- Marynarka Wojenna USA ogłosiła w maju 2026 roku, że przyszłe pancerniki typu Trump (BBGN) będą napędzane jądrowo, co ma zapewnić im bezprecedensowe zdolności bojowe.
- Napęd atomowy umożliwi okrętom niemal nieograniczony zasięg, prędkość ponad 30 węzłów oraz zasilanie zaawansowanych systemów uzbrojenia, takich jak broń energetyczna i działa elektromagnetyczne.
- Koszt jednego pancernika szacowany jest na 17 miliardów dolarów, a cały program budowy 15 jednostek do 2055 roku może pochłonąć do 700 miliardów, budząc obawy finansowe i dotyczące możliwości przemysłu stoczniowego.
Zgodnie z opublikowanym na początku maja 2026 roku rocznym planem budowy okrętów, Marynarka Wojenna USA oficjalnie ogłosiła, że przyszłe pancerniku typu Trump będą jednostkami o napędzie atomowym. W dokumentacji zyskały one nową klasyfikację BBGN, która oznacza pancernik (BB) z napędem jądrowym (N) i uzbrojeniem w postaci pocisków kierowanych (G). To fundamentalna zmiana w porównaniu do wcześniejszych założeń, które opisywały te jednostki jako konwencjonalne okręty wojenne (BBG) napędzane turbinami gazowymi i generatorami diesla. Decyzja ta kończy okres spekulacji, które nasiliły się w ostatnich miesiącach, i wyznacza nowy, ambitny kierunek dla przyszłości amerykańskiej floty nawodnej.
Obecnie jedynymi okrętami nawodnymi o napędzie atomowym we flocie Marynarki Wojennej są lotniskowce typu Nimitz i Ford. To historyczna zmiana, gdyż od lat 90. XX wieku Marynarka Wojenna nie posiadała żadnego okrętu bojowego o napędzie atomowym niż lotniskowce. Jak przypomina National Interest po II wojnie światowej Stany Zjednoczone weszły w erę atomową. W latach 50. i 60. XX wieku nastała era optymizmu atomowego, która doprowadziła do powstania ekstrawaganckich i ewidentnie nieprzemyślanych koncepcji, wojsko wyobrażało sobie czołgi, samoloty i oczywiście okręty wojenne napędzane energią jądrową.
Obecnie Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych eksploatuje 11 lotniskowców z napędem jądrowym i około 70 okrętów podwodnych z napędem jądrowym. W latach 1961–1998 eksploatowała również łącznie dziewięć krążowników z napędem jądrowym. W ciągu tamtej dekady ze służby wycofano takie jednostki jak jedyny w swoim rodzaju krążownik USS Long Beach, niszczyciel USS Truxtun (później przeklasyfikowany na krążownik) i fregata USS Bainbridge, a także dwa krążowniki typu California i cztery typu Virginia (tej ostatniej nie należy mylić z późniejszymi okrętami podwodnymi typu Virginia). Powodem ich wycofania były oczywiście koszty. Decyzja o powrocie do napędu atomowego na pancernikach jest zatem znaczącym odejściem od wcześniejszej polityki.
Prezydent Donald Trump osobiście forsował budowę pancerników, argumentując, że są one niezbędne do przyszłych konfliktów. „Będą najszybsze, największe i zdecydowanie sto razy potężniejsze niż jakikolwiek pancernik, jaki kiedykolwiek zbudowano” – chwalił się Trump na konferencji prasowej zapowiadającej budowę okrętów w Mar-a-Lago w grudniu 2025 r.
Dlaczego atom? Strategiczne uzasadnienie nowej koncepcji
Głównym argumentem przemawiającym za napędem jądrowym jest znaczący wzrost potencjału bojowego. Jak podkreślono w planie stoczniowym, reaktory atomowe zapewnią okrętom typu Trump trzy kluczowe przewagi: dłuższą żywotność operacyjną i praktycznie nieograniczony zasięg, co jest szczególnie istotne w rozległych teatrach działań, takich jak Pacyfik, większą prędkość przekraczającą 30 węzłów, umożliwiającą ścisłą współpracę z grupami uderzeniowymi lotniskowców, oraz ogromną nadwyżkę mocy elektrycznej niezbędną do zasilania zaawansowanych systemów uzbrojenia, w tym broni energetycznej (laserów), dział elektromagnetycznych i systemów walki elektronicznej.
Admirał Daryl Caudle, Szef Operacji Morskich, podkreślił, że napęd jądrowy zapewni okrętom niezbędną stabilność i wytrzymałość, aby mogły pełnić rolę okrętów flagowych zdolnych do przenoszenia ogromnego ładunku bojowego. Co więcej, US Navy zamierza wykorzystać sprawdzoną technologię – pancerniki mają być wyposażone w ten sam typ reaktora jądrowego A1B, który napędza najnowsze lotniskowce typu Gerald R. Ford. Ma to na celu ograniczenie ryzyka technologicznego poprzez zastosowanie istniejących i przetestowanych komponentów.
Przedstawiciel Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych w odpowiedzi na pytanie serwisu TWZ o decyzję zastosowania napędu jądrowego w pancernikach typu Trump, napisał:
„Wymagania dotyczące pancerników obejmują odpowiednią równowagę między przeżywalnością, siłą rażenia, przystępnością cenową, wytrzymałością, elastycznością operacyjną i wykonalnością przemysłową. Włączenie pancernika o napędzie jądrowym do planu budowy okrętów Marynarki Wojennej na rok budżetowy 2027 zapewni flocie znaczny wzrost siły bojowej dzięki większej wytrzymałości, wyższej prędkości oraz możliwości zastosowania zaawansowanych systemów uzbrojenia wymaganych w nowoczesnej wojnie”.
Gigant na morzu: Co wiemy o specyfikacji i uzbrojeniu BBGN?
Pancerniki typu Trump mają być prawdziwymi fortecami na wodzie. Ich wyporność szacowana jest na około 35 000 ton, czyli niemal trzykrotnie więcej niż najnowsze niszczyciele typu Arleigh Burke. Długość kadłuba ma wynosić od 264 do 284 metrów. Tak duży okręt ma służyć nie jako następca niszczycieli, ale jako okręt przeznaczony do prowadzenia ofensywnego ognia dalekiego zasięgu i pełnienia funkcji odpornego centrum dowodzenia i kontroli.
Planowane uzbrojenie jest równie imponujące i obejmuje:
- Pionowe wyrzutnie rakietowe (VLS) zdolne do odpalania pocisków hipersonicznych, konwencjonalnych oraz potencjalnie pocisków manewrujących z głowicami jądrowymi.
- Działo elektromagnetyczne (railgun) o dużej mocy.
- Dwa tradycyjne działa morskie kalibru 127 mm.
- Broń energetyczną w postaci laserów dużej mocy do obrony i ataku.
- Szeroki wachlarz systemów obrony bezpośredniej.
Astronomiczny koszt i ambitny harmonogram: Ile zapłacą podatnicy?
Nowe zdolności mają swoją cenę, i to astronomiczną. Wstępne szacunki mówią, że koszt jednego pancernika typu Trump wyniesie około 17 miliardów dolarów. To kwota przewyższająca cenę lotniskowca typu Ford, którego koszt waha się między 13 a 15 miliardów dolarów. Marynarka Wojenna planuje pozyskać łącznie 15 takich jednostek w latach 2028-2055, a zamówienie na pierwszy okręt, USS Defiant, ma zostać złożone w roku fiskalnym 2028. Wejście do służby prototypowej jednostki przewidywane jest jednak dopiero na rok 2036. W ciągu najbliższych pięciu lat program ma pochłonąć około 46 miliardów dolarów na badania, rozwój i zamówienia. Szacowany koszt całego cyklu życia do końca XXI wieku, pancernika typu Trump, ma wynieść od 500 do 700 miliardów dolarów. Tym samym stał się on najdroższym programem okrętów nawodnych w historii marynarki wojennej, poza lotniskowcami.
Nowy plan budowy okrętów Marynarki Wojennej jasno określa strategiczne uzasadnienie dla tych jednostek.
„Nasza flota zasługuje, a nasze bezpieczeństwo narodowe wymaga najbardziej kompleksowych możliwości, jakie może zapewnić okręt nawodny, a nie tylko tego, co możemy osiągnąć kompromisami. Pancernik z napędem jądrowym został zaprojektowany tak, aby zapewnić flocie znaczny wzrost siły bojowej poprzez dłuższą wytrzymałość, większą prędkość i możliwość instalacji zaawansowanych systemów uzbrojenia niezbędnych w nowoczesnej walce” – czytamy w dokumencie.
Podkreślono również, że pancernik „ma przede wszystkim prowadzić ofensywny ostrzał o dużej sile i dalekim zasięgu oraz służyć jako solidna, odporna na uszkodzenia platforma dowodzenia i kontroli. Nie jest to zamiennik niszczyciela”. To kluczowe rozróżnienie, wskazujące na odmienną rolę pancernika w strukturze floty.
Krytyka kosztów pojawiła się również ze strony polityków. Betty McCollum, Demokratka z Minnesoty i członkini Podkomisji ds. Alokacji Środków Izby Reprezentantów ds. Obrony, powiedziała na przesłuchaniu: „To kolejny ogromny koszt dla Marynarki Wojennej i szczerze mówiąc, wydaje się nie do udźwignięcia”.
Postawienie na atom wiąże się z ogromnymi kosztami początkowymi i złożonością, jeśli chodzi o podstawową konstrukcję okrętu, a także o to, co jest potrzebne do jego obsługi i konserwacji przez cały cykl życia. Krytycy ostrzegają, że zasilanie okrętów reaktorami jądrowymi zwiększy koszty, zwiększy złożoność projektu, a nawet może opóźnić jego budowę, o ile w ogóle dojdzie do jej budowy. Projektowanie, budowa i utrzymanie reaktorów jądrowych wymaga specjalistycznej wiedzy, infrastruktury i wykwalifikowanej siły roboczej, co dodatkowo obciąża budżet i harmonogram.
Z ustaleń Biura Odpowiedzialności Rządowej (Government Accountability Office), cytowanych w raporcie GovInfo.gov, wynika, że w ciągu 50 lat eksploatacji lotniskowców ich zakup, eksploatacja i utylizacja są o ponad 50% droższe niż porównywalnych lotniskowców o napędzie konwencjonalnym, a koszty ich budowy są ponad dwukrotnie wyższe. National Interest przypomina, że Marynarka Wojenna USA sprzedała swoje dwa ostatnie superlotniskowce o napędzie konwencjonalnym, USS Kitty Hawk (CV-63) i USS John F. Kennedy (CV-67), firmie złomującej okręty za jednego centa za sztukę. Była to względna okazja dla amerykańskiego podatnika, biorąc pod uwagę miliardy dolarów, jakie będzie kosztować utylizacja USS Enterprise (CVN-65) i kolejne miliardy, które zostaną wydane na USS Nimitz (CVN-68), począwszy od przyszłego roku.
Co więcej, tankowanie reaktorów superlotniskowców typu Nimitz nadal mocno się przeciąga. USS George Washington (CVN-73) spędził na tej operacji prawie sześć lat. USS John C. Stennis (CVN-74) również przechodzi długotrwałe tankowanie. Każdy z planowanych pancerników typu Trump będzie w przyszłości musiał przejść podobną, wieloletnią operację uzupełnienia paliwa jądrowego.
Poza tym, jak zwraca uwagę National Interes, Marynarka Wojenna USA powinna już myśleć, co zrobić w przypadku uszkodzenia lub zatopienia jednego z pancerników typu Trump. Pancerniki zatopione w walce to USS Arizona (BB-39) i USS Oklahoma (BB-37) podczas japońskiego ataku na Pearl Harbor 7 grudnia 1941 roku. A co jeśli takie pancerniki zostaną zaatakowane i zniszczone w portach? Może nie wyrządzą wielkiej szody, ale mogą stać się brudną bombą - zauważa serwis. Mimo tych wyzwań, Marynarka Wojenna postawiła na atom, uznając, że korzyści strategiczne są zbyt duże, aby je zignorować.
