• 62 proc. ankietowanych Polaków w 2024 r. uznało, że Powstanie Warszawskie nie było błędem.
• Zryw miał trwać trzy, a maksymalnie do dziesięciu dni. W obu scenariuszach powstańcy mieli za mało broni.
• 1 sierpnia Niemcy mieli 16 tys. żołnierzy, po kilku dniach było ich 25 tys.
• Alianci i Sowieci dostarczyli powstańcom zrzutami z powietrza do ok. 380 ton zaopatrzenia.
• Sporym wzmocnieniem dla Powstania był udział 2,5 tys. żołnierzy berlingowwskiego Wojska Polskiego.
Tradycyjnie 1 sierpnia Polacy podzielą się na trzy obozy
O Powstaniu Warszawskim napisano tysiące książek, setki tysięcy artykułów. Niewiele jest jeszcze prawd nieodkrytych. Tradycyjnie 1 sierpnia Polacy podzielą się na trzy obozy. Będą tacy, którzy uważają, że Powstanie Warszawskie było i tyle ich to interesuje. Będą kłócić się twierdzący, że było ono błędem, jakich nie brakuje w naszej historii, z mającymi całkiem odmienną opinię.
I choć większość społeczeństwa reprezentuje ten ostatni obóz (62 proc. wg sondaży z 2024 r.), to i tak przekaz mniejszości będzie dominował. Będą wychwalać bohaterstwo powstańców i potępiać w czambuł decyzję tych, którzy rzucili słabo uzbrojoną młodzież do boju, który miał trwać trzy dni. Nie o politycznej stronie Powstania Warszawskiego będzie ten materiał. Do tego aspektu jeszcze powróćmy, gdy ucichną rocznicowe obchody. W tym materiale będzie o faktach, a nie o przypuszczeniach, hipotezach czy innych niewymiernych spekulacjach.
A rzeczywistość była już na starcie mało optymistyczna. Broni było za mało nawet jak na zakładane trzy dni walki (a maksymalnie siedem), po których Warszawa miała być opanowana, a powstańcy mieli witać Czerwoną Armię i berlingowskie Wojsko Polskie.
Gdy wybiła o 17:00 godzina „W”, żołnierze Armii Krajowej Okręgu Warszawskiego mieli:
• 2 działka przeciwpancerne Bofors kal. 37 mm,
• 25 tys. granatów,
• 1000 karabinów,
• 300 peemów,
• 1,7 tys. pistoletów i rewolwerów,
• 60 rkm-ów,
• 7 ckm-ów,
• 35 karabinów przeciwpancernych i granatników przeciwpancernych PIAT.
Ocenia się, że do walki z prawie 48 tys. zaprzysiężonych AK-owców można było skierować 25 tys. żołnierzy. Liczbowo to odpowiednik niespełna dwóch dywizji piechoty Wojska Polskiego z września 1939 r. Według etatu wojennego taki związek taktyczny dysponował 108 ckm-ami! Jeszcze coś komentować?
Ludzi nie brakowało. Broń była czymś deficytowym. Czymś, co zdobywało się na przeciwniku, jak w dawnych XIX-wiecznych powstaniach. A przeciwnik, 1 sierpnia, był tylko liczebnie słabszy. Tylko i wyłącznie. Garnizon niemiecki rozlokowany w 179 miejscach w Warszawie liczył sobie ok. 16 tys. żołnierzy. W przeciwieństwie do Polaków – dobrze uzbrojonych.
Waffen-Sturmbrigade der SS RONA i SS-Sonderregiment Dirlewanger
Z tych 16 tys. żołnierzy dwie trzecie stanowiły regularne, wcale nie tyłowe oddziały. 1 sierpnia 1944 r. na garnizon wojsk okupacyjnych (dowodzony przez gen. mjr. Reinera Stahela) składały się:
• oddziały piechoty Wehrmachtu, Bahnschutz, załogi obiektów wojskowych i lotniska Okęcie,
• formacje pancerne stacjonujące w Warszawie lub jej okolicy, na czele z doborową 1. Dywizją Pancerno-Spadochronową „Hermann Göring”,
• siły policyjne i SS z formacji Ordnungspolizei, Schutzpolizei, Gestapo (stacjonującego w Alei Szucha) oraz Werkschutzu (straży przemysłowej). Obsadzono nimi ufortyfikowane punkty oporu (Stützpunkte) utworzone w gmachach rządowych, węzłach komunikacyjnych i koszarach.
Co ważne: 1 sierpnia w Warszawie nie było Waffen-SS. Jej oddziały pojawiły się po 5 sierpnia. Wówczas na mocy rozkazu Adolfa Hitlera i Heinricha Himmlera utworzono specjalny związek taktyczny, którego zadaniem było stłumienie powstania. Zadanie powierzono SS-Obergruppenführerowi Erichowi von dem Bach-Zelewskiemu. Objął on dowództwo Korpsgruppe von dem Bach.
Tworzyły go siły garnizonu warszawskiego Wehrmachtu wzmocnione przez Waffen-SS, a konkretnie przez
• Waffen-Sturmbrigade der SS RONA (Rosyjskiej Wyzwoleńczej Narodowej Armii) oraz przez
• SS-Sonderregiment Dirlewanger (czyli Specjalny Pułk SS Dirlewanger).
Brygadę tworzyli kolaboranci, przede wszystkim rosyjscy. Dokonali rzezi na Ochocie. Pułk był karną formacją złożoną z kryminalistów wypuszczonych z więzień i obozów koncentracyjnych w zamian za służbę dla Führera i III Rzeszy. Dopuścił się rzezi na Woli. Obie formacje (w sumie ok. 2,8 tys. żołnierzy) miały więcej broni niż cała Armia Krajowa Okręgu Warszawskiego w godzinie „W”.
Gdy do niemieckiego potencjału militarnego doda się jeszcze samoloty Luftwaffe, ciężką artylerię i pociągi pancerne, przewaga okupanta już w pierwszym tygodniu była przygniatająca, a z każdym następnym wzrastała.
Broń można było zdobyć, albo czekać na zrzuty z powietrza
Niemcy mogli liczyć na zaopatrzenie i posiłki. Powstańcy tylko na to, co zdobędą na Niemcach, i na zrzuty z powietrza. Pamiętać należy, że z pomocą materiałową Sowieci ruszyli dopiero od 13 września. Wówczas było już jasne, że zryw powstańczy chylił się ku końcowi. Alianckie samoloty pojawiły się nad Warszawą w nocy z 3 na 4 sierpnia. To, co zrzucono dla powstańców, można ocenić z dwóch punktów widzenia.
Z pierwszego, wychodzącego z deficytu uzbrojenia, były to znaczące ilości uzbrojenia, amunicji i medykamentów.
Z drugiego punktu widzenia – wynikającego z potrzeb powstańców – było to coś w rodzaju kroplówki. Szacunki co do wielkości powietrznej pomocy są zróżnicowane. Ocenia się, że alianci dostarczyli od 36 do 104 ton broni, amunicji i zaopatrzenia, a sowieckie – od 55 do 268 ton.
Znaczna część zrzutów nie dotarła do powstańców. Albo spadła na teren zajmowany przez Niemców, albo uległa zniszczeniu. Alianci i Sowieci dostarczyli powstańcom:
• 290 karabinów,
• 1000 peemów,
• 950 pistoletów,
• 150 rkm-ów,
• 5 ckm-ów,
• 230 PIAT-ów,
• 13 moździerzy,
• 143 karabiny przeciwpancerne,
• 17,3 tys. granatów ręcznych.
Sporym wzmocnieniem sił powstańczych było wejście do walk 2,6 tys. dobrze wyposażonych i uzbrojonych żołnierzy 1. Armii Wojska Polskiego. Niestety, samo uzbrojenie to nie wszystko. Doświadczenie w walce też się liczy. A berlingowcy dotąd nie walczyli w mieście. Zginęło ich w Warszawie ok. 2 tys.
Do powstańczego arsenału należy dodać broń własnej produkcji (choćby butelki z benzyną, które można w mocnym uproszczeniu potraktować jako granaty) oraz zdobyczną. Nie tylko strzelecką, ale i ciężką. Zdobyli samobieżne działo Jagdpanzer 38(t) Hetzer oraz czołg PzKpfw V Panther.
Potencjał militarny powstańców mógłby się zasadniczo zwiększyć, gdyby do Powstania przyłączyły sięruszyli (5, 12 i 23) ze składu II Korpusu Rezerwowego oraz 1. Dywizja Kawalerii Honwedów Królewskiej Armii Węgierskiej (Magyar Királyi Honvédség). Ten wątek historii pominę, bo trzeba byłoby wejść w polityczne spekulacje graniczące z gdybaniem.
Reasumując: broni powstańcy mieli tyle, ile mieli, i zawsze było jej stanowczo za mało. Aż dziw bierze, że walczyli przez 63 dni! Chwała Im!