Jak zmieniła się Rosja od 2022 roku? Dr Sadłowski: „To dopiero początek, a nie bliski koniec totalistycznego eksperymentu"

2026-02-24 8:34

"Odnoszę wrażenie, że wszystko, co dzieje się w Rosji, to dopiero początek, a nie bliski koniec totalistycznego eksperymentu. Obym się mylił.” - mówi w rozmowie z Portalem Obronnym doktor Michał Sadłowski, prezes Fundacji Instytut Prawa Wschodniego im. Gabriela Szerszeniewicza. Jak zauważa doktor Sadłowski, po czterech latach od pełnoskalowej inwazji Rosja przeszła głęboką metamorfozę: od masowej indoktrynacji i nowej rusyfikacji, przez oportunizm i konformizm społeczeństwa wciągane w wojnę, po exodus prozachodnich elit i powstanie drugiej, emigracyjnej Rosji w Europie. System władzy zamrożony na wojnie i osobie Putina przypomina już carat lub stalinizm – tyle że w epoce internetu i AI.

Piotr Miedziński, Portal Obronny: Mamy czwarty rok pełoskalowej wojny. Jak wygląda współczesna Rosja, jeśli chodzi o system władzy i obraz społeczeństwa?

Dr Michał Sadłowski: Minęły cztery lata od pełnoskalowej inwazji, ale wojna ukraińsko-rosyjska, przy pogłębiającym się konflikcie Rosja-Zachód trwa już ponad 12 lat. Można więc powiedzieć, że wyrasta już pokolenie urodzone w czasie tej wojny. Właściwie to można pójść dalej i rzec, że nowe pokolenie wrasta w tę wojnę. Po stronie Rosji walczyły lub walczą już też osoby, które na moment inwazji 2014-2015 r. były jeszcze niepełnoletnie, czyli dziećmi, w tym, też np. na okupowanym Krymie, ale od 2022 r. pojawiły się już w szeregach armii rosyjskiej lub jako wolontariusze. To więc ponad dekada i zmiany w rosyjskiej ludności są głębokie. Z jednej strony, to bowiem rozgrzeszająca się indoktrynacja, masowa, z wykorzystaniem osiągnięć Internetu, cyfryzacji, smartfonów, stała się skutecznym narzędziem oddziaływania na ludzi. W ramach tych procesów nasilenia propagandy obserwujemy wyraźny nurt nacjonalizmu, a wręcz próby nowej rusyfikacji państwowej ludności Federacji Rosyjskiej oraz rusyfikacji pamięci o drugiej wojnie światowej czy ZSRS.

Mowa np. o narracjach wskazujących np. na to, że również w ZSRS to Rosjanie i rosyjskość były głównie poszkodowane, czy też Rosjanie byli jego największymi ofiarami. Chodzi w tym przypadku o propagowanie tezy, że to rzekomo Rosjanie w czasach ZSRS zbudowali za swoje środki i wysiłek na terenach nierosyjskich republik przemysł. Ba, że to kosztem Rosji w ogóle zbudowano niektóre nierosyjskie republiki sowieckie, że zbudowano im państwowość. Natomiast wszystko to, co obecnie robi Kreml, to wreszcie odbudowa państwowości rosyjskiej. W tym sensie Putin cynicznie, brutalnie eksploatuje też narrację godnościową i oddziaływuje na wiele kompleksów Rosjan, przede wszystkim wynikłych z upadku ZSRS i trudnych lat 90. XX w.

Natomiast w sferze społecznej, czas od 2022 r. to też adaptacja, poszukiwanie kompromisów, oportunizm, czy też konformizm wśród społeczeństwa. W ramach tego obserwujemy powolne wciąganie całości ludności w wojnę tak, żeby każdy był już jakoś za nią odpowiedzialny. Np. dziekani poszczególnych wydziałów muszą zakupić lub zebrać jakąś pomoc humanitarną dla armii rosyjskiej, żeby zamanifestować poparcie i mieć na jakiś czas spokój od władz. Niemniej, po udzieleniu takiej pomocy ostatnie możliwości współpracy z zachodnimi uczelniami oraz instytucjami już pozostają zamknięte dla tych rosyjskich wydziałów. Dlatego czasami odnoszę wrażenie, że wszystko to, co dzieje się w Rosji to dopiero początek, a nie bliski koniec totalistycznego eksperymentu. Obym się mylił.

Z drugiej strony, z Rosji w ciągu kilku ostatnich lat odpłynęło wiele prozachodniej elity, różnych szczebli, głównie miejskiej. Szczególnie od 2022 r. w kawiarni w Pradze, Rydze, Wilnie, Berlinie, Paryżu, czy też w czarnogórskiej Budwie, można spotkać znanych rosyjskich naukowców czy dziennikarzy. Wielu moich znajomych, która też jakoś wcześniej była związana z państwem rosyjskim, od 2022 r. zwyczajnie z niego wyjechała. Lub uciekła. Ostatnie Forum Wolnej Rosji w Wilnie pokazało, że podobnie jak po wojnie domowej w Rosji, w Europie mamy drugą, emigracyjną Rosję w XXI w. Czy jednak potrafimy wyciągnąć z tego korzyści?

Sam system władzy jest natomiast w Rosji zamrożony, tak jak polityka, co oznacza, że wszystko podporządkowane jest celom wojny oraz utrzymania w ogóle władzy oraz spokoju społecznego. W niektórych sferach ten personalistyczny reżim przypomina już carską Rosją lub nawet stalinowski ZSRS, jeśli chodzi o pozycję ustrojową osoby stojącej na czele państwa. Tylko realizowany w czasach Internetu oraz AI.

Rosja straciła już około 1,2 miliona zabitych, rannych i zaginionych według różnych szacunków. Jak długo jeszcze system jest w stanie „przetrawiać” takie straty bez politycznego i gospodarczego załamania?

W analizie z dnia 10 lutego 2026 r. dla Carnegi Russia Dmitrij Kuzniec napisał, że realna liczba poległych rosyjskich żołnierzy na koniec 2025 r. może wynieść do 400 tys., chociaż podał on w wątpliwość ogólne straty w okolicach 1 miliona. Zgodnie z projektem BBC i MediaZony obecnie mowa o ok. 180 tys. potwierdzonych śmierci, a 220 tys. szacunkowych. Przy tendencji rosnącej. Z punktu widzenia ludzkiego, są to liczby przerażające, bo analitycy już spierają się nie o to, czy zginęło 50 czy 100 więcej ludzi, ale mowa idzie o tysiącach. Oczywiście, z punktu widzenia Rosji najważniejsze są straty bezpowrotne, czyli takie, że później też dany ranny nie daje się już do zaangażowania ani w armii ani w gospodarce. Czy jednak to na Rosję liczby duże? Uważam, że wciąż nie.

Chyba po raz pierwszy dwa lata temu powiedziałem, że jeżeli straty Rosji będą wynosić pół miliona zabitych lub więcej, i zacznie to pojawiać się intensywnie w mediach, to wówczas będzie to problemem dla Kremla. I zakładam, że wciąż nie jesteśmy w tym punkcie. Nie jestem ekspertem wojennym, ale nawet jeśli mamy ok. 700 tys. rosyjskich żołnierzy zaangażowanych na Ukrainie, to przy obecnej liczbie ludności Rosji, są to liczby wciąż pozwalające na kontynuowanie tego konfliktu w 2026 czy 2027 r. Rosjanie rekrutują też do swojej armii nie tylko na ob. poradzieckim, ale już na całym świecie. Oczywiście, pytanie, czy np. częściowa lub wielka mobilizacja zmieniłaby coś w tym zakresie. Z drugiej strony, rozrastające się w Rosji cmentarze dostarczają też powodów dla wielu środowisk, żeby powiedzieć: ponieśliśmy już takie ofiary, że teraz nie możemy się cofać. To w jakimś aspekcie też jeden z czynników, który może blokować zamrożenie. W jakimś aspekcie to również formacyjne dla wielu grup w Rosji.

Część oficjalnych ekspertów dostosowuje do powyższego sposoby myślenia o państwie. Np. jeden z oficjalnych rosyjskich ekspertów Timofiej Bordaczow, mający wsparcie Siergieja Karaganowa i cieszący się uznaniem m.in. w rosyjskim MSZ, napisał nawet książkę, w której przekonuje, że Rosja może utrzymać swój status liczącego się mocarstwa tylko jako państwo wojenne. Czyli należy to też rozumieć, że mocarstwowe cele państwa nie mogą uginać się pod humanitarną narracją.

Czy Rosja wciąż wierzy, że może wygrać wojnę militarnie, czy przeszła już do strategii „zamrożenia konfliktu" lub "zmęczenie Zachodu” i narzucenie swojej wizji pokoju politycznie?

W kontekście tak długiego konfliktu, którego implikacje wykraczają daleko poza kontynent europejski, trudno przyjmować jednolitą, dokładną terminologię zwycięstwa. Dla jednych samo zachowanie odrębnej od Rosji, niezależnej państwowości ukraińskiej będzie sukcesem w tej wojnie. W tym sensie, jest to niewątpliwie geograficzne powstrzymanie rosyjskiego zbrojnego imperializmu. Z drugiej strony, po fiasku militarnego podboju Ukrainy w 2022 r., w tym, po nieudanych próbach zniszczenia struktur niezależnych władz ukraińskich, a także sukcesach ukraińskich sił zbrojnych pod Charkowem czy odbiciu Chersonia, samo ustabilizowanie frontu może być też uznawane przez Kreml za sukces. Udało się bowiem utrzymać Krym, wybić i utrzymać korytarz do niego, a także zająć zdecydowaną większość Donbasu. Jest to o tyle istotne, gdyż pozwala ideologicznie oraz propagandowo uzasadnić decyzje o inwazji z 24.02.2022 r. Oto bowiem, Rosja realizuje plan obrony Rosjan i rosyjskojęzycznych na Ukrainie, i nawet skutecznie odbiła część ziem "historycznej Rosji". Na tym tle propaganda Kremla intensywnie przekonuje swoją ludność, że Rosja wytrzymała największą wojnę sankcyjną w historii świata.

W przypadku zamrożenia konfliktu, wszystko to będzie więc przedstawiane jako wielki sukces Rosji. Przede wszystkim dla odbiorców wewnętrznych. Niemniej, dla Putina celem wojny jest geostrategiczne podporządkowanie całej Ukrainy. Dla prezydenta Rosji Ukraina może istnieć jedynie jako część świata rosyjskiego. Można też dodać, że sama Ukraina jest "tylko" środkiem do podwyższenia swojego statusu mocarstwowego w Europie, w kontekście koegzystencji z Zachodem oraz pozycji w globalnym układzie sił.

Doskonale pamiętamy bowiem rosyjskie postulaty w zakresie bezpieczeństwa z jesieni-zimy 2021 r. Ergo: w przypadku zamrożenia i utrzymania się Putina u władzy, nie porzuci on swoich planów. Obecnie zresztą, negocjacje, które toczą się od wiosny 2025 r., ze strony Rosji prowadzone są w ten sposób, żeby w treści ewentualnego porozumienia rozejmowego lub pokojowego wpisać takie postanowienia, które stworzą Rosji możliwość ingerencji w status państwowy Ukrainy, w jej ustrój i politykę wewnętrzną. Chodzi więc zarówno o możliwość do oddziaływania na sprawy językowe, kulturowo-tożsamościowe i polityczno-ustrojowe, jak i też na status Ukrainy w stosunkach międzynarodowych. Nawet na papierze, żeby w odpowiednim momencie podważyć ukraińską suwerenność. A może doprowadzić kiedyś do takiego scenariusza, jak np. wystąpił w Gruzji.

W tych wariantach chodzi też, żeby instytucjonalnie odizolować Ukrainę od struktur zachodnich. Natomiast próba wymuszenia opuszczenia bez walki zajmowanego przez Ukrainę części Donbasu to dążenie do manifestacji, że "jesteśmy silniejsi i zwyciężamy". Tym samym Moskwa chciałaby też zdestabilizować sytuację wewnątrz polityczną w samej Ukrainie. To dlatego w ciągu 2025 r. W. Putin odrzucał oferty rozejmowe amerykańskiej dyplomacji, wciąż ją zwodząc. Kreml bowiem wciąż zakłada, że czas gra na jego korzyść. Szczególnie ponowne dojście do władzy D. Trumpa i wiele rozdźwięków na linii USA-UE tylko utwierdziły Putina w tym, że należy maksymalnie naciskać zarówno na Ukrainę, jak i Europę oraz USA, żeby zrealizować swoje cele.

Tak jak Pan redaktor powiedział, już głównie dyplomatycznymi sposobami. Chociaż czynnik militarny, czego wyrazem jest np. niszczenie ukraińskiej infrastruktury, jest tutaj kluczowy. Co ciekawe, opinie, że tak będzie działał Kreml, usłyszałem już z pewnych rosyjskich środowisk eksperckich już późną wiosną/latem 2022 r., kiedy co trzeźwiejsi uznali w nim, że z tym szybkim podbojem militarnym Ukrainy, to jednak w najbliższej przyszłości się nie uda. I w tym kontekście można powiedzieć, że niestety Rosja wykazuje żelazną konsekwencję.

Z drugiej strony, w mojej ocenie, na Kremlu są też określone warianty zamrożenia tego konfliktu bez wyraźnej przewagi nad Ukrainą (np. zamrożenie po prostu na linii boju, z jednoczesnym znoszeniem sankcji na Rosję), ale decyzja o ich realizacji zapadłaby tylko w momencie, kiedy W. Putin uznałby lub został przekonany, że porozumienie (zamrożenie) w tej formie jest konieczne do tego, żeby zneutralizować następstwa zbliżającego się załamywania gospodarki, finansów, czyli wystąpienia radykalnie negatywnej dla Kremla zmiany nastrojów społecznych, czy też załamania na froncie. Dla cara najważniejsze jest bowiem utrzymanie władzy i ustroju. To wówczas wtedy Kreml poszedłby na ustępstwa. Pytanie więc, czy Putin uznał, że Rosja wciąż jest w stanie kontynuować konflikt, gdyż w jego ocenie nie pojawiło się jeszcze realne ryzyko wystąpienia wstrząsów wewnętrznych, czy też, może jest to efekt kolektywnego doradztwa, wskazującego Putinowi, że jeszcze państwo rosyjskie jest w stanie prowadzić wojnę. Na podstawie własnych badań ludności Rosji nie widzą oni bowiem jeszcze poważnych zagrożeń. Natomiast nie można nie wykluczyć i tego, że w pewnym momencie zarówno Putin, jak i ktoś z jego głównych doradców/osób dostarczających informacje, źle ocenią sytuację wewnętrzną.

Ważne jest również to, że nawet dla tej części elity Rosji, która negatywnie oceniła decyzję o inwazji, klęska Rosji w wojnie nie jest korzystna. Oznaczać ona może bowiem załamanie się systemu ustrojowo-politycznego, czego następstwem będzie utrata nie tylko pozycji politycznej, ale i majątkowej, społecznej, a nawet życia. Jest to ważne nie tylko dla elit biznesowych, ale i poważnej części rosyjskiej biurokracji, która uważa, że podniesienie się państwa rosyjskiego po rządach lat 90. XX w. to również ich zasługa. Uważają oni zresztą Rosję za państwo "niedokończone", którego szkoda ot tak oddać na zniszczenie. Stąd, zamrożenie, które można byłoby uznać za sukces wewnątrz Rosji, jest postulowane również przez wyżej opisane grupy. Co jednak ważne, wiele tych grup w elitach uważa, że Rosja nie zakończy się na Putinie, więc obecny okres, to po prostu etap w rozwoju rosyjskiej państwowości, który trzeba po prostu przetrwać. Z tym, że nie mają one sprawczości politycznej w rosyjskim systemie ustrojowym. Niemniej, widać już np. to, że w obecnej administracji prezydenckiej w USA widać pewne nadzieje na to, że może to pokolenie młodszych polityków rosyjskich oraz biurokracji będzie przyjaźniejsze zachodowi, porzucając np. zbrojny imperializm na kierunku europejskim.

Wracając do sytuacji w Rosji, ważne jest to, że, Kreml w 2022-2023 ustabilizował sytuację wewnętrzną w sferze społecznej oraz politycznej. Spacyfikowano tzw. bunt Prigożyna, a ludność jest generalnie lojalna. Niezadowoleni wyemigrowali lub wycofali się w życie zawodowe, prywatne, rodzinne. W tym sensie, jest to dla Kremla również sukces, który stanowi podstawę dalszego planowania. I teraz władze skrupulatnie przygotowują wybory do Dumy Państwowej, które znów na kilka lat mają zapewnić w pełni lojalny, zupełnie poddany dla władz organ przedstawicielski.

Młodzi 18–25 lat – pokolenie, które dorosło w pełni w erze Putina i wojny. Czy oni przyjmują „rosyjski świat” i nienawiść do Zachodu, czy po cichu marzą o emigracji i normalności?

A któż to teraz wie? Młodzi w tym wieku, a przede wszystkich ich światopogląd, mentalność itp., to zawsze grupa trudna do właściwego oszacowania. Mogę jedynie pospekulować na podstawie własnych obserwacji czy prób badań innych badaczy. Ostrożnie zakładam, że znaczna część tej młodzieży żyje po prostu w swoim świecie, zajmuje się edukacją, rozrywką, pracą lub samorozwojem. Na to jednak nakładają się kolejne warstwy kształtowania młodzieży w Rosji. Z jednej strony, jest to oficjalna ideologia, wpływ otoczenia, poczucie przywiązania do miejsca, w którym się urodziło, posiada rodzinę, przyjaciół i znajomych. To już więc jest żyzna gleba do oddziaływania na młodych dla reżimu.

Bowiem nawet dla osób antyputinowskich, już polityka Zachodu i Ukrainy może być nie do przyjęcia, bo mówi się tam o Rosji "źle". W przypadku młodzieży, reżim Putina ratuje też to, że poważna część świata nie uznaje lub obchodzi sankcje, co umożliwia swobodny napływ towarów oraz pozwala podróżować w różne zakątki świata. Stąd po prostu część młodych ludzi może po prostu żyć w swoim świecie. Po drugie, jeśli już szkoła i otoczenie nie naucza o tym, czym jest demokracja, społeczeństwo obywatelskie, nie uczy samoorganizacji, to nawet jednostki o antykremlowskich poglądach czy postawach zostaną stłamszone. Słyszałem opinie wielu rosyjskich niezależnych badaczy, że już nawet pokolenia 18-25 i 25-35 latków są w Rosji stracone z punktu widzenia potencjalnej demokratyzacji w przyszłości. Oby to były mylne szacunki. Od 2022 r. wielu wraz z rodzicami znalazło się w emigracji. Pytanie, jak długo utrzymają kontakt z rosyjskością.

5. Gdyby wojna się skończyła na warunkach Moskwy czy Putin byłby w stanie utrzymać władzę, czy paradoksalnie właśnie pokój stałby się dla niego największym zagrożeniem? Mówię to w kontekście powrotu żołnierzy z frontu, przestawienia gospodarki znowu na normalną produkcję i zmiękczenie propagandy względem zachodu. Nie mówiąc o innych wyzwaniach, które ze względu na wojnę przeszły na dalszych plan jak demografia, rozwój technologiczny, służba zdrowia itp.

Każda forma zamrożenia konfliktu nie będzie automatycznie oznaczać radykalnych form zmian produkcji w gospodarce itp., zwłaszcza w wojennej, przynajmniej w pierwszym okresie po wstrzymaniu ognia. Należy zakładać więc, że władze Rosji będą próbowały wykorzystać rozpędzone mechanizmy produkcji wojennej do utrzymania potencjału, w tym, np. napraw czy modernizacji sprzętu. Zamrożenie w ocenie Kremla będzie bowiem tylko "pieriedyszką", czyli wytchnieniem. Zgodnie z tym, główny przemysł wojenny będzie trzeba utrzymać. Natomiast, Rosjanie do wszystkich wariantów zamrożenia wrzucają postulaty częściowego lub całościowego znoszenia sankcji USA i UE/Europy wobec Rosji, wiec to jest rozpatrywane jako szansa dla rosyjskiej gospodarki. To również taka marchewka dla elit i ludności, czyli wysyłanie sygnału: bądźcie wytrwali, bo jak wytrzymacie, to po zamrożeniu konfliktu Zachód też tutaj wróci z pieniędzmi. I będzie jak dawniej. To jest właśnie ciekawe, że z jednej strony propaganda próbuje intensywnie wykazywać, że pod względem patriotyzmu i odbudowy pozycji Rosji w świecie, od 2022 r. zmieniło się wszystko, ale z drugiej, jeśli chodzi o sprawy gospodarczo-konsumpcyjno-socjalne, i nawet rozrywkowe, władze próbują przekonywać, że "wszystko pozostało jak dawniej, a jest nawet lepiej".

Szczególnie wiosną i wczesnym latem 2025 r. ta bardziej liberalna część rosyjskiego obozu władzy (blok administracyjno-zarządczo-finansowy) bardzo liczył na porozumienie z USA, bo zakładał, że od razu po zamrożeniu konfliktu do Rosji ruszy potok optymizmu. W praktyce, inwestycji, pieniądza itp., co miało przywrócić te dobre relacje gospodarcze z Zachodem sprzed lutego 2022 r., a nawet sprzed 2014 r.

Jeśli chodzi o weteranów, w Rosji doskonale zdają sobie sprawę z tego problemu. Niemniej, każda wojna to weterani, więc Kreml już od jakiegoś czasu próbuje ten kłopot przetransformować na przewagę. Przejawem tego jest to, że W. Putin osobiście zajmuje się tym zagadnieniem. Po pierwsze, próbuje się wykorzystać weteranów jako aktywa polityczne, czyli mają oni być podporą ideologii, dyscypliny, czyli generalnie, reżimu, na średnich i niższych szczeblach administracji państwa. Można powiedzieć, że powoli zastępują oni weteranów z okresu drugiej wojny światowej, jako żywy wyraz odwagi i poświęcenia na rzecz ojczyzny. Poza tym, Rosja jakoś próbuje aktywizować te grupy zawodowo. Pewnie część weteranów trafi do struktur policji. Wreszcie, biorąc pod uwagę fakt, że wielu weteranów to ludzie z biedniejszych grup czy regionów, którzy poszli w szereg głównie z powodów materialnych, można założyć, że wrócą oni w te regiony. Ale nie do wielkich czy większych miast. A przecież ryzyko niepokojów społecznych i w konsekwencji rewolucji najpoważniejsze jest w największych ośrodkach. Kreml, pamiętając również z historii wybuch rewolucji lutowej 1917 r., czy też różne protesty w Moskwie po 1991 r., bezwzględnie unika komasacji rekruta w stolicach oraz sytuacji, kiedy mogłoby dojść do masowych wystąpień. Niemniej, weterani oraz ich rodziny, to już będzie poważna grupa, z którą każdy na Kremlu będzie musiał się liczyć.

Demografia, służba zdrowia, rozwój technologiczny, infrastruktura itd.: W. Putin uważa, że on jako prezydent bardzo silnie i pozytywnie zmienił Rosję w tych sferach, przede wszystkim w stosunku do lat 90. XX w. I częściowo ma rację, bo wyspowo w Rosji, zaszła niewątpliwie skuteczna modernizacja. Symbolem tego jest Moskwa, chociaż i w mniejszych miastach jakość życia uległa polepszeniu. Chodziło bowiem o zaspokojeniu podstawowych potrzeb ludności miejskiej, również w sferze usług, a w ostatnim czasie, np. emerytów i rencistów. Stanowi to zresztą jedną z podstaw jego ideologii oraz praktyki władzy. Każdy, kto był w Rosji, czy rozmawia z Rosjanami, doskonale zna ten trend. Po drugie, obecne czy przyszłe wyzwania w tych sferach Putin delegował na szczebel niżej, czyli na urzędników, technokratów. To, że pokolenie 40 i 50 latków wchodzą na wyższe urzędy w Rosji, głównie w sferach administracyjno-zarządczej, jest tego doskonałym wyrazem. Sam W. Putin natomiast skupia się na realizacji swoich dziejowych planów geopolitycznego wzmocnienia Rosji, tak jak on to rozumie i w tych płaszczyznach chce realizować on swoje plany. Oczywiście, pytanie na ile przewiduje w tym zakresie przygotowanie transferu władzy. Bo z biologią to nawet najwięksi carowie czy też Stalin nie wygrali.

Dr Michał Patryk Sadłowski - Fundator i Prezes Fundacji Instytut Prawa Wschodniego im. Gabriela Szerszeniewicza, Doktor nauk prawnych, historyk państwa i prawa, adiunkt w Zakładzie Historii Administracji na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w dziejach ustroju Imperium Rosyjskiego, ZSRR, Polski Ludowej oraz wybranych państw z obszaru poradzieckiego. W ramach prac w Fundacji skupia się na realizacji projektów rozwojowych, humanitarnych, kulturalnych oraz z zakresu polityki międzynarodowej. 

Raport 20 05 2024: ZMIANY NA KREMLU. Dr Sadłowski: To ZŁE wieści dla Europy
Portal Obronny SE Google News