- Portfel zamówień BAE Systems osiągnął rekordowe 84 mld funtów.
- W pierwszym półroczu koncern pozyskał nowe zamówienia za 16,4 mld funtów.
- Sprzedaż wzrosła do 15,8 mld, a bazowy zysk operacyjny do 1,7 mld funtów.
- Polska jest związana z biznesem BAE przez F-35 oraz programy MBDA: Narew, Pilica+ i Miecznik.
84 mld funtów nie leży na koncie
Najważniejsza liczba w wynikach BAE Systems nie dotyczy przychodów ani pieniędzy już otrzymanych od klientów. Kwota 84 mld funtów oznacza wartość portfela zamówień, które mają być realizowane w kolejnych latach, a w części przypadków także przez kolejne dekady.
Na koniec 2025 roku portfel wynosił 83,6 mld funtów. Po sześciu miesiącach wzrósł o kolejne 400 mln, mimo że BAE równolegle wykonywał istniejące kontrakty i rozpoznawał z nich przychody. W pierwszej połowie roku firma zebrała nowe zamówienia za 16,4 mld funtów, wobec 13,2 mld w analogicznym okresie 2025 roku.
Sprzedaż sięgnęła 15,77 mld funtów i wzrosła o 9 proc. Bazowy zysk operacyjny zwiększył się o 11 proc., do 1,7 mld funtów, a zysk na akcję o 13 proc. BAE podniosło w rezultacie całoroczne prognozy: sprzedaż ma wzrosnąć o 8–10 proc., a bazowy zysk operacyjny o 10–12 proc.
Portfel jest równy mniej więcej 2,7-krotności całej sprzedaży osiągniętej przez grupę w 2025 roku. Nie oznacza to jednak, że koncern może przez niemal trzy lata nie zdobywać nowych umów. W zamówieniach znajdują się wieloletnie programy okrętowe, lotnicze, kosmiczne i rakietowe, w których wydatki są rozłożone nierównomiernie, zależnie od etapu projektowania, produkcji oraz prób.
Portfel daje widoczność przyszłych przychodów, ale jest też zobowiązaniem. Każda wpisana do niego umowa musi zostać zrealizowana przy określonym koszcie, w ustalonym terminie i zgodnie z wymaganiami klienta.
Popyt przestał być ograniczeniem
Jeszcze kilka lat temu europejskie koncerny zbrojeniowe zabiegały przede wszystkim o zachowanie linii produkcyjnych pomiędzy kolejnymi zamówieniami. Dzisiaj sytuacja wygląda odwrotnie. Rządy chcą jednocześnie odbudowywać zapasy amunicji, zwiększać liczebność sił zbrojnych i rozwijać systemy nowej generacji.
Od rozpoczęcia pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę portfel BAE Systems niemal się podwoił. Brytyjska grupa korzysta przy tym nie tylko ze wzrostu wydatków w Europie, ale również z zamówień ze Stanów Zjednoczonych, Australii, państw Bliskiego Wschodu oraz regionu Indo-Pacyfiku.
W samym pierwszym półroczu koncern zabezpieczył lub rozpoczął realizację kilku dużych przedsięwzięć. Wśród nich znalazł się kontrakt związany z obsługą 20 samolotów Eurofighter Typhoon zamówionych przez Turcję, umowy o wartości ponad 5 mld funtów dotyczące programu samolotu przyszłości GCAP oraz kolejna faza prac nad brytyjskimi atomowymi okrętami podwodnymi typu Dreadnought, wyceniona na 5,9 mld funtów.
Polecany artykuł:
BAE otrzymało także amerykańskie zamówienia na haubice M109A7 Paladin, szwedzkie systemy artyleryjskie Archer oraz zestawy przeciwlotnicze i przeciwdronowe Tridon Mk2. Firma podpisała ponadto siedmioletnie porozumienie związane z czterokrotnym zwiększeniem produkcji głowic naprowadzających dla pocisków przechwytujących systemu THAAD.
To właśnie ta różnorodność jest jednym z największych atutów koncernu. BAE nie zależy od powodzenia jednego czołgu, jednego samolotu albo jednego programu rakietowego. Produkuje wyposażenie dla wojsk lądowych, lotnictwa, marynarek wojennych, obrony powietrznej, systemów kosmicznych i walki radioelektronicznej.
Popyt nie jest już jednak najważniejszym pytaniem. Istotniejsze staje się to, ile zamówionego sprzętu firma rzeczywiście potrafi dostarczyć.
Zamówienie można podpisać szybciej, niż rozbudować zakład
Nowej fabryki nie da się uruchomić decyzją zarządu podjętą podczas jednej konferencji wynikowej. Trzeba znaleźć teren, postawić obiekty, kupić maszyny, zakwalifikować procesy, zatrudnić pracowników i ponownie certyfikować komponenty pochodzące od nowych dostawców.
W przemyśle obronnym trwa to szczególnie długo. Wiele podzespołów powstaje w niewielkich seriach, z wykorzystaniem specjalistycznych materiałów i technologii dostępnych u jednego lub dwóch producentów. Zmiana nawet pozornie prostego elementu może wymagać przeprowadzenia prób całego systemu.
BAE przyznaje wprost, że wykorzystuje obecny okres do zwiększania mocy produkcyjnych. W szwedzkich zakładach Hägglunds, w których powstają między innymi bojowe wozy piechoty CV90, grupa realizuje pięcioletni program inwestycyjny przekraczający 300 mln dolarów. Powstają tam nowe obiekty logistyczne, integracyjne i kontrolne. Koncern przejął również szwedzkiego producenta dużych, precyzyjnie obrabianych elementów, aby zwiększyć bezpieczeństwo dostaw dla zakładów Boforsa.
Kolejne 135 mln dolarów trafia do zakładów w Teksasie i New Hampshire, produkujących elementy amunicji precyzyjnej. Firma rozbudowuje też działalność związaną z pociskami, systemami przeciwdronowymi i elektroniką.
Nie wystarczą jednak same hale.
BAE planuje w 2026 roku zatrudnić w Wielkiej Brytanii ponad 1100 praktykantów oraz około 1200 absolwentów i studentów. Jest to inwestycja, której efekty pojawią się później niż nowa obrabiarka. Doświadczonego spawacza kadłubów okrętów podwodnych, specjalisty integracji rakiet albo inżyniera systemów walki nie da się przygotować w ciągu kilku tygodni.
Rosnący portfel może zatem stać się zarówno przewagą, jak i ryzykiem. Opóźnienia jednego dostawcy przenoszą się na całe programy. Wzrost kosztów pracy i materiałów zmniejsza rentowność kontraktów podpisywanych kilka lat wcześniej. Rządy mogą też zmieniać wymagania w czasie, gdy produkt znajduje się już w fazie projektowania albo produkcji.
Dlatego coraz większe znaczenie mają zaliczki klientów. BAE wygenerowało w pierwszym półroczu 1,79 mld funtów wolnych przepływów pieniężnych, między innymi dzięki wysokim przedpłatom otrzymanym od zamawiających. Państwo finansuje w ten sposób nie tylko przyszłe dostawy, ale pośrednio także materiały, wyposażenie fabryk i rozbudowę łańcucha dostaw.
Polska już znajduje się w portfelu BAE
Polska nie jest dla BAE Systems klientem porównywalnym ze Stanami Zjednoczonymi lub Wielką Brytanią. Nie oznacza to jednak, że wyniki brytyjskiego koncernu pozostają bez związku z polskimi programami modernizacyjnymi.
Pierwszym obszarem jest F-35.
BAE Systems posiada od 13 do 15 proc. udziału przemysłowego w każdym produkowanym samolocie, nie licząc układu napędowego. Brytyjskie zakłady w Samlesbury budują tylną część kadłuba wszystkich F-35, a amerykańskie oddziały koncernu dostarczają między innymi elementy systemu walki radioelektronicznej i samoobrony.
Polska kupiła 32 samoloty F-35A za 4,6 mld dolarów. Każdy polski „Husarz” zawiera więc elementy wyprodukowane przez BAE, chociaż głównym wykonawcą polskiej umowy pozostaje Lockheed Martin.
Jeszcze ważniejsze połączenie prowadzi przez MBDA. BAE Systems posiada 37,5 proc. udziałów w europejskiej grupie rakietowej, tyle samo co Airbus. Pozostałe 25 proc. należy do Leonardo. Na koniec pierwszego półrocza 2026 roku portfel samego MBDA osiągnął 48 mld euro, a nowe zamówienia zebrane w ciągu sześciu miesięcy miały wartość 6,5 mld euro.
Polska jest jednym z kluczowych europejskich klientów MBDA. W programie Narew wartość umów wykonawczych związanych z rozwiązaniami brytyjskiej grupy przekracza 4 mld funtów. Zakładają one powstanie w Polsce ponad 1000 pocisków CAMM-ER oraz przeszło 100 wyrzutni. Program obejmuje transfer technologii do PGZ, a więc nie jest wyłącznie zakupem gotowych rakiet z Wielkiej Brytanii.
Osobny kontrakt o wartości 1,9 mld funtów dotyczy pocisków CAMM i wyrzutni dla 22 zestawów Pilica+. Pierwsze seryjne wyrzutnie i pociski zostały już dostarczone do Polski, gdzie są integrowane z podwoziami Jelcz, radarami Bystra i systemami dowodzenia Zenit.
MBDA dostarczy również system Sea Ceptor dla trzech fregat programu Miecznik. Wspólnym elementem Narwi, Pilicy+ i uzbrojenia okrętów będzie rodzina pocisków CAMM, tworząca jeden z największych programów krótkiego zasięgu w Europie.
Polskie zamówienia nie trafiają w całości do przychodów BAE Systems. MBDA jest odrębnym przedsiębiorstwem, a w programie Narew znaczna część produkcji ma zostać ulokowana w polskim przemyśle. BAE korzysta jednak jako udziałowiec MBDA, a polskie kontrakty zwiększają skalę całej rakietowej grupy i uzasadniają inwestycje w kolejne zdolności produkcyjne.
Polska powinna patrzeć na dostawy, nie tylko na podpisane miliardy
Rekordowy portfel BAE pokazuje, że zachodni przemysł obronny wszedł w etap, w którym problemem nie jest brak zamówień. Problemem jest ich realizacja bez wieloletnich opóźnień, gwałtownego wzrostu kosztów i uzależnienia od pojedynczych dostawców.
To ważna lekcja dla Polski.
PGZ i prywatne przedsiębiorstwa również informują o rosnących portfelach: produkcji amunicji, pojazdów, systemów radiolokacyjnych, wyrzutni i rakiet. Sama wartość podpisanych umów nie mówi jednak jeszcze, ile sprzętu trafi do jednostek w każdym kolejnym roku.
Najważniejszym wskaźnikiem powinno być tempo produkcji.
Jeżeli zakład otrzymuje kontrakt na kilka tysięcy pocisków, musi równolegle zabezpieczyć materiały energetyczne, elektronikę, silniki, głowice i personel. Jeżeli zamawiane są setki pojazdów, potrzebne są nie tylko hale montażowe, ale także odpowiednia liczba silników, przekładni, systemów obserwacyjnych i części zamiennych.
BAE może inwestować w zakłady jeszcze przed rozpoczęciem pełnej produkcji, ponieważ posiada długoterminowe zamówienia, zaliczki klientów oraz pewność, że programy będą kontynuowane przez kolejne lata. Polski przemysł potrzebuje podobnego modelu: wieloletnich umów wykonawczych, przewidywalnych harmonogramów, finansowania rozbudowy mocy i zamówień eksportowych uzupełniających potrzeby Sił Zbrojnych RP.
Dotyczy to również współpracy z zagranicznymi partnerami. Program Narew będzie sukcesem przemysłowym dopiero wtedy, gdy polskie zakłady nie tylko opanują montaż pocisków CAMM-ER, ale także będą zdolne wytwarzać je w liczbie odpowiadającej potrzebom wojska, odbudowie zapasów i potencjalnemu eksportowi.
BAE nie musi już przekonywać rządów, że powinny kupować uzbrojenie. Musi przekonać je, że potrafi dostarczyć zamówiony sprzęt szybciej niż konkurenci.
Polskie przedsiębiorstwa stoją przed tym samym sprawdzianem. Wartość portfela dobrze wygląda w raporcie. O realnej sile przemysłu decyduje jednak liczba pocisków, pojazdów i systemów opuszczających fabrykę każdego miesiąca.