Polecany artykuł:
Kontrowersje i nagły zwrot akcji: Kulisy politycznej decyzji
Decyzja o napędzie jądrowym jest nagłym zwrotem akcji. Zaledwie cztery tygodnie przed jej ogłoszeniem, ówczesny sekretarz marynarki wojennej, John Phelan, publicznie stwierdził, że opcja atomowa jest "mało prawdopodobna". Dzień po tej wypowiedzi Phelan został niespodziewanie zwolniony. Media, powołując się na anonimowe źródła, donosiły, że dymisja była bezpośrednio związana z jego konfliktem z prezydentem Donaldem Trumpem w sprawie pancerników, w tym z nierealistycznymi harmonogramami i naciskami na przyspieszenie budowy. Sam prezydent Trump przyznał, że Phelan "miał pewne konflikty (...) głównie w kwestii budowy i zakupu nowych okrętów", dodając: "Jestem bardzo aktywny w kwestii budowy nowych okrętów".
Wprowadzenie tak złożonego programu stanowi ogromne wyzwanie dla amerykańskiego przemysłu stoczniowego, który już teraz zmaga się z opóźnieniami i rosnącymi kosztami przy budowie lotniskowców typu Ford oraz okrętów podwodnych. Jedyna stocznia w USA zdolna do budowy nawodnych okrętów atomowych, Newport News Shipbuilding, jest już mocno obciążona. Dodatkową presję na bazy przemysłowe wywiera umowa AUKUS, w ramach której USA mają dostarczyć Australii okręty podwodne o napędzie jądrowym.
W odpowiedzi na te wyzwania, Marynarka Wojenna planuje zastosować innowacyjne podejście do budowy pancerników typu Trump.
„Wyciągając wnioski z poprzednich programów budowy okrętów, plan pozyskania pancerników stanowi doskonały przykład tego, jak zmieniamy sposób prowadzenia działalności przez Marynarkę Wojenną. Będzie to pierwszy od ponad 30 lat okręt nawodny zaprojektowany od podstaw, a my świadomie wdrażamy nowoczesną inżynierię cyfrową, zaawansowane metody produkcji oraz narzędzia projektowe oparte na sztucznej inteligencji (AI), aby od samego początku minimalizować koszty i ryzyko związane z harmonogramem” – czytamy w planie.
Dodatkowo, Marynarka Wojenna zamierza czerpać z najlepszych praktyk zagranicznych partnerów, wdrażając „precyzyjne, modułowe metody budowy oraz ścisłą integrację zespołów projektowych, planistycznych i produkcyjnych w celu zminimalizowania przeróbek i przyspieszenia produkcji”.
Plan zakłada również długoterminowe planowanie produkcji, rygorystyczne zasady kontroli procesów oraz głębszą integrację z dostawcami, aby ustabilizować bazę przemysłową i poprawić jakość na rozproszonych placach budowy. „Battleship będzie wykorzystywał wysoce modułową architekturę, która umożliwi rozproszoną budowę w całej bazie przemysłowej, jednocześnie pozwalając stoczniom w USA skupić się na montażu końcowym, integracji i testowaniu. Ta strategia wzmacnia stabilność siły roboczej, zwiększa odporność bazy przemysłowej i zapewnia bardziej przewidywalną, przystępną cenowo ścieżkę wdrażania zdolności”.
Mimo tych zapewnień, ogromna skala i złożoność projektu pancerników typu Trump sprawiają, że jego przyszłość, która rozciągać się będzie na kadencje kilku administracji, pozostaje niepewna. Nie można wykluczyć, że kolejna administracja po prostu anuluje program z powodu jego wysokich kosztów i niepotrzebnego skupiania się na projektach zanadto wygórowanych.