• Dotychczas Polska miała bardzo niewiele umów i wspólnych projektów z amerykańskim przemysłem obronnym.
• Docelowo naszą ambicją mogłaby być współprodukcja albo produkcja licencyjna takich pocisków.
• Rozwijająca się europejska obronność nie może wypychać Stanów Zjednoczonych z Europy.
Centrum powstanie za kilkanaście miesięcy kosztem miliarda złotych
To już wiadomo: Polska została wybrana jako państwo, w którym zostanie ulokowane europejskie i zarazem jedyne poza Stanami Zjednoczonymi centrum serwisowe pocisków PAC-3 do systemów Patriot. Wartość inwestycji jest szacowana na ok. miliard złotych, a czas jej realizacji wyniesie od półtora roku do dwóch lat. Zakład powstanie w zachodniej Polsce, przy czym dokładna jego lokalizacja nie jest jeszcze znana.
Kierownik Biura Badań i Analiz Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Marcin Terlikowski dla PAP o PAC-3:
– Mają absolutnie kluczowe znaczenie dla Ukrainy. Były też masowo używane podczas interwencji amerykańsko-izraelskiej przeciwko Iranowi i irańskich kontrataków z użyciem rakiet balistycznych na cele w Izraelu oraz amerykańskie bazy w regionie. Z tego względu panuje na nie obecnie ogromny popyt, a kolejki oczekujących na zakup w Stanach Zjednoczonych wydłużają się. Ruszają też inwestycje w produkcję tych pocisków w starszej specyfikacji PAC-2 GEM-T w Europie. Jednocześnie pojawiają się pytania o możliwość uzyskania europejskiej samodzielności, czyli opracowanie własnych technologii, które pozwoliłyby produkować takie uzbrojenie całkowicie samodzielnie, by uniezależnić się od zakupów w Stanach Zjednoczonych.
Do tej pory Polska miała bardzo niewiele umów i wspólnych projektów z amerykańskim przemysłem obronnym. Co prawda produkowaliśmy części i komponenty dla firm z USA, np. do śmigłowców Black Hawk, podpisaliśmy porozumienia dotyczące serwisowania np. układów napędowych Abramsów czy ograniczonego serwisu silników F-16. Były to jednak relatywnie drobne rzeczy – podkreśla analityk PISM.
Centrum serwisowe pocisków PAC-3 to druga, po umowie dotyczącej dronów Barracuda amerykańskiej firmy Anduril, bardzo ważna i duża inicjatywa.
Zdaniem rozmówcy PAP na razie dotyczy ona serwisowania już wyprodukowanego uzbrojenia. By jednak zbudować kompetencje i know-how potrzebne do bardziej zaawansowanej współpracy z amerykańskim przemysłem, należy od czegoś zacząć. To centrum serwisowe może być takim punktem wyjścia.
– Docelowo naszą ambicją mogłaby być współprodukcja albo produkcja licencyjna takich pocisków. Tak dzieje się choćby w Japonii, będącej sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, gdzie produkowane są tego typu rakiety, nie tylko do systemu Patriot, ale również bardziej zaawansowane SM-3.
Zacieśniać współpracę z Amerykanami, rozwijać zdolności wojskowe w Europie
Ważne, jego zdaniem, jest to, że w Polsce ma powstać centrum serwisowe dotyczące wyjątkowo pożądanego rodzaju uzbrojenia, przez co będzie ono dodatkowo wiązało nas z innymi europejskimi sojusznikami, a także miało kluczowe znaczenie dla Ukrainy.
Zarazem – jak wskazał analityk PISM – jest to współpraca dotycząca amerykańskiego systemu uzbrojenia, a więc mocny sygnał dla Amerykanów.
W europejskiej debacie na temat polityki przemysłowo-obronnej – przypomniał ekspert – coraz wyraźniej widać dążenie do budowy autonomii i przejęcia większej odpowiedzialności w NATO. Zwiększaniu wydatków na obronność i dużym zakupom uzbrojenia ma towarzyszyć europeizacja, czyli rozwijanie europejskich technologii konkurencyjnych wobec amerykańskich.
– Myślenie jest takie, że skoro wydajemy więcej pieniędzy i kupujemy zdolności wojskowe na bezprecedensową skalę, to te pieniądze powinny zostać w europejskim przemyśle. W ten sposób skonstruowane są narzędzia polityki przemysłowo-obronnej Unii Europejskiej, np. program EDIP.
Polska tradycyjnie stoi na stanowisku – przypomniał Terlikowski – że rozwijająca się europejska obronność nie może wypychać Stanów Zjednoczonych z Europy, ale powinniśmy budować dwa filary: zacieśniać współpracę z Amerykanami, rozwijać kompetencje przemysłowe i generować zdolności wojskowe w Europie.
