• Rzymskie zasady przyznawania prawa do triumfu i tradycja, w której niewolnik przypominał zwycięzcy o śmiertelności.
• Francuski wkład w rozwój masowych pokazów wojskowych – od rewolucyjnych gwardzistów po epokę napoleońską.
• Defilady totalitarnych reżimów XX wieku jako dopracowane w detalach spektakle propagandowe.
• Polacy na defiladach – od Paryża, przez gorzkie wykluczenie w Londynie, po skrajnie polityczną Defiladę Tysiąclecia w PRL.
Zapewne Egipcjanie wymyślili parady, a Rzymianie uczynili z nich mega-wydarzenia
A zacznę od tego, że w tym zestawieniu pominę wydarzenia o bardziej mitologicznym niż historycznym znaczeniu, w rodzaju choćby triumfu Romulusa (z 753 r. p.n.e.). Do starożytnego republikańskiego i cesarskiego Rzymu jeszcze wrócę. Wyjaśnię, że rzymskie defilady były dość specyficzne. Prawo rzymskie przewidywało dwa rodzaje parad ogłaszanych przez Senat: triumf wielki (triumphus curulis) i mniejszego kalibru – owację (ovatio). Pierwsza była zasadniczo przypisana do cesarza, a w czasach Republiki do każdego zwycięskiego wodza. Druga – w Imperium Romanum – tylko do wodza triumfatora, który wkraczał do Rzymu na piechotę. To tak z grubsza ujmując.
Dodam jeszcze, że prawo precyzowało, co musi zaistnieć, by Senat mógł ogłosić triumf lub owację. I te rzymskie defilady miały to do siebie, że to najczęściej triumfator był na czele parady. Za nim szli legioniści, a na wozach jechały łupy i niewolnicy zdobyci w zwycięskiej wojnie. Na czele orszaku jechał sobie w rydwanie triumfator. Stał za nim niewolnik trzymający nad głową defilującego wieniec laurowy i szeptał cesarzowi (najczęściej): „Jesteś tylko człowiekiem”. Oj, wielka szkoda, że dziś ten zwyczaj już nie istnieje!
Ok. 3100 r. p.n.e. Pierwszą defiladą potwierdzoną w źródłach jest triumf pierwszego władcy zjednoczonego Egiptu, króla Narmera. Uwidocznione to zostało na tzw. palecie Narmera. Ukazany jest na niej władca po zwycięstwie nad Dolnym Egiptem. Faraon trzyma za włosy klęczącego jeńca. W dłoni dzierży maczugę. Z pewnością zwycięstwu per-aa (od tego słowa – wielki dom – pochodzi pojęcie „faraon”) towarzyszyła wielka feta z udziałem wojska. Tego rzeźbiarz już na palecie nie umieścił z braku miejsca. Przejdźmy teraz do wydarzeń dokładniej udokumentowanych.
1 marca 509 r. p.n.e. Rzym. Triumf Publiusza Waleriusza Publikoli. To pierwszy, znany z historycznych przekazów, triumf w Republice Rzymskiej, po zwycięstwie nad Wejami i Tarkwiniuszami. Ten i wszystkie pozostałe zostały wymienione w inskrypcji z XII w. p.n.e. Fasti Triumphales. Jest ona przechowywana w Muzeum Kapitolińskim. Lista jest wielce długa. Oto kilka z najważniejszych triumfów rzymskich.
46 r. p.n.e. Rzym. Gajuszowi Juliuszowi Cezarowi Senat wyprawił aż cztery triumfy. Za zwycięstwa w Galii, Egipcie, Azji i Afryce. I to, proszę Państwa, były takie defilady, o których współcześni ich organizatorzy mogą tylko pomarzyć: w tym pierwszym, z roku 46, aż 40 tys. legionistów maszerowało za dyktatorem!
29 r. p.n.e. Rzym. Oktawian August jeszcze nie wiedział, że zostanie pierwszym imperatorem, a pozazdrościł wujkowi, więc Senat zezwolił mu na trzy triumfalne wjazdy do Rzymu. Triumfy nad Dalmacją/Ilirią, pod Akcjum i nad Egiptem były symbolicznym zakończeniem wojen domowych.
71 r. Do Rzymu, po stłumieniu powstania żydowskiego, w glorii triumfu i tupotu podkutych butów legionistów, wjeżdża cesarz Wespazjan (ten od stwierdzenia „pieniądze nie śmierdzą”). Nie sam, ale ze swoim synem – Tytusem Flawiuszem, który dowodził legionami tłumiącymi bunt w Judei. Tę paradę w szczegółach opisał zromanizowany Żyd, historyk Józef Flawiusz w dziele „Wojna żydowska”. Ten triumf został zachowany na wieczną rzeczy pamiątkę na Łuku Tytusa. Parada zwycięzców rozmachem przebiła triumf Juliusza Cezara.
20 listopada 303 r. Rzym.To data ostatniego triumfu w republikańskim stylu wyprawionego Dioklecjanowi na okoliczność 20-lecia jego panowania i 10-lecia tetrarchii (władzę pokojowo sprawowało czterech cesarzy). Była ona częścią obchodów dwudziestolecia panowania Dioklecjana i dziesięciolecia tetrarchii (władzę sprawowało 4 cesarzy), a zarazem celebrowała zwycięstwo nad Persami.
Trzeba było czekać kilkanaście wieków, by triumfalne parady odżyły w kształcie dostosowanym do realiów.
Francuzi dali początek defiladom we współczesnym ich rozumieniu
14 lipca 1790–1799. Paryż. Czasy rewolucyjnej Francji. 14 lipca 1790 r. Rok wcześniej rewolucja obaliła monarchię i zburzyła Bastylię. Na okoliczność tego zwycięstwa przez Paryż przemaszerowało 50 tys. rewolucyjnych gwardzistów. Pod bronią i w paradnym szyku. Aż do 1799 r. 14 lipca Paryż był miejscem dla rocznicowych defilad uświetniających Wielką Rewolucję Francuską (uwaga: ta nazwa zaistniała dopiero pod koniec XIX w.). Defilady na kilka lat wypadły z kalendarza wydarzeń po tym, jak Napoleon Bonaparte obalił rewolucyjny Dyrektoriat i sam mianował się, na wzór Cezara, pierwszym konsulem Republiki.
1805–1815. Paryż. Długo parady wojskowe nie były passe. Jak tylko Bonaparte stał się cesarzem, to do tej tradycji – bardzo już bliskiej współczesnej – powrócono. Tym bardziej że Napoleon zaczął podbijać Europę, a przecież nic tak nie cieszy wojowniczych władców, jak podziwianie (przesuwającej się przed ich oczyma defiladowym krokiem) własnej armii.
14 lipca 1919 r. Paryż. Wielka defilada przetoczyła się pod Łukiem Triumfalnym i przez Pola Elizejskie. Na okoliczność święta narodowego Francji, a także zwycięstwa Ententy nad państwami centralnymi w Wielkiej Wojnie. Paradę otwierali marszałkowie Francji: Ferdinand Foch oraz Joseph Joffre. Jechali na koniach. 26 lat później jeszcze większej defilady, w Moskwie, nie prowadził Stalin, bo niezbyt pewnie czuł się, siedząc… na koniu. Ciekawostka: w defiladzie uczestniczyli polscy żołnierze z armii gen. Józefa Hallera. W 27 lat później, w Londynie – podczas London Victory Parade – polscy żołnierze byli passe.
Dyktatorzy uczynili z defilad majstersztyk wizualnej propagandy
Dziwicie się, że takich można pochwalić? To tak samo, jakby nie można było stwierdzić, że III Rzesza przodowała w innowacyjnej technice wojskowej, a Sowieci nie wykazywali się w walce determinacją i odwagą (z którą mogą się równać jedynie polscy żołnierze – to tak na marginesie). W swojej prezencji (nie w warstwie ideologicznej, którą de facto propagowały) te defilady totalitarnych reżimów mogły się obserwatorom podobać.
14 czerwca 1940 r. Paryż. Zwycięski Wehrmacht defiluje po Polach Elizejskich. Tylko ok. 15 tys. żołnierzy. Poniekąd ta parada miała być zajawką do wielkiej defilady planowanej na 27 czerwca. Z wielokrotnie większą liczbą żołnierzy i techniki wojskowej, i to z udziałem samego Adolfa Hitlera. Ale tenże odwołał imprezę, bo obawiał się (między innymi) ataków brytyjskiego lotnictwa. Skończyło się więc na „testowej” paradzie, która przetoczyła się przez wyludnione miasto.
7 listopada 1941 r. Moskwa. Defilada inna niż wszystkie, jakiej dotychczas świat widział. Odbierał ją, z wysokości tarasu na mauzoleum Lenina, sam Józef Stalin. Niemcy mieli już do Moskwy kilkadziesiąt kilometrów. A przez Plac Czerwony przedefilowało 28 467 żołnierzy i milicjantów. Przejechało 160 czołgów i setki innych pojazdów. Po paradzie (na okoliczność rocznicy wybuchu rewolucji) defilujący zostali skierowani na pierwszą linię frontu. Tak samo jak 300 samolotów, które miały uświetnić defiladę, ale nie pozwoliły na to warunki atmosferyczne.
