Spis treści
Słowa Donalda Trumpa o NATO jako „papierowym tygrysie” nie są nowe. Już wcześniej prezydent USA wyrażał sceptycyzm co do roli Stanów Zjednoczonych w Sojuszu, a nawet nie wykluczał wystąpienia z niego. Obecne oświadczenie, opublikowane w środę (1 kwietnia), jest jednak najmocniejszym sygnałem, że administracja USA nie uważa już Europy za wiarygodnego partnera w dziedzinie obronności. Główną przyczyną tej frustracji jest odmowa europejskich krajów NATO wysłania okrętów na Bliski Wschód w celu odblokowania cieśniny Ormuz podczas konfliktu z Iranem.
Trump w rozmowie z „The Telegraph” podkreślił swoje przekonanie, że NATO jest słabe, a Władimir Putin doskonale zdaje sobie z tego sprawę. „Nigdy nie dałem się przekonać co do NATO. Zawsze wiedziałem, że to papierowy tygrys. Zresztą, Putin też o tym wie” – stwierdził. Co więcej, Trump otwarcie zaatakował brytyjskiego premiera Keira Starmera za odmowę poparcia dla USA w wojnie z Iranem, kwestionując jednocześnie znaczenie brytyjskiej armii.
„Nie macie nawet marynarki wojennej. Mieliście lotniskowce, które nie działały” – kpił z brytyjskiej floty.
W podobnym tonie wypowiedział się sekretarz stanu USA, Marco Rubio. Przyznał on, że Waszyngton może ponownie rozważyć swoje relacje z NATO po zakończeniu wojny z Iranem, zwłaszcza w obliczu braku pomocy ze strony innych członków Sojuszu.
„Po zakończeniu tego konfliktu będziemy musieli ponownie przeanalizować te relacje” – powiedział Rubio.
Podkreślił również, że należy sprawdzić, czy Sojusz Północnoatlantycki „nie stał się obecnie ulicą jednokierunkową, w której Ameryka może bronić Europy, ale kiedy potrzebuje pomocy sojuszników, odmawia się jej prawa do bazowania i przelotu (samolotów)”.
Magazyn „Atlantic” zauważył, że impas wokół cieśniny Ormuz stworzył nowe napięcie w relacjach między Trumpem a NATO, co może zasadniczo osłabić Sojusz. Anonimowy europejski dyplomata cytowany przez „Atlantic” ocenił, że Trump „w praktyce już doprowadził do rozpadu NATO w przypadku Iranu” i przewidział redukcję liczebności wojsk amerykańskich w Europie.
Europa między obawami a nowymi perspektywami
Wypowiedzi Trumpa i Rubio wywołały natychmiastową reakcję w Europie. Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer oświadczył, że NATO jest „najskuteczniejszym sojuszem wojskowym, jaki świat kiedykolwiek znał” i podkreślił pełne zaangażowanie Londynu w Sojusz. „NATO zapewnia nam bezpieczeństwo od dziesięcioleci i jesteśmy w pełni zaangażowani (przyp. red. w Sojusz)” – zaznaczył Starmer. Dodał, że globalna niestabilność wywołana wojną w Iranie oznacza konieczność zacieśnienia współpracy z Unią Europejską w kwestiach bezpieczeństwa i gospodarki.
W Polsce, wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, pytany o możliwość opuszczenia NATO przez USA, podkreślił, że „nie ma NATO bez Stanów Zjednoczonych, ale nie ma też potęgi amerykańskiej bez NATO”. Stwierdził, że Polska musi zabiegać o ten sojusz, ponieważ jest on „gwarancją naszego bezpieczeństwa”. Kosiniak-Kamysz zauważył, że słowa Trumpa „pokazują, w jak trudnym momencie jesteśmy dzisiaj na świecie”. Odnosząc się do wcześniejszych kontrowersji związanych z Grenlandią, wyraził nadzieję, że „w emocjach, które dzisiaj towarzyszą prezydentowi USA przyjdzie moment uspokojenia”.
Polski minister obrony podkreślił również, że Europa musi szybko rozwijać swoje zdolności obronne, szczególnie poprzez unijny program SAFE, aby stać się „prawdziwym partnerem w dziedzinie bezpieczeństwa militarnego” dla USA. Zadeklarował, że „nie odpuści” tego celu.
Wicepremier zaznaczył, że Polska powinna dalej budować relacje transatlantyckie i wzmacniać Unię Europejską w działaniach na rzecz bezpieczeństwa, a także „wytrzymać napięcia emocjonalne związane ze słowami, które jednego dnia są takie, a w inny mogą być inne”.
Bazy wojskowe i spór o autonomię Europy
Frustracja Waszyngtonu wynika nie tylko z braku wsparcia militarnego, ale także z odmowy europejskich krajów w zakresie korzystania z ich baz wojskowych. Marco Rubio jasno wyraził obawy, że jeśli USA nie będą mogły używać tych baz do obrony swoich interesów, to NATO staje się „ulicą jednokierunkową”.
Jak podała agencja Reutera, USA próbowały bez zgody włoskiego rządu wykorzystać bazę lotniczą na Sycylii. Dziennik „Corriere della Sera” informował, że amerykańskie wojsko chciało lądować tam bez wcześniejszych uzgodnień z dowództwem włoskiej armii. Kilka dni wcześniej Hiszpania podjęła decyzję o zamknięciu przestrzeni powietrznej dla lotnictwa wojskowego USA, zaangażowanego w operację w Iranie. Ponadto, Francja nie pozwoliła na transport przez jej przestrzeń powietrzną amerykańskiej broni przeznaczonej dla Izraela.
Te incydenty, w połączeniu z wcześniejszymi próbami wymuszenia przez Trumpa kontroli nad Grenlandią, terytorium autonomicznym Danii, są postrzegane przez wielu europejskich polityków jako punkt zwrotny dla Sojuszu. Magazyn „Atlantic” podkreślił, że wiele europejskich rządów nie chce być wciąganych w działania militarne, a przywódcy byli sfrustrowani faktem, że administracja Trumpa nie skonsultowała się z nimi przed atakiem na Iran.
Chociaż sekretarz generalny NATO Mark Rutte zadeklarował, że członkowie Sojuszu udzielą USA pomocy w wojnie z Iranem w jakiejś formie, to nie pojawili się ochotnicy do eskortowania tankowców przez cieśninę Ormuz.
Czy Stany Zjednoczone mogą opuścić NATO?
Fundamentem prawnym funkcjonowania Sojuszu Północnoatlantyckiego jest Traktat Waszyngtoński z 1949 roku. Dokument ten, oprócz określenia zasad kolektywnej obrony, zawiera również mechanizm umożliwiający państwom członkowskim jego opuszczenie. Kluczowy w tym kontekście jest Artykuł 13 Traktatu Północnoatlantyckiego.
Zgodnie z jego zapisami, każde państwo członkowskie może wystąpić z Sojuszu po upływie 20 lat od jego powstania. Wystąpienie staje się skuteczne po upływie roku od momentu złożenia notyfikacji o wypowiedzeniu rządowi Stanów Zjednoczonych, który pełni rolę depozytariusza traktatu. Następnie, rząd USA jest zobowiązany do poinformowania pozostałych sojuszników o takiej decyzji. Oznacza to, że z formalnego punktu widzenia, USA, podobnie jak każdy inny członek, mają prawo opuścić NATO.
Do tej pory żadne państwo członkowskie nie zdecydowało się na opuszczenie NATO, choć niektóre kraje, jak Francja, na pewien czas wycofały się ze zintegrowanych struktur wojskowych, nie rezygnując z członkostwa. W przypadku Stanów Zjednoczonych, jako depozytariusza, proces polegałby na złożeniu noty samemu sobie, a następnie poinformowaniu sojuszników.
Warto jednak zaznaczyć, że w amerykańskim systemie prawnym toczy się debata, czy prezydent może podjąć taką decyzję samodzielnie. W odpowiedzi na obawy związane z retoryką Donalda Trumpa, Kongres USA podjął konkretne kroki, aby uniemożliwić mu jednostronne działanie. W grudniu 2023 roku, w ramach rocznej ustawy o budżecie obronnym (National Defense Authorization Act, NDAA), przyjęto przepis, który zakazuje prezydentowi zawieszenia, wypowiedzenia lub wycofania członkostwa USA w NATO bez zgody 2/3 senatorów lub specjalnej ustawy Kongresu. Stanowi to ważny "hamulec bezpieczeństwa", który komplikuje ewentualny proces opuszczenia Sojuszu.
Niemniej prezydent Trump mógłby argumentować, że ustawa ta niekonstytucyjnie ogranicza jego władzę wykonawczą w zakresie polityki zagranicznej, co doprowadziłoby do bezprecedensowego kryzysu konstytucyjnego.
Prawny spór w USA: Czy prezydent może działać sam?
Kluczowa debata toczy się na gruncie amerykańskiego prawa konstytucyjnego, które nie precyzuje jednoznacznie, kto ma prawo do wypowiadania umów międzynarodowych. Zwolennicy szerokich uprawnień prezydenckich w polityce zagranicznej powołują się na jego konstytucyjną rolę jako „jedynego organu narodu” w sprawach zagranicznych oraz na ogólną „władzę wykonawczą”. Praktyka w XX i XXI wieku również przechylała się w stronę uznania, że prezydent może jednostronnie wycofywać kraj z traktatów. Departament Sprawiedliwości USA, w opiniach swojego Biura Radcy Prawnego (OLC), konsekwentnie stoi na stanowisku, że wypowiadanie traktatów jest wyłączną prerogatywą prezydenta, wynikającą z jego roli w prowadzeniu polityki zagranicznej.
Warto zaznaczyć, że stanowisko Donalda Trumpa w sprawie NATO nie jest jednomyślnie popierane wewnątrz Partii Republikańskiej. Wielu prominentnych polityków, choć często zgadza się z jego postulatami dotyczącymi zwiększenia wydatków przez sojuszników, krytykuje jego radykalne groźby. Senatorowie tacy jak Marco Rubio czy Thom Tillis, mimo obrony stylu Trumpa, podkreślali zobowiązania traktatowe USA. Liderzy komisji sił zbrojnych w Kongresie, Roger Wicker i Mike Rogers, otwarcie sprzeciwiali się osłabianiu amerykańskiego zaangażowania w Europie, wskazując na ryzyko podważenia globalnego odstraszania.
Polecany artykuł:
Co Trump może zrobić, jeśli nie wyjdzie z NATO?
Nawet jeśli Kongres USA skutecznie zablokuje możliwość formalnego wyjścia z NATO, Donald Trump wciąż ma pewne instrumenty, by sparaliżować działanie Sojuszu. Zamiast jednego, dramatycznego aktu, może on zastosować strategię „śmierci przez tysiąc cięć”, podważając wiarygodność Artykułu 5, redukując obecność wojskową w Europie i blokując kluczowe decyzje.
Najpotężniejszym i najprostszym narzędziem w rękach Donalda Trumpa jest publiczne sianie wątpliwości co do amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Artykuł 5 Traktatu Waszyngtońskiego, stanowiący, że atak na jednego sojusznika jest atakiem na wszystkich, opiera się na absolutnej pewności, że USA staną w obronie zaatakowanego państwa. Co prawda w czasie szczytu NATO w Hadze w 2025 roku, Trump podtrzymał zobowiązanie, ale od tego trochę już czasu minęło.
Trump już wielokrotnie udowodnił, że nie ma oporów przed kwestionowaniem tej zasady. W trakcie wiecu wyborczego zrelacjonował rozmowę z jednym z europejskich liderów, któremu miał powiedzieć, że w przypadku rosyjskiego ataku nie będzie bronił kraju, który „nie płaci rachunków”, a nawet „zachęci Rosję, żeby zrobili z wami, co zechcą”. Takie wypowiedzi, nawet jeśli rzucane są w celach retorycznych, mają realny, niszczący wpływ na siłę odstraszania NATO. Potencjalny agresor, słysząc wahanie ze strony lidera najpotężniejszego państwa Sojuszu, może uznać, że ryzyko ataku na kraj bałtycki czy Polskę jest akceptowalne.
Kolejną niebezpieczną kwestią jest zmniejszenie obecności USA w Europie. Trump może, bez konieczności uzyskiwania zgody Kongresu, zarządzić znaczącą redukcję amerykańskiego kontyngentu w Europie. Już podczas swojej pierwszej kadencji groził wycofaniem wojsk z Niemiec, a w 2025 roku administracja poinformowała o planach redukcji sił m.in. w Rumunii. Wycofanie nawet części sił byłoby odczytane jako symboliczny koniec amerykańskiego zaangażowania, co mogłoby wywołać panikę na wschodniej flance. Trump mógłby również nakazać wycofanie amerykańskich oficerów z kluczowych stanowisk w strukturach dowodzenia NATO. Bez amerykańskich ekspertów i dowódców, planowanie i koordynacja operacji stałyby się niemożliwe.
Istnieje także inna poważna obawa. Jak wiadomo Sojusz Północnoatlantycki działa na zasadzie konsensusu, co oznacza, że każde państwo ma prawo weta. Stany Zjednoczone mogą wykorzystać tę zasadę do blokowania wszelkich inicjatyw, z którymi się nie zgadzają. Mogą to być m.in aktualizacje planów obronnych, przyjęcie nowych członków (np. Ukrainy), mianowanie kluczowych urzędników, w tym Sekretarza Generalnego czy wspólne inicjatywy i budżety.
Jednocześnie Trump może dążyć do stworzenia nieformalnego „NATO dwóch prędkości”. W tym scenariuszu USA oferowałyby pełne gwarancje bezpieczeństwa i współpracę wojskową jedynie tym sojusznikom, którzy spełniają jego oczekiwania przede wszystkim dotyczące wydatków na obronność lub wspierają jego politykę w innych częściach świata. Pozostali członkowie byliby traktowani jako partnerzy drugiej kategorii, co ostatecznie zniszczyłoby zasadę solidarności i jedności Sojuszu.
Dla Polski, która zainwestowała miliardy w modernizację armii i oparła swoje bezpieczeństwo na sojuszu z USA, każdy z tych scenariuszy byłby niezwykle groźny. Nawet bez formalnego wyjścia USA z NATO, paraliż decyzyjny i niepewność co do Artykułu 5 stawiają Polskę w bardzo trudnym położeniu. Co prawda politycy zarówno polscy jak i amerykańscy zapewniają o dobrych relacjach i sojuszu, który między nami trwa, to jest Trump może nas włożyć do jednego worka. Albo np. trochę osłabić nasze relacje np. redukując wojska czy dając niejednoznaczną deklaracje na temat ochrony.
W obliczu takiej polityki Europa byłaby zmuszona do gwałtownego przyspieszenia budowy własnych zdolności obronnych. Koncepcje takie jak „strategiczna autonomia” czy europejski filar w NATO musiałyby nabrać realnych kształtów. Dla Polski oznaczałoby to konieczność jeszcze głębszej integracji wojskowej z europejskimi partnerami i poszukiwania regionalnych sojuszy jako dodatkowej polisy ubezpieczeniowej.
Ostatecznie, choć istnieją formalne i prawne bariery mające powstrzymać Donalda Trumpa przed jednostronnym wyprowadzeniem USA z NATO, sama jego prezydentura i nieprzewidywalna polityka zagraniczna stanowią wyzwanie dla spójności i wiarygodności Sojuszu. Dla Polski, której bezpieczeństwo jest nierozerwalnie związane z amerykańską obecnością, nawet polityczna batalia o pozostanie USA w NATO byłaby sygnałem alarmowym, zmuszającym do przyspieszenia modernizacji armii i intensyfikacji poszukiwań alternatywnych gwarancji bezpieczeństwa w ramach Unii Europejskiej i sojuszy regionalnych.
Polecany artykuł: