- BBN alarmuje: Rosja wkroczyła na ścieżkę militaryzacji, bez opcji kompromisu.
- Narastająca wojna hybrydowa i niedobory Ukrainy stawiają Polskę na pierwszej linii, w obliczu eskalującego zagrożenia
- Czy nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego przygotowuje kraj na trudną erę geopolitycznych wyzwań?
- Czy Tarcza Wschód będzie jak Mur Berliński?
- Co zmienia przejście NATO do wersji "NATO 3.0" i czy żyjemy w epoce nowej Zimnej Wojny?
Spotkanie, na jakie zostałem zaproszony wraz z grupą dziennikarzy zajmujących się kwestiami obronności i geopolityki, poprzedziła debata szefa BBN Bartosza Grodeckiego z ekspertami m.in. Ośrodka Studiów Wschodnich, Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, Istytutu Wschodniej Flanki czy Studium Europy Wschodniej Uniwersytety Warszawskiego. Ważnym elementem dyskusji była obecna sytuacja strategiczna, militarna i geopolityczna Polski w kontekście ostatnich wydarzeń, ale też szerszej sytuacji w kraju i za granicą.
W spotkaniu, oprócz Bartosza Grodeckiego, BBN reprezentował m.in. gen. dyw. Adam Rzeczkowski, dyrektor Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi i Służb Mundurowych oraz zastępca dyrektora Departamentu Analiz, płk Mariusz Soliwodzki. Przedstawicielem Kancelarii Prezydenta był natomiast rzecznik, Rafał Leśkiewicz. Zapewniło to dośc szeroką perspektywę i zasób wiedzy, która jednak dawkowana była ostrożnie, ze względu na objęcie wielu szczegółów klauzulami niejawności. Co też dla wprawnego eksperta bywa istotną wskazówką, lub wręcz informacja.
Kreml musi wygrać, lub przegrać. Nie zna innej drogi
Przedstawiony obraz sytuacji nie rysuje się niestety zbyt optymistycznie. Konkluzja Biura Bezpieczeństwa Narodowego jest jednoznaczna i niestety nie jest zaskakująca. Rosja weszła na drogę militaryzacji zarówno w obszarze przemysłowym jak i społecznym czy politycznym. Obecny konflikt na Ukrainie jest elementem szerszej logiki, w której nawet zawarcie dziś pokoju na warunkach oczekiwanych przez Moskwę nie rozwiąże problemu.
Wynika to z dwóch kluczowych czynników. Pierwszym, jest niemożliwość wstrzymania po pięciu latach machiny państwowej, przemysłowej i propagandowej, która weszła w tryb wojenny. De facto Ukraina jest tutaj wskazywana jedynie jako narzędzie Zachodu w walce z Rosją. Takiego obrazu rzeczywistości, pompowanego nie tylko do rosyjskiej infosfery, nie da się odwrócić czy zatrzymać, nawet zajęciem Kijowa. Co zresztą wydaje się bardzo mało prawdopodobne.
Drugim czynnikiem jest mentalność rosyjskich elit władzy. Zarówno tych obecnych, jak i ewentualnych następców. Jak to ujął jeden z ekspertów – „Rosja, jako dyktatura paramafijna, nie jest w stanie prowadzić polityki zagranicznej o sumie niezerowej, czyli w logice win-win. Rozumie jedynie takie relacje w których ona zyskuje, a ktoś inny traci”. To jest moim zdaniem bardzo trafna diagnoza, co widać po sposobie prowadzenia negocjacji przez Rosję. Nie tylko w temacie pokoju na Ukrainie, ale też jej żądań, de facto, przywrócenia sytuacji sprzed wejścia Polski, Litwy, Łotwy i Estonii do NATO.
Ponieważ Kreml postrzega wszelkie relacje z perspektywy zwycięzcy i przegranego, a nie kompromisu, jest w klinczu. Jeśli zgodzi się na kompromis w jakimś obszarze, to zgodnie ze swoją własną logiką, poniesie porażkę na tym polu. To jest filozofia, której zdaje się nadal nie rozumieć Europa Zachodnia. Nie rozumie też, że nie ma to związku z tym, kto stoi na czel kraju. Będąc na Kremlu przyjmuje się taką mafijno-imperialną logikę. Taką postawę wymusza sama struktura władzy i społeczeństwa, zawsze dzielącego się na na trzymających bat i ofiary – na każdym poziomie społecznym.
Rosja na wojennej ścieżce, Ukraina w kryzysie
Analizy zdają się też jasno wskazywać to, co było do przewidzenia – wojna na wyniszczenie, wyniszcza bardziej tego o mniejszych zasobach. Nawet wspierana przez Europę, Ukraina boryka się chociażby z brakiem pocisków przeciwlotniczych. Tymczasem Rosja jest w stanie wysyłać dzień w dzień po kilkaset dronów głęboko na zaplecze. Ostatnio uderzają one coraz bliżej polskiej granicy – co jest zrozumiałe. Przez nasz kraj przechodzi około 95% pomocy wojskowej i materiałowej dla Ukrainy.
Co gorsza – sytuacja będzie raczej eskalować w najbliższym czasie. Incydentów takich jak niezidentyfikowane, uzbrojone drony, podpalenia ważnych obiektów czy uszkodzenia infrastruktury komunikacyjnej będą się nasilać. Ostatnio poważne problemy miały w tym zakresie Niemcy, ale jest to element eskalacji tej słynnej wojny hybrydowej. Nie tylko w obszarze kinetycznym – jak to się zgramnie nazywa, ale też kognitywnym.
Przekaz skierowany przez Kreml do społeczeństw i polityków w Europie jest jasny – wspieranie Ukrainy to ryzyko. Ryzyko, którego wiele osób obawia się, pomimo tego, że istnieje ono od zawsze. Obecnie stało się w polityce i powszechnym postrzeganiu bardziej realne. Celem tych działań Kremla jest osłabienie wsparcia dla Ukrainy i samej Ukrainy, aby skłonić ją do przyjęcia niekorzystnych warunków zawieszenia broni, bo o pokoju nie może być mowy. Ale nawet to, nie spowoduje zmiany tego wojennego kursu Rosji.
Jak to ładnie ujął jeden z uczestników spotkania – „ Dla Rosji wojna hybrydowa, to przemyślane działania w kierunku kształtowania przyszłego pola walki. Niezależnie od tego, czy i kiedy ta walka ma się odbyć.” Mówiąc wprost – wojna hybrydowa to dla Rosji narzędzie imperialnej polityki zagranicznej, tak samo jak wojna konwencjonalna. Europa funkcjonuje nadal w trybie polityki i reagowania militarnego czasu pokoju. Rosja od dobrych kilku lat działa w logice polityki i gospodarki wojennej. Prowadzi wprost wrogie działania wobec krajów NATO, wywołuje i wspiera kryzysy oraz zagrożenia ze strony czynników wewnętrznych i zewnętrznych.
Polska w NATO 3.0, na czas Zimnej Wojnie 2.0
Logika jaka należy się kierować, a która jak się wydaje, została przez BBN wpisana do nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, to zmiana sytuacji i adaptacja do niej. Jednym z ważnych czynników jest przeobrażenie sojuszu w tak zwane „NATO 3.0” – to teza forsowana przez administrację USA, de facto przyjęta przez Sojusz Północnoatlantycki na ostatnim szczycie w Ankarze. Co to moim zdaniem oznacza?
Przede wszystkim NATO 3.0 rezygnuje z wielkich misji stabilizacyjnych poza granicami sojuszu (co oznacza np. redukcja i wygaszanie obecności w Iraku czy Kosowie). Sojusz wraca do swojej pierwotnej roli – twardej obrony zbiorowej i odstraszania na własnych granicach. „Powrót do ustawień fabrycznych” i koniec misji ekspedycyjnych – to są te mocne hasła.
Druga kwestia, to przerzucenie odpowiedzialności za konwencjonalne odstraszanie i obronę przed Rosją całkowicie na kraje Starego Kontynentu i Kanadę. Rola USA zostaje ograniczona głównie do parasola nuklearnego, systemów satelitarnych, rozpoznania lotniczego oraz strategicznego wsparcia logistycznego. Amerykanie mają skoncentrować większość swoich sił na szachowaniu Chin.
W zestawieniu z opisaną wcześniej polityka Rosji, nastawioną na konflikt, dominację i wskazanie zewnętrznego wroga, jako przyczyny problemów wewnętrznych, prowadzi to do jednego. Moim zdaniem wchodzimy w umowną „Zimną Wojnę 2.0”. Wspomniany wcześniej „Powrót do ustawień fabrycznych”, dotyczy zarówno Europy jak i Rosji. „Zgniły Zachód” znów stał się kolektywnym wrogiem Federacji Rosyjskiej i jej sojuszników. To co się zmieniło, to że zamiast Muru Berlińskiego dzielącego NRD i RFN, będzie Tarczę Wschód na granicy Polski i Białorusi.
Tym razem więc, znaleźliśmy się po tej stronie barykady, po której wolelibyśmy pozostać. Należy o to zadbać, ale to oznacza sporo pracy i wysiłku. Zarówno ze strony rządzących jak i nas wszystkich, bo nie będzie to dla nas bezobjawowa i bezbolesna sytuacja. Niestety trzeba się był na to przygotować już dawno. Dziś jesteśmy spóźnieniu co najmniej o dekadę, co liczy się na niekorzyść wszystkich rządzących od 2014 roku, a niektórzy mówią, że nawet od 2008. Ale to temat na całkiem inny artykuł.