Dlaczego A-10 i Su-25 muszą odejść? Zmierzch epoki samolotów szturmowych

W historii lotnictwa wojskowego niewiele jest konstrukcji, które zyskałyby tak kultowy status jak amerykański Fairchild Republic A-10 Thunderbolt II (powszechnie znany jako „Warthog”) oraz radziecki odpowiednik - Suchoj Su-25. Obydwie maszyny powstały w szczytowym okresie zimnej wojny jako odpowiedź na ten sam problem – ówczesne super szybkie myśliwce naddźwiękowe sprawdzały się tragicznie w zadaniach bezpośredniego wsparcia lotniczego (CAS – Close Air Support). Potrzebne było inne podejście.

  • Ikoniczne samoloty szturmowe A-10 Thunderbolt II i Su-25 zrewolucjonizowały wsparcie naziemne w erze Zimnej Wojny.
  • Projektowane jako "latające czołgi", miały przetrwać najcięższy ostrzał dzięki potężnemu opancerzeniu i niszczycielskim działkom.
  • Postęp technologiczny w uzbrojeniu precyzyjnym i obronie przeciwlotniczej bezpowrotnie zmienił reguły walki.
  • Dowiedz się, dlaczego nawet te legendarne maszyny muszą ustąpić miejsca nowej generacji wojennej technologii.

To znamienne, że w drugiej połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, zarówno ZSRR jak i USA doszły do podobnych wniosków. Od końca II wojny światowej samoloty bojowe stawały się coraz szybsze i coraz gorzej godziły zadania myśliwskie i bombowe. Podczas ćwiczeń i konfliktów zbrojnych, takich jak wojna w Wietnamie czy konflikty na Bliskim Wschodzie, okazywał się, że z atakowaniem celów naziemnych znacznie lepiej radzą sobie starsze, wolniejsze maszyny, niż najnowsze myśliwce czy samoloty myśliwsko-bombowe.

W ten sposób, na przełomie lat 60. i 70. XX wieku doktryny wojskowe USA i ZSRR zderzyły się z paradoksem. Powszechnie wprowadzano naddźwiękowych myśliwców odrzutowych II i III generacji, operujące na dużych wysokościach i z olbrzymimi prędkościami. Okazało się, że maszyny te są skrajnie nieefektywne w precyzyjnym niszczeniu małych, ruchomych celów naziemnych – takich jak czołgi, transportery opancerzone czy umocnione punkty oporu.

Za szybkie, za mało zwrotne, zbyt delikatne

Moskwa potwierdziło to m.in. w 1968 roku, gdy okazało się podczas wielkich ćwiczeń Armii Czerwonej, że samolot myśliwsko-bombowy Su-7 nie potrafi zrzucać bomb lotniczych tak celnie jak stary myśliwiec MiG-17, który dodatkowo mógł razić cel ogniem działka kalibru 37 mm i dwóch działek 23 mm. Różnica w wynikach była kolosalna. Starsze maszyna mogła po prostu latać z mniejsza prędkością i była bardzie zwrotne, co było kluczowe przy atakowaniu celów naziemnych rakietami i bombami niekierowanymi.

Podobne wnioski US Air Force wyciągały nie tylko z ćwiczeń, ale również z wojny w Wietnamie, gdzie gwiazdami precyzyjnego bezpośredniego wsparcia lotniczego (CAS – Close Air Support) okazały się samoloty powolne jak A-37 Dragonfly, wywodzący się ze szkolno-treningowego odrzutowca T-37, czy wręcz napędzany silniem tłokowym A-1 Skyraider, który powstał w latach czterdziestych, pod koniec II wojny światowej.

Maszyny te były w stanie atakować siły przeciwnika bardzo precyzyjnie, ale były podatne na ogień obrony przeciwlotniczej. Szczególnie dotyczyło to coraz powszechniejszego użycia samobieżnej artylerii przeciwlotniczej, naprowadzanej radarowo, czyli precyzyjnej i towarzyszących jednostkom pierwszej linii.

Powraca samolot szturmowy. Rodzi się „latający czołg”

Efekt był bardzo ciekawy – zarówno ZSRR jak USA wprowadziły w połowie lat siedemdziesiątych samoloty oparte na bardzo podobnej koncepcji. Są to maszyny bardzo silnie opancerzone, uzbrokojone w działka lotnicze kalibru 30 mm i wiele punktów podwieszenia bomb oraz pocisków rakietowych oraz pociski powietrze-powietrze do samoobrony. Obie maszyny dwusilnikowe, jednomiejscowe (w wersji podstawowej), o długich skrzydłach, zapewniających możliwość manewrowania z mała prędkością na bardzo małej wysokości.

Do skutecznego wsparcia własnych wojsk lądowych potrzebny był samolot zdolny do długotrwałego krążenia nad rejonem walk, operowania na bardzo niskich wysokościach i wykonywania ciasnych nawrotów przy małych prędkościach. Tak narodziła się koncepcja wyspecjalizowanego samolotu szturmowego.

Działko GAU-8 z samolotu A-10 obok słynnego VW Garbusa
Autor: US Air Force National Museum/ Materiały prasowe

Zarówno Fairchild A-10, jak i Suchoj Su-25 zostały zaprojektowane wokół przetrwania w nasyconym ogniem środowisku:

  • Potężne uzbrojenie lufowe: A-10 zbudowano niemal dosłownie wokół ogromnego, zajmującego niemal pół długości samolotu siedmiolufowego działka GAU-8/A Avenger kal. 30 mm w układzie Gatlinga. Naboje wielkości butelki piwa, również w wersji z uranowym pociskiem, mogły pokonać pancerz każdeg czołgu. Dwulufowe działko GSz-30-2 kalibru 30 mm, zastosowane w Su-25, nie jest tak spektakularne i potężne jak amerykański odpowiednik, ale również jest w stanie pokonać pancerz większości pojazdów przeciwnika.
  • Pancerz i przeżywalność: Piloci obu maszyn zasiadali w tzw. „tytanowych wannach” chroniących przede wszystkim od dołu i z boku przed ogniem artylerii przeciwlotniczje i odłamkami. W przypadku A-10 pancerz ten waży ponad 500 kg. Systemy sterowania, paliwowe i silniki zdublowano i odseparowano tak, aby samolot mógł powrócić na lotnisko nawet po ciężkim uszkodzeniu. To również amerykanie poszli „na całość” i silniki umieścili w gondolach po obu bokach kadłuba w takim miejscu, że podczas ataku i manewrów na małej wysokości co najmniej jeden jest skryty przed ogniem z ziemi przez skrzydła i kadłub.
  • Prostota i odporność: Oba samoloty były zdolne do operowania z nieutwardzonych pasów startowych w bezpośrednim sąsiedztwie linii frontu, działać długo przy minimalnej obsłudze i najprostszym sprzecie naziemnym.

Przez dekady – od wojny w Zatoce Perskiej, przez operacje w Afganistanie, wojny na Bliskim Wschodzie, po lokalne konflikty w przestrzeni poradzieckiej – szturmowce udowadniały swoją skuteczność. Były to jednak operacje prowadzone w warunkach znaczącej lub całkowitej przewagi powietrznej, przeciwko przeciwnikowi pozbawionemu nowoczesnych, zintegrowanych systemów obrony przeciwlotniczej. Ukraina ostatecznie pokazała, że epoka „latających czołgów” dobiegła końca.

Działko GSz-30-2 pod nosem Su-25
Autor: mil.ru/ Materiały prasowe Nos rosyjskiego Su-25 podczas obsługi działka lotniczego GSz-30-2.

Rewolucja amunicji precyzyjnej i dminacja MANPADS

Ewolucja technologii wojskowych od ostatniej dekady XX wieku konsekwentnie zlikwidowała niszę, dla której stworzono A-10 i Su-25. Kluczowym czynnikiem okazało się upowszechnienie dwóch rodzajów uzbrojenia, które przekreśliły sens istnienia tych maszyn. Tradycyjna taktyka samolotu szturmowego polegała na wzrokowym odszukaniu celu przez pilota na niskim pułapie i wchodzeniu w bezpośredni kontakt ogniowy przy użyciu niekierowanych rakiet, bomb lub działka – coś, do czego kiepsko nadawał się samolot myśliwski czy myśliwsko-bombowy.

Sytuację zmieniło pojawienie się i upowszechnienie amunicji kierowanej, przede wszystkim pocisków i bomb naprowadzanych laserowo, które pozwalają bardzo precyzyjnie razić ruchome cele. Może tego dokonać maszyna poruszająca się z dużą prędkością, o ile posiada odpowiednie systemy optoelektroniczne. Dziś bomoby kierowane laserowo (np. Paveway) czy systemami pozycjonowania satelitarno-inercyjnymi (np. JDAM, SDB, KAB) są powszechnie stosowane.

Nie wymagają one specjalnych, powolnych i zwrotnych samolotów bojowych. Co więcej, dziś wniknięcie w strefę rażenia obrony powietrznej na małej wysokości stało się misją niemal samobójczą. Masowe nasycenie wojska przenośnymi przeciwlotniczymi zestawami rakietowymi (MANPADS, takimi jak Piorun, Stinger czy Igła) i samobieżnymi wyrzutniami przeciwlotniczymi sprawiły, że wolno i nisko latający szturmowiec jest łatwym łupem. Jeszcze gorzej jest, gdy przeciwnikim ma w tym rejonie własne myśliwce.

Dziś nawet misje bliskiego wsparcia może realizować samolot wielozadaniowy, atakujący cel z bezpieczenej wysokości i odległości. Uzywając uzbrojenia naprowadzanego na odbity promień lasera czy pozycjonowanie satelitarne, pilot nie musi nawet widzieć celu. Może on zostać wprowadzony do systemu naprowadzania w postaci danych GPS lub cel zostanie podświetlony przez kogoś innego. Coraz częściej jest to bezzałogowiec.

Symbolicznym dowodem kryzysu samolotów szturmowych jest pełnoskalowa wojna na Ukrainie. Zarówno ukraińskie, jak i rosyjskie Su-25 poniosły bardzo ciężkie straty. Aby przetrwać, piloci musieli zredukować swoją taktykę do tzw. „zadzierania nosa” (pitch-up) – wystrzeliwania niekierowanych rakiet po trajektorii balistycznej z bardzo niskiego pułapu bez widoczności celu, co charakteryzuje się znikomą celnością.

Inna opcja to rajd na minimalnym pułapie i jeden szybki przelot nad wykrytym celem, połączony z ryzykownym zrzutem bomb z wysokości 200-400 metrów. Dziś obie strony w zasadzie przeniosły cały ciężar atakowania celów naziemnych w strefie przyfrotnowej, ale też na głębokości do kilkudziesięciu kilometrów, na maszyny wielozadaniowe, używające bomb szybujących i pocisków kierowanych.

Symboliczny koniec pewnej ery: USAF rezygnuje z A-10

Nieco lżejsze i mniej dramatyczne stało się odchodzenie amerykańskich A-10 do lamusa. Amerykanie nadal wykorzystywali te maszyny w konfliktach asymetrycznych, gdzie nadal mogły one polegać na przewadze w powietrzu, sile ognia i opancerzeniu. Ale ta epoka również się skończyła. Ostateczną pieczęć na losie klasycznego szturmowca postawiły Siły Powietrzne USA (USAF). Po latach politycznych batalii w Kongresie, amerykańskie dowództwo uzyskało zgodę na systematyczne wycofywanie ze służby floty A-10 Thunderbolt II – samolotu kochanego przez piechotę i nienawidzonego przez lotnictwo.

Symbolicznym przełomem stały się decyzje budżetowe realizowane w latach 2024–2026, w ramach których rozpoczęto proces likwidacji ostatnich trzech aktywnych eskadr samolotów A-10. Środki finansowe oraz personel uwolniony z jednostek „Warthogów” sukcesywnie przekierowywano na maszyny V generacji F-35A Lightning II, rozwój platform bezzałogowych oraz bezzałogowych samolotów bojowych w ramach programu CCA (ang. Collaborative Combat Aircraft).

Dowództwo USAF wprost przyznaje, że w potencjalnym konflikcie wielkoskalowym o wysokiej intensywności – np. w rejonie Indopacyfiku przeciwko Chinom – A-10 nie posiadałby żadnych zdolności przetrwania w przestrzeni chronionej przez nowoczesne systemy A2/AD (Anti-Access/Area Denial). Stąd koniec ich epoki, którą symbolicznie domknęła uroczystość w bazie Davis-Monthan, gdzie rozwiązano ostatnie jednostki używające tych maszyn i odbył się ostatni przelot pary A-10 w czynnej służbie.

Era samolotów szturmowych dobiega końca, jak wiele lotniczych epok przed nimi. A-10 i Su-25 były wybitnymi osiągnięciami inżynierii swoich czasów, doskonale dostosowanymi do realiów zimnowojennego pola walki. Jednak rozwój broni precyzyjnej, sensorów sieciocentrycznych oraz zagęszczenie obrony przeciwlotniczej sprawiły, że elastyczny, uniwersalny i trudnotykalny myśliwiec wielozadaniowy okazał się znacznie skuteczniejszy od pancernego szturmowca. Warthog i Gracz przechodzą do historii, ustępując miejsca bezzałogowcom, platformom stealth, precyzyjnym efektorom i sztucznej inteligencji.

ILA 2024 - F-35

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki