MQ-9 Reaper zmieni się w „centrum dowodzenia”? USA stawiają na roje dronów

2026-05-01 8:01

Amerykańskie siły specjalne planują zmiany w wykorzystaniu dronów MQ-9 Reaper. Maszyny mają przestać być jedynie platformami uderzeniowymi i rozpoznawczymi, a stać się mobilnymi węzłami dowodzenia dla rojów bezzałogowców, jak informuje Army Recognition.

Dowództwo Operacji Specjalnych USA (U.S. Special Operations Command, SOCOM) przygotowuje modernizację MQ-9 Reaper, która przekształci go w platformę zdolną do koordynowania i kontrolowania wielu mniejszych dronów jednocześnie, tym samym zmieniając jego klasyczną rolę, która dotychczas sprowadzała się do prowadzenia rozpoznania i precyzyjnych uderzeń na cele naziemne. Nowa koncepcja zakłada zwiększenie efektywności operacji w trudnym środowisku bojowym przy jednoczesnym ograniczeniu ryzyka dla drogich systemów, których utrata może być bardziej dotkliwa niż utrata tańszych bezzałogowców.

Nowa rola MQ-9 Reaper

Zgodnie z wnioskiem budżetowym SOCOM na rok fiskalny 2027 z 23 kwietnia 2026 r., finansowanie programu MQ-9 wzrośnie do 75,8 mln dolarów z 24,8 mln rok wcześniej. Jak zaznacza Army Recogntion, co istotne, środki nie są przeznaczone na zakup nowych maszyn, lecz na ich modernizację i integrację z dodatkowymi systemami. Budżet obejmuje m.in.:

  • 26,6 mln dolarów na pakiety misji, uzbrojenie i modyfikacje,
  • 47,7 mln dolarów na system Adaptive Airborne Enterprise (AAE),
  • 1,5 mln dolarów na wsparcie produkcji.

Air & Space Forces zwraca natomiast uwagę, że we wspomnianym wniosku budżetowym SOCOM ponownie redukuje planowane zakupy samolotów OA-1K Skyraider II do łącznej liczby 53 egzemplarzy. To mniej niż 62 maszyny przewidziane wcześniej w budżecie oraz 75 samolotów pierwotnie planowanych w programie Armed Overwatch SOCOM. "W szczególności w 2027 roku SOCOM proponuje zakup zaledwie dwóch OA-1K, w porównaniu do sześciu w 2026 roku i 12 w 2025 roku" - podkreśla serwis. Maszyny te miały odpowiadać za realizację zadań związanych m.in. z bliskim wsparciem powietrznym, operacje ISR, czyli wywiad, obserwację i rozpoznanie, a także prostsze misje uderzeniowe. Decyzja ta ma wpisywać się w przesunięcie priorytetów amerykańskich sił zbrojnych w kierunku regionu Indo-Pacyfiku, gdzie przestrzeń powietrzna będzie znacznie bardziej sporna. W tej przestrzeni, zamiast pojedynczych platform, kluczową rolę mają odgrywać współpracujące ze sobą systemy, które zwiększają przeżywalność i skuteczność operacji.

MQ-9 niczym mobilne centrum dowodzenia?

Zmiany dotyczące MQ-9 to koncepcja rozwijana jest w ramach programu Adaptive Airborne Enterprise (A2E). Celem projektu jest odejście od klasycznych zadań uderzeniowych i rozpoznawczych MQ-9 na rzecz stworzenia mobilnego centrum dowodzenia. Bezzałogowiec miałby zarządzać siecią mniejszych dronów, które tworzyłyby rozległą "siatkę sensorów" zdolną do wykrywania celów oraz zapewniania łączności operatorom działającym głęboko na terytorium przeciwnika.

Program ma wejść w kluczową fazę w 2027 roku. SOCOM wnioskuje o 75,8 mln dolarów na rozwój MQ-9 – ponad trzykrotnie więcej niż 24,9 mln dolarów przyznane na 2026 rok. Zdecydowana większość środków zostanie przeznaczona na A2E, w tym około 48 mln dolarów na zakup:

  • 93 dronów klasy Group 2,
  • 10 dronów klasy Group 3,
  • 16 zasobników do przenoszenia rojów,
  • 5 systemów naziemnych do współpracy człowiek–maszyna.

Drony Group 2 ważą do ok. 25 kg i operują na wysokości do ok. 1000 metrów. Z kolei większe konstrukcje Group 3 osiągają masę do ok. 600 kg i pułap do ok. 5500 metrów. Obie klasy poruszają się z prędkością poniżej 460 km/h, jak przypomina Air & Space Forces. Z dokumentów budżetowych wynika, że mniejsze drony będą pełnić rolę tzw. „air-launched effects”, wykorzystywanych głównie do zadań rozpoznawczych. Natomiast drony Group 3 mają być konstrukcjami o obniżonej wykrywalności elektromagnetycznej, mogącymi pełnić funkcje węzłów dowodzenia i retransmisji danych dla rojów bezzałogowców. Nie ujawniono jednak, ile dokładnie dronów ma współpracować z pojedynczym MQ-9

Zmiany są reakcją na rosnącą podatność MQ-9 na obronę przeciwlotniczą. W ostatnich latach utracono co najmniej 35 takich dronów, w tym 16 nad Iranem oraz 7 zestrzelonych przez siły Huti w Jemenie w 2025 roku, informuje Army Recognition. Koszt tych strat szacuje się na 300–600 mln dolarów. Dlatego też Amerykanie zamiast ryzykować utratę kosztownych platform, które mimo swoich dużych możliwości (nie można bowiem zapominać, że MQ-9 ma możliwość lotu ponad 24 godziny, a jego uzbrojenie to m.in. pociski AGM-114 Hellfire czy bomby GBU-12) są stosunkowo wolne i przewidywalne, przez co stają się łatwym celem dla przeciwnika, szczególnie posiadającego zaawansowaną obronę przeciwlotniczą, wolą tracić mniej cenne zasoby.

Garda: Gen. Starzyński o dowodzeniu przestrzenią powietrzną