Atomowa ruletka: więcej broni jądrowej, większe ryzyko globalne

2026-02-13 7:07

Co potencjalnie jest groźniejsze dla świata: proliferacja horyzontalna czy wertykalna? „Proliferatio” po łacinie oznacza „rozmnażanie się”. W tym pytaniu chodzi o sytuacje dotyczące posiadania broni jądrowej. W pierwszym przypadku dotyczy ona państw lub podmiotów niepaństwowych, które wcześniej nie dysponowały nią, a weszły w jej posiadanie. W drugim – chodzi o zwiększanie potencjału nuklearnego przez państwa, które są dysponentami broni A. Obecnie ma ją dziewięć państw, przy czym Izrael formalnie nie przyznaje się do członkostwa w „klubie atomowym”. Idzie o to, by się nie rozszerzał...

broń jądrowa, wyścig zbrojeń, zbrojenia, atom

i

Autor: Wygenerowane przez AI

• Jakie są konsekwencje zwiększania arsenałów przez państwa posiadające broń A?

• Jakie mogą być skutki zaistnienia nowych posiadaczy broni jądrowej?

• Czy terroryści mogą zdobyć broń atomową?

• Jak Chiny i Rosja postrzegają amerykański program Nuclear Sharing?

• Co stoi Polsce na przeszkodzie na drodze do własnej broni jądrowej?

Czy światu grozi „epoka nuklearnej anarchii”?

O zagrożeniach wynikających albo z poszerzenia się owego klubu o nowych członków, lub zwiększenia liczby głowic przez posiadaczy broni jądrowej, stanowi raport „Preventing an Era of Nuclear Anarchy: Nuclear Proliferation and American Security” („Zapobieganie epoce nuklearnej anarchii: Rozprzestrzenianie broni jądrowej a bezpieczeństwo Ameryki”). Stworzyła go grupa ekspertów (Task Force on Nuclear Proliferation and U.S. National Security). Opublikowano go we wrześniu 2025 r., jako kompleksową analizę ryzyka dalszej proliferacji broni A i jej wpływu na bezpieczeństwo USA. A wart jest przypomnienia, choćby dlatego, że od 5 lutego nie ma już limitowania wyścigu zbrojeń, jakie zapewniał (już nieważny) traktat New START.

Obecnie broń jądrowa jest fundamentem polityki odstraszania. To, że niektórzy politycy (Władimir Putin, Kim Dzong Un) straszą użyciem wobec swoich antagonistów broni jądrowej, to jedno, a to, że jest to tylko straszenie – to drugie. Nikt będący przy zdrowych zmysłach nie użyje „atomówki”, mając świadomość, że wywoła to ponadlokalne implikacje. Zatem politycy mogą werbalizować atomowe groźby i muszą się do nich ograniczać. Członkowie „klubu atomowego” mogą tajnie lub jawnie (w zależności od prawnych rygorów) zwiększać lub modernizować swoje arsenały A, wywołując tym stan tzw. napięcia międzynarodowego.

Prawdopodobieństwo, że mogą one posłużyć do wywołania globalnej wojny jądrowej, istnieje, ale jest bliskie zeru. Rzecz ma się nieco inaczej, gdy „klub atomowy” rozszerzy się, albo co gorsza – w posiadanie broni A weszłby organizacje pozapaństwowe, np. ugrupowania terrorystyczne. Prawdopodobieństwo, że jacyś terroryści stworzą tzw. bombę A albo ją od kogoś kupią, jest duże, ale tylko w filmach Hollywoodu. W realu jest wręcz zerowe. Dlaczego? O tym nieco później.

Państwo, choć jest aparatem ucisku (jedna z nielicznych słusznych opinii sformułowanych przez Lenina), nie jest organizacją terrorystyczną. Może jednak być uznane przez USA za „wspierające terroryzm”. Na liście „State Sponsors of Terrorism” znajduje się m.in. Korea Północna – która dysponuje bronią jądrową – oraz Iran, który też chciałby ją mieć. Ostatnimi czasy Amerykanie trochę ostudzili, bombami i rakietami, te perskie chęci, ale…

Załóżmy, że Islamska Republika Iranu zmajstrowałaby kilka głowic jądrowych. Mogłoby to skłonić Królestwo Arabii Saudyjskiej do kontrdziałania. Następca tronu Mohammed bin Salman deklarował: „Jeśli Iran zbuduje bombę, my zrobimy to samo tak szybko, jak to możliwe”. Rijad stać na realizację takiego przedsięwzięcia.

Turcja i Egipt, aspirujące do roli liderów świata muzułmańskiego, również nie zważałyby na istnienie Traktatu o nierozpowszechnianiu broni jądrowej (NPT), gdyby miał ją Iran. Prezydent Recep Tayyip Erdoğan sugerował w przeszłości, że to niesprawiedliwe, iż niektóre kraje mają broń jądrową, a inne nie. Pamiętać należy, że Turcja jest w Nuclear Sharing i ma na swoim terytorium broń jądrową USA. Przypomnijmy, że Polska też chciałaby uczestniczyć w tzw. nuklearnym współdzieleniu – do tego wątku jeszcze wrócę.

Garda: Produkcja BWP Borsuk
Portal Obronny SE Google News

Dlaczego proliferacja jest uważana za zagrożenie?

