- Kpt. Franciszek Żwirko i inż. Stanisław Wigura byli najsłynniejszą parą polskiego lotnictwa.
- Zwycięstwo w Challenge Internationale des Avions de Tourisme zdobyli dzięki taktyce i sprytowi.
- Największy triumf przyczynił się do ich śmierci w katastrofie lotniczej.
Franciszek Żwirko urodził się w 1895 r. na Wileńszczyźnie. Pilotem został w 1923 r. Trzy lata później wykonał pierwsze w historii polskiego pilotażu loty nocne. Szybko okazał się wirtuozem lotnictwa i wybitnym instruktorem.
Stanisław Wigura to Warszawiak z rocznika 1903. Miał smykałkę techniczną, wybrał więc studia na politechnice. Wraz z kolegą z gimnazjum, Stanisławem Rogalskim, zaczął interesować się konstrukcjami samolotów. Do tej dwójki dołączył Jerzy Drzewiecki.
RWD - czyli Rogalski, Wigura i Drzewiecki
Wszyscy byli aktywnymi działaczami studenckiej sekcji lotniczej przy kole mechaników-studentów Politechniki Warszawskiej. Tam założyli wytwórnię nazwaną od pierwszych liter ich nazwisk – RWD. Z czasem ten skrót stał się najsłynniejszą marką lotniczą w międzywojennej Polsce.
- Pierwszą awionetkę z serii RWD zaprezentowano w 1928 r. Rok później powstał sportowo-turystyczny RWD-2. Krótko potem Wigura uzyskał dyplom inżyniera i dyplom pilota w aeroklubie – opowiada Jan Przywara, pasjonat lotnictwa, społeczny przewodnik po Żwirkowisku – mauzoleum upamiętniającym miejsce katastrofy Żwirki i Wigury.
Ponieważ państwo wspierało talenty i dbało o rozwój przemysłu, w 1930 r. trójce młodych inżynierów oddano do dyspozycji nowo wybudowane warsztaty na warszawskim lotnisku Okęcie.
- Wytwórnia RWD zmieniła się w spółkę „Doświadczalne Warsztaty Lotnicze”. W nowoczesnych montażowniach powstały kolejne modele samolotów RWD. Wybuch II wojny światowej przerwał prace nad projektowanym myśliwcem RWD-25 – przypomina Jan Przywara.
Połączyła ich odwaga i pasja lotnicza
Stanisława Wigurę i Franciszka Żwirkę połączyła odwaga i pasja lotnicza.
- Wigura był wysokim, szczupłym kawalerem z obfitą fryzurą zaczesaną do tyłu. Natomiast Żwirko był zdecydowanie niższy, głowę golił na łyso, był żonaty, szybko urodził mu się syn. Mimo różnić charakteru świetnie się dogadywali – mówi Jan Przywara.
W 1929 r. ta dwójka osiągnęła pierwszy sukces. Na samolocie RWD-2 okrążyli Europę pokonując dystans 5 tys. km. Był to pierwszy test polskiej awionetki za granicami kraju.
Żeby zrozumieć wagę wyczynu wystarczy poznać parametry RWD-2. Maszyna miała silnik o mocy 40 koni mechanicznych (obecnie takie silniki montuje się w małych samochodach miejskich), osiągał prędkość do 155 km na godz. i miał zasięg 550 km.
- Ten rajd udowodnił, że polscy piloci, na krajowych maszynach, mogą startować w wielkich, międzynarodowych imprezach lotniczych. Na tym samolocie kilkukrotnie wygrali krajowe zawody lotnicze. Gdy postanowili bić rekord świata, inż. Wigura ustąpił miejsca mechanikowi ważącemu mniej. W tej sposób zwiększył szanse na rekord – opowiada Jan Przywara.
Na RWD-2 Żwirko osiągnął rekord wysokości – wzbił się na wysokość 4004 m. Gdy ten sukces zdeklasowali piloci z Francji i Niemiec, w 1931 r., Franciszek Żwirko - na RWD-7 – ustanowił kolejny rekord. Wzleciał na wysokość 5996 m.
Challenge Internationale des Avions de Tourisme
Czas największej sławy dopiero się zbliżał. Lotnicy otrzymali nominację do startu w Challenge Internationale des Avions de Tourisme (Międzynarodowych Zawodach Samolotów Turystycznych). To była najsłynniejsza i największa impreza lotnicza w Europie. Już samo zakwalifikowanie się do niej było olbrzymim prestiżem.
Za pierwszym razem, w 1930 r., Żwirko i Wigura odpadli z powodu defektu silnika.
Triumf nadszedł dwa lata później.
- W 1932 r., w berlińskim Challenge, o puchar walczyły 43 drużyny. 16 z nich reprezentowały aerokluby z Niemiec, osiem z Francji, osiem z Włoch, cztery z Czechosłowacji, dwie ze Szwajcarii oraz pięć z Polski – wylicza Jan Przywara.
Trzy polskie załogu korzystały z krajowych PZL-19, a dwie – w tym Żwirko i Wigura – z RWD-6.
Challenge wygrali sprytem i taktyką
Na początku zawodów Komisja Techniczna oceniała konstrukcję i wyposażenie maszyn. Punkty wliczano do klasyfikacji ogólnej. Największą liczbę punktów zyskały samoloty RWD-6, nieco niżej oceniono PZL-19. Za polskimi maszynami znalazły się samoloty z wytwórni włoskich, czechosłowackich i niemieckich.
Przyznane punkty wliczano do ogólnej klasyfikacji załóg.
Kolejne konkurencje polegały na szybkości składania i rozkładania skrzydeł samolotu, czasu rozruchu silnika, krótkim starcie i lądowaniu, minimalnej prędkości lotu, zużyciu paliwa. Tu Żwirko i Wigura zajęli drugą lokatę.
Najważniejszym etapem zawodów był lot z Berlina przez Warszawę, Kraków, Pragę, Wiedeń, Paryż, Kopenhagę, Goteborg, Hamburg do Berlina. Tu „Polskie Orły” zdystansowały wszystkie pozostałe ekipy.
Ostatnia konkurencja polegała na najszybszym pokonaniu dystansu 300 km.
- Praktycznie do końca faworytami zawodów byli Niemcy. Ich załoga najszybciej pokonała też ostatni odcinek Challenge`u. Polacy wygrali jednak sprytem i taktyką. Umiejętnie przeliczali punkty poszczególnych konkurencji. Oszczędzając samolot, ostatnią pokonali nieco gorzej od konkurencji, ale ostatecznie to oni zdobyli najwięcej punktów – kontynuuje Jan Przywara.
Wołodyjowski Polskiego Lotnictwa Sportowego
Żwirko i Wigura zwyciężyli indywidualnie, ale polskie załogi okazały się również najlepsze w klasyfikacji drużynowej. To był niesamowity sukces umiejętności naszych lotników oraz triumf polskich konstruktorów i inżynierów.
28 sierpnia 1932 r. w Berlinie zagrano „Mazurek Dąbrowskiego”. A Polska otrzymała prawo do organizacji Challenge w 1933 r.
– Na pamiątkę tego sukcesu 28 sierpnia ustalono dniem święta lotnictwa polskiego. Dziennikarze nazwali Żwirkę „Wołodyjowskim Polskiego Lotnictwa Sportowego”, a załogę okrzyknięto „Polskimi Orłami” i „pierwszymi zwycięzcami olimpjad aeronautycznych” – mówi Jan Przywara.
Chętnie przyjmowali zaproszenia na kolejne loty i spotkania w różnych częściach Polski. Chwile największej sławy chcieli bowiem wykorzystać do jeszcze większej promocji krajowego lotnictwa i mobilizacji związanej z organizacją zawodów w Polsce.
Dwa dni przed śmiercią, 9 września 1932 r. zapisał w swoim notatniku Franciszek Żwirko: „Nie wolno nam zmarnować tego, co już zostało zdobyte! Musimy wszyscy kupić się pod hasłem «zwyciężyć w Challenge'u w 1934 r.»”.
Tego dnia lotnicy spotkali się z mieszkańcami Wilna. Po przylocie do Warszawy Żwirko był na tyle zmęczony, że o jeden dzień przełożył wylot do Pragi. Tam, wraz z Wigurą, miał być honorowym gościem święta czechosłowackiego lotnictwa.
Okazało się, że lot do Pragi był ich ostatnim. Ale o tym w drugiej części opowieści o najsłynniejszej parze polskich lotników.