• Czy współczesna polityka bezpieczeństwa coraz częściej opiera się na zarządzaniu lękiem społecznym?
• Strach, propaganda, bezpieczeństwo – gdzie kończy się troska państwa, a zaczyna zarządzanie emocjami?
• Dlaczego permanentny alarm może prowadzić nie do mobilizacji, lecz do zobojętnienia i bezradności?
• Dlaczego język bezpieczeństwa coraz częściej przypomina język politycznej mobilizacji?
• Czy retoryka bezpieczeństwa stała się dziś jednym z głównych narzędzi walki politycznej?
Portal Obronny: – Obywatel może czuć się znerwicowany. Premier mówi, że „za kilka miesięcy” Rosja może najechać na jakiś kraj NATO. Opozycja pyta, dlaczego nie jest ogłaszana mobilizacja, skoro Rosjanie ante portas. Profesorze, strach się bać. Jak żyć?
Jan Maciejewski: – „Wytwarzanie” swoistego strachu jest perfidnym zabiegiem socjotechnicznym rządzących. Z jednej strony pokazują, co robią – kupują samoloty, czołgi, czyli prowadzą, że się tak wyrażę, „utechnicznienie wojskowego podwórka”. Z drugiej – nie prowadzą prawie żadnych racjonalnych, czyli mądrych, działań w wojsku. Uważam, że szkolenie leży, ćwiczeń zgrywających nie ma, a Wojska Obrony Terytorialnej, doceniając ich znaczenie, wykorzystywane są w narracji wychwalającej, jaką to już mamy silną armię i będziemy mieć jeszcze silniejszą.
Propaguje się udawanie i pozorowanie działań, kwitnie cwaniactwo, znów w selekcji kadry oficerskiej preferowani są „mierni, ale wierni”, znowu kapelani rządzą w wojsku i tak dalej, i tak dalej. W efekcie, jeśli rzetelnie policzy się, to w Wojsku Polskim mamy 20 proc. stanu osobowego żołnierzy, których można uznać za sprawnych bojowo.
Jak żyć? Niech obywatele kupują agregaty, robią zapasy, kopią ziemianki, budują schrony. A wierzący niech się modlą, najlepiej z wicepremierem-ministrem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, bo podobno zbiorowe modły są skuteczniejsze od indywidualnych. Sarkastyczna odpowiedź? Lepsza taka od pełnej „żołnierskich” słów, bo nim zostałem socjologiem wojska, to wcześniej byłem żołnierzem i oficerem.
W paradygmacie podejścia w psychologii strachu mamy do czynienia z mechanizmem „wzmacniania lęku” poprzez niejednoznaczności w wysyłanych komunikatach. Obywatel słyszy o zagrożeniu, ale nie otrzymuje jasnego modelu sprawczości (przepisu).
I tak psycholog Philip Zimbardo w swoim podejściu wskazywał, iż w sytuacji presji i niepewności ludzie łatwiej podporządkowują się „autorytetowi”, swoistemu „idolowi chwili, czasu, zaistniałego faktu społecznego”. Nawet wtedy, gdy przekaz jest sztuczny, ma charakter teatralny, a nie realnie porządkujący rzeczywistość.
Z kolei francuski historyk i filozof Michel Foucault powiedziałby, że władza działa w takich przypadkach nie tylko przez rozkaz, lecz przez produkowanie, rozdmuchiwanie swoistego „dyskursu bezpieczeństwa”, wtedy bowiem skutecznie „dyscyplinuje się” emocje społeczne.
– Profesorze, nie będę polemizował, bo założyłem, że reprezentuję w tej rozmowie zatroskanego i nieco zagubionego obywatela. On może odczuwać, że od 2020 r. stan zagrożenia jest stałym elementem sprawowania władzy, nie tylko w Polsce. Zastanawia się, czy czasem taki model nie służy również uzasadnianiu prowadzenia takiej, a nie innej polityki wewnętrznej i budżetowej?
– Takie „ruchy” przykrywają „łupienie obywateli”, czyli podatki, jawne i ukryte. Przysłaniają to, że ZUS-em rządzi Opus Dei, czyli prezes Zbigniew Derdziuk. Nie wspomnę już o tym, że taki styl sprawowania władzy przykrywa w jakiś tam sposób kryzysową sytuację w opiece zdrowotnej. Klasa próżniacza ma się dobrze, a amerykański ekonomista i socjolog zarazem, Thorstein Veblen w grobie się przewraca, z radości oczywiście.
Otóż, z perspektywy podejścia Veblena można powiedzieć, że polityka lęku nie tylko bywa przypadkowym narzędziem „klasy próżniaczej”. Umożliwia wiarygodnie legitymizować kosztowne „rytuały władzy”, narzędzia biurokracji i prestiżu jako „rzekomo” konieczne, niezbędne dla dobra wspólnego. Wtedy to strach „przesuwa” uwagę obywatela z pytań, wątpliwości o efektywność instytucji na pytania o lojalność wobec tych, którzy obiecują ochronę, obronę i jeszcze zbawienie! W tym sensie lęk staje się zasobem politycznym i ekonomicznym, a nie tylko spontaniczną reakcją społeczną, czasami chwilową.
– Obywatel zastanawia się, czy to „trąbienie” o każdym zawartym kontrakcie zbrojeniowym, mające budować poczucie bezpieczeństwa, jest zasadne? Może zastanawiać się, czy obecnie głoszone hasła o budowaniu „największej armii w Europie” nie są aby oznaką „urzędowego optymizmu”? Podobnego do tego z roku 1939.
– Czekam z utęsknieniem na „wożenie po kraju ckm-u kupionego przez gazeciarzy” i poświęconego przez Ojca Dyrektora z Torunia. OK. Dziś już gazeciarzy nie ma, to prawda. Już bez sarkazmu. Otóż, w psychologii społecznej „nadmiar” triumfalnych komunikatów uruchamia efekt fałszywego poczucia kontroli. Obywatel widzi symbole siły, ale nie zna realnej zdolności systemu do działania. Zimbardo zwracał uwagę, że sytuacja i jej oprawa instytucjonalna silnie kształtują zachowania jednostek, dlatego „propaganda sukcesu” może osłabiać krytycyzm. Z kolei foucaultowska logika dyskursu zdaje się potwierdzać, że sama opowieść o bezpieczeństwie może stać się substytutem rzeczywistego bezpieczeństwa, co jest „na porządku dziennym” u ludzi władzy…
– Obywatel może uważać, że obie główne siły polityczne stawiają na paradygmat strachu i przekonują odbiorców przekazu, że to one lepiej zadbają o bezpieczeństwo narodowe od poprzedników?
– Strategii nie widzę. Aktualnie mamy do czynienia z partyjniactwem, tzw. TKM. W literaturze przedmiotu podkreśla się, iż debata prowadzona w paradygmacie strachu rzadko służy spokojnemu myśleniu strategicznemu, bo mobilizuje przede wszystkim „afekty”, takie jak gniew, lęk i potrzebę identyfikacji z „obrońcą”. Taka sytuacyjna presja sprzyja konformizmowi i redukuje gotowość do zadawania pytań o kompetencje, na przykład polityka lub działacza partyjnego. U Foucaulta byłby to przykład walki o władzę nad dyskursem. Bo kto definiuje zagrożenie, ten jednocześnie definiuje, kto ma prawo nim zarządzać!
– Obywatel, analizując retorykę wojenną poprzedniego i obecnego rządu, może zapytać: gdzie jest w tej narracji granica między informacją a propagandą?
– Granica między informacją a propagandą przebiega tam, gdzie komunikat przestaje zmniejszać niepewność, a zaczyna ją celowo reprodukować. Psychologia strachu pokazuje, że powtarzany alarm bez jasnych procedur działania prowadzi albo do paniki, albo do zobojętnienia i wyuczonej bezradności. W tym sensie język bezpieczeństwa może stać się narzędziem dyscyplinowania społeczeństwa, dokładnie tak, jak u Foucaulta dyskurs staje się techniką władzy.
– To już teraz zapytam, na koniec, w swoim imieniu, a nie obywateli, tak na podsumowanie tej wymiany poglądów... Panie Profesorze: polityka bezpieczeństwa oparta na zarządzaniu lękiem jest dziś koniecznością czy – w jakimś wymiarze – kreacją takiego imperatywu?
– Zarządzanie lękiem bywa skuteczne politycznie, ponieważ odwołuje się do natywistycznych, pierwotnych mechanizmów przetrwania. Człowiek woli oddać część autonomii temu, kto obiecuje „redukcję” zagrożenia. Mistrz Zimbardo pokazywał, że pod wpływem silnej sytuacji zagrożenia jednostki szybciej przyjmują role narzucane przez autorytet, nawet jeśli racjonalnie ich nie zweryfikowali. Dlatego polityka bezpieczeństwa oparta na strachu nie jest wyłącznie reakcją na zagrożenie. Jest także kreacją porządku w państwie, partii, grupie religijnej, gdzie to władza występuje jako jedynie słuszny interpretator niebezpieczeństwa. Rządzący to wiedzą, bowiem są elitą, lepszymi wśród nas, przecież ich wybraliśmy. Badania naukowe i ich wyniki z pogłębioną analizą na nic się zdadzą, można politykom jednak zaproponować, by w ramach instruktażu obejrzeli film „Walka o ogień”…
***
Prof. dr hab. Jan Maciejewski – socjolog, pedagog i specjalista w zakresie socjologii wojska oraz bezpieczeństwa. Wieloletni kierownik Zakładu Socjologii Grup Dyspozycyjnych w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Autor ponad 150 publikacji naukowych poświęconych m.in. wojsku, grupom dyspozycyjnym, bezpieczeństwu państwa i organizacji służb mundurowych. Twórca dyscypliny socjologii grup dyspozycyjnych w dziedzinie nauk społecznych, zajmującej się funkcjonowaniem struktur odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa i społeczeństwa.