Gdy raport powstawał, obowiązywał New START. Trzeba wziąć to pod uwagę przy zgłębianiu jego treści. Im więcej państw ma broń atomową, tym większe jest ryzyko na jej użycie w wyniku błędu, eskalacji konfliktu lokalnego lub przejęcia jej przez fanatyków. Pojawienie się broni jądrowej w niestabilnych regionach (np. Bliski Wschód) zmusza sąsiadów do zbrojeń, co tworzy błędne koło vel reakcję łańcuchową. Proliferacja osłabia NPT. A to dzięki niemu „klub atomowy” nie rozrasta się. Z jednym wyjątkiem.

A jest nim przypadek Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Państwo dynastii Kimów weszło do „klubu”. USA nie zdołały (z wielu powodów, których opisywanie zajęłoby metry przestrzeni) przerwać KRLD prac nad pozyskaniem broni A. Dziś Szanowny Towarzysz Kim Dzong Un traktuje broń jądrową jako gwarancję istnienia KRLD w takim kształcie i treści, jak stworzył ją jego dziadek – Kim Ir Sen (Kim Il-sung). I nie ukrywajmy: nie brakuje państw, które chciałyby uzyskać (co sporo, bardzo sporo kosztuje) takie gwarancje bezpieczeństwa.

A czy terroryści mogliby wejść w posiadanie broni A i destabilizować jej użyciem nawet mocarstwa światowe? Jak było wspomniane – taki scenariusz jest praktycznie nierealny. Głowice są ściśle kontrolowane i zabezpieczone. Ani terroryści, ani najzdolniejsi studenci fizyki nie są w stanie zmontować klasycznego ładunku atomowego. Z prostej przyczyny: nie mają dostępu do wysoko wzbogaconego uranu. Mogą jednak wejść w posiadanie tzw. brudnej bomby. Jej użycie może zdestabilizować państwo-cel psychologicznie, gospodarczo i politycznie. Dlatego takie zagrożenie jest nie tylko treścią hollywoodzkich filmów, ale poważnie traktowanym problemem.

To teraz wróćmy do Polski i jej aspiracji do uczestnictwa w Nuclear Sharing, o którym decydują wyłącznie USA. Czy rozszerzanie tej sieci nie ma czasem znamion proliferacji wertykalnej? To jest mniej więcej tak, jak w zasadzie etycznej: „Kali ukraść krowa – to dobrze. Kaliemu ukraść krowa – to źle”.

Chiny i Rosja uważają, że amerykańska sieć to ukryta proliferacja. Bo choć głowice lub bomby są w wyłącznej dyspozycji właściciela, czyli USA, to… Skoro polscy lub niemieccy piloci trenują przenoszenie tych bomb na swoich samolotach (np. F-35), to w momencie wybuchu wojny, uważają wymienione państwa, kontrola faktycznie zostanie im przekazana. Ciekawe, że Rosja w ramach swojej sieci umiejscowiła broń A na terytorium Białorusi, jako odpowiedź na amerykańską Nuclear Sharing.

USA „robią swoje”, bo w ich strategii Extended Deterrence (rozszerzone odstraszanie) chodzi o zapewnienie korzyści „w zakresie bezpieczeństwa i obrony sojusznikom oraz partnerom w celu zredukowania ich zapotrzebowania na własną broń jądrową”.

Czy Rzeczpospolita mogłaby mieć broń jądrową własnej produkcji?

Wówczas mogłaby sobie sama zapewnić bezpieczeństwo poprzez własne jądrowe odstraszanie. A nie tylko przez amerykańskie. Zwolenników takiego rozwiązania nie brakuje, acz „gdybania” jest sporo w tej materii. Mogłaby mieć czy nie?

Tak. Po co najmniej dekadzie kosztownych (kilkadziesiąt miliardów USD) prac. Polska ma potencjał intelektualny, by opracować taki projekt. Jednak nie ma infrastruktury niezbędnej do zrealizowania takiego projektu, a i surowców również. To wszystko trzeba byłoby stworzyć i pozyskać. Mielibyśmy bombę atomową, zapewne kilka sztuk, ale przecież dziś liczą się ładunki termojądrowe.

Nawet jakby nie było przeszkód na drodze dołączania do „klubu atomowego”, to Polska nie byłaby w stanie wyprodukować broni wodorowej – termojądrowej. Jest to poza zasięgiem niemal każdego państwa średniej wielkości, działającego w pojedynkę w tej sferze ludzkiej inwencji. Indiom i Pakistanowi przejście od „atomu” do „wodoru” zajęło bez mała ćwierć wieku! OK. Dość już tego fantazjowania i gdybania.

Zwolennicy tego, by Polska miała do dyspozycji własną broń atomową, niech zapomną o swoich pragnieniach. Niech mają na uwadze to, że gdyby udało się pokonać rozliczne wstępne przeszkody rozmaitej natury, to każda próba budowy wirówek do wzbogacania uranu zostałaby natychmiast wykryta przez satelity i wywiad. Nie tylko amerykańskie. Jakby zareagowała Rosja?

Dlatego w „Preventing an Era of Nuclear Anarchy...” podkreśla się, że państwa sojusznicze USA, niebędące w posiadaniu broni jądrowej, opierają swoje bezpieczeństwo narodowe na amerykańskim rozszerzonym odstraszaniu. Zatem dla Polski znacznie realną, bezpieczniejszą oraz tańszą opcją jest uczestnictwo w programie Nuclear Sharing, bez konieczności łamania traktatów międzynarodowych. Pod warunkiem, że USA wyrażą na to zgodę. A to nie jest takie pewne. Waszyngton nie chce narażać się na działania odwetowe Rosji. Woli więc, gdy w sieci są lokalizacje w „starych” państwach NATO, a na jego wschodnich granicach stosować konwencjonalne odstraszanie...

Sonda
Czy Polska powinna posiadać broń jądrową?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki