- Przyszłość walki powietrznej to zdaniem Airbusa nie tylko drony, lecz strategiczna synergia człowieka i maszyny, co jasno zadeklarowano podczas pierwszego Airbus Defence Summit.
- Załogowy Eurofighter Typhoon Tranche 4 stanie się "mózgiem" operacji, dowodząc rojami bezzałogowych "lojalnych skrzydłowych" w koncepcji MUM-T.
- Sprawdź, dlaczego ludzki pilot jest niezastąpiony w nowoczesnym konflikcie i jak ta wizja kształtuje rozwój programu FCAS.
Nic w tym dziwnego, że Airbus Defence Summit który odbył się kilka dni temu w niemieckich zakładach koncernu, koncentrował się na platformie Eurofighter Typhoon Trench 4 – najnowszej wersji przeznaczonej dla Luftwaffe – oraz mających ją wspierać systemach bezzałogowych.
Eurofighter i lojalny skrzydłowy
Pojawił się tutaj np. bezzałogowiec Kratos XQ-58 Valkyrie. Jest to maszyna zaliczana do kategorii „lojalny skrzydłowy”, czyli wielorazowych płatowców bojowych, mających towarzyszyć samolotom załogowym. Zgodnie z umową z niemieckimi siłami zbrojnymi, Airbus Defence ma dostosować te bezzałogowce do wymagań Luftwaffe i zintegrować z myśliwcami Eurofighter Typhoon Trench 4, dostarczanymi w ramach programu „Qadriga”. 30 samolotów Eurofighter w tej najnowszej wersji ma zastąpić taką samą liczbę maszyn najstarszego wariantu Tranch 1.
Eurofighter Typhoon Trench 4 to maszyna o znacznie rozszerzonych możliwościach zarówno zwalczania celów powietrznych, jak i naziemnych. Wśród jego atutów wymiana się na przykład nowy radar AESA typu ECRS (ang. European Common Radar System) Mk 1, zapewniający nie tylko lepsze parametry wykrywania, ale też możliwość dalszego rozwoju. Połowa maszyn ma też posiadać zasobniki walki elektronicznej Saab Arexis, w ramach programu rozwoju maszyn walki elektronicznej Eurofighter EK, które ma ją w tej roli zastąpić samoloty Panavia Tornado.
Samoloty w tej wersji są też lepiej dostosowane do zwalczania celów naziemnych, dzięki poszerzeniu uzbrojenia o różne warianty pocisków powietrze-ziemia Spear oraz Brimstone. Do produkcji mają też wrócić pociski manewrujące Taurus, dzięki czemu będzie można uzupełnić zapasy i unowocześnić sam pocisk.
Człowiek w pętli decyzyjnej. Dlaczego systemy bezzałogowe potrzebują pilota?
Szybki rozwój bezzałogowych statków powietrznych (UAV) i amunicji krążącej na Ukrainie skłonił wielu analityków do postawienia tezy o rychłym zmierzchu lotnictwa załogowego. Airbus kategorycznie odrzuca te prognozy, wskazując, że konflikt za naszą wschodnią granicą ma specyficzny, liniowy charakter i nie stanowi uniwersalnej matrycy dla potencjalnego starcia NATO z równorzędnym przeciwnikiem. Wątek ten pojawiał się w wielu dyskusjach, gdyż w naturalny sposób wojna na Ukrainie i niedawny atak powietrzny na Iran, stanowią punkt odniesienia dla formułowana tez o współczesnych operacjach powietrznych.
Jak przekonują przedstawiciele europejskiego koncernu, samoloty i śmigłowce załogowe mają się dobrze i jeszcze długo nie znikną z pola walki. W warunkach silnego przeciwdziałania radioelektronicznego (EW), masowego zakłócania łączności satelitarnej oraz systemów antydostępowych (A2/AD), autonomiczne drony sterowane z odległych centrów dowodzenia staną się bezużyteczne.
Rozwiązaniem tego problemu jest koncepcja Manned-Unmanned Teaming (MUM-T), czyli ścisłej współpracy samolotu załogowego z platformami bezzałogowymi. Przede wszystkim z tak zwanymi lojalnymi skrzydłowymi (Collaborative Combat Aircraft – CCA), czyli bezzałogowcami bojowymi zdolnymi do realizacji wielu misji. Uzbrojonymi i realizującymi najniebezpieczniejsze zadania.
Jak podkreślił podczas Airbus Defence Summit Marco Gumbrecht, szef sprzedaży Airbus w Niemczech i były pilot Eurofightera: „Nie chodzi o to, aby pilot w myśliwcu sterował każdym dronem z osobna, ale o to, by zarządzał koordynacją i podejmowaniem decyzji. Pilot ma za zadanie wydać ogólny rozkaz dla konkretnej misji”.
Obecność człowieka na polu walki drastycznie zwiększa efektywność operacyjną. Dyrektor generalny Airbus Defence and Space, Michael Schöllhorn, przytoczył podczas panelu dyskusyjnego wymierne analizy rynkowe i wojskowe - „Istnieją badania, według których formacje MUM-T kierowane przez człowieka mają przewagę 4 do 1 nad formacjami czysto bezzałogowymi”.
Jego zdaniem w realiach nowoczesnego konfliktu powietrznego formacje te będą działać jak autonomiczne „stada wilków” (ang. wolfpacks), operując bez stałej łączności z bazą rdzenną i podejmując dynamiczne decyzje w oparciu o unikalną ludzką ocenę sytuacji i zasady użycia broni (Rules of Engagement). Jest to koncepcja przywódcy stada, który wskazuje zadania i cele, ale poszczególne maszyny, lub roje maszyny, realizują misje autonomicznie we wskazanym zakresie.
Wyboista droga do FCAS
Zanim w okolicach roku 2040+ zadebiutuje pełnoskalowy system bojowy przyszłości FCAS (ang. Future Combat Air System), kraje europejskie potrzebują dojrzałego technologicznie i dostępnego „tu i teraz” rozwiązania. Rolę tę spełnia na opisany wcześniej Eurofighter w najnowszych wariantach (Tranche 4 / LTE), który staje się naturalną platformą doświadczalną dla technologii sieciocentrycznych i innych rozwiązań przyszłościowych.
Co kluczowe w dobie impasu politycznego w trójstronnym programie FCAS (Paryż–Berlin–Madryt), Airbus deklaruje pełną niezależność technologiczną Niemiec i Hiszpanii od Francji, która zdaje się stawiać bardziej na własne rozwiązania w oparciu o firmy krajowe. Te tarcia co do zadań, wymagań i podziału prac między pozostałymi partnerami i Paryżem, to dziś główny hamulec rozwoju myśliwca kolejnej generacji, który stanowi istotny element programu FCAS.
Niemieckie zakłady w Manching oraz hiszpańskie w Getafe mają dysponować kompletnym portfolio technologicznym – od zaawansowanych systemów sterowania lotem, przez integrację radarów AESA (jak Hensoldt/Indra Mk1), po wieloletnie, niejawne badania nad technologiami obniżonej wykrywalności (Stealth), czego dowodem był zaprezentowany w 2019 roku demonstrator LOUT (Low Observable UAV Testbed).
Polecany artykuł:
Koncern szacuje, że ewolucyjne budowanie zdolności w oparciu o istniejące europejskie komponenty pozwala zaoszczędzić nawet 40 proc. kosztów w porównaniu z projektowaniem samolotu od zera. Nawet bez udziału strony francuskiej.
Aby utrzymać planowany termin wejścia FCAS jako systemu do służby, Airbus aktywnie rozwija projekty takie jak bezzałogowy „Wingman” czy integracja platformy Kratos Valkyrie z europejskimi systemami misji. Przygotowuje też Eurofightera do roli powietrznego stanowiska dowodzenia dla rojów dronów. Równolegle koncern stosuje podejście Optionally Piloted Vehicle (OPV) – projektując architekturę systemów tak, by maszyny mogły w przyszłości realizować misje całkowicie bezzałogowo, gdy technologia osiągnie pełną dojrzałość rynkową.
Nie dotyczy to jedynie samolotów bojowych, ale na przykład śmigłowca H145M. Może on już dziś pełnić rolę stanowiska kierowania bezzałogowców, zgodnie z koncepcją MUM-T, ale też rozwijany jest wariant alternatywnie pilotowany i bezzałogowy. Ten ostatni, na zapotrzebowanie sił zbrojnych USA, które finansują badania w tym kierunku.
Wnioski z Airbus Defence Summit nie pozostawiają złudzeń. Przyszłe niebo nad Europą będzie domeną systemów połączonych, gdzie załogowe maszyny, takie jak myśliwce Eurofighter Tranche 4 i ich następcy, będą pełnić funkcję mózgów operacji. Bezzałogowce różnych klas, to będą ich oczu, uszu i pięści. Mówimy tu o bezzałogowych „lojalnych skrzydłowych”, ale też mniejszych maszynach jednorazowych, rojach dronów kamikaze i wielu innych. Koncern planuje konsekwentnie rozwijać swoją koncepcję FCAS, która nie obejmuje jedynie myśliwca i ich „wilczego stada”.
Ma ona obejmować całościowe zdolności operacji powietrznych, wraz z rozwiązywaniami takimi jak łączność satelitarna, wymiana danych w czasie rzeczywistym, roje bezzałogowców i ich start z platform transportowych czy współpraca ze śmigłowcami bojowymi. Pozwoli to koncernowi Airbus zajęcie istotnej pozycji w kształtowaniu architektury obronnej kontynentu, dając narzędzia do walki i wygrywania w konfliktach XXI wieku.