– I właśnie to jako Polska realizujemy. Jest to mocny sygnał polityczny zarówno do Europejczyków, jak i Amerykanów, że transatlantycka orientacja polskiej polityki bezpieczeństwa jest podtrzymana i rozwijana równolegle z ambicjami europejskimi. Poprzez konkretne działania, a nie deklaracje, realizujemy politykę kotwiczenia Stanów Zjednoczonych w Europie również w wymiarze przemysłowo-obronnym.
Umowa kładzie podwaliny pod bardziej zaawansowaną współpracę z USA
W ocenie Terlikowskiego powstanie w naszym kraju centrum serwisowego wzmocni też naszą rangę jako partnera przemysłowego USA. To może mieć przełożenie np. na nasze miejsce w kolejce oczekujących na dostawy.
– Oczywiście Amerykanie zawsze będą podkreślać, że w pierwszej kolejności muszą zaspokoić potrzeby własnych sił zbrojnych. Nie jest to jednak proces, w którym dokładnie wiadomo, kto i w którym miejscu kolejki będzie się znajdował. Zwłaszcza obecna administracja może bardzo łatwo zmieniać ustaloną kolejność w zależności od stanu relacji z określonymi partnerami.
Analityk PISM uważa, że decyzja o zlokalizowaniu w Polsce centrum serwisowego kładzie podwaliny pod bardziej zaawansowaną współpracę przemysłowo-obronną ze Stanami Zjednoczonymi, co może ułatwić podjęcie decyzji o ustanowieniu stałej bazy amerykańskiej. Rozmówca PAP przypomina, że w rozmowach z Amerykanami wielokrotnie podkreślaliśmy: im bardziej zakotwiczone są w Polsce amerykańska obecność wojskowa i interesy gospodarcze Stanów Zjednoczonych, tym bardziej Rosja postrzega amerykańskie zobowiązanie do naszej obrony jako wiarygodne.
– Czym innym był artykuł 5. Traktatu Północnoatlantyckiego w latach 2010–2013, kiedy administracja Baracka Obamy wycofywała czołgi z Europy, a Hillary Clinton jeździła do Moskwy, by konsultować nową strategię NATO. Artykuł 5. i zobowiązanie do obrony wszystkich sojuszników teoretycznie obowiązywały, ale nie były poparte wiarygodnymi interesami ekonomicznymi i interesami bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych w Polsce i regionie – zaznaczył Marcin Terlikowski.
To sygnał dla Rosji, że artykuł 5. nie jest tylko zapisem na papierze
Dziś w obliczu rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie i wojny hybrydowej sytuacja wygląda inaczej. Mamy deklarację przywiązania USA do art. 5., potwierdzoną również przez prezydenta Donalda Trumpa na szczycie w Hadze w czerwcu 2025 r. Mamy też amerykańskich żołnierzy rotujących do Polski, rozmowy o stałej bazie i właśnie przemysł USA inwestujący pieniądze w określone projekty biznesowe na wschodniej flance NATO, przede wszystkim w Polsce.
– To sygnał dla Rosji, że artykuł 5. nie jest tylko zapisem na papierze, niezależnie od tego, co prezydentowi Trumpowi zdarza się mówić o Sojuszu i zobowiązaniu do obrony Europejczyków. Fabryki broni czy centra serwisowe przetrwały niejedną administrację.
Przypomnijmy o tym, o czym Portal Obronny szeroko informował: list intencyjny w sprawie budowy europejskiego centrum serwisowego pocisków PAC-3 MSE i PAC-3 CRI do systemów Patriot podpisano w lipcu br. podczas forum przemysłu obronnego towarzyszącego szczytowi NATO w Ankarze. Dokument sygnowali producent pocisków, amerykański koncern Lockheed Martin, oraz przedstawiciele Polski, Niemiec, Szwecji i Holandii. Po podpisaniu listu trwały rozmowy przemysłowe i polityczne, a przedstawiciele amerykańskiego koncernu odwiedzali zakłady zbrojeniowe w Europie. O lokalizację centrum rywalizowały Polska i Niemcy.
PAC-3 MSE to podstawowy pocisk przechwytujący używany w systemach Patriot państw NATO i ich partnerów. Służy przede wszystkim do zwalczania rakiet balistycznych, ale może również niszczyć m.in. pociski manewrujące i samoloty. Ma aktywną głowicę radarową, łącze danych i dwustopniowy silnik rakietowy, zapewniający większe możliwości zwalczania zaawansowanych zagrożeń. W zależności od rodzaju celu jego zasięg wynosi od kilkudziesięciu do ok. 100 km.