Dlaczego Niemcy nie biorą udziału w programie SAFE? To nie żaden spisek, to realia gospodarcze

2026-02-24 11:33

W polskim internecie i debatach politycznych nieustannie pojawia się zarzut, że Niemcy nie uczestniczą w unijnym programie SAFE (Security Action for Europe). Często interpretuje się to jako dowód rzekomej niechęci Berlina do wspólnej europejskiej obrony lub nawet jako przemyślaną strategię, by kraje takie jak Polska zadłużały się na rzecz unijnych zakupów, z których ostatecznie skorzysta niemiecki przemysł zbrojeniowy. Rzeczywistość jest jednak znacznie prostsza i wynika z twardych realiów gospodarczych oraz specyfiki niemieckiej polityki obronnej. Niemcy nie biorą pożyczek z SAFE, ponieważ nie muszą – mogą finansować swoją ambitną modernizację armii na znacznie korzystniejszych warunkach samodzielnie.

  • Niemcy nie uczestniczą w unijnym programie SAFE (Security Action for Europe), ponieważ mogą finansować modernizację swojej armii na korzystniejszych warunkach samodzielnie, dzięki wysokiemu ratingowi kredytowemu AAA.
  • Program SAFE oferuje państwom członkowskim UE niskooprocentowane pożyczki na inwestycje zbrojeniowe, a Polska jest jego największym beneficjentem, jednak Niemcy nie potrzebują unijnego pośrednictwa.
  • Niemcy aktywnie modernizują Bundeswehrę dzięki specjalnemu funduszowi o wartości 100 mld euro i zmianom w prawie fiskalnym, dążąc do uczynienia jej największą konwencjonalną armią w Europie.
  • Brak udziału Niemiec w SAFE wynika z ich silnej pozycji gospodarczej i ambicji realizacji własnego programu zbrojeniowego bez dodatkowych unijnych procedur, co pozwala im inwestować szybciej i taniej.

Unijna inicjatywa Security Action for Europe (SAFE), ustanowiona w maju 2025 roku, to odpowiedź Wspólnoty na potrzebę radykalnego zwiększenia gotowości obronnej w obliczu zagrożeń, głównie ze strony Rosji. Program oferuje państwom członkowskim dostęp do 150 miliardów euro w formie niskooprocentowanych, długoterminowych pożyczek na inwestycje zbrojeniowe. Program promuje zamówienia realizowane przez co najmniej dwa państwa członkowskie, co ma wzmacniać europejską bazę przemysłowo-technologiczną. Według ustaleń pożyczki mogą być spłacane w horyzoncie nawet 45 lat, co pozwala rozłożyć koszty modernizacji sił zbrojnych w czasie. Polska jest największym beneficjentem programu, z przyznaną pulą blisko 44 mld euro na sfinansowanie 139 projektów obronnych. Poza Polską, zainteresowanie pożyczkami wyraziło 18 innych krajów, w tym m.in. Estonia, Finlandia, Francja, Grecja, Hiszpania, Włochy i Rumunia.

Mimo ambitnych celów i szerokiego zainteresowania, Niemcy postanowiły nie sięgać po te środki. Co stało się serią wielu przypuszczeń, teorii spiskowych, w których oczywiście "zły Niemiec" wykorzysta Polaka. Prawda jest jednak dużo prostsza. 

Główny powód absencji Niemiec: rachunek ekonomiczny

Decyzja Berlina o nieprzystępowaniu do programu SAFE ma przede wszystkim podłoże finansowe. Niemcy, posiadając najwyższy rating kredytowy (AAA), są w stanie samodzielnie pożyczać pieniądze na rynkach kapitałowych na korzystniejszych warunkach niż te oferowane w ramach unijnego mechanizmu, która sama pożycza dzięki niemieckim i holenderskim gwarancjom. Dla Berlina unijny instrument nie przynosi oszczędności odsetkowych, a jedynie dodatkowe warunki proceduralne związane ze wspólnymi zamówieniami i ograniczeniami „Kupuj w Europie”. Berlin nie potrzebuje więc unijnego pośrednictwa, by realizować własne cele obronne. W gronie państw, które nie wnioskowały o pożyczki z SAFE, obok Niemiec znalazły się Holandia, Szwecja, Austria, Irlandia, Luksemburg, Malta i Słowenia. 

Jak wyjaśnił niemiecki ambasador w Polsce, Miguel Berger, Niemcy popierają samą ideę programu jako narzędzia wzmacniającego europejską obronność, ale z czysto ekonomicznego punktu widzenia, korzystanie z niego jest dla nich nieopłacalne. Jak napisał ambasador Niemiec na X:

„Niemcy mają rating AAA, dzięki czemu mogą uzyskać tańsze finansowanie. Ponieważ jednak chcemy wspierać szybki rozwój zdolności obronnych w Europie, zgodziliśmy się – podczas polskiej prezydencji – wnieść wkład i współfinansować utworzenie SAFE.”

Podobną drogą poszła także Szwecja, szef szwedzkiego resortu obrony Pål Jonson w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” (opublikowanym 23 lutego 2026). Na pytanie o powody nieuczestniczenia Szwecji w SAFE odpowiedział:

„Nie bierzemy udziału w tym programie nie dlatego, że jest zły, ale dlatego, że mając trzeci najniższy dług w Unii Europejskiej, możemy pożyczać na rynkach międzynarodowych na warunkach korzystniejszych, niż sama Unia. Ale my też pożyczamy na modernizację sił zbrojnych: do 2035 r. 30 mld euro.”

Szwecja ma jeden z najniższych poziomów zadłużenia publicznego w UE (ok. 30–35% PKB w ostatnich latach), co daje jej rating kredytowy na poziomie AAA (lub bardzo blisko). Dzięki temu Sztokholm może emitować obligacje na rynkach globalnych po oprocentowaniu niższym lub równym temu, jakie oferuje Unia Europejska.

Analitycy rynkowi potwierdzają, że koszt unijnej pożyczki w ramach SAFE plasuje się gdzieś pomiędzy wiarygodnością kredytową Berlina a Warszawy. Oznacza to, że dla krajów o niższym ratingu, takich jak Polska, warunki oferowane przez UE są atrakcyjniejsze niż samodzielne zadłużanie się na rynkach. Dla Niemiec sytuacja jest odwrotna. 

Inne perspektywy i tło polityczne

Choć finanse są oficjalnym i kluczowym argumentem, w debacie publicznej pojawiają się również inne interpretacje. Niektórzy polscy politycy sugerują, że niechęć Niemiec do udziału w SAFE może wynikać z wymogów programu dotyczących kooperacji i dzielenia się technologią z innymi państwami. Taka perspektywa zakłada, że Berlin woli realizować swoje interesy zbrojeniowe samodzielnie, bez konieczności wchodzenia w realną współpracę przemysłową narzuconą przez ramy SAFE.

Warto jednak zaznaczyć, że zgodnie z deklaracjami polskiego rządu, aż 89% środków pozyskanych przez Polskę z programu SAFE ma trafić do polskich firm zbrojeniowych, co podważa tezę o dominujących korzyściach dla niemieckiego przemysłu w kontekście polskiego udziału.

Niemcy, mimo rezygnacji z pożyczek, aktywnie modernizują swoje siły zbrojne, przeznaczając na ten cel miliardy euro od czasu pełnoskalowego ataku Rosji na Ukrianę. Niemcy przez dekady po II wojnie światowej prowadziły politykę obronną z dużą powściągliwością, wynikającą z historycznych doświadczeń i konstytucyjnych ograniczeń. Sytuacja zmieniła się diametralnie 27 lutego 2022 roku, gdy kanclerz Olaf Scholz w Bundestagu ogłosił „Zeitenwende” – epokowy zwrot w niemieckiej polityce bezpieczeństwa w odpowiedzi na pełnoskalową agresję Rosji na Ukrainę. Deklaracja ta oznaczała koniec ery powściągliwości i początek masowej modernizacji Bundeswehry. Co prawda można mieć pewne zarzuty do samego Zeitenwende, o czym pisaliśmy wielokrotnie. Jednak samo to, że Niemcy potrafiły wygospodarować 100 miliardów euro na modernizację było czymś ogromnym dla niemieckiej polityki.

Bundeswehra wstaje z kolan

Kluczowym narzędziem stała się ustawa o specjalnym funduszu Bundeswehry w wysokości 100 mld euro, wpisana do konstytucji i przeznaczona wyłącznie na wyposażenie i modernizację armii. Do 2025 roku fundusz został w dużej mierze zakontraktowany. W tym samym roku całkowite niemieckie wydatki na obronność wyniosły około 95 mld euro – w tym 62,4 mld euro z regularnego budżetu Ministerstwa Obrony (wzrost z 52 mld w poprzednim roku), 24 mld euro z funduszu specjalnego oraz 8,3 mld euro na wsparcie Ukrainy. W 2025 roku Bundestag zatwierdził dalsze zmiany konstytucyjne, wyłączające wydatki obronne powyżej 1 proc. PKB spod tzw. hamulca zadłużenia. Dzięki temu Niemcy mogą przeznaczyć na cele obronne nawet dodatkowe setki miliardów euro w dłuższej perspektywie bez naruszania zasad fiskalnych. W lipcu 2025 roku przyjęto też nową ustawę o przyspieszeniu zamówień obronnych, która od 2026 roku znosi obowiązek dzielenia dużych kontraktów na mniejsze przetargi, ułatwia umowy międzyrządowe i sojusznicze oraz pozwala na zaliczki dla mniejszych firm.

Celem strategicznym jest uczynienie Bundeswehry największą konwencjonalną armią Europy z rozbudową do poziomu dziesiątek brygad (obecnie jest ich osiem plus jedna formowana na Litwie). W praktyce oznacza to setki konkretnych kontraktów: dodatkowe myśliwce F-35, systemy obrony powietrznej IRIS-T SLM, setki wozów bojowych Puma i Boxer, zakup czołgów Leopard 2A8, tysiące dronów i amunicji krążącej oraz systemy przeciwdronowe.

Niemcy jednocześnie pozostają liderem inicjatyw wielostronnych np. Europejskiej Inicjatywy Tarczy Nieba (ESSI) ale zachowują pełną kontrolę nad własnym programem zbrojeniowym.

Tym samym brak udziału Niemiec w pożyczkach z SAFE nie jest wyrazem braku solidarności, czy spiskiem, lecz konsekwencją ich silnej pozycji gospodarczej, zmian w prawie fiskalnym i konsekwentnej realizacji własnego, bardzo ambitnego programu modernizacji armii. Berlin inwestuje dziesiątki miliardów euro rocznie na własnych warunkach szybciej, taniej i bez dodatkowych unijnych procedur. Dla Polski i innych beneficjentów SAFE oznacza to, że program służy przede wszystkim krajom, które realnie potrzebują zewnętrznego wsparcia finansowego, a nie tym, które już same realizują największą od dziesięcioleci rozbudowę sił zbrojnych w Europie.

Garda: Magdalena Sobkowiak-Czarnecka o mitach na temat SAFE
Portal Obronny SE Google News