• Czy w wojnie z Ukrainą Rosja straciła status globalnego mocarstwa konwencjonalnego?
• Czy minimalne zdobycze terytorialne usprawiedliwiają koszty wojny na wyczerpanie?
• Czy długotrwała mobilizacja i straty frontowe zmienią relację społeczeństwo–władza w Rosji?
W Rosji nie wspomina się o kosztach sukcesów w wojnie z Ukrainą
Co prawda w tzw. specjalnej operacji wojskowej (prowadzonej od 24 lutego 2022 r.) to do Sił Zbrojnych FR należy inicjatywa, utrzymująca przewagę nad Siłami Zbrojnymi Ukrainy, ale ślamazarny postęp w zajmowaniu sąsiada kosztował Moskwę krocie. Kiedyś mówiło się o tym jak o „pyrrusowym zwycięstwie”. W rosyjskiej narracji mówi się wyłącznie o zwycięstwie. Nie wspomina się jednak o kosztach tych sukcesów. A te są nadzwyczajnie wysokie. W ludziach, w sprzęcie i w gospodarce. To, zdaniem raportujących, sprawia, że FR staje się mocarstwem schyłkowym. W Rosji (obojętnie czy to carskiej, sowieckiej czy współczesnej) w wojnach życie jej obywateli nie miało nadrzędnej wartości. W wojnie z Ukrainą państwo rosyjskie poniosło straty ludzkie na skalę niespotykaną dla żadnego mocarstwa od zakończenia II wojny światowej.
Operacja, która miała trwać góra trzy tygodnie i zakończyć się wyrwaniem Ukrainy z zachodniej orbity, trwa już latami. I choć od 2024 r. Rosjanie przejęli na frontach inicjatywę, to czynią minimalne postępy, opłacane ogromnymi kosztami.
Szacuje się, że od lutego 2022 r. do grudnia 2025 r. armia rosyjska na polach Ukrainy straciła 1,2 mln żołnierzy: w zabitych, rannych i zaginionych. Liczba samych zabitych na bitewnych polach wynosi od 275 tys. do 325 tys. żołnierzy. To 17 razy więcej, niż poniosła Armia Radziecka w Afganistanie w latach 80. To ponad 5 razy więcej, niż suma strat we wszystkich rosyjskich i radzieckich wojnach od 1945 r.
Wysoki wskaźnik ofiar wynika z rosyjskiej strategii wojny na wyczerpanie, słabego wyszkolenia, korupcji oraz taktyki wysyłania małych oddziałów piechoty do „rozpoznania ogniem”.
Rosyjskie siły posuwają się średnio o zaledwie 15 do 70 metrów dziennie w swoich najważniejszych ofensywach. Przykładowo, ofensywa pod Pokrowskiem postępowała wolniej niż najbardziej krwawe kampanie I wojny światowej, takie jak bitwa nad Sommą. Od początku 2024 r. Rosja zdołała zająć mniej niż 1,5 proc. terytorium Ukrainy. Łącznie pod kontrolą rosyjską znajduje się ok. 20 proc. terytorium Ukrainy, wliczając w to obszary zajęte przed 2022 r.
Wojna zeklasowała gospodarczy potencjał rosyjskiej gospodarki
Rzeczywistość pokazała, że Federacji Rosyjskiej nie stać na długotrwały wysiłek militarny, który odbija się na kondycji gospodarki. Ta wojna – uważają raportujący – „doprowadziła do przekształcenia Rosji w potęgę gospodarczą drugiej lub trzeciej kategorii”.
To i tak optymistyczna diagnoza, bo przecież FR nigdy nie była potęgą gospodarczą pierwszej kategorii. Wzrost gospodarczy Rosji zwolnił do 0,6 proc. w 2025 r. Prognozy na rok 2026 przewidują utrzymanie się niskiego tempa na poziomie 0,8 proc.
Podstawa gospodarki, czyli przetwórstwo przemysłowe, odnotowało w 2025 r. najszybszy spadek od początku inwazji. Państwo zmaga się z uporczywie wysoką inflacją, brakiem siły roboczej oraz odcięciem od rynków międzynarodowych.
O kryzysie w gospodarce niech świadczy to, że w rankingu 100 największych firm technologicznych świata (pod względem kapitalizacji rynkowej) nie ma ani jednego rosyjskiego przedsiębiorstwa.
Regres widoczny jest nawet w tym, czym Rosja szczyciła się przed światem. Podupadł sektor kosmiczny. Roskosmos odnotowuje historycznie niską liczbę startów w porównaniu do USA i Chin oraz serię awarii, godzących boleśnie w prestiż agencji i państwa.
A ono, by przetrwać, musiało uzależnić się od Chin, które dostarczają kluczowe komponenty do produkcji broni i kupują rosyjskie węglowodory (po mocno dyskontowych cenach).
Kilka zdań komentarza
Z raportu Centrum wynika, że im dłużej Rosja prowadzi wojnę, tym bliżej jej do upadku. Mogą mieć rację zachodni analitycy, ale niekoniecznie. Nie uwzględnia się tego, że poziom bólu odczuwanego przez Rosjan jest znacznie niższy od prezentowanego w zachodnich społeczeństwach.
Może Władimir Putin uważa, że jeszcze nie jest tak źle, że trzeba byłoby kończyć wojnę wzorem operacji w Afganistanie? Może jeszcze uważa, że i państwo, i społeczeństwo mogą jeszcze wiele znieść? A może musi osiągnąć taki sukces, który byłby nim również dla rosyjskiego społeczeństwa?
Ruskij czieławiek może dużo znieść. Może trzy razy dziennie jeść kaszę bez omastki, jeśli tylko władza od niego zażąda takiego wyrzeczenia. A jeśli będzie trzeba, to będzie jadł jeszcze mniej. To dalej jest naród bardziej radziecki niż rosyjski, genetycznie przystosowany do znoszenia bólu, którego inne nacje już nie mogą wytrzymać. Nawet jednak i Rosjanie mają próg bólu. Tylko kiedy go odczują?