Bazy USA w Polsce. Dlaczego Polacy mówią „tak”, gdy reszta Europy jest na „nie”?

2026-05-15 13:07

Polska jest jedynym państwem w Unii Europejskiej, w którym przeważająca większość obywateli popiera obecność amerykańskiej bazy wojskowej na swoim terytorium. Jak wynika z cyklicznego badania Democracy Perception Index, blisko 51% Polaków opowiada się za stacjonowaniem wojsk USA, przy zaledwie 23% głosów przeciwnych. Ten jednoznacznie proatlantycki kurs, wyróżniający nas na tle Europy, ma głębokie korzenie w doświadczeniach historycznych i jest racjonalną odpowiedzią na współczesne zagrożenia geopolityczne.

Najnowszy sondaż, Democracy Perception Index, jednoznacznie wskazuje na wyjątkową pozycję Polski jako jednego z najbardziej proamerykańskich krajów na świecie. W badaniu przeprowadzonym w 98 państwach, w tym 17 krajach UE, Polska wyróżniła się jako jedyny członek Wspólnoty z tak zdecydowaną większością zwolenników amerykańskich baz. Dla porównania, w większości państw europejskich dominuje sceptycyzm lub otwarty sprzeciw. Najbardziej przeciwni obecności żołnierzy zza Atlantyku są Szwedzi (70,1% przeciw), Austriacy (68,8%) oraz Węgrzy (68,5%).

Globalnie, oprócz Polski, większość popierającą bazy USA odnotowano jedynie w Izraelu oraz Korei Południowej. Niewielką przewagę zwolenników odnotowano także w Rumunii, choć tamtejsze społeczeństwo jest znacznie bardziej podzielone (39,8% za, 37,3% przeciw). Co ciekawe, nawet w Niemczech i Wielkiej Brytanii, krajach z dużą, historyczną obecnością sił USA, sprzeciw jest wyraźny, choć mniejszy niż w innych państwach zachodnich. Wśród krajów objętych badaniem nie ma dwóch państw bałtyckich — Łotwy i Estonii.

W marcowym badaniu Politico większość Polaków określiła USA jako bliskiego sojusznika lub partnera, podczas gdy większość respondentów we Francji, Niemczech, Hiszpanii i Włoszech uznała Stany Zjednoczone za konkurenta lub zagrożenie.

Skąd bierze się fenomen poparcia dla baz USA w Polsce?

Polska historia, naznaczona rozbiorami, dwiema wojnami światowymi i dekadami sowieckiej dominacji, wykształciła w społeczeństwie głębokie przekonanie o konieczności posiadania potężnego sojusznika spoza Europy. Stany Zjednoczone, jako lider NATO i globalne mocarstwo, są naturalnym kandydatem do tej roli. Sojusz polsko-amerykański jest fundamentem polskiej polityki bezpieczeństwa, a obecność militarna jest jego praktycznym wymiarem, który przekłada się na poczucie stabilności.

Tak silne i konsekwentne poparcie dla amerykańskiej obecności wojskowej nie jest przypadkowe. Wynika ono z kilku kluczowych czynników, które kształtują polską percepcję bezpieczeństwa. Głównym motorem napędowym dla polskiego poparcia jest bezpośrednie zagrożenie ze strony Rosji. Agresywna polityka Kremla, a zwłaszcza pełnoskalowa inwazja na Ukrainę w 2022 roku, drastycznie zmieniła architekturę bezpieczeństwa w Europie. Dla Polski, jako kraju granicznego NATO, stała obecność wojsk USA jest postrzegana jako najpewniejsza i najbardziej wiarygodna forma odstraszania potencjalnego agresora. Każdy amerykański żołnierz na polskiej ziemi to namacalny dowód na realność zobowiązań sojuszniczych, wynikających z Artykułu 5. Traktatu Północnoatlantyckiego.

Chcemy żyć w przekonaniu, że w przypadku zaatakowania nas przez Rosję, gdzie zginie amerykański żołnierz, to wtedy Ameryka odpowie i włączy się realnie do obrony. Oczywiście na ile jest to myślenie życzeniowe, a na ile prawda, to tylko pokaże prawdziwy scenariusz, który oby się nie ziścił. Dodatkowo wojna na Ukrainie pokazał, że tylko Stany Zjednoczone mają realny możliwości wsparcia sojuszników, tymczasem Europa odbudowuje swoje zapasy i tworzy bazę przemysłową i przywraca gotowość swojej armii. Jednak bez pomocy USA Europa nie jest gotowa do obrony. Na dziś tylko trzy armie na świecie są gotowe do prowadzenia wojny, jest to Ukraina, Rosja i Stany Zjednoczone. 

Poza tym niedawne sondaże Instytutu Badań Pollster, na zlecenie Portalu Obronnego pokazały kilka ciekawych kwestii. Pierwszy pokazał, że Polacy nie wierzą we wsparcie Niemiec, czyli najbliższego sojusznika Polski w razie ataku Rosji na PolskęWedług sondażu niemal połowa Polaków (46%) nie wierzy, że Niemcy udzieliłyby Polsce realnej pomocy militarnej w przypadku rosyjskiej agresji. Wyniki te stoją w kontrze do opinii 40% badanych, którzy zachowują w tej kwestii optymizm. Jak już wielokrotnie pisaliśmy, Bundeswehra dopiero odbudowuje swoje zdolności. Niedawno opublikowana strategia wojskowa Niemiec wskazuje, że Bundeswehra będzie realnie gotowa dopiero w 2039 roku. Poza tym, działania Berlina na początku pełnoskalowego ataku Rosji na Ukrainie pokazały jego opieszałość i brak zdecydowania jak pomagać. Nic więc dziwnego, że Polacy wolą pokładać nadzieje w obecności amerykańskiej. 

Dlaczego Europa jest przeciw bazom USA?

Kontrowersyjna polityka Donalda Trump zaczyna coraz bardziej przynosić swoje żniwo na świecie. Nic więc dziwnego, że Stany Zjednoczone tracą zaufanie. Publiczne podważanie sensu istnienia Sojuszu, a zwłaszcza wiarygodności Artykułu 5, było dla Europejczyków szokiem. Groźby i krytyka sojuszników za zbyt niskie wydatki na obronność stworzyły wizerunek USA jako partnera transakcyjnego, a nie ideowego. Poza tym nakładanie ceł na europejskie towary, takie jak stal, aluminium czy samochody, uderzyło w gospodarki kluczowych sojuszników, m.in. Niemiec. Konflikty te pokazały, że Waszyngton jest gotów traktować Unię Europejską jak gospodarczego rywala. A jednostronne decyzje jak rozpoczęcie wojny z Iranem pokazały lekceważenie europejskich partnerów i globalnego ładu opartego na zasadach.

Sondażu Uniwersytetu w Helsinkach poświęconego międzynarodowej polityce bezpieczeństwa pokazał, że jedynie 13 proc. Finów ufa, że USA pod rządami Trumpa przyjdą z pomocą w razie ataku zbrojnego na europejski kraj NATO. Odsetek Finów ufających, że Amerykanie wywiążą się ze swoich zobowiązań na wypadek ataku na Finlandię lub któreś z państw należących do NATO spadł do 13 proc. Wiosną ubiegłego roku było 16 proc.

"To naprawdę słaby wynik pokazujący, że zaufanie Finów do najpotężniejszego sojusznika jest niewielkie. Oczywiście odzwierciedla to min. reakcję na ostry język władz USA wobec Europy" – skomentował badacz w Fińskim Instytucie Spraw Międzynarodowych Matti Pesu, jeden z ekspertów biorących udział w projekcie badawczym NATOpoll kierowanym przez Uniwersytet Helsiński.

W Finlandii sceptycznie podchodzi się też do postanowień dwustronnej fińsko-amerykańskiej umowy DCA o współpracy obronnej (ang. Defence Cooperation Agreement), która określa m.in. warunki obecności wojsk amerykańskich na terenie kraju. Jednocześnie 75 proc. Finów uważa, że może ufać innym państwom NATO deklarującym gotowość do obrony Finlandii.

Z kolei Globalny Indeks Percepcji Demokracji (DPI) pokazał, że Stany Zjednoczone są coraz mniej lubianym państwem na świecie. Sondaż został przeprowadzony na próbie 94 tys. osób w 98 krajach, w tym w Polsce, przez ośrodek Nira Data na zlecenie fundacji b. premiera Danii i sekretarza generalnego NATO Andersa Fogh Rasmussena.

Według badania, USA zajmują piąte miejsce na liście krajów o najbardziej negatywnym postrzeganiu, odnotowując spadek drugi rok z rzędu z dodatniego bilansu netto (+22) wiosną 2024 r. do ujemnego bilansu netto (-16) wiosną 2026 r. Najgorszą markę na świecie ma Izrael (-24), następnie Korea Północna, Afganistan oraz Iran. Po raz pierwszy Amerykanie mają gorszy wizerunek niż Rosja (-11). Z kolei Polska wyróżnia się na tym tle pozytywnie (+19), osiągając podobny poziom akceptacji jak Niemcy (+21).

Regionem, gdzie USA są statystycznie najmniej lubianym państwem jest Europa (-35). Natomiast najlepszą opinię Stany Zjednoczone mają w Izraelu (+60).

„Tymczasem Chiny mają skromną, ale dodatnią percepcję netto (+7) i są postrzegane średnio bardziej pozytywnie w każdym regionie świata niż Stany Zjednoczone” – podkreślono we wnioskach.

W odpowiedzi na nieprzewidywalność amerykańskiej polityki, w Europie, zwłaszcza we Francji i Niemczech, na sile przybrała koncepcja "strategicznej autonomii". Oznacza ona dążenie Unii Europejskiej do zdolności samodzielnego działania na arenie międzynarodowej, zarówno w sferze obronności, jak i gospodarki, bez konieczności oglądania się na Waszyngton. Chociaż pełna niezależność militarna od USA jest wciąż odległą perspektywą, to polityczny cel stał się jasny. Inwestycje we wspólne projekty zbrojeniowe i wzmacnianie europejskiego przemysłu obronnego są tego najlepszym dowodem. Mimo że Europa wciąż pozostaje strategicznie zależna od USA w kluczowych obszarach wojskowych, wola polityczna do zmiany tego stanu rzeczy rośnie.

Inny niedawny sondaż Instytutu Badań Pollster, na zlecenie Portalu Obronnego pokazał, że 64% Polaków popiera budowę autonomii strategicznej Europy, nawet kosztem zmniejszenia zależności militarnej od USA. A jeszcze inny sondaż Pollster pokazał, że aż 76% ankietowanych uważa, że Polska powinna przygotowywać się na scenariusz, w którym Stany Zjednoczone znacząco ograniczą swoje zobowiązania wobec NATO. Wynik ten, rosnący do 90% po wykluczeniu osób niezdecydowanych, jest wyraźnym sygnałem, że mimo iż chcemy amerykańskich baz to jednak, oczekujemy przygotowania sie na wycofanie się USA z Europy. 

A jak dodamy do tego chaos informacyjny związany z doniesieniami o odwołaniu rotacji brygady pancernej do Polski, gdzie głos zabrał także p.o. rzecznika prasowego Joel Valdez, który w oświadczeniu dla portalu Politico zaprzeczył, by decyzja była nagła. Stwierdzając, że jest ona „wynikiem kompleksowego, wieloetapowego procesu” i błędem jest przedstawianie jej jako podjętej w ostatniej chwili.

Decyzja o wycofaniu wojsk jest wynikiem kompleksowego, wieloetapowego procesu, w którym uwzględniono opinie kluczowych dowódców z EUCOM oraz z całej struktury dowodzenia. Nie była to nieoczekiwana decyzja podjęta w ostatniej chwili i błędem byłoby przedstawianie jej w ten sposób.”

To dostajemy obraz, bardzo nieprzewidywalnej dla nas polityki ze strony Waszyngtonu. Warto tutaj także nadmienić o raporcie wileńskiego think tanku Baltic Defense Initiative, który pokazał jakby mógł wyglądać potencjalny scenariusz ataku na kraje NATO. W tym scenariuszy Stany Zjednoczone, których administracja Trumpa jest pochłonięta problemami wewnętrznymi i pamięta brak wsparcia Europy w konflikcie z Iranem, oferują jedynie pomoc humanitarną i logistyczną zaatakowanej Litwie.

Powinniśmy mieć w głowie taki scenariusz, że USA mogą nie przyjść nam z pomocą, ponieważ nie będą widziały interesu, by nas wesprzeć i stwierdzą, że jest to konieczne poświęcenie dla spokoju. To się może wydawać niepojęte. Ale pamiętajmy, że USA w czasie II wojny światowej przystąpiły do wojny dopiero po ataku Japonii na Pearl Harbor, prośby o pomoc ze strony Wielkiej Brytanii, gdy Hitler bombardował Londyn były niesłyszane wcześniej. Ameryka może tylko przyjść z pomocą Europę w razie wojny, gdy zauważy, że straci istotne wpływy w tej części świata, a Rosja nad wyraz się wzmocni. Powinniśmy mieć także w głowie taki scenariusz. 

GEN. KOMORNICKI: USA I TRUMP SKOMPROMITOWALI SIĘ W IRANIE! | Super Ring