Głód broni. Militarne dysproporcje w Powstaniu Warszawskim

„Bo na Tygrysy mieli Visy, i granat z puszką na czołgowy pancerz!” – to fragment refrenu jednej z powstańczych pieśni. Albo inny, z kolejnej piosenki: „Pałacyk Michla, Żytnia, Wola, bronią jej chłopcy od Parasola, choć na Tygrysy mają Visy”. Pieśniami nie dało się zabijać Niemców ani niszczyć ich czołgów. Vis był dobry do strzelania na 20 metrów. Granat podziemnej produkcji nie był tak destrukcyjny, jak wynikało z tekstu piosenki. Na czołgi powstańcy powinni mieć broń przeciwpancerną – a tej było tyle, co na lekarstwo. Z ubóstwem w broni, amunicji i z pieśnią na ustach można się bronić, ale nigdy nie da się wygrać.

Hełm z biało-czerwoną opaską i karabin maszynowy. Na miniaturze powstaniec z pistoletem. Czytaj na SE Portal Obronny.
Autor: Andrzej Bęben / Czesław Gerwel „Orłoś”

• 62 proc. ankietowanych Polaków w 2024 r. uznało, że Powstanie Warszawskie nie było błędem.

• Zryw miał trwać trzy, a maksymalnie do dziesięciu dni. W obu scenariuszach powstańcy mieli za mało broni.

• 1 sierpnia Niemcy mieli 16 tys. żołnierzy, po kilku dniach było ich 25 tys.

• Alianci i Sowieci dostarczyli powstańcom zrzutami z powietrza do ok. 380 ton zaopatrzenia.

• Sporym wzmocnieniem dla Powstania był udział 2,5 tys. żołnierzy berlingowwskiego Wojska Polskiego.

Tradycyjnie 1 sierpnia Polacy podzielą się na trzy obozy

O Powstaniu Warszawskim napisano tysiące książek, setki tysięcy artykułów. Niewiele jest jeszcze prawd nieodkrytych. Tradycyjnie 1 sierpnia Polacy podzielą się na trzy obozy. Będą tacy, którzy uważają, że Powstanie Warszawskie było i tyle ich to interesuje. Będą kłócić się twierdzący, że było ono błędem, jakich nie brakuje w naszej historii, z mającymi całkiem odmienną opinię.

I choć większość społeczeństwa reprezentuje ten ostatni obóz (62 proc. wg sondaży z 2024 r.), to i tak przekaz mniejszości będzie dominował. Będą wychwalać bohaterstwo powstańców i potępiać w czambuł decyzję tych, którzy rzucili słabo uzbrojoną młodzież do boju, który miał trwać trzy dni. Nie o politycznej stronie Powstania Warszawskiego będzie ten materiał. Do tego aspektu jeszcze powróćmy, gdy ucichną rocznicowe obchody. W tym materiale będzie o faktach, a nie o przypuszczeniach, hipotezach czy innych niewymiernych spekulacjach.

A rzeczywistość była już na starcie mało optymistyczna. Broni było za mało nawet jak na zakładane trzy dni walki (a maksymalnie siedem), po których Warszawa miała być opanowana, a powstańcy mieli witać Czerwoną Armię i berlingowskie Wojsko Polskie.

Gdy wybiła o 17:00 godzina „W”, żołnierze Armii Krajowej Okręgu Warszawskiego mieli:

• 2 działka przeciwpancerne Bofors kal. 37 mm,

• 25 tys. granatów,

• 1000 karabinów,

• 300 peemów,

• 1,7 tys. pistoletów i rewolwerów,

• 60 rkm-ów,

• 7 ckm-ów,

• 35 karabinów przeciwpancernych i granatników przeciwpancernych PIAT.

Ocenia się, że do walki z prawie 48 tys. zaprzysiężonych AK-owców można było skierować 25 tys. żołnierzy. Liczbowo to odpowiednik niespełna dwóch dywizji piechoty Wojska Polskiego z września 1939 r. Według etatu wojennego taki związek taktyczny dysponował 108 ckm-ami! Jeszcze coś komentować?

Ludzi nie brakowało. Broń była czymś deficytowym. Czymś, co zdobywało się na przeciwniku, jak w dawnych XIX-wiecznych powstaniach. A przeciwnik, 1 sierpnia, był tylko liczebnie słabszy. Tylko i wyłącznie. Garnizon niemiecki rozlokowany w 179 miejscach w Warszawie liczył sobie ok. 16 tys. żołnierzy. W przeciwieństwie do Polaków – dobrze uzbrojonych.

Musimy pamiętać o bohaterach | Garda
Portal Obronny SE Google News

Waffen-Sturmbrigade der SS RONA i SS-Sonderregiment Dirlewanger

Z tych 16 tys. żołnierzy dwie trzecie stanowiły regularne, wcale nie tyłowe oddziały. 1 sierpnia 1944 r. na garnizon wojsk okupacyjnych (dowodzony przez gen. mjr. Reinera Stahela) składały się:

• oddziały piechoty Wehrmachtu, Bahnschutz, załogi obiektów wojskowych i lotniska Okęcie,

• formacje pancerne stacjonujące w Warszawie lub jej okolicy, na czele z doborową 1. Dywizją Pancerno-Spadochronową „Hermann Göring”,

• siły policyjne i SS z formacji Ordnungspolizei, Schutzpolizei, Gestapo (stacjonującego w Alei Szucha) oraz Werkschutzu (straży przemysłowej). Obsadzono nimi ufortyfikowane punkty oporu (Stützpunkte) utworzone w gmachach rządowych, węzłach komunikacyjnych i koszarach.

Co ważne: 1 sierpnia w Warszawie nie było Waffen-SS. Jej oddziały pojawiły się po 5 sierpnia. Wówczas na mocy rozkazu Adolfa Hitlera i Heinricha Himmlera utworzono specjalny związek taktyczny, którego zadaniem było stłumienie powstania. Zadanie powierzono SS-Obergruppenführerowi Erichowi von dem Bach-Zelewskiemu. Objął on dowództwo Korpsgruppe von dem Bach.

Tworzyły go siły garnizonu warszawskiego Wehrmachtu wzmocnione przez Waffen-SS, a konkretnie przez

• Waffen-Sturmbrigade der SS RONA (Rosyjskiej Wyzwoleńczej Narodowej Armii) oraz przez

• SS-Sonderregiment Dirlewanger (czyli Specjalny Pułk SS Dirlewanger).

Brygadę tworzyli kolaboranci, przede wszystkim rosyjscy. Dokonali rzezi na Ochocie. Pułk był karną formacją złożoną z kryminalistów wypuszczonych z więzień i obozów koncentracyjnych w zamian za służbę dla Führera i III Rzeszy. Dopuścił się rzezi na Woli. Obie formacje (w sumie ok. 2,8 tys. żołnierzy) miały więcej broni niż cała Armia Krajowa Okręgu Warszawskiego w godzinie „W”.

Gdy do niemieckiego potencjału militarnego doda się jeszcze samoloty Luftwaffe, ciężką artylerię i pociągi pancerne, przewaga okupanta już w pierwszym tygodniu była przygniatająca, a z każdym następnym wzrastała.

Broń można było zdobyć, albo czekać na zrzuty z powietrza

Niemcy mogli liczyć na zaopatrzenie i posiłki. Powstańcy tylko na to, co zdobędą na Niemcach, i na zrzuty z powietrza. Pamiętać należy, że z pomocą materiałową Sowieci ruszyli dopiero od 13 września. Wówczas było już jasne, że zryw powstańczy chylił się ku końcowi. Alianckie samoloty pojawiły się nad Warszawą w nocy z 3 na 4 sierpnia. To, co zrzucono dla powstańców, można ocenić z dwóch punktów widzenia.

Z pierwszego, wychodzącego z deficytu uzbrojenia, były to znaczące ilości uzbrojenia, amunicji i medykamentów.

Z drugiego punktu widzenia – wynikającego z potrzeb powstańców – było to coś w rodzaju kroplówki. Szacunki co do wielkości powietrznej pomocy są zróżnicowane. Ocenia się, że alianci dostarczyli od 36 do 104 ton broni, amunicji i zaopatrzenia, a sowieckie – od 55 do 268 ton.

Znaczna część zrzutów nie dotarła do powstańców. Albo spadła na teren zajmowany przez Niemców, albo uległa zniszczeniu. Alianci i Sowieci dostarczyli powstańcom:

• 290 karabinów,

• 1000 peemów,

• 950 pistoletów,

• 150 rkm-ów,

• 5 ckm-ów,

• 230 PIAT-ów,

• 13 moździerzy,

• 143 karabiny przeciwpancerne,

• 17,3 tys. granatów ręcznych.

Sporym wzmocnieniem sił powstańczych było wejście do walk 2,6 tys. dobrze wyposażonych i uzbrojonych żołnierzy 1. Armii Wojska Polskiego. Niestety, samo uzbrojenie to nie wszystko. Doświadczenie w walce też się liczy. A berlingowcy dotąd nie walczyli w mieście. Zginęło ich w Warszawie ok. 2 tys.

Do powstańczego arsenału należy dodać broń własnej produkcji (choćby butelki z benzyną, które można w mocnym uproszczeniu potraktować jako granaty) oraz zdobyczną. Nie tylko strzelecką, ale i ciężką. Zdobyli samobieżne działo Jagdpanzer 38(t) Hetzer oraz czołg PzKpfw V Panther.

Potencjał militarny powstańców mógłby się zasadniczo zwiększyć, gdyby do Powstania przyłączyły sięruszyli (5, 12 i 23) ze składu II Korpusu Rezerwowego oraz 1. Dywizja Kawalerii Honwedów Królewskiej Armii Węgierskiej (Magyar Királyi Honvédség). Ten wątek historii pominę, bo trzeba byłoby wejść w polityczne spekulacje graniczące z gdybaniem.

Reasumując: broni powstańcy mieli tyle, ile mieli, i zawsze było jej stanowczo za mało. Aż dziw bierze, że walczyli przez 63 dni! Chwała Im!

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki