- NATO uczy się z konfliktu na Ukrainie i ogłosiło nową, kluczową strategię obrony oraz odstraszania, zaprezentowaną przez generała Grynkewicha w Warszawie.
- Koncepcja "Zablokować, Osłabić, Złamać" zakłada powstrzymanie ataku, osłabienie sił wroga i zniszczenie jego systemu bojowego, bez dążenia do strategicznej klęski Rosji.
- Odkryj, jak Sojusz planuje wykorzystać przewagę technologiczną i masę systemów, by zapewnić pokój przez siłę, oraz co to oznacza dla bezpieczeństwa Polski!
Pytany przez Katarzynę Pisarską, dlaczego koncepcja, sfinalizowana w wersji niejawnej około trzech miesięcy temu, wychodzi do opinii publicznej własnie teraz, wskazał falę sabotaży i podpaleń w Europie. „Chcę zapewnić miliard obywateli naszego sojuszu, że wiemy, co musimy zrobić, i wiemy, jak to zrobimy” – powiedział gen. Grynkewich. Drugim adresatem jest potencjalny agresor, który ma wiedzieć, że NATO dokładnie wie, jak zareaguje na każdą próbę ataku. Nie pozostawił wątpliwości co do tego, kto jest potencjalnym agresorem i jakimi dysponuje możliwościami.
Dowódca Sił NATO w Europie zaczął swoje wystąpienie od pochwały Polski, która jego zdaniem „prowadzi przykładem” dzięki historycznym inwestycjom w obronność, rozbudowie bazy przemysłowej, szybkiej modernizacji i budowaniu odporności społecznej. Przypomniał, że NATO jest sojuszem defensywnym: „nie mamy planów, zamiarów ani ambicji wykraczających poza ochronę naszych ludzi i obronę naszego terytorium”. Dodał, że nikt nie powinien mylić tego z brakiem determinacji: „jeśli ktoś będzie na tyle nierozsądny, by nas zaatakować, będziemy walczyć”.
Teoria opiera się na strategii DDA, uzgodnionej przez wszystkie 32 państwa, więc – jak mówił – jest „nasza, wspólna”. DDA (ang. Deterrence and Defence of the Euro-Atlantic Area) to kluczowa koncepcja operacyjno-strategiczna NATO, tłumaczona jako Odstraszanie i Obrona Obszaru Euroatlantyckiego.
Generał zastrzegł: „Nie oceniam, że konflikt jest bliski ani nieunikniony. Nie jest”. Podkreślił jednak, że odstraszanie wymaga stałej gotowości, a ta planowania wobec tego, co możliwe, nie tylko tego, co prawdopodobne. Przywołał Georga Waszyngtona, głoszącego, że najskuteczniejszym sposobem utrzymania pokoju jest przygotowanie do wojny, czyli „pokój przez siłę”. Atutem sojuszu ma być przewaga decyzyjna. Wielowarstwowy wywiad i zaawansowane algorytmy sprawiają, że NATO „raczej nie zostanie zaskoczone”, a przesunięcia wojsk służą zarówno odstraszaniu, jak i zapobieżeniu metody „faktu dokonanego” – sposobu działania, którym Rosja posługiwała się już w przeszłości.
Trzy czasowniki: block, blunt, break
Generał Grynkewich opisał teorię jako prostą: „Zablokujemy początkowy atak. Jeśli atak będzie trwał, osłabimy go i powstrzymamy natarcie wroga. A jeśli będzie trzeba, złamiemy jego siły oraz system działań wojennych rozwinięty przeciwko nam”.
- Blokowanie. Wojska lądowe mają zdominować natarcie w punkcie styku i manewrem związać formacje przeciwnika. Lotnictwo i marynarki, wspierane przez kosmos i cyberprzestrzeń, szybko uzyskują swobodę działania, a następnie przewagę w powietrzu i na morzu. Dzięki niej „masa i precyzja” odbiorą wrogowi zdolność utrzymania zajętego terenu.
- Osłabianie. Zaawansowane sensory, systemy autonomiczne i siły wielodomenowe mają umożliwić pozbawienie napastnika „rozpędu i inicjatywy”. Zsynchronizowane działania wielodomenowe, stosowane aż do poziomu taktycznego, mają załamać natarcie i rozbić zgrupowania wroga.
- Łamanie. Jeśli przeciwnik rzuci do walki odwody, NATO złamie cały system, który przeciw niemu działa. Obejmie to nie tylko siłę uderzeniową, ale „wszystko, co ją wspiera, zaopatruje lub kontroluje”. Sojusznicy zestawią „najwyższej klasy precyzyjną amunicję” z „przytłaczającą masą tanich i skalowalnych systemów” i będą wywierać nieustanną presję kinetyczną i niekinetyczną. Formacje wroga mają zostać „odcięte od uzupełnień”, a dowódcy pozbawieni kontroli, oślepieni i ogłuszeni.
Obrona bez eskalacji - jasny sygnał dla Rosji
Najważniejsze zastrzeżenie w prezentacji tej koncepcji dotyczyło celu działań. „Nie dążymy do strategicznej klęski przeciwnika i nie musimy tego robić. Chcemy jedynie zatrzymać każdy atak w miejscu i uniemożliwić zajęcie oraz utrzymania naszego terytorium” – podkreślił gen. Grynkewich. To wyraźna różnica, która ma odróżniać obronny status i cele NATO od wszelkich sojuszów ofensywnych.
Jak stwierdził dowódca sił NATO w Europie, wystarczy taktyczne i operacyjne pokonanie sił użytych przeciw NATO, czyli, jak ujął to za Clausewitzem, doprowadzenie ich do kulminacji. A skoro sojusz uderza tylko w system, który go atakuje, a nie w całość państwa-agresora, nie ma ani potrzeby, ani zachęty do eskalacji Jak uważa gen. Grynkewich - „Ciężar eskalacji spoczywałby wyłącznie na agresorze”. Ma on też wiedzieć, że eskalacja tylko pogorszy jego sytuację. Pogróżki nie rozbiją sojuszu, lecz „zwiążą nas jeszcze mocniej” – podkreślił generał.
Gotowość, zapasy i dwa fronty
Generał Alexus Grynkewich zapewnił, że jeśli NATO zostanie zaatakowane, jest gotowe do walki natochmiat - „dziś w nocy” - ale nie spoczywa na laurach - „będziemy gotowi jutro bardziej, a pojutrze jeszcze bardziej”. Wymienił inwestycje, które mają to zapewnić: ćwiczenia wysuniętych wojsk lądowych na wschodniej flance, zdolności lotnicze i morskie, a także tanie i high-endowe środki precyzyjnego rażenia dalekiego zasięgu, sieci sensorów oraz „chmurę bojową”. Każda złotówka, euro, dolar, lira, funt czy korona ma służyć temu, by pokazać, że sojusz potrafi zablokować, osłabić i złamać atak. Nie musi do tego niszczyć przeciwnika, a jedynie obezwładnić i złamać siły agresora.
Pytany o scenariusz wojny na dwóch teatrach, w Europie i w rejonie Indo-Pacyfiku, generał odpowiedział, że teoria NATO musi to uwzględniać. Jego zdaniem ważną lekcją była obserwacja równoległych konfliktów na Bliskim Wschodzie i w Ukrainie, która pokazała obciążenie systemu i konieczność „mieszanki high-low”.
O małych zapasach amunicji Alexus Grynkewich mówił spokojnie - „Jesteśmy gotowi teraz. Czy moglibyśmy być lepiej przygotowani? Absolutnie. Żaden dowódca nie powie, że nie chce więcej wszystkiego”. Zapewnił, że jest „bardzo komfortowo” w kwestii zapasów, ale przemysł musi zapewnić nie tylko pierwszą dostawę, lecz także podtrzymanie zdolności do walki w czasie. Jest to jasne odniesienie do obecnych inwestycji w zdolności produkcji, ale także jej skalowania w czasie.
Ukraina, sabotaż i artykuł 5
O Ukrainie generał mówił z uznaniem. Front „jest w dużej mierze ustabilizowany”, co zawdzięczają ukraińskiemu duchowi bojowemu i innowacyjności mimo różnic w liczebności i zasobach. Zima będzie jednak ciężka z powodu ataków na energetykę, choć „to prawdopodobnie nie zadziała”. „Nie popełnię już błędu niedoceniania Ukraińców” – powiedział wprost gen. Grynkewich. Przyznał też, że NATO stale uczy się od partnerów z Ukrainy, w tym w dziedzinie dronów i walki elektronicznej, które będą stałym elementem pola walki.
W odpowiedzi na sabotaż i podpalenia zalecił atrybucję, czyli identyfikacji sprawcy ataku. Tych zlecających a nie jedynie wykonującycych. Wówczas poszkodowane państwo spełni wymogi prawne, pokazując Rosjanom, że ich sieci nie są tak anonimowe, jak sądzą. Ważnym w działaniach dywersyjnych jest dla Kremla rozmycie odpowiedzialności i podważenie lub przekierowanie jej. Rosyjskim celem w działaniach dywersyjnych przede wszystkim złamanie woli Zachodu do wspierania Ukrainy.
Dlatego najlepszą odpowiedzią jest zwiększenie wpłat do programu PURL (ang. Prioritised Ukraine Requirements List), który skierowany jest na najważniejsze potrzeby Kijowa, takie jak przekazanie pocisków obrony powietrznej. Konieczna jest też koordynacja przekazu, by Moskwa dostała spójny sygnał, gdzie dla krajów NATO leżą czerwone linie. Muszą one być jasne i faktycznie nieprzekraczalne.
Obawy o to, że politycy mrugną i uznają, że „to nie nasza wojna”, gen. Grynkewich oddalił. Przywołał Deklarację z Ankary, w której wszystkie 32 państwa potwierdziły „niezłomne zobowiązanie” do artykułu 5, oraz atmosferę rozmów z prezydentem Trumpem („byłem w tej sali i czułem tę miłość”). Wojska USA są w Polsce i na całej wschodniej flance, dlatego jego zdaniem - „nikt nie powinien kwestionować zaangażowania Stanów Zjednoczonych”. Pytany, co spędza mu sen z powiek, odparł: „Nic. Moim zadaniem jest nie dawać spać innym”. Swoje wystąpienie gen. Alexus Grynkewich zamknął słowami: „Dziś nie jest ten dzień”.
Teoria NATO a praktyka Ukrainy – te same metody, inny potencjał
Grynkewich sam przyznał, że koncepcja działania NATO jest „zawieszona” na wnioskach z Ukrainy i Bliskiego Wschodu. Przede wszystkim na zmianach, jakie pokazały te konflikty w zakresie użycia masy tanich dronów, walki elektronicznej, mieszanki efektorów high-low. To w istocie zinstytucjonalizowane doświadczenia kraju, który te metody wypracował pod ogniem, a nie na ćwiczeniach. Jednocześnie są one podciągnięte pod potencjał, możliwości i głębię jaką dysponuje Sojusz, a której nie posiada pojedynczy kraj.
Ukraina od dawna łączy drogą precyzję z masą tanich systemów i uderza w „system”, a nie tylko w siły na linii frontu. Intensywna kampania uderzeń średniego zasięgu w logistykę, sprzęt i siłę żywą osłabiła zdolność Rosji do działań ofensywnych i prawdopodobnie wsparła ostatnie ukraińskie postępy. Od początku pełnoskalowej wojny, Ukraina koncentrowała swoje działania na związaniu sił przeciwnika przy maksymalnym możliwym niszczeniu jego zaplecza i logistyki.
To w praktyce lokalna wersja „łamania” systemu zaopatrzenia i dowodzenia o którym mówił gen. Grynkewich. Podobnie jest w obronie powietrznej. Wiosną ukraińskie źródła informowały, że podczas zmasowanego ataku 24 maja ponad 40 proc. zniszczonych dronów typu Szahed strąciły drony przechwytujące, a ich skuteczność rośnie z miesiąca na miesiąc. To klasyczna odpowiedź na problem kosztów: Patriot PAC-3 kosztuje ponad 3 mln dolarów za strzał, a Szahed 20–50 tys. dolarów. Ukraina potrafi dziś nie tylko stosować tę wiedzę, ale również eksportować kompetencje. W marcu wysłała 228 specjalistów od zwalczania dronów do państw Zatoki Perskiej i Jordanii, znajdujących się pod ostrzałem irańskich bezzałogowców uderzeniowych.
Jednak przedstawiona przez generał koncepcja bierze pod uwagę różnice w możliwościach i głębi, oraz sposobie działania między pojedynczym państwem i sojuszem takim jak NATO. Po pierwsze, scenariusz gen. Grynkewicha zakłada szybkie uzyskanie przewagi w powietrzu i na morzu, a ukraińskie lotnictwo takiej przewagi nie ma i mieć nie będzie. Podobnie zresztą jak Rosja. Dlatego przewagę zastępują obu stronom drony. Według PISM nasycenie pola walki dronami tworzy „strefę śmierci” o głębokości do 25 km od linii frontu i utrudnia manewr, co utrwala impas. Szerokość tego pasa systematycznie rozszerza się od początku wojny, a walka stała się bardziej statyczna, oparta na okopach i umocnionych stanowyskach.
NATO ma natomiast działać inaczej. Dzięki zdolności do wywalczenia przewagi, nawet regionalnie, może bronić się manewrem lądowym, wspieranym zmasowanym ogniem wielodomenowym. Po drugie, Ukraina nie ogranicza się dzisiaj do celów taktycznych i operacyjnych. Jej drony uderzają w rafinerie oddalone o ponad 800 km od granicy. Wynika to z osłabiemia i tego, że bez rezerw i przewagi ludzkiej musi osłabiać rosyjską gospodarkę oraz potencjał zasilania i odtwarzania zdolności w głębi. Uderzać w państwo rosyjskie jako całość, bo sama też jest jako całość celem.
Gen. Grynkewich deklaruje świadomą powściągliwość NATO, tak żeby ciężar eskalacji, czyli decyzja o rozszerzeniu oddziaływania poza siły zbrojne, spoczywała na agresorze. Podkreśla to w koncepcji zwycięstwa aspekt obronny sojuszu, który udeżać będzie precyzjnie w zaplecze i system dowodzenia sił zbrojnych a nie całego kraju. Kijów takiego luksusu nie ma, co przekłada się na obecną strategię, jednak pierwotnie taką właśnie logikę stosowała Ukraina.
Podsumowując, „Teoria Grynkewicha” pokazuje, że NATO przyjmuje ukraińskie lekcje, ale opiera je na zasobach, których Kijów nie ma: zapasach, lotnictwie, siłach w kosmosie i rezerwach 32 państw. Największe pytanie dotyczy tempa. Ukraina każdą z tych metod testowała na bieżąco, a Europa wciąż musi zbudować „masę po przystępnej cenie” w skali przemysłowej. Generał sam zaznaczył, że zdolności trzeba nie tylko dostarczyć, ale i mieć możliwość utrzymać je w długiej wojnie. Jest to w sumie uspokajający wniosek, wskazujący, że dowództwo NATO ocenia już dziś posiadane siły i zdolności za dostateczne do obrony, ale widzi brak gotowości na długotrwały, intensywny konflikt. Te zdolności są obecnie budowane.