- Ambasador USA w Portugalii naciska na Lizbonę, by zwiększyła wydatki na obronność do 5% PKB i zakupiła myśliwce F-35.
- Portugalia, borykająca się z problemami ekonomicznymi, jest pod presją NATO i USA, by zastąpić F-16 nowymi samolotami 5. generacji.
- Czy Portugalia ugnie się pod presją USA, czy priorytetem pozostanie modernizacja sił zbrojnych sprzętem europejskim?
Pomimo trudnej sytuacji ekonomicznej tego kraju, portugalski rząd jest pod stałą presją ze strony NATO, a przede wszystkim USA, na zwiększenie wydatków do poziomu oczekiwanego przez sojusz. Waszyngton dodaje do tego nacisk na zakupy uzbrojenia za ocenem. Na przykład najnowszych samolotów bojowych.
Ambasador USA „wspomoże” rząd w Lizbonie?
W wywiadzie dla CNN Portugal, ambasador USA John Arrigo oświadczył, że zamierza „wykorzystać swoje doświadczenie biznesowe”, aby pomóc Portugalii zwiększyć wydatki na obronność z obecnych 2%, do docelowych 5% PKB do 2035 roku. Osiągnięcie wytycznych NATO oczywiście ma się wiązać z zakupem amerykańskiego sprzętu. Przede wszystkim samolotów, które mają zastąpić wysłużone, portugalskie F-16.
„F-35 to najlepszy myśliwiec. To myśliwiec stealth piątej generacji, który wprowadzi (Portugalskie Siły Powietrzne – przyp. red.) do Ligi Mistrzów, jeśli chodzi o lotnictwo UE” – powiedział ambasador Arrigo w wywiadzie. Podkreślił, że ponad 900 maszyn F-35 jest w służbie lub zostało zamówionych w całej Europie i że dla „interoperacyjności, F-35 jest zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem”. Nie omieszkał też zwrócić uwagi, że 25% samolotu jest produkowane z europejskich komponentów.
Jest to kolejny już z coraz mniej subtelnych sposobów wywierania presji na rząd w Lizbonie, aby wybrał wreszcie nowy samolot wielozadaniowy, i to koniecznie wybrał maszynę amerykańskiej produkcji. Tego typu biznesowe podejście ujawnia się u co najmniej kilku ambasadorów USA, działających obecnie w Europie.
Modernizacja czy nowa generacja?
Skąd ten nacisk na Lizbonę? Od wielu lat siły powietrzne Portugalii mówią o potrzebie rozpoczęcia wymiany myśliwców F-16AM/BM, pomimo modernizacji, która przedłuża ich służbę poza rok 2030. W 2023 roku rozpoczęto głęboką modyfikację, która ma zbliżyć te samoloty z połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku do standardu najnowszych F-16V. Ale to nie
Mimo to 12 kwietnia 2024 roku szef sztabu Sił Powietrznych Portugalii gen. João Cartaxo Alves oświadczył, że samoloty F-35 Lightning II mają zastąpić F-16M Fighting Falcon. Według generała decyzja ta jest częścią wysiłków zmierzających do utrzymania zgodności z większością europejskich sojuszników, którzy już rozpoczęli przejście na F-35.
Minęły jednak niemal dwa lata, a postępów w tej sprawie nie widać. Więcej nawet, w listopadzie ubiegłego roku Minister Obrony Portugalii, Nuno Melo, oświadczył, że proces wyboru myśliwców mającego zastąpić F-16 jeszcze się nie rozpoczął. Przyczyny nie są trudne do wyjaśnienia. Szacowane jest, że Portugalskie lotnictwo potrzebuje co najmniej 28 samolotów F-35A, dla zastąpienia używanych obecnie 27 myśliwców F-16.
Nie jest też tajemnicą, że władze cywilne poważnie rozważały wstrzymanie się z decyzją, a być może nawet zakup "europejskiej alternatywy"... lub przynajmniej jednej z nich. W ubiegłym roku minister obrony Portugalii João Nuno Lacerda Teixeira de Melo poinformował, że kraj ten planuje zostać obserwatorem w programie Future Combat Air System (FCAS) lub Global Combat Air Programme (GCAP). Taka możliwość nie wzbudziła entuzjazmu za oceanem, stąd pewnie wzmożona aktywność ambasadora USA w kwestii zakupu przez Lizbonę F-35, zanim pojawi się realny konkurent z Europy.
Między kryzysem a sojusznikiem
Strategia finansowa pozyskania samolotów F-35 zakładała rozłożenie znacznych kosztów na dwie dekady i obejmuje współpracę logistyczną między kilkoma krajami europejskimi, ale nadam mowa jest o sumie ponad 7 mld dolarów. Według ostrożnej rachuby. Tymczasem Portugalia boryka się z poważnymi problemami ekonomicznymi od kryzysu 2008-2011. Rosnące koszty zadłużenia odcięły ją od rynków i zmusiły do surowych oszczędności, które wywołały głęboką recesję. To nie jest sytuacja, w której łatwo jest podwoić wydatki na obronność, szczególnie będąc krajem najdalej na zachód położonym w Europie.
Polecany artykuł:
Z tej perspektywy trudno wyjaśnić obywatelom koszty zbrojeń dla obrony przed Rosją. Nawet pod presją amerykańskich dyplomatów i partnerów z NATO. Mimo to Lizbona stara się „nadążyć”. Portugalia aktywnie uczestniczy w unijnym programie SAFE (Security Action for Europe), składając wniosek o wsparcie finansowe w wysokości około 5,8 mld euro, ale środki te chce przeznaczyć głównie na modernizację europejskim sprzętem wojsk zmechanizowanych i artylerii. Nie ma dziś mowy o lotnictwie.
Nie jest to kierunek, który podoba się w Waszyngtonie. Stąd być może wzmożona aktywność ambasadora Arrigo, który we wspomnianym na początku wywiadzie powiedział, że USA postrzegają siebie jako „najlepszego partnera” Portugalii i chcą „utrzymać każdego przeciwnika… na dystans”. Dziś nie mamy do końca pewności, kto jest tym przeciwnikiem i jaki to dystans, ale rząd w Lizbonie ma z pewnością o czym myśleć.