- Badanie ECFR z 10 czerwca 2026 roku ujawnia historyczny spadek zaufania Europejczyków do USA, postrzeganych obecnie głównie jako "niezbędny partner", co prowadzi do rosnącego poparcia dla europejskiej autonomii strategicznej.
- Europejczycy w 15 badanych krajach opowiadają się za zwiększonymi wydatkami na obronność i wspólnym długiem UE na cele militarne, z silnym naciskiem na zakup europejskiego sprzętu obronnego.
- Wsparcie dla Ukrainy pozostaje silne, jednak z wyraźnymi granicami, takimi jak sprzeciw wobec wysłania sił pokojowych czy szybkiego przyjęcia do UE; jednocześnie istnieje zdecydowana wola uniezależnienia się od rosyjskich surowców energetycznych.
Europa budzi się w nowej rzeczywistości pozostawiona sama sobie. Tak można podsumować to co się dzieje od kiedy Donald Trump został prezydentem Stanów Zjednoczonych i zaczął wprowadzać w relacjach nowe porządki, które są na Europy nie tylko szokiem ale także i wyzwaniem, bo co Europa zrobi, gdy Rosja zaatakuje któryś z krajów NATO? Do tej pory polegano na Stanach Zjednoczonych jeśli chodzi o ochronę, teraz to się zmienia Europa sama musi zadabać o swoje bezpieczeństwo nie tylko zacząć wydawać więcej na zbrojenia ale także przestawiając swój przemysł na technologię militarne by nie być uzależnionym od widzimisie USA.
Analitycy Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR) w swoim najnowszym raporcie „Sami w domu: Europejczycy są gotowi bronić się sami”, opublikowanym tuż przed szczytem G7, opublikowali badanie zlecone za pośrednictwem YouGov i Mandate (dawniej Datapraxis) przeprowadzone w 15 krajach, w którym malują obraz kontynentu, który traci wiarę w amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa i zaczyna rozumieć, że musi wziąć sprawy w swoje ręce. To moment otrzeźwienia, który zmusza do przewartościowania starych sojuszy i budowy własnej siły.
Analitycy ECFR trafnie porównują obecną sytuację Europy do fabuły filmu "Kevin sam w domu" – kontynent, pozostawiony sam sobie przez dotychczasowego opiekuna, musi szybko dorosnąć i nauczyć się samodzielności. Ten nowo odkryty realizm przekłada się na konkretne postawy w kwestii bezpieczeństwa i obrony.
Upadek zaufania do transatlantyckiego sojusznika
Fundamentem powojennego porządku w Europie przez dekady było przekonanie o niezawodności sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Najnowsze dane ECFR pokazują, że ten fundament pęka w zastraszającym tempie.
Sondaż potwierdza dramatyczny spadek wiary w USA jako niezawodnego partnera. Obecnie zaledwie 11% Europejczyków postrzega Stany Zjednoczone jako sojusznika, co stanowi gwałtowny spadek z 22% w listopadzie 2024 roku. Co więcej, aż 25% respondentów określa USA mianem „rywala” lub nawet „przeciwnika”. Dominującym poglądem staje się określenie Ameryki jako „niezbędnego partnera” – sformułowanie, które sugeruje pragmatyzm i konieczność współpracy, ale jest pozbawione emocjonalnego ładunku zaufania i wspólnoty wartości.
Ta zmiana nastrojów jest bezpośrednią konsekwencją działań administracji Donalda Trumpa, w tym gróźb aneksji Grenlandii, nieprzewidywalnej polityki na Bliskim Wschodzie czy podważania zobowiązań w ramach NATO. W efekcie większość respondentów w każdym z badanych krajów nie wierzy, że Waszyngton udzieliłby im pomocy w razie ataku militarnego. Nawet w proamerykańskiej Polsce 53% ankietowanych wyraża sceptycyzm w tej kwestii, podczas gdy jedynie 37% ufa Stanom Zjednoczonym w tym zakresie. Jedynymi elektoratami, które wciąż w większości postrzegają USA jako sojusznika, są zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości w Polsce oraz partii Reform UK w Wielkiej Brytanii.
