- Europa dąży do osiągnięcia militarnej niezależności od Stanów Zjednoczonych do połowy lat 30. XXI wieku, co według analizy IfW ma kosztować około 500 mld euro.
- Kluczowym wyzwaniem jest wola polityczna do wspólnego działania i koordynacja programów, w czym Polska może odegrać znaczącą rolę obok Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii.
- Obecne rozdrobnienie europejskiego sektora obronnego obniża jego efektywność, a eksperci wskazują na pilną potrzebę miliardowych inwestycji w obszary takie jak lotnictwo, obrona powietrzna i rozpoznanie.
- Unia Europejska uruchamia pakiet "Readiness 2030" o wartości 800 mld euro, aby wzmocnić przemysł obronny i zwiększyć udział europejskich dostawców sprzętu do 55% do 2030 roku.
Mimo że Europa przeznacza drugie co do wielkości środki na obronność na świecie, pozostaje ona w dużej mierze zależna od Stanów Zjednoczonych w kluczowych obszarach wojskowych. Wzrost wydatków obronnych nie zawsze przekłada się na zwiększenie rzeczywistych zdolności i samodzielności operacyjnej, co podkreślają autorzy raportu.
Eksperci z Kilońskiego Instytutu Gospodarki Światowego (IfW) zidentyfikowali dziesięć kluczowych obszarów, w których konieczny jest rozwój własnych systemów, aby uniezależnić się od importowanych technologii zbrojeniowych. Według ich oceny, znaczący postęp w kierunku autonomii działania jest możliwy już w perspektywie trzech do pięciu lat, natomiast daleko idąca niezależność w większości obszarów może zostać osiągnięta w ciągu pięciu do dziesięciu lat. Celem jest stworzenie suwerennego europejskiego systemu odstraszania i obrony, który będzie w stanie funkcjonować niezależnie od wsparcia zewnętrznego.
Koszty i polityczna wola działania
Szacunki dotyczące kosztów wdrożenia kluczowych programów prowadzących do europejskiej autonomii obronnej są znaczące. Do 2030 roku może to wynieść od 150 do 200 mld euro, a do połowy następnej dekady łączna kwota może sięgnąć około 500 mld euro. Autorzy raportu zaznaczają jednak, że to nie pieniądze czy technologia stanowią główne wyzwanie. Kluczowa jest wola polityczna do wspólnego działania.
„Przesłanie jest następujące: wąskim gardłem nie są ani pieniądze, ani technologia. Chodzi o polityczną wolę działania w sposób europejski, podejmowania decyzji, a następnie ich wdrażania tak szybko i pragmatycznie, jak to możliwe. Ukraina pokazuje nam, że to nie zajmuje dekad” – wskazali autorzy raportu.
Podkreślono również, że wydatki obronne należy traktować jako inwestycję w przyszłość kontynentu. Każde euro zainwestowane w zaawansowane technologie może wygenerować do 1,50 euro wartości dodanej, co świadczy o potencjalnych korzyściach ekonomicznych wynikających z tej strategii.
Polecany artykuł:
Koordynacja i eliminacja rozdrobnienia
Aby osiągnąć te cele, eksperci opowiadają się za realizacją programów poprzez silne koalicje państw wiodących, unikając jednocześnie tworzenia nowych, rozbudowanych superstruktur europejskich. W tym kontekście Niemcy, Francja, Polska i Wielka Brytania miałyby odpowiadać za koordynację dużych programów strategicznych, zasięg sił konwencjonalnych oraz dialog w zakresie polityki jądrowej. Z kolei państwa Europy Północnej, kraje bałtyckie i Holandia skupiłyby się na autonomii morskiej, ochronie Bałtyku i Morza Północnego, a także na walce elektronicznej.
Raport zwraca uwagę na obecne rozdrobnienie europejskiego sektora obronnego. Europa koncentruje 70 procent swoich wydatków obronnych w dziesięciu największych firmach zbrojeniowych, podczas gdy w USA odsetek ten wynosi poniżej 30 procent. Dodatkowo, europejskie armie korzystają z aż 14 typów czołgów i 15 typów myśliwców, a także z wielu różnych systemów dowodzenia. Według Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa (SWP), taka fragmentaryzacja powoduje, że Europa uzyskuje o 30-40 procent mniej zdolności z każdego zainwestowanego euro niż państwo posiadające skonsolidowany system obronny. Wskazuje to na pilną potrzebę standaryzacji i efektywniejszego wykorzystania zasobów w celu budowania prawdziwej niezależności obronnej.
Inne szacunki - koszty będą ogromne
Według raportu Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych (IISS), całkowity koszt zastąpienia amerykańskiego wkładu w obronę Europy może wynieść około 1 biliona dolarów w perspektywie 25 lat. Suma ta obejmuje zarówno jednorazowe wydatki na zakup sprzętu, jak i długoterminowe koszty utrzymania, logistyki oraz personelu.
Raport podkreśla, że Europa musiałaby nie tylko nabyć setki samolotów i dziesiątki okrętów, ale również zbudować od podstaw zdolności w obszarach takich jak rozpoznanie satelitarne i wywiad we wszystkich domenach (ISR), dowodzenie i kontrola (C2) oraz wypełnić luki kadrowe na najwyższych stanowiskach dowódczych w NATO. Oddzielna analiza IISS dotycząca domeny kosmicznej wskazuje, że już ogłoszone inwestycje europejskie w wysokości co najmniej 109 miliardów dolarów do 2030 roku są niewystarczające. Osiągnięcie pełnej autonomii w kosmosie wymagałoby co najmniej dodatkowych 15 miliardów dolarów na skalowalne systemy satelitarne, zdolności wynoszenia ciężkich ładunków na orbitę i wiarygodne zdolności kontr-kosmiczne.
RAND Corporation zwraca uwagę na inny, równie ważny aspekt – skumulowany deficyt inwestycyjny. Powołując się na szacunki estońskiego Ministerstwa Obrony z 2023 roku, RAND wskazuje, że niespełnianie zobowiązań wydatkowych przez sojuszników od 2014 roku stworzyło lukę przekraczającą 950 miliardów dolarów. To pokazuje skalę wieloletnich zaniedbań, które teraz trzeba nadrobić w przyspieszonym tempie. Analiza RAND ujawnia także dramatyczne braki w konkretnych zdolnościach – Europa posiada zaledwie 5% obrony powietrznej niezbędnej do adekwatnej ochrony wschodniej flanki NATO.
Obecność wojskowa USA w Europie to nie tylko ponad 128 tysięcy żołnierzy, których zastąpienie kosztowałoby ponad 12 miliardów dolarów. To przede wszystkim zaawansowane zdolności, których Europa obecnie nie posiada na wystarczającym poziomie. Raporty wskazują na kilka krytycznych obszarów:
- Lotnictwo taktyczne: Najdroższą pozycją byłby zakup około 400 nowoczesnych samolotów bojowych.
- Obrona powietrzna i rakietowa: Konieczne byłoby pozyskanie co najmniej 24 systemów rakietowych dalekiego zasięgu ziemia-powietrze.
- Marynarka wojenna: Niezbędny byłby zakup około 20 niszczycieli zdolnych do prowadzenia zaawansowanych operacji.
- Dowodzenie, kontrola i rozpoznanie (C2/ISR): Stany Zjednoczone zapewniają dziś znaczną część natowskich zdolności w zakresie wywiadu satelitarnego, nadzoru i rozpoznania we wszystkich domenach. Zbudowanie w pełni suwerennych, europejskich systemów w tej dziedzinie to jedno z największych wyzwań.
- Logistyka i strategiczny transport: Zdolność do szybkiego przerzutu wojsk i sprzętu na duże odległości to kolejny obszar, w którym Europa jest silnie uzależniona od USA.
- Odstraszanie nuklearne: Choć Francja i Wielka Brytania posiadają własne arsenały jądrowe, nie oferują one tak kompleksowego i globalnego parasola ochronnego, jaki zapewniają Stany Zjednoczone.
Hipotetyczne wycofanie się USA zmusiłoby Europę nie tylko do zwiększenia wydatków na zbrojenia, ale również do głębokich zmian w polityce fiskalnej. Konieczność przekierowania ogromnych środków na obronność mogłaby oznaczać cięcia w innych sektorach, takich jak służba zdrowia, edukacja czy inwestycje infrastrukturalne, co bezpośrednio uderzyłoby w portfele obywateli.
W odpowiedzi na te wyzwania, Unia Europejska ogłosiła ambitne plany. Pakiet "Readiness 2030" zakłada uruchomienie do 800 miliardów euro na wzmocnienie europejskiej bazy przemysłowo-obronnej. Bruksela chce, aby do 2030 roku 55% wszystkich zakupów wojskowych pochodziło z europejskich fabryk, co ma odwrócić trend, w którym dotychczas dominowali amerykańscy dostawcy. Skala zmiany jest bezprecedensowa – europejskie budżety obronne wzrosły z 218 mld euro w 2021 roku do przewidywanych 392 mld euro w roku 2025.
Osiągnięcie samodzielności obronnej to proces rozpisany na lata, a nawet dekady. Pierwsze kroki w tym kierunku już są podejmowane. Unia Europejska prowadzi ćwiczenia w ramach klauzuli wzajemnej obrony (art. 42.7 TUE) i poszukuje nowych źródeł finansowania na cele obronne, sięgając po zyski np. z sektora Big Tech. Mimo to, droga do prawdziwej autonomii strategicznej pozostaje długa i uzależniona nie tylko od pieniędzy, ale przede wszystkim od politycznej jedności i woli do przezwyciężenia sporów.
Polecany artykuł: