Fregaty Miecznik bez skrzydeł? Polska marynarka bez śmigłowców pokładowych

13 sierpnia na Zatoce Gdańskiej zostanie zwodowany ORP Wicher – pierwsza fregata programu Miecznik i największej polskiej inwestycji morskiej od 1989 roku. Okręt bardzo nowoczesny, wyposażony w najnowsze sensory, uzbrojenie i… pusty hangar bez śmigłowca pokładowego, który jest kluczowy dla wykorzystania pełnych zdolności operacyjnych tego typu jednostki. Dlaczego tak się stało?

  • Polska  woduje nowoczesną fregatę ORP Wicher, jednak ta strategiczna inwestycja napotyka na poważny problem.
  • Mimo kluczowej roli śmigłowców pokładowych dla zdolności bojowych okrętów, program ich zakupu o kryptonimie Kondor jest dramatycznie opóźniony.
  • Dowiedz się, dlaczego nowa flota będzie "bez skrzydeł" i jakie konsekwencje dla bezpieczeństwa Polski ma ten brak.

Wodowanie Wichra to wydarzenie, na które polska Marynarka Wojenna czekała od dekad. W środę, 12 sierpnia, w PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni odbyła się ceremonia chrztu okrętu, a dzień później jednostka zostanie opuszczona na wody zatoki – przetransportowana na pokładzie jednej z największych na świecie barek półzanurzalnych, Boabarge 33.

To kluczowy krok w realizowanym od 2021 roku programie budowy trzech wielozadaniowych fregat, które mają zastąpić wysłużone jednostki typu Oliver Hazard Perry: ORP Gen. K. Pułaski i ORP Gen. T. Kościuszko. Marynarka Wojenna RP otrzymała te okręty od US Navy, a miały one już za sobą dekady służby. Docelowo Wicher, Burza i Huragan mają trafić do służby odpowiednio w latach 2029, 2030 i 2031. Jest jednak jeden problem, który zaprząta moją głowę.

Fregata bez lotnictwa na pokładzie?

Nowe fregaty, podobnie jak wycofywane właśnie Perry, zaprojektowano z myślą o stałym bazowaniu na ich pokładzie śmigłowca – maszyny, która w morskich działaniach pełni rolę oczu i uszu okrętu, a przy zwalczaniu okrętów podwodnych bywa dla załogi najskuteczniejszą bronią. Powietrzny komponent jest nawet bardziej przydatny w działaniach czasu pokoju, takich jak operacje antypirackie czy poszukiwawczo-ratownicze. Powodów nie trzeba raczej wyjaśniać.

Problem w tym, że polska Marynarka Wojenna od zeszłego roku nie dysponuje już żadnym śmigłowcem pokładowym, czyli przeznaczonym do operowania z pokładu okrętu. 6 listopada 2025 roku na lądowiskach ORP Gen. K. Pułaski i ORP Gen. T. Kościuszko wylądował po raz ostatni Kaman SH-2G Super Seasprite o numerze burtowym 163544, a dzień później w Gdyni Babich Dołach pożegnano oficjalnie flotę tych maszyn. Amerykańskie Kamany, eksploatowane od 2002 roku, ale już wówczas były to maszyny mocno przestarzałe. Polska marynarka była ich ostatnim wojskowym użytkownikiem na świecie.

Maszyny Super Seasprite zeszły ze służby z powodu braku dalszego wsparcia technicznego producenta – dokładnie tak, jak zakładano to już w 2020 roku, gdy startował program ich następcy. Nie była to sytuacja zaskakująca, ale przez sześć lat nie stało się w tej sprawie zbyt wiele. Marynarka jest dziś, nawiązując do metaforycznej roli śmigłowców – niedowidząca i nieco przygłucha.

Program Kondor - śmigłowce pokładowe nie tylko dla Miecznika

Program śmigłowców morskich dla okrętów to Kondor. Pod tym kryptonimem Agencja Uzbrojenia MON od stycznia 2020 roku prowadzi starania o pozyskanie od czterech do ośmiu wielozadaniowych morskich śmigłowców pokładowych. Wymagania dla tych maszyn są dość jasno określone.

Maszyny mają mieć zdolność wykrywania i zwalczania okrętów podwodnych oraz radiolokacyjnego wskazywania celów – między innymi dla przeciwokrętowych rakiet NSM i RBS-15, które znajdują się na uzbrojeniu okrętów i nadbrzeżnych jednostek rakietowych. Co ważne, ich masa startowa ma nie przekraczać 6,5 tony, co sugeruje, że trafią też na mniejsze od Mieczników jednostki.

Skąd takie przypuszczenie? Ponieważ Miecznik oparty jest na brytyjskim projekcie Arrowhead na którym bazują śmigłowce AW101, takie same, jakie zakupiono dla Marynarki Wojennej RP, ale do baz lądowych. Ich maksymalna masa startowa wynosi 15,6 tony, co znaczy, że Miecznik może przyjąć śmigłowiec ponad dwa razy większy niż przewidziano w programie Kondor.

Zainteresowanie udziałem w programie zgłosili główni producenci śmigłowców morskich na świecie, w tym Lockheed Martin, Airbus Helicopters i Leonardo Helicopters – ten ostatni dostarczył już Marynarce Wojennej RP wspomniane już wcześniej cztery ciężkie śmigłowce morskie AW101, przeznaczone do podobnych zadań, ale operujące z baz lądowych.

Sześć lat analiz i już jesteśmy spóźnieni

Mimo upływu ponad sześciu lat od uruchomienia Kondora, program utknął na etapie fazy analityczno-koncepcyjnej, czy też analizy rynkowej. Jak wynika z odpowiedzi resortu obrony na interpelacje poselskie, dialog techniczny z potencjalnymi dostawcami formalnie zakończono, jednak sama faza analityczna wciąż trwa, a postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego na dostawę śmigłowców nie zostało dotąd uruchomione. Krótko mówiąc – MON wie co może kupić, ale zabrakło pieniędzy lub woli podjęcia decyzji. Jednym z powodów może być to, że śmigłowce pokładowe „nie załapały się” na program SAFE.

Z drugiej strony wiceminister obrony Paweł Bejda poinformował jesienią 2025 roku, że projekt pozostaje na etapie definiowania wymagań operacyjnych i technicznych, zgodnie z opracowanymi przez Sztab Generalny WP „koncepcyjnymi kierunkami rozwoju lotnictwa śmigłowcowego Sił Zbrojnych RP”. Co to znaczy?

Nieoficjalnie mówi się, że Kondor może zostać zrealizowany w trybie bezprzetargowym, jako zamówienie o podstawowym interesie bezpieczeństwa państwa (PIBP), co pozwoliłoby przyspieszyć procedurę, kosztem jej transparentności. Na razie nie przełożyło się to jednak na konkretną decyzję.

Resort tłumaczy też opóźnienia koniecznością zsynchronizowania programu z parametrami budowanych fregat – od wielkości hangaru i lądowiska po integrację z okrętowym systemem kierowania walką. To argument teoretycznie racjonalny, jednak jak już wcześniej napisałem, hangar i lądowisko Miecznika są przewidziane pod śmigłowiec znacznie większy niż poszukiwany w ramach programu Kondor. Realnie, można na nim umieścić zakupione w 2019 roku maszyny AW101.

Miejmy nadzieję, że nie na tym polega plan. Jak wielokrotnie pisaliśmy, Marynarka Wojenna RP potrzebuje co najmniej ośmiu śmigłowców do zwalczania okrętów podwodnych i kolejnych czterech do zadań poszukiwawczo-ratowniczych SAR dla baz lądowych. Kolejne osiem maszyn powinno zostać zakupionych do bazowania na okrętach.

Skala problemu rośnie wraz z liczbą okrętów

w praktyce obecna sytuacja oznacza, że decyzja o wyborze konkretnej maszyny wciąż jest odsuwana w czasie, mimo iż harmonogram Miecznika przesuwa się do przodu w zaplanowanym tempie. Konsekwencje tego opóźnienia będą narastać.

Oprócz trzech nowych fregat programu Miecznik, planowane jest wprowadzeni do służby trzech dużych okrętów patrolowych z możliwością zwalczania min w ramach programu Czapla. One również mają być zdolne do przyjmowania śmigłowców pokładowych. Liczba okrętów zdolnych do przyjmowania śmigłowców pokładowych wzrośnie do co najmniej sześciu.

Sytuacja jest na tyle nabrzmiała, że głośno mówią o niej morscy lotnicy. Podczas lipcowego święta Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej w Babich Dołach, gdy zwierzchnictwo nad jednostką obejmował nowy dowódca kmdr pil. Wojciech Wróblewski, wprost wskazywano nowe śmigłowce pokładowe Kondor jako jedną z najpilniejszych potrzeb sprzętowych jednostki – zaraz obok następców patrolowych samolotów Bryza i kolejnych maszyn AW101 do misji ZOP/SAR.

Wynika to wprost ze świadomości, że służba na okrętach jest znacznie bardziej wymagająca dla załóg śmigłowców niż bazowanie na lądzie. Choćby ze względu na potrzebę wyszkolenia w zakresie lądowania na pokładzie w bardzo różnych warunkach pogodowych. Oznacza to, że załogi powinny się zacząć szkolić już teraz, aby osiągnąć odpowiedni poziom doświadczenia w momencie wejścia ORP Wicher do służby.

Mamy mało czasu

Ciągle jeszcze mamy czas, ale trzeba się pospieszyć. Warto pamiętać, że wodowanie Wichra – choć historyczne – nie oznacza końca prac nad okrętem. Po zwodowaniu fregata wróci do stoczni na wiele miesięcy prac wyposażeniowych, integracji systemów uzbrojenia i prób morskich, a bandera zostanie nad nim podniesiona dopiero w 2029 roku.

Teoretycznie daje to jeszcze kilka lat na domknięcie programu Kondor. Pytanie, czy MON zdąży przejść od fazy analitycznej do realnego kontraktu i dostaw, aby pierwsza polska fregata nowej generacji nie wypłynęła w morze bez żadnego śmigłowca na pokładzie. Dokładnie tak, jak od listopada pływają już fregaty OHP Pułaski i Kościuszko.

Trzeba powiedzieć wprost - jest to sytuacja bardzo niekorzystna, żeby nie powiedzieć - groźna. Rosnąca aktywność wojskowa na Bałtyku, rozbudowa rosyjskich zdolności antydostępowych (A2/AD) oraz znaczenie ochrony podmorskiej infrastruktury krytycznej sprawiają, że brak własnego pokładowego komponentu lotniczego znacznie ogranicza możliwości Marynarki Wojennej RP. Zmusza to polską flotę do opierania się na wsparciu lotnictwa bazowego lub sojuszników NATO – co w sytuacji kryzysowej oznacza opóźnioną reakcję i ograniczoną autonomię działania. Dlatego dobrze byłoby w ciągu najbliższych kilku miesięcy rozpocząć procedurę zakupową w programie Kondor i zapewnić dostawę maszyn do czasu przyjęcia Wichra do służby.

Czego sobie i państwu życzę.

Chrzest Fregaty Miecznik 3