Co ciekawe, mimo tak głębokiego kryzysu, Europejczycy nie chcą trwałego "rozwodu" z USA. Większość wierzy, że relacje prawdopodobnie poprawią się po odejściu Trumpa z Białego Domu.
Podobne wnioski były także zauważalne w sondażach Portalu Obronnego przeprowadzonego przez Instytu Badań Pollster w którym aż 76% ankietowanych uważa, że Polska powinna przygotowywać się na scenariusz, w którym Stany Zjednoczone znacząco ograniczą swoje zobowiązania wobec NATO. Wynik ten, rosnący do 90% po wykluczeniu osób niezdecydowanych. W innym sondażu dla Portalu Obronnego 64% badanych popiera ideę budowy tzw. autonomii strategicznej Europy, nawet jeśli miałoby to oznaczać zmniejszenie zależności militarnej od Stanów Zjednoczonych.
Polecany artykuł:
Europejscy sąsiedzi nowym gwarantem bezpieczeństwa
W próżni powstałej po utracie zaufania do Waszyngtonu Europejczycy zwracają się ku sobie. W niemal każdym badanym kraju (z wyjątkiem Bułgarii) większość obywateli wierzy, że w razie ataku z pomocą przyszłyby im inne państwa europejskie. Ten optymizm jest uderzający, ponieważ wykracza poza tradycyjne podziały polityczne. Wiarę w europejską solidarność deklarują nie tylko proeuropejscy liberałowie, ale również zwolennicy partii eurosceptycznych i prawicowych, takich jak francuskie Zjednoczenie Narodowe czy włoscy Bracia Włosi. To sygnał, że poczucie wspólnoty losów na kontynencie jest silniejsze niż kiedykolwiek.
Świadomość, że trzeba liczyć przede wszystkim na siebie, przekłada się na konkretne oczekiwania wobec polityków. Idea europejskiej autonomii strategicznej przestaje być abstrakcyjnym hasłem z brukselskich korytarzy, a staje się realnym postulatem opinii publicznej.
Europejczycy zdają sobie sprawę, że bezpieczeństwo kosztuje. Sondaż pokazuje rosnące poparcie dla zwiększenia wydatków na obronność – w większości krajów obywatele akceptują potrzebę wzmocnienia narodowych armii. Większość respondentów opowiada się za wyższymi wydatkami na obronność – średnio gotowość na ten postulat wzrosła o 4 punkty procentowe w latach 2025-2026. Zmiana postaw jest najbardziej znacząca w Hiszpanii, gdzie poparcie dla zwiększonych wydatków wojskowych przeważa obecnie nad sprzeciwem. Jedynie Włochy stanowią wyjątek, gdzie 58% ankietowanych sprzeciwia się dalszym inwestycjom w wojsko.
Istnieje też silne przekonanie, że pieniądze na zbrojenia powinny trafiać przede wszystkim do europejskich firm („kupuj europejskie”), co wzmocniłoby nie tylko bezpieczeństwo, ale i gospodarkę całego kontynentu. Najsilniejsze poparcie dla tej idei widać w Danii (75%), Holandii (72%) i Szwecji (70%), Portugalii (69%), Francji (66%), Szwajcarii (64%), Wielkiej Brytanii (62%), Hiszpanii (62%), Estonii i Polsce (po 60%). Co intrygujące, Polska jednocześnie wyróżniała się dominującym poparciem dla zakupu większej ilości amerykańskiej broni i sprzętu obronnego (46% za, 33% przeciw), co jest napędzane proamerykańskimi nastrojami wyborców PiS.
Wspólny dług na zbrojenia? Zaskakująca zgoda "skąpców"
Jednym z najbardziej uderzających wyników badania jest gotowość Europejczyków do rewizji poglądów na finansowanie wspólnego bezpieczeństwa. Średnio 47% respondentów popiera pomysł zaciągnięcia wspólnego długu UE na cele obronne, przy 35% sprzeciwu. Poparcie jest najsilniejsze w Portugalii (59%), Danii (56%), Holandii (55%), Hiszpanii (53%) i Estonii. Co istotne, poparcie dla takiego rozwiązania jest wysokie nawet w krajach tradycyjnie sceptycznych wobec integracji fiskalnej, określanych jako "oszczędne", takich jak Dania, Holandia, Szwecja, Austria czy Niemcy. Ten pragmatyzm, jak zauważa Pawel Zerka, współautor raportu i szef badań opinii w ECFR, „stworzył okno możliwości, aby europejscy liderzy mogli pójść dalej i szybciej w budowie wspólnych systemów bezpieczeństwa”. Pokazuje to, że bezpieczeństwo staje się priorytetem, dla którego obywatele są gotowi zaakceptować niekonwencjonalne rozwiązania finansowe.
Jednakże, mimo tych tendencji, nie ma powszechnego zainteresowania zastąpieniem NATO wyłącznie europejską instytucją obronną. Zaledwie 29% respondentów uważa, że byłby to dobry pomysł, a w żadnym z badanych krajów większość nie opowiedziała się za takim rozwiązaniem. To sugeruje, że Europejczycy pragną wzmocnić własne zdolności obronne w ramach istniejącego sojuszu, a nie go porzucić.
Ukraina i granice europejskiego wsparcia
Wojna w Ukrainie pozostaje kluczowym punktem odniesienia dla europejskiego bezpieczeństwa. Poparcie dla Kijowa jest wciąż silne – większość Europejczyków postrzega Ukrainę jako sojusznika lub niezbędnego partnera z którym Europejczycy powinni strategicznie współpracować. Kraje północnej i zachodniej Europy, takie jak Szwecja (52% „sojusznik”, 27% „niezbędny partner”), Wielka Brytania (46% „sojusznik”, 33% „niezbędny partner”) czy Dania (45% „sojusznik”, 35% „niezbędny partner”), odnotowały najbardziej pozytywne opinie na temat Kijowa.
Jednak to wsparcie ma swoje wyraźne granice. Badanie ECFR ujawnia sceptycyzm wobec bardziej ambitnych form pomocy. Zdecydowana większość obywateli w tym w kluczowych dla obronności UE Niemczech, Francji i Polsce, sprzeciwia się pomysłowi wysłania europejskich sił pokojowych do Ukrainy po zakończeniu konfliktu. W Polsce i na Węgrzech aż 55% respondentów sprzeciwia się takiemu scenariuszowi.
Nie ma również publicznego konsensusu w sprawie szybkiego przyjęcia Ukrainy do Unii Europejskiej – obawy budzą zarówno koszty, jak i potencjalne konsekwencje dla spójności Wspólnoty. Chociaż respondenci w Portugalii, Hiszpanii i Szwecji są najbardziej przychylni idei rozszerzenia UE na wschód (odpowiednio 50%, 43% i 42% uważa to za dobry pomysł), w innych krajach sprzeciw jest głęboko zakorzeniony. Na Węgrzech 47% ankietowanych uważa to za zły pomysł, w Bułgarii 46%, a w Austrii 42%. Nawet w Estonii, która jest jednym z najbardziej zagorzałych zwolenników Ukrainy, opinia publiczna skłania się ku odrzuceniu jej przyjęcia w obecnym kontekście (37% postrzega wschodnie rozszerzenie UE jako zły pomysł, a 32% jako dobry). Jak zauważa Jana Kobzova, współautorka raportu i współdyrektorka programu bezpieczeństwa europejskiego ECFR, „utrzymując członkostwo jako cel, Europejczycy muszą wykazać się większą kreatywnością w tworzeniu mechanizmów pośrednich angażujących Kijów, takich jak integracja sektorowa czy synergie w zakresie współpracy obronnej oraz odstraszania na wschodniej flance NATO”.
Niepokojący jest również rosnący wpływ populistycznych partii, które coraz bardziej asertywnie głoszą poglądy antyukraińskie. Przykładem jest Viktor Orbán na Węgrzech. Sondaże ECFR pokazują, że wyborcy skrajnie prawicowych partii, takich jak FPÖ w Austrii, AfD w Niemczech, czy niektóre partie w Polsce, postrzegają Ukrainę przede wszystkim jako „rywala” lub „adwersarza”. Ta sytuacja może ulec pogorszeniu w kontekście kampanii wyborczych, zwłaszcza jeśli towarzyszy im poczucie „wiecznej wojny” na Ukrainie i obawy o koszty utrzymania.
Energetyczna niezależność ponad wszystko
Jednym z najmocniejszych wniosków płynących z raportu jest determinacja Europejczyków w dążeniu do autonomii energetycznej. Mimo presji gospodarczej i rosnących cen energii, obywatele wyciągnęli wnioski z uzależnienia od rosyjskich surowców. Zdecydowana większość (44%) uważa, że powrót do importu taniej rosyjskiej ropy i gazu byłby złym pomysłem, podczas gdy za takim rozwiązaniem opowiada się jedynie 27% badanych. Najsilniejszy sprzeciw wobec rosyjskich surowców panuje w Danii (73%), Szwecji (69%), Wielkiej Brytanii (61%), Estonii (58%) i Polsce (56%). Zamiast tego, Europejczycy chcą, aby ich przywódcy priorytetowo traktowali inwestycje w energię odnawialną i inne źródła wytwarzane na kontynencie. To silny mandat dla rządów do przyspieszenia transformacji energetycznej i budowy europejskiej suwerenności w tym obszarze.
Wyzwanie dla liderów: Wyborcy czekają na konkretne działania
Wyniki sondażu ECFR stanowią jasny sygnał dla europejskich przywódców. Obywatele kontynentu wykazują „dojrzałe i realistyczne” podejście, i oczekują zdecydowanych działań w kluczowych obszarach. Europejczycy nie ufają już Stanom Zjednoczonym bezwarunkowo i akceptują konieczność ponoszenia kosztów związanych z budowaniem własnej autonomii strategicznej. Jednocześnie, choć wspierają Ukrainę, ich poparcie jest ograniczone, a kwestie takie jak wysłanie wojsk czy rozszerzenie UE wymagają bardziej kreatywnego podejścia.
Jana Kobzova i Pawel Zerka zgodnie podkreślają, że europejscy przywódcy mają teraz szansę działać szybciej i bardziej zdecydowanie w zakresie obronności oraz odporności energetycznej. Muszą jednak uwzględnić obawy ekonomiczne obywateli. „Opinia publiczna, która będzie oceniać rządy na podstawie ich rzeczywistych działań w dążeniu do europejskiej autonomii strategicznej i raczej nie będzie pod wrażeniem pustych antytrumpowskich pozerstw”, mówi raport. Istota ma znaczenie, a wielu wyborców jest gotowych ponieść koszty, pod warunkiem, że zobaczą realne rezultaty.
W kontekście Ukrainy, decydenci muszą opracować nowe sposoby formułowania wsparcia, które będą miały trwałe poparcie społeczne w całej Europie, wykraczające poza język akcesji i zaangażowania militarnego na miejscu. W obszarze energetyki, Europejczycy dają rządom swobodę w budowaniu odporności energetycznej, bez obaw o rozpad antyrosyjskiego konsensusu. „Decydenci nie mają wymówek, by nie przyspieszać postępów w kierunku europejskiej autonomii energetycznej” – konkludują eksperci ECFR.
Raport stanowi również przestrogę. Europejczycy obawiają się nowego kryzysu gospodarczego, a ich wiara w system zależy od jego zdolności do ochrony przed finansowymi zawirowaniami. Długotrwałe zaniechanie tych działań mogłoby podważyć argumenty liderów w innych kwestiach, od geopolitycznej postawy Europy po jej źródła energii. Co więcej, choć większość obwinia Stany Zjednoczone za obecny kryzys paliwowo-energetyczny, wielu – zwłaszcza w Estonii i Niemczech – obwinia również swoje rządy krajowe.
Seria nadchodzących wyborów w Szwecji, Francji, Polsce, Włoszech i Hiszpanii stwarza sceptykom Europy samowystarczalnej duże możliwości wpływania na poglądy społeczeństwa w mniej obiecującym kierunku. Nowo odkryty realizm europejskiej opinii publicznej musi zostać szybko wykorzystany, aby obecne otwarcie nie zostało zmarnowane. Jak podsumowują autorzy raportu, nawiązując do filmu „Kevin sam w domu”: Kevin nauczył się niezależności, gdy został sam, rozpoznał wymagania i ograniczenia samoobrony, a także wartość samowystarczalności. „Ale żeby to wszystko zadziałało, musiał działać szybko”.
Polecany artykuł: