- Ukraińska firma Fire Point kończy prace nad własnym silnikiem odrzutowym dla pocisków manewrujących Flamingo.
- Nowa jednostka napędowa ma być przystosowana do lotów na bardzo małej wysokości, zwiększając skuteczność broni.
- Pociski Flamingo mogą przenosić do 1150 kg ładunku na odległość 3000 km, osiągając prędkość 900 km/h.
Flamingo z nowym silnikiem
Denis Sztilierman, współzałożyciel i głównym inżynier w firmie Fire Point w rozmowie z Denisem Kazanskim w programie „PRO:UA”, wyjaśnił, że pierwsza wersja rakiety Flamingo została zaprojektowana z wykorzystaniem ukraińskiego silnika lotniczego AI-25 lub AI-25TL. Jednostka ta została wybrana ze względu na wyższą efektywność w porównaniu z jednoprzepływowymi silnikami, które są zwykle stosowane w pociskach manewrujących. Aby zapewnić ciągłość produkcji, firma zgromadziła zapas używanych silników kupowanych przy pomocy firm pośredniczących. Dzięki temu Fire Point osiągnął moce produkcyjne pozwalające wytwarzać do trzech rakiet dziennie.
Obecnie spółka kończy jednak prace nad własnym napędem. Nowy silnik będzie również dwuprzepływowym silnikiem turboodrzutowym, jak AI-25 i AI-25TL, ale od początku projektowanym specjalnie do lotów na małej wysokości. „Najważniejsze jest to, że od razu projektujemy go do lotu na niskiej wysokości. Wszystkie silniki, których używamy obecnie, były wcześniej stosowane w lotnictwie cywilnym. Ich maksymalna efektywność przypada na wysokości od około 6 do 10 tysięcy metrów, dlatego na poziomie morza nie działają zbyt wydajnie” - wyjaśnił Sztilerman w rozmowie z „PRO:UA”.
Serwis Militarnyj zwraca uwagę, że o planach budowy własnych silników dla rakiet Flamingo firma informowała już we wrześniu 2025 roku. Wówczas dyrektor techniczna Fire Point, Iryna Terech, zapowiedziała budowę zakładu produkcyjnego. „Trzeba myśleć o jutrze, dlatego budujemy fabrykę na licencji ukraińskiego producenta, aby od początku przyszłego roku samodzielnie produkować ten silnik” - mówiła Terech. Jak również podkreśliła w rozmowie z „PRO:UA”, na początku firma całkowicie polegała na imporcie silników, co szybko okazało się wąskim gardłem dla zwiększania produkcji.
Rakiety Flamingo ukraińską "wunderwaffe"?
Prace nad pociskami manewrującymi FP-5 Flamingo ruszyły jesienią 2024 r. Zgodnie z dostępnymi informacjami, impulsem do rozpoczęcia projektowania tej broni był brak zgody ze strony ówczesnego prezydenta USA, Joe Bidena na przekazanie Kijowowi rakiet manewrujących Tomahawk. Ukraińcy musieli więc poszukać alternatyw, które - nawet jeśli nie będą "wunderwaffe" - staną się ważną kartą przetargową w relacjach z Moskwą, ale też Zachodem.
Według deklaracji przedstawicieli firmy Fire Point, przy tworzeniu pocisków Flamingo inspirowali się oni niemieckimi konstrukcjami V-2 z czasów II wojny światowej oraz sowieckimi Tu-141 Striż, a od koncepcji do uruchomienia produkcji seryjnej miało minąć zaledwie dziewięć miesięcy. Efektem jest jednak pocisk, który swoją specyfikacją znacząco odbiega od tych konstrukcji. Flamingo ma deklarowany zasięg do 3 tys. kilometrów, może przenosić do 1150 kg ładunku i porusza się z prędkością wynoszącą ok. 850–900 km/h. Z pojawiających się doniesień wynika również, że ma około 14 metrów długości i został wyposażony w system nawigacji satelitarnej (GNSS/GPS) z systemem bezwładnościowym (INS), odporny na zakłócenia radiowe.
To właśnie m.in. rozmiar pocisku Flamingo, a także jego prędkość przelotowa mają sprawiać, że nie jest on tak cudowną bronią, jak mogłoby się wydawać. Część ekspertów zwraca uwagę, że ukraiński pocisk manewrujący może być łatwym celem do wykrycia dla rosyjskich systemów radarowych. W sierpniu 2025 r. brytyjski tygodnik „The Economist” cytował jednak Kostiantyna Krywołapa, eksperta lotniczego, który jest przekonany, że pocisk będzie w stanie wykorzystać luki w słabnącej rosyjskiej obronie powietrznej. „Ukraina słynie z kreatywnych, skoordynowanych ataków mających przeciążyć obronę, i te będą zapewne dokładnie takie. Z czasem Rosja poniesie większe zniszczenia”.
Polecany artykuł: