- Poparcie dla prezydenta Donalda Trumpa spadło do najniższego poziomu w drugiej kadencji (36% aprobaty), głównie z powodu niepopularnej wojny z Iranem i jej negatywnych konsekwencji ekonomicznych.
- Wojna z Iranem, rozpoczęta 28 lutego, jest popierana tylko przez 28% Amerykanów, a 59% jest jej przeciwnych; konflikt spowodował wzrost cen ropy naftowej i towarów, co negatywnie wpływa na nastroje społeczne.
- Większość Amerykanów (66%) uważa, że USA powinny dążyć do szybkiego zakończenia wojny z Iranem, nawet bez osiągnięcia wszystkich celów strategicznych.
- Konflikt osłabia pozycję USA na arenie międzynarodowej, a brak poparcia ze strony NATO i konieczność złagodzenia sankcji na Iran i Rosję paradoksalnie wzmacniają ich gospodarki.
Badanie opinii publicznej, zaprezentowane we wtorek (31 marca) przez brytyjski tygodnik „Economist”, rzuca nowe światło na nastroje społeczne w Stanach Zjednoczonych. Wyniki są alarmujące dla Białego Domu: 57 proc. Amerykanów nie popiera działań prezydenta Donalda Trumpa, a zaledwie 36 proc. badanych wyraża aprobatę dla jego polityki. 7 proc. ankietowanych pozostaje niezdecydowanych.
Szczególnie niepokojący dla administracji jest wskaźnik poparcia netto, który wynosi obecnie -20 punktów. Jest to wynik o osiem punktów procentowych niższy w porównaniu z tym samym okresem w trakcie pierwszej kadencji prezydenckiej i jednocześnie najniższy od początku drugiej kadencji. Tak znaczący spadek zaufania publicznego sygnalizuje rosnące niezadowolenie z kierunku, w jakim podąża kraj.
Wojna z Iranem główną przyczyną spadków?
Analitycy tygodnika „Economist” wskazują, że załamanie notowań prezydenta jest najprawdopodobniej bezpośrednio związane z rozpoczętą 28 lutego wojną z Iranem. Decyzja o operacji wojskowej spotkała się z chłodnym przyjęciem amerykańskiego społeczeństwa – popiera ją jedynie 28 proc. obywateli, podczas gdy aż 59 proc. jest jej przeciwnych.
Niezadowolenie potęgują ekonomiczne skutki konfliktu. Wojna doprowadziła do gwałtownego wzrostu cen ropy naftowej, co bezpośrednio przekłada się na wyższe koszty produkcji i transportu. W efekcie Amerykanie muszą mierzyć się z rosnącymi cenami towarów na sklepowych półkach, co dodatkowo pogarsza nastroje.
Wyniki innego badania, przeprowadzonego przez AP-NORC, potwierdzają te obserwacje. Aż sześciu na dziesięciu Amerykanów uważa, że operacja wojskowa USA przeciwko Iranowi „poszła zbyt daleko”. Co ciekawe, nawet w szeregach Partii Republikańskiej opinie są podzielone. Mniej więcej połowa jej zwolenników ocenia, że działania militarne są „w sam raz”, ale 20 proc. twierdzi, że wojna nie posunęła się wystarczająco daleko, a około 25 proc. jest zdania, że operacja jest zbyt intensywna.
Demograficzny obraz podziałów w USA
Analiza demograficzna pokazuje, że poparcie dla Donalda Trumpa utrzymuje się głównie wśród jego tradycyjnego elektoratu. Wciąż może on liczyć na lojalność przede wszystkim białych mężczyzn. Z drugiej strony, największy sprzeciw wobec jego prezydentury wyrażają młodzi wyborcy, przedstawiciele mniejszości etnicznych oraz osoby z wyższym wykształceniem.
Zaskoczeniem może być „letni” stosunek do prezydenta ze strony wyborców w wieku emerytalnym. Ta grupa, tradycyjnie stanowiąca silne zaplecze dla Republikanów, również wykazuje rosnące zniechęcenie. To sygnał, że erozja poparcia dotyka nawet najwierniejszych segmentów elektoratu.
Zdecydowana większość Amerykanów za szybkim zakończeniem konfliktu
Według najnowszego sondażu przeprowadzonego przez agencję Reuters i firmę badawczą Ipsos aż dwie trzecie Amerykanów (66 proc.) uważało, że Stany Zjednoczone powinny dążyć do jak najszybszego zakończenia wojny z Iranem. Taka postawa dominowała nawet przy założeniu, że nie udałoby się osiągnąć wszystkich celów strategicznych, które wyznaczyła ówczesna administracja prezydenta Donalda Trumpa.
Zupełnie odmienne zdanie miało zaledwie 27 proc. respondentów. Ta mniejszość była gotowa poprzeć długotrwałe zaangażowanie militarne USA w regionie, jeśli miałoby to zagwarantować realizację wszystkich zamierzeń politycznych. Co istotne, zaledwie 35 proc. wszystkich ankietowanych wyraziło poparcie dla przeprowadzenia amerykańskich ataków na Iran, podczas gdy aż 60 proc. było im przeciwnych. Wyniki te pokazują wyraźną niechęć amerykańskiego społeczeństwa do otwierania nowego, kosztownego frontu.
Jak często bywa w amerykańskiej polityce, opinie na temat potencjalnej wojny były silnie skorelowane z przynależnością partyjną. Sondaż ujawnił znaczącą rozbieżność w postawach wyborców Partii Republikańskiej i reszty społeczeństwa. Wśród wyborców Partii Republikańskiej, czyli ugrupowania urzędującego wówczas prezydenta, nastroje były bardziej jastrzębie. Ponad połowa ankietowanych (57 proc.) popierała dłuższe zaangażowanie USA w Iranie, jeśli miałoby to skutkować osiągnięciem zakładanych celów. Jednocześnie 40 proc. republikańskich wyborców skłaniało się ku opcji szybkiego zakończenia konfliktu, co pokazuje, że nawet w obozie rządzącym nie było pełnej jednomyślności. Postawa ta wyraźnie kontrastowała z ogólnym sentymentem społecznym, gdzie dominowała chęć deeskalacji.
Jednym z kluczowych czynników kształtujących taką, a nie inną opinię publiczną, były obawy o charakterze czysto ekonomicznym. Dla przeciętnego Amerykanina widmo wojny z Iranem nie było abstrakcyjnym problemem geopolitycznym, lecz realnym zagrożeniem dla stabilności finansowej gospodarstwa domowego. Najbardziej widocznym i bezpośrednim skutkiem, którego obawiali się ankietowani, był rosnący koszt benzyny. Sondaż wykazał, że dwie trzecie wszystkich respondentów spodziewało się dalszego wzrostu cen paliw w ciągu najbliższego roku w razie eskalacji konfliktu. Obawy te podzielało również 40 proc. wyborców Partii Republikańskiej, co pokazuje, że kwestie ekonomiczne potrafiły przekraczać partyjne linie podziału.
Co więcej, ponad połowa badanych (w tym 39 proc. zwolenników Republikanów) uważała, że trwająca wojna będzie miała głównie negatywny wpływ na ich osobistą sytuację finansową. Strach przed drożyzną na stacjach benzynowych i pogorszeniem się sytuacji materialnej okazał się potężnym hamulcem dla wojennych nastrojów.
Republikanie zaniepokojeni przed wyborami
Niskie notowania prezydenta to poważny problem dla Partii Republikańskiej, zwłaszcza w kontekście zbliżających się listopadowych wyborów uzupełniających do Kongresu. Niezadowolenie z polityki Donalda Trumpa jest szeroko rozpowszechnione, nawet w stanach, które zdecydowanie poparły go w wyborach w 2024 roku. Taka sytuacja może zwiastować trudności w utrzymaniu większości w parlamencie i osłabić pozycję polityczną prezydenta w drugiej połowie kadencji. Jeśli obecne trendy się utrzymają, Republikanie mogą stanąć przed trudnym zadaniem mobilizacji wyborców, którzy czują się rozczarowani zarówno konfliktem zbrojnym, jak i jego ekonomicznymi konsekwencjami.
Senator Andy Kim, demokrata z New Jersey, powiedział Politico: „Nie możemy mieć amerykańskich wojsk na miejscu w Iranie. To będzie bardzo ryzykowna operacja. I jaki ma cel?” Reprezentant Eli Crane, republikanin z Arizony, były żołnierz Navy SEAL, który odbył pięć misji w czasie wojny, powiedział Politico, że również jest zaniepokojony: „Mam naprawdę, naprawdę nadzieję, że to nie przerodzi się w walkę w terenie. Moim największym zmartwieniem przez cały czas jest to, że przerodzi się to w kolejną długą wojnę na Bliskim Wschodzie”.
Z jednej strony Trump sugeruje, że konflikt zbliża się do rozwiązania. Z drugiej strony prezydent go eskaluje, wysyłając wojska lądowe, wydając publiczne groźby i rozszerzając cele poza deklarowany cel rozwiązania irańskiego programu nuklearnego. Ostrzeżenia dotyczące ataków na cywilną infrastrukturę energetyczną i wodną, presja na Cieśninę Ormuz i rozmowy o przejęciu zasobów naftowych, takich jak wyspa Kharg, nie zwiastują spójnego planu końcowego.
Bitwa wygrana, ale wojna przegrana
Ogólnie rzecz biorąc, jeśli się popatrzy czy Stany Zjednoczone odnoszą sukces w Iranie, to można stwierdzić, że pod względem militarnym, przewaga USA i Izraela jest bezdyskusyjna. W ciągu miesiąca walk zginęło kilku kluczowych irańskich liderów politycznych i wojskowych, w tym Najwyższy Przywódca ajatollah Ali Chamenei. Poza tym irańskie siły powietrzne i marynarka wojenna zostały w dużej mierze zniszczone. Program nuklearny Iranu poniósł kolejne straty. A zdolność Teheranu do wystrzeliwania pocisków balistycznych została osłabiona.
Jednak, jak zauważa Ravi Agrawal na łamach magazynu „Foreign Policy”, Stany Zjednoczone wydają się wygrywać bitwy, ale przegrywać całą wojnę. Odpowiedź leży w oczekiwaniach i strategicznych celach obu stron. Na początku konfliktu Donald Trump w nagraniu na portalu Truth Social sugerował, że jego celem jest zmiana reżimu, całkowite zniszczenie irańskiego programu rakietowego i powstrzymanie destabilizującej działalności irańskich sojuszników w regionie. Żaden z tych maksymalistycznych celów nie został osiągnięty. Reżim w Teheranie, dzięki przygotowanym wcześniej planom sukcesji, przetrwał. Mimo strat, Iran wciąż jest w stanie ostrzeliwać Izrael, a jego sojusznicy, jak rebelianci Huti w Jemenie, właśnie aktywnie włączyli się do walki.
Największą porażką strategii USA okazały się gigantyczne koszty gospodarcze, jakie Iran był w stanie narzucić światu. Prawie całkowite zamknięcie Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa jedna piąta światowej ropy i jedna trzecia LNG, wywołało szok na rynkach.
- Cena ropy Brent wzrosła o ponad 87%.
- Cena paliwa lotniczego skoczyła o 120%.
- Ceny gazu ziemnego w Europie wzrosły o ponad 70%.
Blokada zagraża również dostawom helu (kluczowego dla produkcji półprzewodników) i nawozów, co grozi globalnym kryzysem żywnościowym. Co ciekawe, badanie GeoPoll w sześciu krajach (m.in. w Arabii Saudyjskiej i Pakistanie) pokazało, że za konflikt i jego koszty świat wini głównie Izrael (38%) i USA (29%), a nie Iran (18%).
Hongkoński dziennik „South China Morning Post” pisał niedawno, że wyniku wojny ceny odzieży mogą wzrosnąć do jesieni o 15 proc. Przemysł tekstylny w Azji Południowej, którego wartość eksportu sięga ok. 50 mld USD, zmaga się z niedoborami gazu ziemnego niezbędnego do zasilania fabryk oraz brakami surowców petrochemicznych do wytwarzania włókien syntetycznych - podkreśla „SCMP”. Dodatkowo ataki dronów na lotniska m.in. w Dubaju wywindowały stawki frachtu lotniczego dla „fast fashion”, czyli krótkotrwałej i taniej mody - o 70 proc.
Polecany artykuł:
Samotność supermocarstwa i topniejące sojusze
W przeciwieństwie do poprzednich interwencji na Bliskim Wschodzie, tym razem Waszyngton nie zadbał ani o poparcie krajowe, ani międzynarodowe. Jedynym realnym sojusznikiem w tej wojnie jest Izrael, który sam staje się coraz bardziej izolowany na arenie światowej. Prośby Trumpa o wsparcie ze strony NATO spotkały się z odmową, co pogłębiło kryzys w relacjach transatlantyckich i osłabiło wizerunek USA jako lidera porządku opartego na zasadach, które sam aktywnie łamie.
Wojna przynosi również szereg niezamierzonych, paradoksalnych konsekwencji. Aby powstrzymać galopujące ceny ropy, Departament Skarbu USA zmuszony był uchylić część sankcji nałożonych na Iran i Rosję. W rezultacie Teheran generuje dziś większe dzienne przychody z ropy niż przed wojną, a Moskwa zyskuje dodatkowe 150 milionów dolarów dziennie, które może przeznaczyć na finansowanie wojny w Ukrainie. Sytuację uważnie obserwują Chiny, które nie tylko zmagają się z ograniczeniami dostaw, ale także analizują tempo zużycia amerykańskich rakiet przechwytujących, co może wpłynąć na równowagę sił w innych regionach globu.
Co więcej, konflikt zaczyna osłabiać poparcie dla Trumpa nawet wśród jego własnych partyjnych kolegów. Rosnące wątpliwości na Kapitolu co do kosztów i sensu operacji (szacowanych na dodatkowe 200 mld dolarów) sprawiają, że nawet niektórzy Republikanie publicznie deklarują sprzeciw wobec wysyłania wojsk lądowych.
Jak zauważa Ted Widmer na łamach The Guardian: "Trump zamiast jednoczyć wolny świat, dzieli go lawiną drwin i gróźb, głównie pod adresem sojuszników. To osobliwy sposób prowadzenia wojny, co wyjaśnia, dlaczego zwycięstwo wciąż wydaje się tak odległe, mimo że minął już miesiąc". Według niego, to Putin prawdopodobnie wyjdzie z wojny USA z Iranem jako prawdziwy zwycięzca m.in. dzięki rzuceniu na rynek ropy dzięki złagodzeniu sankcji oraz dzięki kryzysowi na linii USA-NATO (Europa).
Pełne rozliczenie tej wojny będzie możliwe dopiero po jej zakończeniu. Jednak już dziś widać, że nawet jeśli konflikt zakończy się w najbliższych dniach czy tygodniach jego skutki będą długofalowe. Reżim w Teheranie, usprawiedliwiony samym faktem przetrwania starcia z supermocarstwem, będzie pałał żądzą zemsty. Jego liderzy zrozumieli, że największą bronią odstraszającą jest zdolność do narzucania światowej gospodarce ogromnych kosztów. Może to skłonić ich nie tylko do szybkiej odbudowy arsenału, ale także do porzucenia dawnych ograniczeń i dążenia do budowy broni jądrowej na wzór Korei Północnej.
Wojna Donalda Trumpa, która miała być pokazem siły, okazała się strategicznym błędem, osłabiającym Stany Zjednoczone zarówno na arenie wewnętrznej, jak i międzynarodowej. Pozostaje pytanie o cierpienie milionów ludzi w regionie – przesiedlonych, żyjących w strachu i zabitych. Jeśli celem tego wszystkiego jest tylko powrót do kolejnej, jeszcze bardziej brutalnej wojny w przyszłości, to po co to wszystko było?
Polecany artykuł: