Przegląd sił USA w Europie rozpoczęty. Czy Polska może spać spokojnie?

Pentagon rozpoczął w poniedziałek (28 lipca) przegląd obecności sił zbrojnych USA w Europie, co ma kluczowe znaczenie dla przyszłości NATO i bezpieczeństwa kontynentu. Inicjatywa, zapowiedziana przez sekretarza wojny Pete'a Hegsetha, ma na celu skłonienie europejskich sojuszników do większej odpowiedzialności za własną obronę konwencjonalną. Wiceszef Pentagonu Elbridge Colby podkreślił, że przegląd przyczyni się do transformacji NATO w kierunku silniejszego i bardziej zrównoważonego sojuszu.

Rozpoczęty przez Pentagon przegląd ma zapewnić, że NATO „szybko i nieodwracalnie zmierza w kierunku przejęcia przez Europę głównej odpowiedzialności za swoją konwencjonalną obronę” – napisał Elbridge Colby w komunikacie opublikowanym w serwisie X. Wicesekretarz zaznaczył, że rezultatem tych działań będzie przyspieszenie transformacji NATO w kierunku silniejszego, bardziej sprawiedliwego i zrównoważonego sojuszu. Ma to doprowadzić do „pełnego przywrócenia NATO jego charakteru jako potężnej organizacji zdolnej do prowadzenia działań wojennych – NATO 3.0”. To strategiczne posunięcie ma na celu przygotowanie Sojuszu na „jednoczesne wyzwania na wielu teatrach działań”, co jest zgodne ze Strategią Bezpieczeństwa Narodowego z 2025 roku oraz Strategią Obrony Narodowej z 2026 roku.

Pentagon nie podał szczegółów dotyczących skali redukcji liczebności wojsk w Europie, jednak redukcje mogą być znaczące, jeśli spodziewane jest zastąpienie sił USA na kontynencie przez sojuszników. Media pisały wcześniej, że redukcja może objąć znaczą liczbę samolotów bojowych, morskich platform patrolowych, tankowców powietrznych i okrętów podwodnych przeznaczonych do operacji NATO.

Obecność wojskowa USA w Europie została już ograniczona w ciągu ostatniego roku. W październiku armia zakończyła rotacyjną misję brygadową w Rumunii. Pentagon zapowiedział również redukcję liczby żołnierzy w Niemczech o 5000. W zeszłym miesiącu kanclerz Niemiec Friedrich Merz powiedział, że sojusznicy wiedzieli o planach Waszyngtonu, zakładających wycofanie wojsk z Europy, i podkreślił, że blok musi być w stanie sam zadbać o swoje bezpieczeństwo. „Wiemy, że musimy zrobić więcej i to robimy” – powiedział Merz.

Przemawiając przed dorocznym szczytem NATO w Ankarze, który odbył się na początku tego miesiąca, szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i sekretarz generalny NATO Mark Rutte stwierdzili, że NATO musi stać się bardziej europejskie, aby ograniczyć długotrwałą zależność od amerykańskiego parasola bezpieczeństwa.

„Nie możemy dalej, tak jak dotychczas, nadmiernie polegać na Stanach Zjednoczonych. Potrzebujemy znacznie silniejszej Europy w ramach silniejszego NATO” – powiedział Rutte, chwaląc „niespotykaną” transformację, napędzaną bliższą współpracą UE-NATO.

Financial Times pisał na początku lipca, że za deklarowaną jednością na szczycie NATO w Ankarze europejskie stolice coraz poważniej rozważają scenariusz obrony bez Ameryki. Jak wynika z publikacji Financial Times, opartego na rozmowach z ponad tuzinem dyplomatów, urzędników obrony i oficerów wojskowych, dwanaście miesięcy utraty zaufania do gotowości prezydenta Donalda Trumpa, by przyjść sojusznikom z pomocą, zmusiło liderów do zadania fundamentalnych pytań. Jak Europa broniłaby się bez amerykańskiego dowództwa wojskowego i wsparcia, które przez pokolenia stanowiły fundament doktryny sojuszu? Jak walczyłaby, gdyby Stany Zjednoczone nie tylko wycofały część wojsk, lecz stały się partnerem zawodnym, a nawet potencjalnie wrogim?

Rośnie przekonanie, że sojusz trzeba „zeuropeizować” czyli wzmocnić europejskie dowództwo w kwaterach operacyjnych i uniezależnić się od zawodnego amerykańskiego centrum decyzyjnego. Lekcje z Ukrainy stają się w tym kluczowe. Największą przeszkodą, jak pisze Financial Times, pozostaje jednak brak wzajemnego zaufania między europejskimi partnerami. Wiele krajów ufało USA bardziej niż sobie nawzajem, jednak upadek tego zaufania nie przekłada się automatycznie na większą wiarę we współpracę. François Heisbourg konkluduje, że wobec malejącej roli Ameryki Europejczycy nie mają wyboru: muszą założyć „własny sklep” w ramach NATO, w którym Waszyngton będzie odgrywał coraz mniejszą rolę. W przeciwnym razie kontynent ryzykuje, że stanie się oknem podatności, które Moskwa chętnie przetestuje.

Amerykańscy urzędnicy starają się jednak uspokajać sojuszników, podkreślając, że choć Europa ma przejąć ciężar obrony konwencjonalnej, to nuklearne odstraszanie rozszerzone USA pozostaje nienaruszone, co jest bardzo istotne w planowaniu obronnym ponieważ siły jądrowe Europy nie są tak duże jak amerykańskie. Autorzy analizy z RUSI pt: "NATO 3.0: US Conventional Retrenchment and Nuclear Deterrence in Europe" wskazują jednak, że takie rozdzielenie konwencjonalnego i nuklearnego wymiaru odstraszania jest sztuczne. Obecność wojsk amerykańskich w Europie pełniła rolę „zapalnika” – zwiększała wiarygodność, że Stany Zjednoczone zaangażują się w konflikt, w tym potencjalnie sięgną po broń jądrową w obronie sojuszników.

W analizie podkreśla się, że redukcja zaawansowanych konwencjonalnych zdolności uderzeniowych (deep precision strike), rozpoznania i zwalczania obrony przeciwlotniczej osłabia pośrednie szczeble drabiny eskalacyjnej NATO. W efekcie Rosja może uznać, że w razie ograniczonej agresji Europa będzie musiała wybierać między długotrwałą wojną na wyniszczenie, a ryzykowną eskalacją do poziomu strategicznej broni jądrowej Francji lub Wielkiej Brytanii. Dodatkowo agresywna retoryka Waszyngtonu wobec sojuszników – oskarżenia o „życie na rachunek USA” i groźby wobec Grenlandii czy Kanady - podważa wiarygodność amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa.

Amerykańskie priorytety: Redukcja sił w Europie a rywalizacja z Chinami?

Przegląd obecności USA w Europie, którego zakończenie przewidziane jest na sześć miesięcy, wywołał spekulacje dotyczące możliwej redukcji amerykańskich sił zbrojnych na kontynencie. Dziennik „Wall Street Journal” sugeruje, że sekretarz Pete Hegseth i wiceszef Elbridge Colby są zwolennikami ograniczenia zaangażowania USA poza Azją, aby uwolnić zasoby na powstrzymywanie Chin. W zeszłym roku generał Grynkewich wskazał rok 2027 jako potencjalny punkt zapalny dla scenariusza równoczesnych konfliktów z Chinami i Rosją. „Będziemy potrzebować wszelkiego sprzętu, wyposażenia i amunicji, jakie tylko możemy, żeby pokonać tę przeszkodę” – powiedział Grynkewich.

To stanowisko Colby'ego jest znane od lat, a jego obecna rola w Pentagonie może przyspieszyć te procesy. Sam Hegseth podczas czerwcowego spotkania ministrów obrony NATO w Brukseli otwarcie stwierdził, że „niektóre kraje Sojuszu obleją ten sprawdzian, inne zdadzą go celująco”, co dodatkowo podgrzewa atmosferę niepewności wśród europejskich partnerów.

Niezależnie od wyników przeglądu, Europa będzie musiała znacznie zwiększyć odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. Będzie musiała wypełnić luki w personelu, finansowaniu i produkcji zbrojeniowej. Przywódcy będą musieli rozbudować armie, zgromadzić zapasy i przygotować logistykę. Dla wielu z nich dodatkowym źródłem niepokoju pozostaje pytanie, kogo Trump na koniec nagrodzi, a kogo ukarze czy przegląd nie posłuży na przykład do wywarcia presji, że USA będą bronić i wspierać tylko tych, którzy spełnili warunki ostrego kryterium Trumpa. 

Co przegląd Pentagonu oznacza dla Polski?

W kontekście potencjalnych zmian w rozmieszczeniu wojsk USA, szczególnie istotna jest sytuacja Polski. Mimo ogólnych sugestii o możliwej redukcji amerykańskich sił w Europie, przedstawiciele Pentagonu zapewniają, że Polska nie zostanie dotknięta tymi działaniami. Na początku lipca, po spotkaniu z szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartoszem Grodeckim, wiceszef Pentagonu Elbridge Colby rozmawiał o wzmocnieniu obecności USA w Polsce. Bartosz Grodecki podkreślił, że wstrzymana rotacja wojsk zostanie „dokończona”, a Pentagon jest otwarty na ustanowienie w Polsce stałej bazy wojskowej. Dodatkowo, w ubiegłym tygodniu, wiceminister obrony Magdalena Sobkowiak-Czarnecka po spotkaniach w Departamencie Stanu i w Pentagonie oświadczyła, że strona amerykańska podkreśla, iż „chociaż pewne wycofania z Europy są i pewnie będą, to nie będzie dotykało to strony polskiej”. To daje pewne podstawy do optymizmu, że strategiczne znaczenie Polski dla bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO zostanie utrzymane, a nawet wzmocnione.

STAŁA BAZA USA W POLSCE! Gen. Kraszewski podaje datę: „To kwestia 2-4 lat!”