17 września: sowiecka agresja, polskie decyzje i ich konsekwencje

Decyzja o tym, by 17 września nie wypowiadać wojny Związkowi Sowieckiemu była ze wszech miar szkodliwa. Tak z politycznego, jak i wojskowego punktu widzenia. Ona później rzutowała przez dłuższy czas na politykę, nie tylko zresztą rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie. Również ułatwiała tę wielką grę, jaką prowadziły mocarstwa zachodnie ze Związkiem Sowieckim – ocenia w rozmowie z Portalem Obronnym sowietolog dr hab. Damian MARKOWSKI, prof. Instytutu Pileckiego.

Żołnierze radzieccy i niemieccy w 1939 roku. Na miniaturze dr Damian Markowski. O agresji ZSRS czytaj na SE Portal Obronny.
Autor: Wikimedia / Instytut Pileckiego/ CC BY-SA 3.0
  • 17 września 1939 r. o czwartej nad ranem Armia Czerwona ruszyła na polskie Kresy.
  • W pierwszym rzucie na Korpus Ochrony Pogranicza i jednostki tyłowe Wojska Polskiego uderzyło ok. 650 tys. czerwonoarmistów.
  • Konsekwencją sowieckiej agresji były, zapoczątkowane już jesienią, masowe deportacje Polaków w głąb ZSRS.

Andrzej Bęben: – Sądzę, że do historii trzeba podchodzić z chłodnym dystansem, a nie emocjonalnie. Może to zabrzmi obrazoburczo, ale należałoby stwierdzić, że dyplomacja III Rzeszy i dyplomacja Związku Sowieckiego odniosły wielki sukces, rzecz jasna kosztem Polski, zawierając układ zwany paktem Mołotow-Ribbentrop.

Damian Markowski: – To był zdecydowanie wielki sukces, dla tych państw oczywiście. Dla nas była to tragedia. Był to również wstęp do tragedii, nie tylko dla mieszkańców II Rzeczypospolitej, ale również dla mieszkańców całej Europy Środkowo-Wschodniej. Jak wiadomo, tajny protokół do paktu niemiecko-sowieckiego przewidywał de facto podzielenie całej Europy Środkowo-Wschodniej na dwie strefy wpływu: na niemiecką i sowiecką.

Polska była, że tak powiem, największym kąskiem na tym wielkim talerzu, ale nie jedynym. Pamiętajmy, że na mocy tego porozumienia Sowieci zagarnęli państwa bałtyckie, rumuńską Besarabię i Północną Bukowinę, a Finlandia, najechana przez Sowietów, utraciła 10 procent swojego terytorium.

– 17 września Stalin, zajmując 52 procent II RP, przybliżył ZRSS do Berlina...

– Te zmiany miały obustronnie strategiczne znaczenie. Wspomnijmy tylko, że początkowo ta linia demarkacyjna miała wyglądać jeszcze nieco inaczej. Granica sowiecko-niemiecka miała być jeszcze bardziej wysunięta na zachód.

W 1939 r. III Rzesza i Związek Sowiecki nie planowały konfrontacji, ale tak w Moskwie, jak i w Berlinie decydenci mieli świadomość, że tylko kwestią czasu jest, kiedy dojdzie do takiego decydującego starcia.

Zatem układ z 23 sierpnia i będąca jego konsekwencją agresja sowiecka na Polskę miały strategiczne znaczenie dla obu totalitaryzmów. III Rzesza zyskiwała przyczółek do ataku na ZSRS, a strona sowiecka – przestrzeń operacyjną na wypadek wojny z Niemcami. W tej przestrzeni Sowieci mogli rozwinąć swoje armie i odsunąć wojnę daleko od głównych centrów zarządzania i ośrodków przemysłowych.

Samo to, że operacja Barbarossa rozpoczęła się wielkimi bitwami obronnymi Armii Czerwonej na podbitych polskich Kresach, dało Sowietom bezcenny czas zarówno na przeprowadzenie później manewru głębokiego odwrotu, jak i na ewakuację strategicznego przemysłu. Te ostatnie działania później były jednym z decydujących czynników o tym, że to Związek Sowiecki wyszedł życiem z tej konfrontacji z III Rzeszą.

Musimy pamiętać o bohaterach | Garda

– 17 września Armia Czerwona „wzięła w ochronę braci tej samej krwi” – Białorusinów i Ukraińców bez większych problemów.