24 czerwca 1945 r. Też Moskwa. Wielka Parada Zwycięstwa. Trwała „tylko” 122 minuty, a wpisała się w historię na wieki. 35 325 defilujących po Placu Czerwonym. W tym: 24 marszałków, 249 generałów, 2536 oficerów i 31 116 sierżantów i żołnierzy, 1400 muzyków wojskowych oraz 1850 sztuk sprzętu wojskowego. W defiladzie uczestniczyła 70-osobowa reprezentacja (ludowego) Wojska Polskiego. A skoro już jest o moskiewskiej defiladzie, to Zachód też taką zorganizował.
8 czerwca 1946 r. Dlaczego London Victory Parade vel London Victory Celebrations of 1946 zorganizowano w rok po sowieckiej? Przede wszystkim z przyczyn logistycznych i… finansowych. Defilady to kosztowne „eventy”. Trochę wpływu na taki termin miała ostrożna polityka względem Sowietów. W jej wyniku, by nie drażnić Stalina, postanowiono, że w defiladzie nie będą uczestniczyć żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Co prawda pod społeczną presją zaproszeni zostali w ostatniej chwili piloci z Dywizjonu 303, ale – co oczywiste – nie skorzystali z takiego zaproszenia. W paradzie uczestniczyli żołnierze z 30 państw, w sumie 22 tys. żołnierzy, ponad pół tysiąca jednostek techniki wojskowej i 300 samolotów. Pojedynek na defilady Zachód vs. Wschód przegrał ten pierwszy. Związek Sowiecki był bardziej zniszczony od UK, a zorganizował defiladę wcześniej i okazalszą od zachodniej. Bo w jednym i drugim przypadku parady miały także propagandowy wymiar.
Defilada Tysiąclecia, czyli jak komuna chciała przykryć 1000-lecie chrześcijaństwa w Polsce
Polskich defilad też było niemało. Tak przed 1939 r., a tym bardziej po 1945 r. Do historii jako naj, naj, naj… przeszła ta Defilada Tysiąclecia. Nazwa adekwatna. Nie tylko dlatego, że 22 lipca 1966 r. PRL świętowała milenium polskiej państwowości, ale także dlatego, że wcześniej tak ogromnej w wymiarze parady wojskowej w naszej historii nie było. Była ona również propagandowym wydarzeniem wymierzonym w kościelne obchody 1000. rocznicy chrztu Mieszka I.
„Trybuna Ludu” (dziennik, organ prasowy KC PZPR – dla przypomnienia młodym Czytelnikom) tak relacjonowała paradę:
„Polska Ludowa jest ukoronowaniem tysiącletnich dziejów naszego narodu i państwa. Wspaniała defilada na Placu Defilad w Warszawie stała się potężną manifestacją jedności narodu z władzą ludową, pokazu siły, nowoczesności oraz gotowości obronnej naszych Sił Zbrojnych stojących na straży nienaruszalności granic Ojczyzny…”.
A marszałek Marian Spychalski tak wówczas przemawiał:
„Ludowe Wojsko Polskie jest godnym spadkobiercą i kontynuatorem najchlubniejszych, postępowych tradycji orężnych naszego narodu. Dziś, wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt, stoi niezłomnie na straży naszej wolności, niepodległości i socjalistycznego budownictwa...”.
W Defiladzie Tysiąclecia uczestniczyło (podaję za PAP):
• 8300 żołnierzy pododdziałów pieszych i zmechanizowanych, w tym wojska historyczne reprezentujące tysiąclecie oręża polskiego,
• 275 samolotów i śmigłowców bojowych (m.in. 43 myśliwce Lim-2 tworzące szyk „1000”, 35 bombowców Ił-28 w kształcie Orła Piastowskiego, 48 myśliwców MiG-21 oraz 16 samolotów TS-11 Iskra),
• 235 wozów bojowych (w tym czołgi T-54 i T-55 oraz transportery opancerzone TOPAS i BTR-60),
• 150 samochodów ciężarowych i specjalistycznych, • 80 dział artyleryjskich (lufowej i przeciwlotniczej),
• 75 wyrzutni i zestawów rakietowych.
Dla porównania: w zeszłorocznej defiladzie Wojska Polskiego, 15 sierpnia, uczestniczyło ok. 4 tys. żołnierzy. W tym roku ma być ich znacząco mniej. Czasy wielkich defilad już minęły...
Polecany artykuł: