Z cmentarzyska wprost do ponownej służby. Niezwykła historia odrodzenia bombowca B-1B Lancer

2026-05-16 8:00

Siły Powietrzne USA (USAF) ogłosiły spektakularny sukces, bombowiec strategiczny B-1B Lancer, który przez lata spoczywał na pustynnym „cmentarzysku” w Arizonie, ponownie wzbił się w powietrze. Po niemal dwóch latach intensywnych prac remontowych w bazie Tinker w Oklahomie, maszyna wróciła do pełnej gotowości bojowej.

  • Siły Powietrzne USA (USAF) przywróciły do pełnej gotowości bojowej bombowiec strategiczny B-1B Lancer o numerze seryjnym 86-0115, nazwany "Apocalypse II". Maszyna, która spędziła czas na "cmentarzysku" w bazie Davis-Monthan w Arizonie, ponownie wzbiła się w powietrze 22 kwietnia.
  • Samolot przeszedł niemal dwuletnią, intensywną naprawę w Kompleksie Logistyki Lotniczej w bazie Tinker w Oklahomie, gdzie ponad 200 lotników i cywilów wymieniło ponad 500 komponentów i przeprowadziło kompleksowe przeglądy. Po testach powrócił do macierzystej jednostki w bazie Dyess w Teksasie.
  • "Cmentarzysko" w Davis-Monthan to w rzeczywistości zaawansowany ośrodek przechowywania samolotów w suchym klimacie Arizony, gdzie maszyny są konserwowane lub rozbierane na części. Powrót samolotu stamtąd do służby jest niezwykle rzadki.
  • Regeneracja tego bombowca ma strategiczne znaczenie dla USAF, zwiększając liczbę dostępnych platform w krytycznym okresie przejściowym, zanim do służby wejdzie nowa generacja bombowców B-21 Raider.

Samolot o numerze seryjnym 86-0115, który w 2021 roku trafił do magazynu w 309. Grupie ds. Konserwacji i Regeneracji Samolotów (AMARG) w bazie Davis-Monthan, odbył podróż, jakiej doświadcza niewiele maszyn. To, co potocznie nazywane jest „cmentarzyskiem samolotów”, w rzeczywistości jest ośrodkiem przechowywania samolotów. Mimo to, powrót stamtąd do aktywnej służby jest niezwykle rzadki.

Po podjęciu decyzji o jego odzyskaniu, bombowiec został przetransportowany do Kompleksu Logistyki Lotniczej w bazie sił powietrznych Tinker. Tam, 22 kwietnia, po prawie dwóch latach tytanicznej pracy, maszyna znów wzniosła się w niebo, by po pomyślnych testach powrócić do macierzystej jednostki w bazie Dyess w Teksasie. Samolot otrzymał nową nazwę „Apocalypse II” i unikalny malunek na dziobie, upamiętniający jego renowację i honorujący załogę bombowca B-24J z czasów II wojny światowej.

Operacja „Lazarus”: Tytaniczna praca w bazie Tinker

Przywrócenie bombowca do "życia" było operacją na ogromną skalę, wymagającą niezwykłej precyzji i zaangażowania. W Kompleksie Logistyki Lotniczej Oklahoma City, będącym jednym z głównych centrów remontowych USAF, nad projektem pracował zespół, który miał za zadanie przywrócić samolot do sprawnego działania.

Według komunikatu prasowego USA ponad 200 lotników i cywilów z 567. Eskadry Obsługi Samolotów pracowało na wydłużonych zmianach, realizując zadania, których – jak podkreśla dowództwo – nikt inny w środowisku bombowców nie byłby w stanie wykonać. Zakres prac był imponujący i obejmował m.in kompleksowe przeglądy wszystkich systemów pokładowych; naprawy strukturalne kluczowych elementów samolotu, wymianę ponad 500 komponentów, od drobnych części po kluczowe podzespoły.

Dla niektórych członków zespołu, jak dla analityka technicznego Jasona „JJ” Justice’a, był to moment szczególny. Justice, który 32 lata temu zaczynał swoją karierę przy tym konkretnym samolocie, był w zespole, który wysyłał go na „emeryturę” w 2021 roku, a teraz przewodził wysiłkom mającym na celu jego odzyskanie. „To wspaniałe uczucie widzieć, jak wraca i nadal wspiera żołnierzy” – powiedział.

Po zakończeniu prac mechanicznych, piloci z 10. Eskadry Testów Lotniczych wykonali serię lotów kontrolnych nad Oklahomą. Maszyna, jeszcze w surowej, niepomalowanej konfiguracji, musiała udowodnić, że jej systemy i osiągi spełniają rygorystyczne normy. Po pomyślnym zaliczeniu testów i uznaniu samolotu za w pełni zdatnego do lotu, trafił on do lakierni, gdzie zespoły pracujące całą dobę nadały mu ostateczny wygląd przed dostawą do jednostki bojowej.

Dlaczego jeden bombowiec ma znaczenie?

Wydawać by się mogło, że przywrócenie jednego samolotu nie ma większego wpływu na zdolność militarną USA. Jednak w kontekście obecnej strategii USAF, ten ruch ma duże znaczenie. Flota bombowców B-1B Lancer, choć wciąż silna, starzeje się i jest stopniowo redukowana. W 2021 roku wycofano 17 maszyn, aby skoncentrować zasoby na utrzymaniu najsprawniejszych egzemplarzy i finansowaniu następcy – bombowca nowej generacji B-21 Raider.

Jednak B-21 wejdzie do służby operacyjnej dopiero za kilka lat, a B-1B wciąż odgrywa kluczową rolę jako konwencjonalny bombowiec strategiczny o największym udźwigu uzbrojenia w arsenale USAF. Regeneracja nawet pojedynczej maszyny zwiększa liczbę dostępnych platform w krytycznym okresie przejściowym oraz wzmacnia gotowość bojową i zdolność do projekcji siły na całym świecie. Poza tym renowacja samolotu pokazuje, że zdolności utrzymania i naprawy są równie ważne, co produkcja nowego sprzętu.

Niedawno pisaliśmy, że Siły Powietrzne planują przeznaczyć 342 miliony dolarów na modernizację floty B-1B Lancer w latach 2027–2031. Te środki mają zapewnić, że samolot pozostanie skuteczny i przydatny operacyjnie co najmniej do 2037 roku. Obecnie USAF dysponuje 45 aktywnymi samolotami B-1B Lancer, stacjonującymi w bazach Ellsworth Air Force Base w Dakocie Południowej oraz Dyess AFB w Teksasie.

Modernizacje B-1B obejmują:

  • Utrzymanie i usprawnienie systemów awioniki.
  • Wzmacnianie konstrukcji w celu przedłużenia żywotności.
  • Integrację z nowszymi typami uzbrojenia konwencjonalnego.

Czym jest „cmentarzysko” w Davis-Monthan?

Choć nazwa brzmi złowrogo, 309. Grupa AMARG w bazie Davis-Monthan to precyzyjnie zorganizowany skarbiec amerykańskiego lotnictwa wojskowego. Położenie na pustyni Sonora w Arizonie nie jest przypadkowe – suchy klimat i twarda, alkaliczna gleba minimalizują ryzyko korozji i pozwalają na przechowywanie tysięcy statków powietrznych pod gołym niebem bez potrzeby budowy kosztownych hangarów czy betonowych płyt.

Samoloty trafiające do AMARG przechodzą skomplikowany proces konserwacji. Układy paliwowe są opróżniane i wypełniane specjalnym olejem, a wszystkie otwory oraz wrażliwe elementy uszczelniane wielowarstwowymi powłokami ochronnymi. Wiele maszyn służy jako magazyn części zamiennych dla aktywnej floty, co generuje ogromne oszczędności. Choć większość samolotów kończy tam swój żywot, niektóre jak wspomniany B-1B są utrzymywane w stanie pozwalającym na ich ewentualne przywrócenie do służby.

B-1B Lancer – naddźwiękowy weteran 

Strategiczny bombowiec naddźwiękowy B-1B wszedł do służby w US Air Force w 1985 roku. Samolot ten powstał na bazie o ponad dekadę starszego B-1A, czyli maszyny, która dzięki osiąganiu podwójnej prędkości dźwięku i możliwości lotu ma bardzo małej wysokości, miała być zdolna do penetracji rosyjskiej obrony powietrznej. Koncepcję powaliły zmiany technologiczne, ale przede wszystkim informacje o myśliwcu MiG-25, który osiągał prędkość 2,5 Macha. Ale w 1981 roku ruszył program bombowca, który miał zastąpić B-52 i wejść do służby w ciągu zaledwie 6 lat. Nie było czasu na tworzenie maszyny od nowa, więc zmodernizowano B-1A, który został już przetestowany, osiągnął bardzo dobre wyniki i był gotów do produkcji po wprowadzeniu pewnych zmian.

Do tego samolot nie przypominał innych bombowców, ale raczej myśliwiec lub statek kosmiczny. Smukły kadłub, skośne skrzydła o zmiennej geometrii, które płynnie wtapiały się w sylwetkę maszyny, zakończoną dwoma potężnymi silnikami. To robiło wrażenie, podobnie jak osiągi B-1B. Mimo tego, że prędkość zredukowano do 1,2 Macha, to maszyna była cięższa od poprzednika i zabierała 34 tony uzbrojenia w trzech komorach bombowych, których podstawowym ładunkiem miały być pociski manewrujące lub bomby z głowicami jądrowymi. W związku z zakończeniem Zimnej Wojny i redukcją amerykańskiego arsenału jądrowego już w 1991 roku maszyny oficjalnie przestały pełnić rolę nośników broni atomowej, ale przenosiły potężny ładunek konwencjonalnego uzbrojenia. Dziś powoli wracają do swojej pierwotnej roli i mogą korzystać z pełnej gamy uzbrojenia, przede wszystkim z pocisków manewrujących i bomb naprowadzanych.

Ciekawa historia wiąże się ze zwyczajową nazwą samolotu w amerykańskim lotnictwie, które oczywiście różni się od oficjalnej. B-1B od 1990 roku nosi oficjalną nazwę Lancer, ale lotnicy nazywają go „Bone” po angielsku kość - od fonetycznego zapisu B-One. Legenda mówi, że to ze względu na nietypowego w przypadku bombowca kształtu, ale fakty są bardziej prozaiczne. I tak lata "latająca kość" nie zastąpiła wcale B-52, ale też nie została wysłana na emeryturę przez "niewidzialne" B-2 Sirit i ich następcę B-21 Raider. B-1B Lancer mają pozostać w służbie co najmniej do roku 2048 i przechodzą obecnie modernizację.

Testy bezzałogowych systemów uzbrojenia w Zielonce | Portal Obronny

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki