- Ukraina dąży do uzyskania licencji na produkcję kluczowych pocisków Patriot, lecz napotyka na opór amerykańskich koncernów Raytheon i Lockheed Martin. Oficjalnie obawiają się kradzieży własności intelektualnej, nieoficjalnie – konkurencji ze strony Ukrainy, która mogłaby produkować pociski szybciej i taniej.
- Główne obawy amerykańskich firm to możliwość ulepszenia technologii i tańszej masowej produkcji przez Ukrainę, co stworzyłoby dla nich konkurencję, oraz ryzyko transferu wrażliwych technologii do Rosji. Doniesienia sugerują, że Donald Trump również wycofał się z planów licencji z powodu tych obaw.
- Ze względów bezpieczeństwa, m.in. obaw o rosyjskie ataki na ukraińskie fabryki i możliwość trafienia technologii w ręce Rosji, rozważa się produkcję pocisków Patriot dla Ukrainy w Niemczech lub innym kraju europejskim. Przeniesienie produkcji poza Ukrainę zajęłoby jednak czas i skomplikowałoby proces licencyjny.
- Nawet po uzyskaniu licencji, uruchomienie pełnej produkcji pocisków Patriot zajmie lata, o czym świadczą doświadczenia innych krajów. Prezydent Zełenski wyraża jednak optymizm, twierdząc, że Ukraina mogłaby rozpocząć produkcję komponentów w ciągu 12 miesięcy, dążąc do jak największej niezależności.
Koncerny Raytheon i Lockheed Martin uzasadniają swoją wstrzemięźliwość wobec udzielenia licencji Ukrainie ryzykiem transferu wrażliwych technologii oraz kradzieży własności intelektualnej. Obawy te dotyczą możliwości przejęcia zaawansowanych rozwiązań przez Rosję, na przykład w wyniku działań korupcyjnych lub zdobycia systemów na polu bitwy.
Jednak, jak sugeruje „The Atlantic”, powołując się na republikańskiego urzędnika z Kongresu, prawdziwe motywacje mogą mieć charakter biznesowy. Według tego źródła, prawdziwym zmartwieniem amerykańskich firm jest scenariusz, w którym „Ukraińcy znajdą sposób na ulepszenie Patriotów, a następnie będą je produkować na masową skalę szybciej i za znacznie mniejsze pieniądze niż na istniejących liniach produkcyjnych w USA”. Doświadczenia z frontu już niejednokrotnie pokazały, że Ukraina potrafi błyskawicznie modyfikować zachodnią technologię i dostosowywać ją do warunków wojennych, co tylko potęguje te obawy.
Dlatego jak się wydaje najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie produkcja w innym kraju niż Ukraina. 10 sierpnia The Telegraph informowało, że produkcja pocisków Patriot przeznaczonych dla Ukrainy może odbyć w Niemczech lub innym kraju europejskim. Jak zwraca uwagę gazeta, jeśli Ukraina otrzyma licencję na ich wytwarzanie, to nie jest jasne, gdzie dokładnie powstałyby zakłady, ponieważ takie obiekty stałyby się priorytetowymi celami rosyjskich ataków. Pomysł na inne miejsce niż Ukraina ma rzekomo poparcie Elbridge’a Colby’ego, podsekretarza obrony USA ds. polityki. Musimy jednak mieć świadomość, że przeniesienie produkcji poza Ukrainę zajmie czas i dodatkowo skomplikuje proces licencyjny. Głównym problemem w przypadku Ukrainy wydaje się jednak obecnie kwestia zabezpieczenia technologii właśnie w tym kraju, licencjonowanie wymagałoby ustalenia, które ukraińskie fabryki, pracownicy i podwykonawcy mieliby dostęp do technologii, oraz stworzenia zabezpieczeń przed szpiegostwem, według doniesień medialnych CIA i inne służby sprawdzają, czy przekazanie tej technologii Ukrainie byłoby bezpieczne. Źródło bliskie Donaldowi Trumpowi podało, że strona amerykańska wiedziała o przypadkach, w których broń dostarczona Ukrainie rzekomo trafiła na czarny rynek.
Poza tym według najnowszych doniesień The Telegraph prezydent USA Donald Trump miał wycofać się z planów przyznania Ukrainie licencji na produkcję pocisków Patriot, powołując się na obawy, że wrażliwa technologia mogłaby w końcu trafić do Rosji. Kluczową przeszkodą jest zaawansowany radar Ka-band Active Radar Seeker, który naprowadza pocisk przechwytujący na cel w końcowej fazie lotu. Radar Ka-band, produkowany przez Boeinga w Huntsville w Alabamie, stanowi finalny system naprowadzania pocisku Patriot. Choć około 20 krajów użytkuje systemy Patriot, licencję na produkcję pocisków mają obecnie tylko Niemcy i Japonia. Nawet Japonia, która otrzymała licencję w 2005 roku, nie mogła wytwarzać tego szczególnie wrażliwego radaru.
Ukraina w gorącej wodzie kompana
Nie zmienia to jednak faktu, że nawet jeśli Waszyngton ostatecznie zgodzi się na licencję, to nie rozwiąże to natychmiastowego niedoboru pocisków obrony powietrznej, z jakim zmaga się Kijów, ponieważ postawienie fabryki, przeszkolenie pracowników i spełnienie rygorystycznych norm zajmie lata. Proces ten w Japonii zajął około trzech lat od uzyskania licencji do pierwszego udanego testu własnego pocisku PAC-3. Mimo tego strona ukraińska jest dużo bardziej optymistyczna. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył, że kraj mógłby rozpocząć tworzenie krajowej produkcji systemów obrony powietrznej Patriot i ich komponentów w ciągu 12 miesięcy, choć pełne uruchomienie procesu może potrwać kilka lat ze względu na wymagania licencyjne, transfer technologii i międzynarodowe łańcuchy dostaw. Zdaniem ukraińskiego prezydenta procedury administracyjne związane z licencjonowaną produkcją broni pozostają jednym z głównych czynników wpływających na tempo uruchomienia. Biurokracja pochłania czas, a w konsekwencji – jak podkreślił – życie. Harmonogram produkcji pocisków przechwytujących Patriot na Ukrainie będzie też zależał od tego, jaka część procesu produkcyjnego zostanie zlokalizowana w kraju.
Stany Zjednoczone zazwyczaj nie przekazują całego cyklu produkcyjnego pocisków Patriot jednemu państwu – poszczególne komponenty są wytwarzane w różnych miejscach. Ukraina dąży więc do zabezpieczenia jak największego udziału produkcji na miejscu, aby zmniejszyć zależność od komponentów przechodzących przez kilka krajów europejskich. Współpraca z trzema, czterema czy pięcioma państwami europejskimi dodatkowo komplikowałaby proces ze względu na biurokrację i konieczność ciągłych rozmów. Jako przykład Zełenski wskazał Niemcy, gdzie uruchomienie produkcji pocisków Patriot na podstawie amerykańskiej licencji zajęło ponad dwa lata. Niemiecki projekt dotyczy pocisków PAC-2, podczas gdy Ukraina zabiega o możliwość wytwarzania nowocześniejszych pocisków PAC-3, przeznaczonych do zwalczania rakiet balistycznych i innych zagrożeń powietrznych. Kijów chce, by produkcja była jak najbardziej niezależna od zmian politycznych w krajach partnerskich.
Dyplomatyczna ofensywa Kijowa i twarde stanowisko Waszyngtonu
Problem niedoboru pocisków przechwytujących jest dla Ukrainy palący. Prezydent Wołodymyr Zełenski poruszył kwestię licencji na produkcję pocisków Patriot podczas spotkania z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Białym Domu 28 lipca. Delegacja ukraińska, oprócz długoterminowej umowy licencyjnej, wnioskowała również o natychmiastową dostawę „kilkuset” rakiet z amerykańskich zapasów.
Wniosek ten został jednak odrzucony przez prezydenta Trumpa, który powołał się na ograniczone zasoby Stanów Zjednoczonych i priorytety na Bliskim Wschodzie. Według danych Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS), w ciągu ostatnich sześciu miesięcy USA zużyły około 65% swoich zapasów rakiet Patriot w związku z konfliktem z Iranem. Sam Trump, w wywiadzie dla „Financial Times”, nazwał Patriota „niezwykłą bronią” i podkreślił, że Stany Zjednoczone „muszą być ostrożne, komu udzielają licencji”. Mimo to, 8 sierpnia prezydent Zełenski poinformował o osiągnięciu porozumienia z USA w sprawie comiesięcznych dostaw rakiet, zaznaczając jednocześnie, że ich ilość jest niewystarczająca dla potrzeb ukraińskiej obrony powietrznej.
„Tak, mamy porozumienie (z USA) w ramach PURL. Czy jest to wystarczająca liczba rakiet? Nie. Tych rakiet w 2026 roku jest mniej. W 2025 roku miesięczne dostawy były większe” – powiedział, odpowiadając na pytania dziennikarzy na konferencji prasowej z prezydentem Serbii Aleksandarem Vucziciem w Belgradzie w sobotę.
Jak mówił dalej:
„Kolejna historia to Europa. Kto je (przyp. red. pociski do Patriotów) ma? Mają je Niemcy, mają Polacy. To ci, którzy mogą nam poważnie pomóc. Z całym szacunkiem wobec strony niemieckiej – oni naprawdę pomagali. I Polska pomagała” – zaznaczył Zełenski, cytowany przez swoje służby prasowe.
Prezydent Ukrainy poinformował, że w sprawie dostaw pocisków do systemów Patriot cały czas prowadzone są rozmowy z krajami nordyckimi i Holandią, „którzy po trosze pomagają. Cały czas rozmawiam z tym czy innym krajem Europy i Bliskiego Wschodu, by Ukraina otrzymywała dodatkowe pakiety poza PURL” – podkreślił. Mimo tego kluczowi europejscy darczyńcy mają coraz mniej pocisków do oddania, bo muszą dbać o własne bezpieczeństwo i zobowiązania wobec NATO. Związku z tym, że Niemcy i Holandia przekazały już systemy, Polska oddała kilka pocisków PAC-3, co wywołało krytykę wewnętrzną. To uwaga przenosi się więc na południe kontynentu – Hiszpanię i Grecję, które dotychczas mniej zaangażowały się w ten rodzaj pomocy. Grecja otrzymała prośbę o nawet 200 starszych pocisków PAC-2.
Według ukraińskiego ministerstwa obrony, w lipcu ukraińska obrona przeciwlotnicza przechwyciła zaledwie 29 ze 195 rosyjskich rakiet balistycznych, a kolejnych 40 nie osiągnęło celu. Były ukraiński minister obrony Mychajło Fiodorow stwierdził, że Rosja wystrzeliwuje na Ukrainę więcej rakiet tygodniowo, niż jej partnerzy dostarczyli jej w ciągu kilku miesięcy.
Polecany artykuł:
Potencjał ukraińskiego przemysłu obronnego – szansa i zagrożenie?
Obawy amerykańskich producentów nie są bezpodstawne. Ukraiński sektor obronny dynamicznie się rozwija, co sprawia, że kraj staje się coraz mniej zależny od bezpośredniej pomocy z zagranicy. Analitycy „The Atlantic” wskazują na jaskrawy przykład tej transformacji Ukraina produkuje obecnie około 10 milionów dronów rocznie dla porównania, Stany Zjednoczone produkują ich zaledwie 100 000. Oczywiście, trzeba brać pod uwagę, to że drony ukraińskie jak i amerykańskie to bardzo często różne konstrukcje, służące do rożnych celów. Często te amerykańskie są po prostu bardziej zaawansowane jak np. MQ-9 Reaper. Mimo tego, Ukraina posiada jednak imponujące zdolność do szybkiego wdrażania nowych rozwiązań i masowej produkcji, co budzi podziw, ale jednocześnie niepokój w amerykańskich korporacjach. Według doniesień medialnych Ukraina pracuje już nad FP-7.x, tańszą alternatywą dla amerykańskich pocisków PAC-3 używanych w systemie Patriot. Jak podaje Army Recognition, pocisk przeszedł już kontrolowane próby w locie, jednak nie udowodnił jeszcze w warunkach testowych zdolności do przechwytywania pocisków balistycznych. To istotna różnica w porównaniu z rodziną PAC-3, która od lat jest rozwijana, testowana i wykorzystywana operacyjnie. FP-7.x nie jest więc obecnie odpowiednikiem PAC-3 ani zamiennikiem całego systemu Patriot. Można sądzić, że dostęp do amerykańskich technologii na pewno by zwiększył wiedze na temat udoskonalenia ukraińskich broni i tym samym przyłożył się na udoskonalenie rozwijanych m.in przez Fire Point systemów w tym FREYJA, który, jak zapowiadają twórcy, ma być tańszą i suwerenną alternatywą dla amerykańskiego systemu Patriot.
Taka sytuacja ujawnia paradoks obecnej polityki bezpieczeństwa. Stany Zjednoczone potrzebują silniejszej i bardziej samodzielnej Ukrainy, ponieważ większa produkcja na miejscu oznacza mniejsze obciążenie dla amerykańskich zapasów i szybsze reagowanie na rosyjskie ataki. Jednocześnie amerykańskie firmy zbrojeniowe mogą obawiać się, że pomoc technologiczna ograniczy ich przyszłą pozycję rynkową. W efekcie interes bezpieczeństwa państw sojuszniczych może zderzać się z interesem komercyjnym przedsiębiorstw korzystających z wieloletniej przewagi technologicznej i wysokich marż.
Najbardziej racjonalnym wyjściem byłaby kontrolowana licencja, obejmująca stopniowy transfer technologii, ścisły nadzór nad produkcją oraz podział kompetencji między zakłady ukraińskie i amerykańskie, jednak póki trwa wojna jest mało prawdopodobne by takie zakłady powstały. Ukraina mogłaby w ten sposób otrzymać możliwość wytwarzania wybranych komponentów lub pocisków według uzgodnionych standardów, a Raytheon i Lockheed Martin zachowałyby kontrolę nad najbardziej wrażliwymi rozwiązaniami.
Polecany artykuł: