- Francusko-niemiecki koncern zbrojeniowy KNDS prowadzi zaawansowane rozmowy w sprawie przejęcia fabryki Mercedes-Benz w Ludwigsfelde (pod Berlinem). Celem jest zwiększenie produkcji transporterów opancerzonych Boxer, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu i potencjalnemu zamówieniu od Bundeswehry na 3000 pojazdów.
- Fabryka w Ludwigsfelde, produkująca obecnie furgonetki Sprinter, stanie się dostępna około 2030 roku, gdy Mercedes-Benz planuje przenieść produkcję do Jawora w Polsce. Sytuacja ta odzwierciedla kryzys w niemieckim przemyśle motoryzacyjnym i boom w sektorze obronnym.
- Potencjalne przejęcie fabryki przez KNDS to przykład szerszego trendu, gdzie przemysł zbrojeniowy wykorzystuje zasoby i wykwalifikowaną siłę roboczą upadającego sektora motoryzacyjnego. Ta transformacja jest jednak delikatna w Niemczech ze względu na historyczne powiązania motoryzacji z produkcją wojenną.
Niemiecki przemysł motoryzacyjny przeżywa kryzys, zmagając się z rosnącą konkurencją i presją kosztową, podczas gdy sektor obronny, napędzany przez zmiany geopolityczne, dynamicznie się rozwija. Jak informował serwis Kurier, na początku marca w siedzibie Porsche w Stuttgarcie ogłoszono wyniki finansowe za rok 2025, informując o spadku zysku o 91,4 procent. W VW w Wolfsburgu sytuacja nie wyglądała dużo lepiej: wynik finansowy koncernu spadł w 2025 roku o 44 procent, a w ciągu najbliższych czterech lat ma odejść 50 000 pracowników, czyli prawie jedna dziesiąta załogi. ZF planuje zwolnić do 14 000 pracowników, a Bosch zredukuje swój dział dostawców o około 22 000 pracowników do 2030 r.
W ostatnich w tej branży dochodziło do poważnych kryzysów, redukcji zatrudnienia i spadków obrotów. Od czasu skandalu dieslowego w 2016 roku i wzrostu znaczenia producentów samochodów elektrycznych z USA i Chin jeden pakiet oszczędnościowy gonił drugi. Dlatego branża motoryzacyjna zaczyna dostrzega nadzieje w przemyśle zbrojeniowym, który nie dość, że ma pieniądze to jeszcze plany produkcję na lata. VW rozważa produkcję w swojej fabryce w Osnabrück części do izraelskiego systemu obrony powietrznej Iron Dome zamiast modelu T-Roc. A dostawca Schaeffler już produkuje silniki do dronów, systemy pokładowe do pojazdów opancerzonych oraz komponenty dla lotnictwa wojskowego.
W tym kontekście pojawiają się informacje o potencjalnej współpracy, która jeszcze niedawno wydawałaby się niemożliwa. Koncern zbrojeniowy KNDS (powstały z fuzji Krauss-Maffei Wegmann i francuskiej firmy Nexter), poszukuje nowych mocy produkcyjnych, aby sprostać ogromnemu popytowi na pojazdy wojskowe w Europie. W tym celu firma planuje zainwestować miliard euro i prowadzi rozmowy z Mercedes-Benz na temat przejęcia zakładu produkcyjnego w Ludwigsfelde pod Berlinem - informuje Spiegel.
Fabryka Sprinterów na celowniku KNDS
Zakład w Ludwigsfelde jest obecnie kluczowym miejscem produkcji otwartych wariantów nadwozia, w tym podwozi, dla popularnego modelu Mercedes-Benz Sprinter. Jednak jego przyszłość stanęła pod znakiem zapytania w związku z planami koncernu motoryzacyjnego.
Decyzja o przeniesieniu produkcji Sprintera do Jawora w Polsce, która ma nastąpić około 2030 roku, oznacza potencjalne wygaszenie działalności w brandenburskiej fabryce. To z kolei stwarza wyjątkową okazję dla KNDS. Przejęcie zakładu oznaczałoby dostęp nie tylko do nowoczesnej infrastruktury, ale także do wykwalifikowanej, liczącej około 2000 osób załogi. Dla koncernu zbrojeniowego, który pilnie potrzebuje zwiększyć swoje moce produkcyjne, jest to rozwiązanie znacznie szybsze i efektywniejsze niż budowa fabryki od podstaw.
Scenariusze dla zakładu
Według doniesień Spiegla, negocjacje obejmują kilka możliwych scenariuszy. Pierwszy zakłada całkowite przejęcie fabryki i części jej pracowników przez KNDS po zakończeniu produkcji przez Mercedesa. Drugi, bardziej elastyczny wariant, przewiduje początkową dzierżawę części hal produkcyjnych. Umożliwiłoby to równoległą produkcję pojazdów wojskowych KNDS i furgonetek Sprinter w okresie przejściowym, zapewniając płynność i ciągłość pracy zakładu.
Ogromne zamówienie od Bundeswehry motorem napędowym
Głównym powodem, dla którego KNDS tak intensywnie poszukuje dodatkowych mocy produkcyjnych, jest spodziewane gigantyczne zamówienie od Bundeswehry. Mowa o programie "Arminius", który zakłada pozyskanie nawet 3000 kołowych transporterów opancerzonych Boxer w różnych konfiguracjach. Obecne zdolności produkcyjne KNDS w Monachium, wynoszące około dziesięciu Boxerów miesięcznie, są dalece niewystarczające, aby zrealizować tak ogromny kontrakt. Nowy zakład jest więc kluczowy dla zabezpieczenia zdolności obronnych Niemiec i sojuszników. Bundeswehra dysponuje obecnie ponad 400 Boxerami, a kolejne partie są już zamawiane.
Prezes KNDS mówił o poważnych inwestycjach.
„Będziemy potrzebować dodatkowych mocy produkcyjnych do produkcji Boxera” – powiedział Hohenwarter w wywiadzie dla „Handelsblatt”.
Nie chce budować w tym celu nowej fabryki, ponieważ zajęłoby to zbyt dużo czasu. „Z istniejącym zakładem przemysłowym jest to znacznie szybsze” – mówi Hohenwarter. „Doświadczony zespół, być może z branży motoryzacyjnej, byłby idealny. Obecnie prowadzimy rozmowy na ten temat”.
Polecany artykuł:
Plan B: Zakład Volkswagena w Osnabrück
Ludwigsfelde to nie jedyna opcja brana pod uwagę przez KNDS - zwraca uwagę niemiecka gazeta. Koncern analizuje również możliwość przejęcia zakładu Volkswagena w Osnabrück. Fabryka ta boryka się z problemem niewystarczającego wykorzystania mocy produkcyjnych, a VW otwarcie przyznaje, że poszukuje dla niej "realnych perspektyw" po 2027 roku. Wcześniej zainteresowanie tym obiektem wyrażał inny niemiecka firma zbrojeniowa, Rheinmetall, jednak ostatecznie wycofał swoją ofertę.
Oficjalne stanowiska i przyszłość niemieckiego przemysłu
Według Spiegla na obecnym etapie wszystkie zaangażowane strony zachowują powściągliwość w komentarzach. Mercedes-Benz odmówił komentarza na temat rozmów z KNDS, a Volkswagen potwierdził jedynie, że analizuje różne opcje dla fabryki w Osnabrück. Sam KNDS przyznał, że poszukuje partnerów do planowanego rozwoju, ale nie chce uczestniczyć w spekulacjach na temat konkretnych lokalizacji.
Przemysł motoryzacyjny zostanie uratowany przez zbrojeniówkę?
To, co jest warte odnotowania to fakt, że mimo nadziei, jaka panuje w niemieckiej branży motoryzacyjnej na wykorzystanie przemysłu samochodowego do produkcji uzbrojenia na uratowanie tego sektora, to optymizm jest zbyt wygórowany. Jak zauważa niemiecki Kurier, mimo iż Niemcy są czwartym co do wielkości eksportera broni na świecie. To jednak przemysł motoryzacyjny pozostaje znacznie ważniejszy pod względem gospodarczym. Zatrudnia on około siedem razy więcej pracowników. Według Niemieckiego Stowarzyszenia Przemysłu Bezpieczeństwa i Obrony (BDSV) w 2014 roku w przemyśle obronnym było 136 000 miejsc pracy. W tym czasie kolejne 273 000 miejsc pracy w innych sektorach było zależnych od współpracy z przemysłem bezpieczeństwa i obrony. Również pod względem wartości dodanej między tymi dwoma sektorami dzieli przepaść. VW i spółka generują około sześciu procent produktu krajowego brutto, przemysł zbrojeniowy około jednego.
Jednak jak zaznacza portal, dla przemysłu zbrojeniowego redukcja zatrudnienia u producentów samochodów jest jednak błogosławieństwem. Obecnie pozyskuje on wykwalifikowanych pracowników i przejmuje zakłady. Z drugiej strony wejście na ten rynek jest znacznie bardziej złożone: kto chce skorzystać z globalnego boomu zbrojeniowego, musi spełnić inne, znacznie surowsze normy niż producenci samochodów, na przykład w zakresie wytrzymałości, bezpieczeństwa i certyfikacji.
W przypadku niemieckich koncernów motoryzacyjnych dochodzi jeszcze jeden problem: ich własna historia. Dojście Adolfa Hitlera do władzy w 1933 roku otworzyło najczarniejszy rozdział w historii Niemiec i tamtejszego przemysłu. Naziści widzieli w motoryzacji potężne narzędzie propagandy, modernizacji i, przede wszystkim, zbrojeń. Niemieccy producenci samochodów szybko stali się kluczowymi elementami machiny wojennej Hitlera.
Najbardziej znanym przykładem mariażu przemysłu z ideologią był projekt "samochodu dla ludu" (Volkswagen). Hitler zlecił Ferdinandowi Porsche zaprojektowanie taniego pojazdu dla mas, który miał stać się symbolem potęgi reżimu. Tak narodził się KdF-Wagen (późniejszy Garbus), a dla jego produkcji zbudowano od podstaw nowe miasto i fabrykę. Projekt finansowano z oszczędności obywateli, którzy nigdy nie otrzymali swoich aut, gdyż cała produkcja została przestawiona na cele wojskowe.
Współpraca z reżimem nie ograniczała się do Volkswagena. Wszystkie czołowe firmy aktywnie uczestniczyły w przygotowaniach do wojny i jej prowadzeniu. Daimler-Benz produkował luksusowe limuzyny dla dygnitarzy partyjnych, ale przede wszystkim ciężarówki, silniki do czołgów m.in. Panzer V Pantera i samolotów bojowych. BMW, wykorzystując swoje doświadczenie, stało się kluczowym dostawcą silników lotniczych dla Luftwaffe, w tym do słynnych myśliwców Focke-Wulf Fw 190.
Opel zaś należący wówczas do amerykańskiego General Motors, produkował m.in. ciężarówkę Blitz, która była podstawowym pojazdem transportowym Wehrmachtu. Koncern Auto Union również przestawił się na produkcję wojskową.
Jednak najbardziej haniebnym aspektem tej współpracy było masowe wykorzystywanie pracy przymusowej. W fabrykach niemieckich koncernów w nieludzkich warunkach pracowały setki tysięcy robotników przymusowych, jeńców wojennych oraz więźniów obozów koncentracyjnych. Rodzina Quandt, która do dziś ma znaczące udziały w BMW, wzbogaciła się w tym okresie, przejmując żydowskie przedsiębiorstwa i bezwzględnie wykorzystując niewolniczą siłę roboczą. Był to systemowy proceder, który pozwolił utrzymać produkcję zbrojeniową na wysokim poziomie aż do końca wojny.
Nie dziwi więc, że VW od razu podkreślił, iż w ramach współpracy z Iron Dome w Osnabrück nie produkuje się „żadnej broni”, a jedynie urządzenia startowe, generatory prądu i ciężarówki dla rakiet Iron Dome. Nie każdy chce pracować dla firmy, która zarabia na handlu śmiercią. Nawet jeśli oficjalnie chodzi o obronność. W Niemczech ta kwestia jest mocno delikatna, nic więc dziwnego, że może być opór społeczny by nagle rynek przestawił się na produkcję broni. Niemcy to kraj pacyfistów, który na kwestii wojskowej jest przewrażliwiony, co prawda to się zmienia od kilku lat związku z wojną na Ukrainie i imperializmem rosyjskim. Ale ostatnie protesty młodych w niemieckich miastach przeciwko służbie wojskowej pokazują jednak opór.
Polecany artykuł: