- Wybory do Kongresu USA 3 listopada 2026 r. zadecydują o tempie i zakresie redefinicji amerykańskiego zaangażowania w NATO, nie zmieniając jednak ogólnego kierunku polityki USA. Stany Zjednoczone oczekują od Europy większej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo.
- Wynik głosowania wpłynie na to, ile swobody administracja Donalda Trumpa będzie miała w realizacji decyzji dotyczących rozmieszczenia wojsk w Europie, w kontekście przeglądu Pentagonu, którego wyniki mają być przedstawione 6 listopada 2026 r.
- Zwiększone europejskie wydatki obronne (cel 5% PKB do 2035 r.) mogą być argumentem dla USA do stopniowego ograniczania swojej obecności wojskowej w Europie, zwłaszcza w obliczu konkurencji o zasoby z Indo-Pacyfikiem i Bliskim Wschodem.
- Dla Polski, wybory są istotne ze względu na przyszłość amerykańskiej obecności wojskowej na wschodniej flance; jednakże Warszawa musi unikać sytuacji, w której relacje dwustronne zastępują szerszą europejską strategię bezpieczeństwa.
Wybory, które nie rozstrzygną o istnieniu NATO, ale mogą zmienić jego funkcjonowanie
Amerykańska polityka wobec NATO znajduje się w punkcie zwrotnym. Po ponad siedmiu dekadach, w których Stany Zjednoczone pełniły rolę głównego gwaranta bezpieczeństwa Europy Zachodniej, a następnie całego obszaru euroatlantyckiego, Waszyngton coraz wyraźniej kwestionuje dotychczasowy podział odpowiedzialności w Sojuszu. Nie chodzi wyłącznie o wysokość europejskich wydatków obronnych. Zmianie ulega sposób definiowania amerykańskich interesów strategicznych. Przez znaczną część zimnej wojny bezpieczeństwo Europy było jednym z centralnych elementów globalnej strategii Stanów Zjednoczonych. Utrzymanie równowagi sił na kontynencie, powstrzymywanie ekspansji Związku Radzieckiego i zapewnienie stabilności politycznej państw zachodnioeuropejskich pozostawały bezpośrednio związane z bezpieczeństwem samej Ameryki.
Dzisiaj europejski teatr działań musi konkurować o uwagę, zasoby wojskowe i środki finansowe z Indo-Pacyfikiem, Bliskim Wschodem oraz potrzebami bezpieczeństwa wewnętrznego Stanów Zjednoczonych. W tym kontekście wybory połówkowe należy traktować przede wszystkim jako test zdolności amerykańskiego systemu politycznego do kontrolowania tempa strategicznego wycofywania części zasobów z Europy.
Kongres nie prowadzi polityki zagranicznej w taki sam sposób jak prezydent. Dysponuje jednak instrumentami, które mogą ograniczać swobodę administracji: ustawodawstwem, kontrolą wydatków, zatwierdzaniem nominacji oraz nadzorem nad Pentagonem i Departamentem Stanu. Dlatego listopadowe głosowanie nie musi zmienić strategicznych priorytetów Waszyngtonu, aby istotnie wpłynąć na bezpieczeństwo NATO. Może wystarczyć, że zmieni polityczny koszt realizowania tych priorytetów.
Polityka wobec NATO zmienia się niezależnie od wyborów
Najważniejszym błędem analitycznym byłoby założenie, że przyszłość NATO zależy wyłącznie od tego, która partia będzie kontrolować Kongres od stycznia 2027 r. Przebudowa amerykańskiego podejścia do Europy jest procesem głębszym niż polityka Donalda Trumpa. Jej źródła obejmują wzrost znaczenia Chin, konkurencję o zasoby wojskowe, ograniczenia amerykańskiego budżetu oraz przekonanie, że europejscy sojusznicy przez zbyt długi czas polegali na nieproporcjonalnie dużym zaangażowaniu USA. Różnica między administracjami republikańskimi i demokratycznymi dotyczy przede wszystkim metod zarządzania tym procesem.
Administracja Trumpa częściej traktuje amerykańską obecność wojskową jako instrument negocjacyjny, za pomocą którego można wymuszać na sojusznikach określone decyzje polityczne, finansowe i gospodarcze. Bardziej tradycyjne środowiska transatlantyckie akcentują natomiast wartość trwałych zobowiązań i przewidywalności relacji sojuszniczych. Nie oznacza to jednak, że powrót Demokratów do kontroli nad Kongresem automatycznie oznaczałby powrót do wcześniejszego modelu bezpieczeństwa. We wrześniu 2026 r. Instytut Studiów nad Bezpieczeństwem Unii Europejskiej (EUISS) opublikował analizę wskazującą, że europejscy przywódcy nie powinni oczekiwać przywrócenia przewidywalnych relacji transatlantyckich jedynie w wyniku wyborów połówkowych1. Zmiana układu sił w Kongresie może ograniczyć niektóre działania administracji, ale nie usunie zasadniczych źródeł napięć.
Jest to ważna obserwacja, ponieważ wskazuje na różnicę między ograniczeniem swobody działania prezydenta a zmianą strategicznych interesów Stanów Zjednoczonych. Demokratyczna większość może wymagać od Pentagonu większej przejrzystości, blokować określone decyzje budżetowe i zwiększać presję polityczną na utrzymanie wojsk w Europie. Nie może jednak samodzielnie nakazać administracji, aby traktowała bezpieczeństwo europejskie jako ważniejsze od rywalizacji z Chinami. Wybory mogą zmienić sposób realizowania amerykańskiej strategii wobec NATO. Nie muszą zmienić samego kierunku jej ewolucji.
Im większe europejskie wydatki, tym łatwiej uzasadnić amerykańskie redukcje
Szczyt NATO w Hadze w czerwcu 2025 r. i kolejne spotkanie przywódców Sojuszu w Ankarze w lipcu 2026 r. stworzyły podstawy nowego podziału odpowiedzialności za obronę Europy. W Hadze państwa NATO zobowiązały się do osiągnięcia do 2035 r. wydatków obronnych i związanych z bezpieczeństwem na poziomie 5 procent PKB, z czego 3,5 procent ma być przeznaczane na podstawowe potrzeby wojskowe. W Ankarze potwierdzono ten kierunek. Według oficjalnych danych NATO europejscy sojusznicy i Kanada zwiększyli w 2025 r. nakłady na podstawowe potrzeby obronne o ponad 139 mld dolarów. Zapowiedziano również nowe zamówienia o wartości przekraczającej 50 mld dolarów, obejmujące między innymi obronę przeciwlotniczą, precyzyjne systemy dalekiego rażenia, technologie bezzałogowe i zdolności rozpoznawcze.
Z perspektywy europejskiej wzrost wydatków jest odpowiedzią na zagrożenie rosyjskie oraz sposobem wzmocnienia własnej pozycji wobec Waszyngtonu. Z perspektywy amerykańskiej może jednak tworzyć argument na rzecz stopniowego ograniczania obecności wojskowej. Jeżeli Europejczycy zwiększają budżety obronne, rozwijają własny przemysł i przejmują większą odpowiedzialność za operacje wojskowe, administracja USA może uznać, że utrzymywanie dotychczasowej liczby żołnierzy na kontynencie staje się mniej konieczne.
Taka interpretacja nie jest wyłącznie hipotetyczna. W czerwcu 2026 r. amerykański ośrodek Defense Priorities opublikował analizę postulującą stopniowe wycofywanie sił USA z Europy. Jej autorzy argumentowali, że Waszyngton powinien przestać wykorzystywać obecność wojskową jedynie do negocjowania większych wydatków sojuszników i rozpocząć rzeczywiste przekazywanie Europejczykom odpowiedzialności za obronę kontynentu2.
Jest to stanowisko jednego ze środowisk strategicznych, a nie oficjalna doktryna amerykańskiego rządu. Pokazuje jednak, że w Waszyngtonie funkcjonuje spójny nurt argumentacji na rzecz ograniczenia amerykańskiej roli wojskowej w Europie. W tym kontekście wzrost europejskich wydatków może działać dwojako: wzmacniać NATO, a jednocześnie ułatwiać amerykańskim decydentom uzasadnienie redukcji sił. Nie musi to być sprzeczność, jeżeli proces przebiega w sposób skoordynowany. Może być groźny jednak wtedy, gdy Amerykanie wycofują zdolności szybciej, niż Europejczycy potrafią je zastępować.
Pentagon przygotowuje decyzje. Termin nie jest przypadkowy
Najważniejszym wydarzeniem, które może bezpośrednio połączyć listopadowe wybory z przyszłością NATO, jest prowadzony przez Pentagon przegląd rozmieszczenia amerykańskich sił wojskowych w Europie. Pentagon ma przedstawić sekretarzowi obrony Pete’owi Hegsethowi co najmniej cztery warianty przyszłego rozmieszczenia sił do 6 listopada 2026 r. Wydarzy się to zaledwie trzy dni po wyborach do Kongresu. Przegląd, rozpoczęty w czerwcu, dotyczy obecności około 80 tysięcy amerykańskich wojskowych w Europie. Wśród analizowanych kwestii znajdują się rozmieszczenie jednostek, koszty utrzymywania baz oraz znaczenie poszczególnych państw dla realizacji amerykańskich interesów.
Ta zbieżność terminów ma istotne znaczenie polityczne, choć sama w sobie nie dowodzi, że harmonogram przeglądu został podporządkowany wyborom. Administracja otrzyma rekomendacje dotyczące obecności wojskowej w momencie, w którym znany będzie już nowy układ sił w Kongresie.
Możliwe będą wówczas trzy zasadnicze warianty.
- Pierwszy zakłada utrzymanie Republikanów przy kontroli obu izb, co ograniczyłoby instytucjonalny opór wobec prezydenckich decyzji.
- Drugi to przejęcie Izby Reprezentantów przez Demokratów przy utrzymaniu republikańskiej większości w Senacie. Taki układ zwiększyłby możliwości kontroli administracji, lecz nie zapewniłby Demokratom pełnej zdolności ustawodawczej.
- Trzeci wariant obejmuje przejęcie obu izb przez Demokratów, co stworzyłoby silniejszą przeciwwagę dla Białego Domu, szczególnie w obszarze budżetu, nadzoru i nominacji wymagających zatwierdzenia przez Senat.
Nie należy jednak utożsamiać tych wariantów z trzema całkowicie odmiennymi strategiami NATO. W każdym z nich prezydent pozostanie zwierzchnikiem sił zbrojnych, a Pentagon zachowa istotną swobodę w zarządzaniu rozmieszczeniem wojsk w granicach obowiązującego prawa i przyznanych środków. Wynik wyborów może zatem wpłynąć przede wszystkim na tempo, przejrzystość i polityczne koszty zmian.
Scenariusz pierwszy - Republikanie utrzymują Kongres
Utrzymanie republikańskiej większości w obu izbach Kongresu zapewniłoby administracji Donalda Trumpa większą swobodę w kontynuowaniu redefinicji amerykańskiego zaangażowania w Europie. Nie oznaczałoby to automatycznego wycofywania wojsk USA, ponieważ również w Partii Republikańskiej istnieją wpływowe środowiska opowiadające się za silnym NATO i utrzymaniem odstraszania Rosji. Jednak przy ograniczonym oporze parlamentarnym Biały Dom mógłby łatwiej realizować politykę selektywnych redukcji i wykorzystywać obecność wojskową jako instrument nacisku na europejskich sojuszników.
Scenariusz drugi - Demokraci przejmują Izbę Reprezentantów
Przejęcie Izby Reprezentantów przez Demokratów przy zachowaniu republikańskiej większości w Senacie zwiększyłoby możliwości parlamentarnego nadzoru nad polityką administracji, nie zapewniając jednak skutecznej kontroli nad jej kierunkiem.
Demokratyczna większość mogłaby intensyfikować przesłuchania przedstawicieli Pentagonu, żądać szczegółowych ocen planowanych redukcji i wykorzystywać procedury budżetowe do wywierania presji na Biały Dom. Szczególne znaczenie miałyby komisje odpowiedzialne za siły zbrojne, sprawy zagraniczne i wydatki federalne. Jednocześnie Izba Reprezentantów nie mogłaby samodzielnie narzucić prezydentowi alternatywnej strategii. Przyjęcie ustaw wymagałoby współpracy Senatu oraz podpisu Trumpa albo większości wystarczającej do odrzucenia jego weta.
Scenariusz trzeci - Demokraci kontrolują obie izby
Przejęcie przez Demokratów zarówno Izby Reprezentantów, jak i Senatu stworzyłoby najsilniejszą instytucjonalną przeciwwagę dla polityki Trumpa. Kongres uzyskałby szersze możliwości kontroli budżetowej, nadzorowania Pentagonu, zatwierdzania nominacji w Senacie oraz wprowadzania ustawowych ograniczeń dotyczących zmian w rozmieszczeniu amerykańskich sił. Mógłby również wymagać bardziej szczegółowych konsultacji z sojusznikami przed podejmowaniem decyzji wpływających na europejską architekturę bezpieczeństwa.
Nie oznaczałoby to jednak przejęcia przez Demokratów kontroli nad polityką zagraniczną. Trump zachowałby konstytucyjne kompetencje naczelnego dowódcy, prawo weta oraz znaczną swobodę w prowadzeniu dyplomacji i zarządzaniu siłami zbrojnymi. Dodatkowym ograniczeniem pozostawałyby procedury Senatu, utrudniające uchwalanie części ustaw bez szerszego porozumienia.
Rola Artykułu 5
W debacie o przyszłości NATO często pojawia się obawa, że Donald Trump mógłby doprowadzić do formalnego wyjścia Stanów Zjednoczonych z Sojuszu. W praktyce taki scenariusz napotyka istotne ograniczenia prawne. Amerykańskie prawo stanowi, że prezydent nie może samodzielnie wypowiedzieć Traktatu Północnoatlantyckiego bez zgody dwóch trzecich obecnych senatorów oraz odpowiedniej ustawy Kongresu. Przepis ogranicza również możliwość wykorzystania środków publicznych do realizacji nieautoryzowanego wycofania. Nie oznacza to, że nie mogą powstać spory konstytucyjne dotyczące zakresu prezydenckich kompetencji w polityce traktatowej.
Z perspektywy strategicznej znacznie ważniejsze jest inne zagrożenie: Stany Zjednoczone mogą pozostać pełnoprawnym członkiem NATO, ograniczając jednocześnie część wojskowych instrumentów umożliwiających realizację zobowiązań. Formalne członkostwo nie przesądza bowiem o wielkości kontyngentów, rozmieszczeniu jednostek, zapasach amunicji czy dostępności zasobów strategicznych. Podobnie sam artykuł 5 nie określa automatycznej, jednakowej dla wszystkich państw reakcji militarnej. Zobowiązuje natomiast sojuszników do podjęcia działań, które uznają za konieczne, włącznie z możliwością użycia siły zbrojnej. W lipcu 2026 r. przywódcy NATO ponownie potwierdzili w Ankarze zobowiązanie do obrony zbiorowej. Deklaracja wyraźnie wskazała również, że europejscy sojusznicy i Kanada przejmują większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo Sojuszu.
NATO zachowuje pełną deklaratywną ciągłość swoich zobowiązań, ale równocześnie zmienia model ich realizacji. Dlatego po wyborach połówkowych zasadniczym pytaniem nie powinno być, czy Waszyngton ponownie potwierdzi artykuł 5. Powinno nim być to, czy amerykańskie decyzje wojskowe, budżetowe i operacyjne nadal będą zapewniały wystarczającą zdolność do jego skutecznego wykonania.
Dlaczego europejskie bezpieczeństwo może przegrać z innymi priorytetami USA
Jednym z najważniejszych czynników wpływających na przyszłość NATO będzie zdolność Stanów Zjednoczonych do jednoczesnego zarządzania kilkoma kryzysami strategicznymi. Zdania na temat amerykańskiej zdolności do prowadzenia kilku wojen jednocześnie są w Waszyngtonie podzielone, jednak przeważająca liczba ekspertów zaznacza, że obecnie jest to dla Stanów Zjednoczonych niewykonalne.
Wojna Rosji przeciwko Ukrainie, rywalizacja z Chinami oraz konflikt z Iranem konkurują o amerykańskie zasoby wojskowe, zapasy uzbrojenia, możliwości przemysłowe i uwagę polityczną. Waszyngton może oficjalnie podkreślać znaczenie odstraszania Chin, ale jednocześnie angażować znaczną część swoich zdolności wojskowych na Bliskim Wschodzie. Może również zapewniać o znaczeniu NATO, ograniczając jednocześnie obecność wojskową w Europie. W rezultacie polityka wobec Sojuszu będzie zależeć nie tylko od wyniku wyborów, lecz także od rozwoju sytuacji na innych teatrach zaangażowania geopolitycznego Stanów Zjednoczonych.
Szczególne znaczenie ma tu wojna z Iranem. W 2026 r. napięcia między Waszyngtonem a częścią europejskich sojuszników pogłębiły się wskutek rozbieżności dotyczących tego konfliktu. Administracja Trumpa wykorzystywała kwestię amerykańskiej obecności wojskowej również w sporach politycznych z partnerami europejskimi. W maju zapowiedziano wycofanie około 5 tysięcy żołnierzy z Niemiec, w kontekście krytyki amerykańskich działań wobec Iranu ze strony kanclerza Friedricha Merza. Jeżeli rozmieszczenie wojsk amerykańskich staje się instrumentem nacisku w sporach niezwiązanych bezpośrednio z obroną terytorium NATO, przewidywalność w relacjach transatlantyckich maleje.
Sojusznicy nie mogą wówczas zakładać, że decyzje dotyczące obecności USA będą podejmowane wyłącznie na podstawie oceny zagrożenia rosyjskiego i wymagań operacyjnych. W tym sensie najważniejszą zmianą może być nie redukcja liczby żołnierzy, lecz rosnąca warunkowość amerykańskiego zaangażowania. Nawet zwiększone nakłady europejskie nie usuwają zależności od amerykańskich technologii, danych rozpoznawczych, systemów uzbrojenia i zdolności logistycznych.
Po wyborach połówkowych Kongres może odegrać ważną rolę w określaniu warunków dalszej obecności wojskowej w Europie oraz wsparcia Ukrainy. Nie należy jednak oczekiwać, że sama zmiana większości parlamentarnej rozwiąże fundamentalny problem - Europa nadal nie dysponuje pełnym zestawem zdolności umożliwiających szybkie zastąpienie amerykańskiego wsparcia.
Polska może zyskać na amerykańskiej redefinicji NATO
Dla Polski najbliższe wybory do Kongresu mają znaczenie szczególne, ponieważ przyszłość amerykańskiej obecności wojskowej bezpośrednio wpływa na bezpieczeństwo wschodniej flanki. Polska należy do państw najbardziej zainteresowanych utrzymaniem silnego wojskowego zaangażowania USA w Europie.
Jednocześnie Warszawa może odgrywać coraz większą rolę w amerykańskiej strategii selektywnego rozmieszczania sił. Jeżeli Waszyngton zdecyduje się ograniczyć część kontyngentów w Europie Zachodniej, a równocześnie utrzyma lub rozbuduje wybrane zdolności na wschodniej flance, Polska może stać się jeszcze ważniejszym elementem amerykańskiego systemu odstraszania Rosji. Nie oznacza to jednak, że każde przesunięcie wojsk na wschód będzie automatycznie oznaczało wzmocnienie bezpieczeństwa. Obecność amerykańskich jednostek w Polsce ma znaczenie tylko w takim stopniu, w jakim pozostaje zintegrowana z całością systemu dowodzenia, rozpoznania, obrony powietrznej i wsparcia logistycznego NATO. Z perspektywy polskiego bezpieczeństwa korzystniejszy może być mniejszy, ale odpowiednio wyposażony i stale gotowy kontyngent w ramach obecności europejskiej, niż liczniejsza obecność pozbawiona wystarczającego zaplecza operacyjnego.
Najważniejszym zadaniem Warszawy będzie unikanie sytuacji, w której dwustronna relacja ze Stanami Zjednoczonymi staje się substytutem szerszej strategii bezpieczeństwa europejskiego. Polska potrzebuje silnej obecności amerykańskiej, ale równocześnie skutecznej współpracy z Niemcami, państwami bałtyckimi, krajami nordyckimi i pozostałymi sojusznikami. Bezpieczeństwo Polski nie może zależeć wyłącznie od tego, jaką wartość polityczną będzie miała dla kolejnej amerykańskiej administracji obecność wojsk USA na wschodniej flance.
Inna Ameryka po 3 listopada?
Najbliższe wybory połówkowe mogą istotnie zmienić warunki polityczne, w których administracja Donalda Trumpa będzie realizować swoją strategię wobec NATO. Nie należy jednak oczekiwać, że samo przejęcie kontroli nad Kongresem przez Demokratów przywróci model relacji transatlantyckich znany z pierwszych dekad po zakończeniu zimnej wojny.
Stany Zjednoczone pozostaną globalnym mocarstwem, którego interesy wykraczają daleko poza Europę. Rosnące znaczenie Indo-Pacyfiku, koszty konfliktów na Bliskim Wschodzie i potrzeba ograniczania strategicznego przeciążenia będą wpływać na amerykańskie decyzje niezależnie od układu sił parlamentarnej większości. Republikański Kongres mógłby zapewnić Trumpowi większą swobodę w realizowaniu polityki selektywnego ograniczania obecności wojskowej. Demokratyczna większość mogłaby ten proces kontrolować, opóźniać lub modyfikować. Nie oznacza to jednak, że byłaby w stanie całkowicie odwrócić jego strategiczne przyczyny.
Dla NATO oznacza to konieczność przygotowania się na model, w którym amerykańskie gwarancje pozostają formalnie obowiązujące, ale ich praktyczna realizacja w większym stopniu zależy od europejskiego wkładu, politycznych negocjacji i dostępności zasobów wojskowych. Dla Polski oznacza to potrzebę jednoczesnego wzmacniania relacji z Waszyngtonem i rozbudowy europejskich zdolności obronnych.
Wybory 3 listopada mogą rozstrzygnąć, jak dużą swobodę w przebudowie NATO otrzyma Donald Trump. Nie rozstrzygną jednak zasadniczego pytania, przed którym stoi Europa: czy będzie potrafiła zapewnić własne bezpieczeństwo w świecie, w którym amerykańskie przywództwo pozostaje istotne, ale przestaje być bezwarunkowe.
Przypisy:
2. Stop bargaining with Europe, start leaving - Defense Priorities
Autor: Jan Hernik - amerykanista, analityk polityczny i publicysta, absolwent Ośrodka Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w polityce wewnętrznej i zagranicznej Stanów Zjednoczonych, ze szczególnym uwzględnieniem amerykańskich procesów wyborczych oraz zaangażowania USA w Europie i regionie Indo-Pacyfiku.