Incydent pod Tarnawą-Kolonią. Wojsko było gotowe do zestrzelenia obiektu

W czwartek (30 lipca) rano polską przestrzeń powietrzną naruszył prawdopodobnie rosyjski pocisk balistyczny CH-101, który spadł w terenie niezabudowanym w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim. Premier Donald Tusk potwierdził incydent, podkreślając gotowość wojska do zestrzelenia obiektu oraz brak ofiar. Władze państwowe i służby podjęły natychmiastowe działania, a incydent wywołał falę dyskusji politycznych i krytyki ze strony opozycji dotyczącej systemu ostrzegania i obrony, zwłaszcza w kontekście zmasowanego rosyjskiego ataku na Ukrainę.

Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz na konferencji. O rosyjskim pocisku pod Tarnawą przeczytasz na SE Portal Obronny.
Autor: MON/ X (Twitter)

Wydarzenia rozegrały się w nocy ze środy na czwartek, kiedy to Dowódca Operacyjny RSZ gen. Ireneusz Nowak postawił w stan najwyższej gotowości wszystkie systemy obrony powietrznej państwa. Blisko polskiej przestrzeni powietrznej znalazło się ponad 20 obiektów, a o godzinie 3.40 wykryto niezidentyfikowany obiekt poruszający się w kierunku zachodnim. W celu jego rozpoznania i przechwycenia skierowano dyżurny myśliwiec F-16. Obiekt zanikł ze wskazań systemów radiolokacyjnych o godzinie 3.46. Później załoga śmigłowca Mi-24 zlokalizowała prawdopodobne miejsce upadku w terenie niezabudowanym.

Reakcja władz i gotowość obrony powietrznej: Co mówią premier Tusk i szef MON Kosiniak-Kamysz?

W związku z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej, w czwartek premier Donald Tusk, wraz z m.in. wicepremierem, szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, udał się do Lublina, gdzie uczestniczyli w posiedzeniu zespołu koordynacyjnego z udziałem przedstawicieli służb – wojska, straży pożarnej, policji – oraz wojewody lubelskiego. Szef rządu, Donald Tusk, nie pozostawił wątpliwości co do prawdopodobnego pochodzenia obiektu. „Wszystko na to wskazuje, że mamy do czynienia z pociskiem balistycznym CH-101, rosyjskim” – powiedział premier, zaznaczając, że wymaga to jeszcze potwierdzenia i szczegółowego badania.

Kluczową informacją, która uspokoiła opinię publiczną, było zapewnienie o braku ofiar i strat. „Pocisk spadł w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim, w terenie niezabudowanym” – relacjonował premier. Dodał, że „nie ma żadnych informacji o ofiarach ani o stratach”. Premier Tusk podkreślił również, że polskie siły zbrojne były w pełnej gotowości do działania. „Byliśmy gotowi do zestrzelenia tej rakiety w przypadku, gdyby kontynuowała swój lot” – zaznaczył szef rządu, rozwiewając wątpliwości dotyczące możliwości reakcji obrony powietrznej.

Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz szczegółowo opisał działania podjęte w nocy. Stwierdził, że w związku ze zmasowanym rosyjskim atakiem na zachodnią Ukrainę, już w godzinach późnowieczornych uruchomiono „zarówno krajowe, jak i sojusznicze służby związane z ochroną polskiej przestrzeni powietrznej”. Wskazał, że polskie pary dyżurne F-16 operowały już od około godziny 2 w nocy w okolicy granicy polsko-ukraińskiej, oczekując na rozkazy i będąc gotowymi do zestrzelenia obiektów w przypadku pojawienia się w polskiej przestrzeni powietrznej. Dodatkowo uruchomiono samoloty rozpoznawcze oraz sojusznicze samoloty do tankowania w powietrzu, które wystartowały z Republiki Federalnej Niemiec na terytorium Polski.

Premier Tusk zwrócił uwagę na szerszy kontekst geopolityczny. Podkreślił, że pomoc Ukrainie w zwalczaniu pocisków, rakiet i dronów rosyjskich na jej terytorium ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo Polski. „To zdarzenie z minionej nocy, po raz kolejny to potwierdza” – dodał. Zapewnił również o płynnej współpracy wszystkich służb państwowych. „Nie ma mowy o jakichkolwiek kłopotach, jeśli chodzi o współpracę wszystkich instytucji państwowych” – zaznaczył, informując, że rozmawiał o sytuacji także z prezydentem Karolem Nawrockim.

Szef MON Kosiniak-Kamysz dodał, że służby i wojsko są gotowe do podejmowania wszelkich decyzji w celu zabezpieczenia Rzeczypospolitej Polskiej i jej obywateli. Stwierdził, że „niektórzy chcą zapomnieć” i „nie chcą już tego widzieć”, że za polską granicą trwa pełnoskalowa wojna. „To są metry, które nas dzielą od tej wojny i ta noc po raz kolejny uświadamia – nie tym, którzy siedzą przy tym stole, nie dowódcom, nie strażakom, nie policjantom – ale nam wszystkim jeszcze raz, że sytuacja jest bardzo poważna” – podkreślił minister obrony.

Gen. Ireneusz Nowak, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych, precyzował, że o możliwym dużym ataku na Ukrainę dowództwo wiedziało już przed północą. Podjęto kroki zmierzające do podniesienia gotowości systemu obrony powietrznej. Myśliwce F-16 z 32. Bazy lotnictwa taktycznego w Łasku oraz z bazy w Malborku znajdowały się w 15-minutowej gotowości do startu. Do 30 minut podniesiono gotowość startu samolotu wczesnego wykrywania Saab 340, a w gotowości były również śmigłowce Mi-24 i wszystkie zestawy obrony powietrznej na ziemi.

„Jeden z samolotów F-16 otrzymał polecenie przechwycenia obiektu, który naruszył polską przestrzeń powietrzną” – powiedział gen. Nowak. Dodał: „Ja byłem cały czas w gotowości do wydania polecenia zestrzelenia tego obiektu”. Dowódca Operacyjny wyjaśnił, dlaczego ostatecznie nie doszło do zestrzelenia: „Złożyło się tak, że nasz myśliwiec F-16 znalazł się dokładnie w momencie w miejscu upadku, kiedy ten pocisk uderzył w ziemię. Gdyby ta rakieta kontynuowała lot, podjęta byłaby decyzja zestrzelenia tej rakiety. Natomiast rakieta upadła w terenie niezamieszkałym, niezabudowanym, nie stwarzając ryzyka”.

Gen. Nowak zaznaczył również, że w takiej sytuacji DORSZ ma obowiązek powiadamiać Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, które podaje informacje w celu powszechnego ostrzegania obywateli w regionach zagrożonych. Zgodnie z procedurą w woj. lubelskim włączone zostały syreny alarmowe, a służby w woj. podkarpackim pozostawały w gotowości.

„Bezpieczeństwo obywateli jest priorytetem i kiedy widzimy, że sytuacja jest groźna i rozwija się w niekorzystnym kierunku, takie ostrzeżenia będą wydawane. Z mojego punktu widzenia procedury zostały wykonane. Samoloty pozostawały w gotowości do zestrzelenia obiektu. Sytuacja zakończyła się szczęśliwie” – podsumował Dowódca Operacyjny.

Śledztwo prokuratury i ukraińska pomoc: Jakie są ustalenia na miejscu zdarzenia w Tarnawie-Kolonii?

Na miejscu zdarzenia w Tarnawie-Kolonii w woj. lubelskim intensywnie pracują służby. Lubelska policja poinformowała w serwisie X, że w czwartek rano otrzymała zgłoszenie o potężnym huku, który słychać było w powiecie biłgorajskim między miejscowościami Tarnawa Kolonia a Biskupice. „Po godz. 5.00 policjanci pomiędzy m. Tarnawa Kolonia a m. Tokary na polu w odległości około 2 km od zabudowań ujawnili lej oraz porozrzucane elementy niezidentyfikowanego obiektu” – podała policja. Rzecznik Lubelskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP kpt. Tomasz Stachyra przekazał PAP, że strażacy zabezpieczają krater o średnicy około 10 metrów. O zdarzeniu powiadomiono służby, w tym Żandarmerię Wojskową, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służbę Kontrwywiadu Wojskowego i Prokuraturę Okręgową w Lublinie.

Szef Prokuratury Okręgowej w Lublinie Grzegorz Trusiewicz na briefingu w Tarnawie-Kolonii poinformował, że przed godziną 4:00 mieszkanka powiatu biłgorajskiego powiadomiła służby o głośnym huku. Pierwsza na miejscu zdarzenia była policja, która ujawniła miejsce upadku obiektu. Według szacunku prokuratora krater ma około 10 metrów średnicy i około 5 metrów głębokości. Szczątki obiektu rozrzucone są na terenie około 200 metrów. Dopytywany o dotychczasową liczbę szczątków odparł, że „jest ich sporo”. Trudno to aktualnie sprecyzować, bo – jak wyjaśnił – w miejscu upadku znajduje się pole uprawne, nieskoszony rzepak.

Śledczy ustalają też, z jakiego kierunku nadleciał „obiekt latający o charakterze wojskowym”. Informacje te mają zostać przekazane po potwierdzeniu wstępnych ustaleń prokuratury. Na miejscu pracuje około 100 funkcjonariuszy różnych służb, w tym wojska i policji. Jest też czterech prokuratorów, którzy bezpośrednio nadzorują oględziny. Wkrótce ma przyjechać około 50 funkcjonariuszy WOT, aby pomóc śledczym w przeczesywaniu terenu.

Interesującym aspektem śledztwa jest propozycja pomocy ze strony Ukrainy.

„Dostaliśmy też oficjalny wniosek strony ukraińskiej o pomoc w przeprowadzeniu tych oględzin, ponieważ są to fachowcy, którzy mają najwięcej do czynienia z tego typu zdarzeniami. Aktualnie trwa rozpoznawanie wniosku i niewykluczone jest to, że przyjadą oni tutaj na miejsce i pomogą – również ze służbami polskimi – zidentyfikować ten element, który wleciał do polskiej przestrzeni powietrznej” – wyjaśnił prok. Trusiewicz.

Z jego informacji wynika, że to strona ukraińska zaproponowała tę pomoc, tzn. wystosowała pismo do strony polskiej. Śledztwo Wydziału ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie prowadzone jest w kierunku sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym, za co grozi do 10 lat więzienia.

Fala krytyki opozycji: Dlaczego pocisk nie został zestrzelony i gdzie były alerty?

Incydent na Lubelszczyźnie szybko stał się przedmiotem ostrej krytyki ze strony polityków opozycji, którzy zarzucają rządowi brak odpowiednich działań i informacji. Rzecznik PiS Rafał Bochenek stwierdził, że „kolejny raz rząd (Donalda) Tuska zawiódł”. Wskazał na „brak ostrzeżeń – alertów dla mieszkańców, brak informacji po zdarzeniu, co się wydarzyło – wielogodzinny stres i niepewność, brak reakcji systemów obrony przeciwlotniczej pomimo tego, że obiekt miał być w polskiej przestrzeni powietrznej aż przez 6 minut, od godz.: 3.40-3.46. ranek mija... a rząd śpi”.

Mariusz Błaszczak, szef klubu parlamentarnego PiS i były szef MON, w nagraniu na X, domagał się od rządu odpowiedzi na pytanie, dlaczego w tej sytuacji nie użyto systemów obrony przeciwlotniczej i obiekt nie został zestrzelony. Błaszczak złożył w imieniu klubu wniosek o uzupełnienie porządku obrad Sejmu o informację Prezesa Rady Ministrów w sprawie wydarzeń na Lubelszczyźnie.

Wiceprezes PiS Przemysław Czarnek na czwartkowym briefingu podkreślił, że przez swoich krewnych z Lubelszczyzny obudzony został przed godziną 4. Jak dodał, „trzy godziny czekano na jakiekolwiek informacje na temat tego, co się stało”. Podał, że był i jest w kontakcie ze starostą Biłgorajskim Andrzejem Szarlipem i od niego dowiedział się o leju na pograniczu powiatu biłgorajskiego i lubelskiego. „Czekamy na transparentne informacje” – powiedział. Podkreślił, że tego rodzaju dane powinny być „natychmiast”. „Prosimy o szybkie wyjaśnienia tego, co się stało: co wleciało, skąd wleciało, kto wysłał to, co wleciało, skąd ten „potężny huk” jak mówią mieszkańcy tamtych ziem i z tym wszystkim dalej” – podkreślił Czarnek.

Do wydarzeń na Lubelszczyźnie odniósł się również europoseł i członek stowarzyszenia „Rozwój Plus” Piotr Müller. „Nadal nie ma szerokich systemów powiadamiania przed niebezpieczeństwem! Chaos na Lubelszczyźnie” – napisał na X. Jak zaznaczył, dla zwiększenia bezpieczeństwa w Polsce, trzeba wdrożyć system mAlert w aplikacji mObywatel, który – jak przypomniał – zaproponowali kilka miesięcy temu politycy związani z Rozwojem Plus Janusz Cieszyński i europoseł Michał Dworczyk, związani wówczas z Prawem i Sprawiedliwością. Müller zaznaczył, że rozwiązania, których wdrożenia – jak napisał – domaga się klub parlamentarny Rozwój Plus to m.in. błyskawiczny push w aplikacji bezpośrednio na telefon; precyzyjne ostrzeżenie dopasowane do lokalizacji i jasna instrukcja krok po kroku, jak się zachować. Europoseł przypomniał, że one „od miesięcy” leżą w szufladzie i zaapelował do premiera i szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego, „by wdrażali „sprawdzone pomysły, zamiast je ignorować!”.

Szef MSWiA Marcin Kierwiński odpowiedział na platformie X, zarzucając Müllerowi cynizm i politykierstwo.

„Napisał rzecznik rządu który: 1. likwidował obronę cywilna i ochronę ludności, 2. pozostawił zgliszcza w systemie łączności służb i systemie powiadamiania ostrzegawczego, 3. chciał likwidować RCB. W PiS czy poza PiS – taki sam cynizm, takie same politykierstwo” – stwierdził minister.

Szef klubu Konfederacji Grzegorz Płaczek, odnosząc się do czwartkowych wydarzeń, wskazał na X, że minister obrony z premierem twierdzą, iż nad wszystkim panowali, ale – jak napisał – „Panowie – na miły Bóg! Przez 6 minut nad głowami Polaków (w linii prostej w odległości około 60 kilometrów od najbliższego odcinka polsko-ukraińskiej granicy) leciał najprawdopodobniej pocisk, który ostatecznie spadł niezestrzelony – na szczęście nikogo nie zabijając”. „Mógł trafić w jakieś miasto. Panowaliście nad wszystkim, tak? Przecież to jest jakaś parodia” – podkreślił.

Sytuacja na granicy: Zmasowany atak na Ukrainę a bezpieczeństwo Polski

Incydent z rosyjskim pociskiem jest ściśle związany z trwającym zmasowanym atakiem Rosji na Ukrainę. W nocy ze środy na czwartek w stolicy Ukrainy, Kijowie, słychać było syreny alarmowe i odgłosy wybuchów – informowała agencja Reuters. Mer Lwowa Andrij Sadowy przekazał w czwartek, że około 20 osób zostało rannych w wyniku ataku rakietowego Rosji na miasto, a akcja ratunkowa ciągle trwa. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ostrzegł w środę wieczorem, że najbliższej nocy z dużym prawdopodobieństwem może dojść do zmasowanego ataku sił rosyjskich.

Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił, że jest to jeden z największych ataków na zachodnią część Ukrainy. „Ostatnie miesiące to były ataki raczej skierowane na Kijów, okolice i na wschodnią część Ukrainy” – zaznaczył. Koordynacja działań ze stroną ukraińską i przekazywanie informacji są kluczowe w obliczu tej sytuacji. Szef BBN Bartosz Grodecki informował rano, że prezydent Karol Nawrocki na bieżąco otrzymuje informacje o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej i jest w kontakcie z premierem i szefem MON. Incydent po raz kolejny uwypukla, jak blisko Polski toczy się wojna i jak ważne jest utrzymanie wysokiej gotowości obronnej oraz ścisłej współpracy z sojusznikami i Ukrainą.

Rosyjskie drony spadły w Polsce. Relacja mieszkanek miejscowości Wyryki