedstawiciele niemieckiego ministerstwa zostali zaproszeni do obserwacji testu.
Sprawdzone w boju rozwiązania z Ukrainy
Drugim, niezwykle interesującym kierunkiem poszukiwań są ukraińskie firmy zbrojeniowe. To pierwszy raz w historii, gdy ukraińskie przedsiębiorstwa są brane pod uwagę w tak dużym europejskim kontrakcie obronnym. W dokumentach planistycznych wymieniono dwa systemy pocisk manewrujący FP-5 "Flamingo", produkowany przez firmę Fire Point, który może poszczycić się imponującymi parametrami – zasięgiem do 3000 km i głowicą o masie ponad 1000 kg. Co najważniejsze, system ten został już z powodzeniem użyty do atakowania celów na terytorium Rosji. Drugi to pocisk "Bars" opisywany jako połączenie rakiety i drona średniego zasięgu, produkowany przez nieujawnioną z nazwy ukraińską firmę.
Przewaga cenowa i doświadczenie bojowe
Główną zaletą ukraińskich systemów jest ich doświadczenie bojowe oraz znacznie niższa cena. Szacuje się, że koszt jednego pocisku z Ukrainy to około 500 000 dolarów, co stanowi zaledwie ułamek ceny amerykańskiego Tomahawka. Czyni je to idealnym rozwiązaniem do masowego użycia w potencjalnym konflikcie.
Co więcej, niemiecki koncern Diehl Defence, znany z produkcji systemów obrony powietrznej IRIS-T, prowadzi już rozmowy z firmą Fire Point na temat potencjalnej wspólnej produkcji pocisków "Flamingo" na terenie Niemiec. Taki model współpracy, w którym Ukraina wnosi sprawdzoną w boju technologię, a niemiecki partner zapewnia wsparcie w produkcji i certyfikacji, jest dla Berlina niezwykle atrakcyjny.
Jak podkreślił rzecznik Federalnego Ministerstwa Obrony w odpowiedzi na pytanie „Politico”, wojna na Ukrainie pokazała, że uderzanie w strategiczne cele głęboko za liniami wroga „stało się niezbędne dla wiarygodnego odstraszania”. Dodał, że „Tanie systemy mogą przełamywać wrogą obronę powietrzną poprzez ataki masowe i dlatego mają wysoką wartość operacyjną”. Ministerstwo dąży do rozszerzenia swoich możliwości „tak szybko, jak to możliwe” i monitoruje rynek w poszukiwaniu optymalnych rozwiązań.
Oczywiście realizacja tych ambitnych planów nie jest pozbawiona wyzwań. W przypadku systemów ukraińskich konieczne będzie pokonanie barier prawnych i politycznych związanych z ograniczeniami eksportowymi. Niemiecki system zamówień publicznych, znany ze swojej powolności, będzie musiał dostosować się do tempa narzuconego przez potrzeby operacyjne.
Niezależnie od tych przeszkód, działania Berlina świadczą o głębokiej reorientacji strategicznej. Niemcy nie szukają już jednej "cudownej broni", lecz budują wielowarstwowy, zdywersyfikowany arsenał odstraszania. Celem jest zwiększenie suwerenności i zmniejszenie zależności od Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza w czasach niepewności politycznej i ograniczonej dostępności amerykańskiego uzbrojenia.