- Polska pozyskuje nowoczesne śmigłowce, takie jak Apache czy AW149, ale system szkolenia pilotów pozostaje w tyle.
- Trwają prace nad stworzeniem centrum szkolenia w Leźnicy Wielkiej, które ma szkolić nie tylko pilotów, ale i innych specjalistów.
- Wojsko planuje szkolić pilotów za granicą (np. w Wielkiej Brytanii) i wykorzystywać symulatory do przyspieszenia procesu.
- Czy Polska zdąży wyszkolić wystarczającą liczbę załóg, zanim nowe śmigłowce trafią do służby?
Od kilku lat trwają procedury decyzyjne w sprawie pozyskania śmigłowców szkolno-bojowych, wraz z systemem szkolenia. Jak dotąd brak jest decyzji. Co więcej, kwestia wyboru śmigłowca zdaje się przyćmiewać szerszy temat systemu szkoleniowego. Warto dziś wspomnieć o tym, w kontekście dwóch informacji.
Dęblin i Leźnica Wielka w centrum śmigłowcowej rewolucji
W ostatnich dniach kwietnia szkolenie na pilotów śmigłowcowych w Lotniczej Akademii Wojskowej zakończyła pierwsza grupa podoficerów. Przeszli oni 500 godzin szkolenia podstawowego, obejmującego zajęcia teoretyczne, e-learning, symulatory i wreszcie loty na jednosilnikowych maszynach Robinson R44. Na dalsze szkolenie muszą wybrać się za granice, do Wielkiej Brytanii i USA. Jest to element pilotażowego programu, który dzięki szkoleniu podoficerów starszych ma pozwolić na przyspieszone kształcenie pilotów śmigłowcowych.
Polecany artykuł:
Drugi ważny wątek tej sprawy, to wywiad Zastępcy Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, gen. dyw. pil. Ireneusza Nowaka, który w rozmowie z Agnieszką Drążkiewicz (Polskie Radio). Generał, wcześniej pełniący funkcję Inspektora Sił Powietrznych, poinformował, że na ukończeniu są prace nad nowym systemem szkolenia pilotów i innego personelu dla śmigłowców.
„Mamy koncepcję, która pozwoli na stworzenie w Leźnicy Wielkiej, na bazie tamtejszego dywizjonu, centrum szkolenia wojsk lądowych, i tam chcemy szkolić nie tylko pilotów, ale innych specjalistów, operatorów, ratowników, inżynierów pokładowych, strzelców pokładowych, i rzeczywiście chcielibyśmy odtworzyć segment szkolenia podoficerskiego – powiedział gen. dyw. pil. Ireneusz Nowak. To jest informacja kluczowa, ponieważ pokazuje systemowe podejście do floty śmigłowcowej. Ale pokazuje też ogromne wyzwanie, jakie stoi przed lotnictwem wojsk lądowych, ale też pozostałymi rodzajami sił zbrojnych. Potrzeby w zakresie personelu śmigłowcowego są nie tylko coraz większe, ale również bardzo pilne.
Szkolić więcej i szybciej
Muszę powiedzieć, że ten krótki w sumie komunikat na temat planów utworzenia w Leźnicy Wielkiej centrum szkolenia lotniczego wojsk lądowych bardzo mnie cieszy. Wskazuje systemowe podejście do problemu. Pokazuje też, że wojsko i MON mają świadomość całości potrzeb, czyli stworzenia „ekosystemu” wokół nowych śmigłowców wojskowych. Od pilota, przez personel pokładowy po personel naziemny.
Polecany artykuł:
Mam tylko nadzieję, że nie będziemy wyważać drzwi otwartych już przez innych, czyli tworzyć unikalnego, polskiego systemu od podstaw. Warto skorzystać z doświadczeń innych, na co jak się wydaje, jest szansa. Najlepsi piloci maja zostać skierowani na śmigłowce Apache, na które kształcić się będą w wielkiej Brytanii w ramach systemu NATO Flight Training Europe. Oznacza to, że trafią do No. 1 Flying Training School w bazie RAF Shawbury. Jest to jeden z wielu ośrodków treningowych tego typu w krajach NATO.
Szkolą się tam przyszłe załogi wszystkich brytyjskich śmigłowców: od pilotów uderzeniowych Apache British Army, przez marynarzy latających na pokładzie morskich AW101 Merlin, aż po loadmasterów, odpowiedzialnych za ładunek ciężkich Chinooków RAF. W dużym stopniu są one realizowane z wykorzystaniem trenażerów i symulatorów.
Wirtualne, nie znaczy gorzej
Oczywiście, umiejętności pilota, strzelca czy operatora wyciągarki muszą być zweryfikowane podczas realnego lotu śmigłowcem. Ale jest to ostatnia faza szkolenia. Dziś nie tylko pilotów, ale innych członków załogi można szkolić z wykorzystaniem znacznie tańszych i bezpieczniejszych rozwiązań wirtualnych. Nieoczywisty przykład? Operator wyciągarki – pozornie to bardzo „fizyczna” rola, ale wiele działań można przećwiczyć podczas wirtualnych szkoleń z procedury, a potem na symulatorze.
Jak wygląda taki symulator miałem okazję zobaczyć kilka lat temu w bazie RAF Shawbury. A w zasadzie dwa symulatory: analogowy i cyfrowy. Pierwszy, to po prostu wieża z umieszczoną na szczycie makietą kabiny, gdzie można ćwiczyć nie tylko użycie wyciągarki, ale też np. desant z użyciem lin. Wersja cyfrowa to połączenie atrapy kabiny i gogli VR, dzięki czemu ćwiczyć może cała załoga jednocześnie. Istnieją też bardziej zaawansowane rozwiązania z pełną symulacją wizualną wokół kabiny.
Celem jest tutaj nie tylko trenowanie procedur, ale też zgranie załogi, która np. podczas podejmowania rozbitka z wody musi działać jak jeden mechanizm. W wirtualnej, czy „rozszerzonej” rzeczywistości można ćwiczyć obsługę urządzeń, ale też współpracę członków załogi, komunikację i cały proces. Każde działanie, każdy błąd, można potem omówić, w oparciu o nagrania z systemu i poprawić.
Śmigłowiec – część systemu
Oczywiście, ostatecznie trzeba to wszystko przećwiczyć na śmigłowcu. W realnych warunkach, w ruchu, podmuchu wirnika. Ważne, aby wszystkie te elementy współpracowały ze sobą. Śmigłowiec powinien być wykorzystywany optymalnie, jako część systemu. Optymalnie, może oznaczać – stale. Dobrze zaplanowany cykl szkolenia może być niemal ciągły. Maszyny „pracują” po kilkanaście godzin na dobę – zmieniają się tylko instruktorzy i studenci. Krótko postój na uzupełnienie paliwa i zmianę załogi to też szansa na szkolenie personelu naziemnego, na przykład w „gorącym tankowaniu”, czyli uzupełnianiu paliwa przy pracujących silnikach.
Wymaga to jednak maszyn solidnych, wytrzymałych i które wytrzymają takie tempo i nie wymagają zbyt wiele pracy na godzinę lotu. „Koń roboczy” – jakim przez dekady był w polskim lotnictwie Mi-2. Maszyna, która już dawno powinna doczekać się godnego następcy. Tymczasem poczciwy „Czajnik”, jak się go pieszczotliwie nazywa, służy nadal do szkolenia młodych pilotów, mimo tego, że ma już na koncie ponad pół wieku służby w polskim lotnictwie.
Nieco w cieniu tej potrzebnej zmiany śmigłowca, nie tylko szkolnego, pozostaje dotąd cały system szkolenia. Być może kształcenie na pilotów podoficerów i skrócenie cyklu to dobry pomysł. To jednak są kwestie nieco wtórne. Dziś kluczowe jest szybkie stworzenie i wdrożenie nowoczesnego rozwiązania systemowego. Wykorzystanie dostępnej infrastruktury, technologii i ludzi, aby nie okazało się, że śmigłowce bedą stać w hangarach z braku ludzi do ich obsługi i zasiadania za sterami. To jest dziś wyzwanie o którym trzeba myśleć, nie tylko w kwestii śmigłowców.