– Bo wówczas na Kresach nie było de facto Wojska Polskiego. Były tylko oddziały tyłowe, oddziały niezorganizowane, nieliczne oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza. Dlatego dla Armii Czerwonej to cała operacja była stosunkowo łatwa do przeprowadzenia.

– Mieliśmy przecież przygotowany plan R na wypadek wojny z Sowietami...

– Owszem, taki plan istniał i zakładał, że obrona wschodnich terytoriów Rzeczypospolitej będzie możliwa tylko przy dużej obecności Wojska Polskiego. Tymczasem, jak powiedziałem, na Kresach nie było naszej armii, bo była zaangażowana w działania w drugiej części Polski.

– Na to pytanie pada wiele odpowiedzi: dlaczego nie wypowiedzieliśmy wojny Sowietom, gdy 17 września złamali, było nie było, pakt o nieagresji? Słusznie? Niesłusznie?

– To była decyzja ze wszech miar szkodliwa. Tak z politycznego, jak i wojskowego punktu widzenia. Ona później rzutowała przez dłuższy czas na politykę, nie tylko zresztą rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie. Również ułatwiała tę wielką grę, jaką prowadziły mocarstwa zachodnie ze Związkiem Sowieckim. Kosztem Polski, bo mocarstwa mają to do siebie, że zawsze prowadzą grę polityczną na najwyższym poziomie kosztem mniejszych i słabszych państw. To jest brutalna rzeczywistość. Tak było zawsze, tak będzie zawsze, niestety.

Najgorsze, co się przytrafiło, było nie tylko to, że Polska nie wypowiedziała wojny Związkowi Sowieckiemu. Pokłosiem tego była ta nieszczęsna decyzja Naczelnego Wodza, marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, by z bolszewikami nie walczyć, tylko najszybciej wycofać się na Węgry i do Rumunii, a opór stawiać tylko wtedy, gdyby bolszewicy atakowali jako pierwsi.

– Sowieci zaatakowali około czwartej nad ranem. A może Rydz-Śmigły miał pełną świadomość, że nie ma sensu rzucać się z motyką na słońce?

– Marszałek już o świcie z pewnością uważał, że wojna jest przegrana. Pytanie: co mógł więcej zrobić w takiej sytuacji? Sądzę, że popełnił błąd w ocenie tego totalitarnego państwa, zakładając, że przecież nie będzie czegoś takiego jak Katyń, że nie będzie czegoś takiego jak masowe deportacje, że nie będzie akcji eksterminacji polskich elit. Zakładał, że sowiecka agresja będzie po prostu kolejną okupacją. Uważam, że znacznie większą szansę na przetrwanie, na przebicie się na Węgry, do Rumunii czy na Litwę miały te oddziały, które podejmowały walkę z Armią Czerwoną. Ona bynajmniej nie przystępowała do agresji przeciwko Polsce z bardzo wysokim morale.

Były przecież przypadki przechodzenia na polską stronę, tam gdzie polski opór był silniejszy. Co najmniej kilkudziesięciu czerwonoarmistów przeszło do zgrupowania Korpusu Ochrony Pogranicza pod dowództwem gen. Wilhelma Orlika-Rückemanna, także do Grupy Operacyjnej Polesie gen. Franciszka Kleberga. Armia Czerwona spodziewała się, że polski opór będzie silniejszy. Bo też nie oszukujmy się, ten opór mógł być silniejszy.

– Jakim to sposobem?

– Mógł być silniejszy zarówno w oparciu o duże miasta, jak i w oparciu o liczne składy broni i amunicji, które zostały ewakuowane z centralnej części kraju, m.in. do Włodzimierza Wołyńskiego, gdzie istniała możliwość uzbrojenia jeszcze nawet kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy. To wszystko zostało de facto zaprzepaszczone decyzją Naczelnego Wodza.

– Sowieci zaatakowali około czwartej nad ranem. A może Rydz-Śmigły miał pełną świadomość, że nie ma sensu rzucać się z motyką na słońce?

– Marszałek już o świcie z pewnością uważał, że wojna jest przegrana. Pytanie: co mógł więcej zrobić w takiej sytuacji? Sądzę, że popełnił błąd w ocenie tego totalitarnego państwa, zakładając, że przecież nie będzie czegoś takiego jak Katyń, że nie będzie czegoś takiego jak masowe deportacje, że nie będzie akcji eksterminacji polskich elit. Zakładał, że sowiecka agresja będzie po prostu kolejną okupacją. Uważam, że znacznie większą szansę na przetrwanie, na przebicie się na Węgry, do Rumunii czy na Litwę miały te oddziały, które podejmowały walkę z Armią Czerwoną. Ona bynajmniej nie przystępowała do agresji przeciwko Polsce z bardzo wysokim morale.

Były przecież przypadki przechodzenia na polską stronę, tam gdzie polski opór był silniejszy. Co najmniej kilkudziesięciu czerwonoarmistów przeszło do zgrupowania Korpusu Ochrony Pogranicza pod dowództwem gen. Wilhelma Orlika-Rückemanna, także do Grupy Operacyjnej Polesie gen. Franciszka Kleberga. Armia Czerwona spodziewała się, że polski opór będzie silniejszy. Bo też nie oszukujmy się, ten opór mógł być silniejszy.

– Jakim to sposobem?

– Mógł być silniejszy zarówno w oparciu o duże miasta, jak i w oparciu o liczne składy broni i amunicji, które zostały ewakuowane z centralnej części kraju, m.in. do Włodzimierza Wołyńskiego, gdzie istniała możliwość uzbrojenia jeszcze nawet kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy. To wszystko zostało de facto zaprzepaszczone decyzją Naczelnego Wodza.

– Stało się, jak się stało. Na polskich Kresach wcielonych do CCCP jesienią zaczęła się przymusowa tzw. paszportyzacja. Kto nie przyjął obywatelstwa państwa „robotników i chłopów”, ten miał zapewnioną deportację na Sybir, Daleki Wschód albo na stepy w Kazachstanie…

– A wcześniej poznawał kazamaty NKWD, które niejednokrotnie były dla wielu osób tak naprawdę jeszcze gorszym rozwiązaniem, bo często tego brutalnego śledztwa po prostu się nie przeżywało. Obywatele polscy zostali postawieni przed takim straszliwym faktem dokonanym, że oto nagle całe ich dotychczasowe życie zostaje wywrócone, postawione na głowie. Także pod tym względem, że Sowieci dążyli do tego – i dokonali – całkowitej zmiany stosunków społeczno-gospodarczych.

Mówimy o czterech wielkich akcjach deportacyjnych, ale różnych akcji przymusowego przemieszczania ludności było znacznie więcej. Do pierwszych doszło jeszcze jesienią 1939 r. Wiemy o tym, że skutecznie deportowano około 340–350 tysięcy osób, ale tylko w ramach tych czterech akcji deportacyjnych. Jeżeli wzięlibyśmy pod uwagę również innego rodzaju masowe i przymusowe przemieszczenia ludności, to ten bilans prawdopodobnie byłby znacznie większy. Wówczas można mówić, że pół miliona Polaków zostało przymusowo przemieszczonych z terenów przedwojennych ziem wschodnich.

– To wszystko jest pochodną 17 września. Tę agresję zwykło się określać jako „cios w plecy”. To określenie, jeśli się nie mylę, sformułowali już 18 września Brytyjczycy, konkretnie „The Times”…

– To dziennikarskie określenie. Dla mnie nie bardzo „na miejscu”. A to z tego względu, że nie oszukujmy się, Związek Sowiecki był dla Polski mniej lub bardziej zakamuflowanym lub otwartym wrogiem. Dlatego też uderzające jest to, że raporty Korpusu Ochrony Pogranicza, tego polskiego wywiadu przygranicznego, który przecież też działał nawet do ostatnich godzin przed tą agresją Armii Czerwonej, były ignorowane. A te raporty mówiły wprost o wielkiej koncentracji wojska, wielkiej koncentracji oddziałów pancernych, zmechanizowanych, kawalerii, artylerii, co pozwalało na stwierdzenie, że rzeczywiście włączenie się Sowietów do wojny jest jak najbardziej możliwe.

– A jednak, pomimo nalegań Berlina, Stalin zwlekał z włączeniem się do wojny...

– Dla Stalina agresja na Polskę była też działaniem ideologicznym. Rozszerzał rewolucję komunistyczną na Europę. Co prawda zakładał, że Niemcy ugrzęzną w wojnie z Francją i wówczas jeszcze łatwiej będzie Sowietom nieść rewolucję, ale założenia okazały się błędne. Stalin czekał, aż Niemcy skutecznie osłabią polską obronę. Gdy 12 września Wielka Brytania i Francja uznały, że nie ma co spieszyć z pomocą Polsce, Stalin jeszcze poczekał, tak na wszelki wypadek. I uderzył...

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki