• Czy brutalność irańskiego aparatu bezpieczeństwa w Iranie nie doprowadzi do radykalizacji protestów?
• Czy Izrael szuka trwałego rozwiązania w Gazie, czy tylko kolejnej fazy wojny?
• Czy zgoda USA na ofensywę to realna bariera, czy polityczna zasłona?
Nie jest ważne, ilu ludzi zginęło w Iranie, ważne jest, że giną demonstranci
Według niezależnej stacji Iran International, w ciągu ostatnich 48 godzin w Iranie mogło zginąć co najmniej 2 tys. osób. Szacunki te opierają się na relacjach świadków i źródeł medycznych, ponieważ władze odcięły dostęp do internetu, co znacząco utrudnia weryfikację informacji. Wcześniej Agencja Informacyjna Aktywistów Praw Człowieka (HRANA), organizacja pozarządowa z siedzibą w USA, informowała o 116 potwierdzonych ofiarach śmiertelnych. Podkreślono jednak, że dane te obejmują jedynie przypadki, w których znana jest tożsamość zabitych.
Iran International twierdzi jednak, że liczba ofiar jest wielokrotnie wyższa, ponieważ siły bezpieczeństwa używają wobec protestujących ostrej amunicji. Świadkowie relacjonowali, że w mieście Kahrizak w prowincji Teheran widzieli ok. 400 ciał. Tylko w piątek (9 stycznia) do jednego z tamtejszych szpitali przywieziono 44 ciała, a do drugiego – 36. Źródła medyczne informowały o podobnych scenach także w innych miastach, m.in. w Raszcie na północy kraju, gdzie do jednego szpitala trafiło co najmniej 70 ciał. Zdaniem stacji, relacje z wielu regionów wskazują, że strzelanie do demonstrantów nie jest zjawiskiem ograniczonym do kilku dużych miast.
Konfrontacyjnego podejścia władz nie ukrywa także komendant główny irańskiej policji Ahmadreza Radan. Przyznał, że poziom konfrontacji z uczestnikami zamieszek wzrósł. Zapowiedział „zdecydowane działania” wobec organizatorów protestów, osób wspierających je w internecie oraz tych, którzy biorą w nich bezpośredni udział.
W marcu Izrael wznowi operacje wojskowe w Strefie Gazy?
Rośnie napięcie na izraelsko-palestyńskim froncie. Portal Times of Israel podał, że Izrael planuje na marzec nową operację wojskową w Strefie Gazy. Jej przeprowadzenie ma jakoby wymagać aprobaty Donalda Trumpa. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez izraelskiego urzędnika oraz arabskiego dyplomatę, Siły Obronne Izraela (IDF) opracowały plany wznowienia intensywnych działań bojowych, wymierzonych głównie w miasto Gaza. Cel: przesunięcie linii zawieszenia broni na zachód, w kierunku wybrzeża, co oznaczałoby dalsze rozszerzenie izraelskiej kontroli nad terytorium enklawy.
Arabski dyplomata podkreślił, że bez wsparcia Stanów Zjednoczonych operacja nie dojdzie do skutku, zwłaszcza że Waszyngton naciska na przejście do drugiej fazy zawieszenia broni, obowiązującego od 10 października 2025 r. Etap ten zakłada m.in. rozbrojenie Hamasu. Choć premier Benjamin Netanjahu formalnie zgodził się na współpracę w tym zakresie podczas ubiegłomiesięcznego spotkania z Trumpem, ma on nie wierzyć w powodzenie procesu rozbrojeniowego i polecił IDF przygotowanie planu awaryjnego.
Przypomnijmy, że pierwszego dnia rozejmu wojska izraelskie wycofały się do tzw. Żółtej Linii, utrzymując kontrolę nad około 53 proc. terytorium Strefy Gazy. Część szczegółów planowanej ofensywy opisał wcześniej dziennik „Wall Street Journal”. Według cytowanego przez dziennik analityka Ereza Winnera, ewentualna operacja przeciwko Hamasowi byłaby obecnie łatwiejsza.
A to dlatego, że teraz Izrael nie musi już brać pod uwagę ryzyka dla zakładników – wszyscy żyjący oraz ciała wszystkich więźniów Hamasu, z wyjątkiem jednego, zostały zwrócone. Wskazał on także, że uproszczona może być ewakuacja ludności cywilnej, ponieważ większość Palestyńczyków koczuje obecnie w namiotach, a jedną z rozważanych opcji jest ich przeniesienie do obszarów Strefy Gazy kontrolowanych przez Izrael.
Od czasu ogłoszenia zawieszenia broni Izrael regularnie przeprowadza naloty i ataki na osoby, które – jak twierdzi – naruszają warunki rozejmu. Mimo obowiązywania porozumienia sytuacja pozostaje niestabilna, a Stany Zjednoczone naciskają na szybkie wdrożenie kolejnych jego etapów, obejmujących wycofanie wojsk izraelskich, rozbrojenie Hamasu, rozmieszczenie sił pokojowych oraz utworzenie w Strefie Gazy samorządu pod międzynarodowym nadzorem. Czas pokaże, jak będzie realizowane pokojowe porozumienie.
Kilka zdań komentarza
Zacznę od Izraela: tylko optymiści wierzyli, że nastał tam trwały pokój. Teoretycznie nadal trwa, ale – jak wynika z ostatnich wieści – długo nie potrwa. Czy zamiary Izraela sprawią, że Strefa Gazy znów znajdzie się w centrum światowego zainteresowania, a palestyńscy cywile ponownie będą cierpieć za interesy Hamasu i Izraela?
Wydaje się, że Izrael konsekwentnie buduje polityczno-dyplomatyczne usprawiedliwienie dla wznowienia działań militarnych w Strefie Gazy. Pokazuje, że proces zawieszenia broni i rozbrojenia Hamasu jest niewykonalny, a decyzja o ofensywie będzie nie wyborem, lecz wymuszoną reakcją na fiasko porozumienia. Warunkowanie operacji zgodą USA oraz wskazywanie na ciągłe naruszenia rozejmu pozwala przenieść odpowiedzialność za (ewentualną) eskalację konfliktu na Hamas.
A sytuacja w Iranie? Zwolennicy wszechpotęgi amerykańskich służb trzyliterowych uważają, że mają one swój udział w wygenerowaniu protestów społecznych. Hipoteza mocno przesadzona, ale… USA od lat prowadzą wobec Iranu działania informacyjne, wspierają opozycyjne media i struktury emigracyjne oraz są naturalnie zainteresowane osłabieniem reżimu. Takie działania są raczej „wzmacniaczem” społecznej dezaprobaty wobec irańskiego reżimu, a nie jej kreatorem.
W Iranie panuje kryzys, tak gospodarczy, jak i społeczny. Autorytet władzy po udanych atakach USA i Izraela na instalacje przemysłowe związane z przemysłem jądrowym (szeroko ten sektor określając) mocno podupadł. Część irańskiego społeczeństwa jest zmęczona represyjnym systemem, który nie dość, że jest taki jaki jest, to na dodatek nie potrafi poradzić sobie z postępującym kryzysem ekonomicznym. I buntuje się.
Ten bunt nie wydaje się być wywołany przez tzw. czynniki zewnętrzne. Skala protestów, geografia ich występowania oraz intensywność są trudne do zaplanowania i utrzymania wyłącznie poprzez inspirację zewnętrzną. A co z nich wyniknie, podobnie jak z izraelskich planów, można tylko zgadywać...