Czy ukraińskie rakiety balistyczne FP-9 dotrą do Moskwy? Ukraińska firma Fire Point zapowiada przełom

2026-03-10 10:41

Ukraiński start-up zbrojeniowy Fire Point, znany z produkcji dronów dalekiego zasięgu i pocisków manewrujących, testuje nową broń. Firma ogłosiła, że jej najnowsza rakieta balistyczna dalekiego zasięgu FP-9 będzie w stanie dosięgnąć cele w Moskwie, potencjalnie przełamując szczelną obronę powietrzną stolicy Rosji.

Start-up Fire Point zaistniał w świadomości publicznej jako producent drona uderzeniowego FP-1, który jest prawdopodobnie najpopularniejszym bezzałogowcem do głębokich uderzeń w ukraińskim arsenale, drony FP-1, biorą udział w ponad 50% wszystkich startów w głąb terytorium Federacji Rosyjskiej.

Firma stoi również za produkcją pocisku manewrującego FP-5 Flamingo, który w ostatnich miesiącach coraz częściej pojawia się nad terytorium Rosji, co świadczy o rosnących zdolnościach produkcyjnych i operacyjnych firmy. W grudniu Fire Point przekazał Siłom Zbrojnym Ukrainy kolejną partię pocisków manewrujących Flamingo.  

Przełom w zasięgu: Pociski FP-7 i FP-9 na celowniku

Najnowszym i najbardziej ambitnym projektem firmy są rakiety balistyczne FP-7 i FP-9, odpowiednio krótkiego i dalekiego zasięgu. Informacje o nich po raz pierwszy pojawiły się we wrześniu ubiegłego roku na międzynarodowych targach zbrojeniowych MSPO w Polsce, a niedawno Denys Shtilierman, główny właściciel i inżynier Fire Point, opublikował nagrania z testowego startu rakiety FP-7, który pod względem formy przypomina pocisk przeciwlotniczy dalekiego zasięgu 5V55.

W wywiadzie dla Army TV z 9 marca Shtilierman zapowiedział, że testy nowej broni balistycznej na "sąsiadach" odbędą się już wkrótce.

FP-9 ma mieć większy zasięg, jego promień operacyjny wyniesie 800 kilometrów, prędkość 2200 m/s, będzie miał głowicę bojową o masie 800 kg i maksymalną wysokość lotu 70 km. Z dokładnością 20 metrów jest w stanie razić cele znajdujące się głęboko za liniami wroga. Głównym założeniem jest maksymalne obniżenie kosztów produkcji pocisków, aby móc produkować je w dużych ilościach.

"Ukraińskie pociski balistyczne FP-7 i FP-9 mają stać się odpowiednikami amerykańskich pocisków ATACMS. Jednocześnie będą dwukrotnie tańsze" – twierdzi główny konstruktor i współzałożyciel Fire Point, Denys Shtillerman, w wywiadzie dla Army TV .

Według niego:

„Będzie to odpowiednik ATACMS, być może nawet z większą głowicą. Ale będzie kosztował co najmniej dwa razy mniej” – podkreślił Shtillerman.

Oczekuje się, że pociski będą wystrzeliwane z mobilnych wyrzutni zamaskowanych jak zwykłe ciężarówki, co utrudni ich wykrycie. Według twórców, rozmieszczenie systemu może zająć około 15 minut.

Klucz do sukcesu? Prędkość uderzenia

Głównym wyzwaniem dla ukraińskich sił jest niezwykle silna i wielowarstwowa obrona powietrzna wokół Moskwy i Sankt Petersburga. Systemy te skutecznie neutralizują większość dronów i pocisków manewrujących. Denys Shtilierman przyznaje, że jest to poważny problem, ale twierdzi, że znalazł na niego rozwiązanie. 

„FP-9 będzie mógł z łatwością atakować cele w Moskwie, ponieważ ma bardzo dużą prędkość uderzenia” – powiedział Shtilierman. Porównał on swoją konstrukcję do rosyjskiego Iskandera, którego prędkość końcowa wynosi około 800 metrów na sekundę. „Nasze [przyp. red. pociski] uderzą z prędkością ponad 1200 m/s, więc znacznie łatwiej przełamiemy obronę przeciwlotniczą. Owszem, coś stanie nam na drodze, ale 25% lub coś koło tego przebije się i trafi w cel” – dodał.

Harmonogram i testy: "Wkrótce sprawdzimy je na sąsiadach"

Firma intensywnie pracuje nad rozwojem obu systemów. Rakieta FP-7 o zasięgu około 200 km przeszła już pomyślnie testy. Bardziej zaawansowana rakieta FP-9, o której mówi się w kontekście uderzeń na Moskwę, ma być gotowa do czerwca 2026 roku. Prowokacyjna wypowiedź Shtiliermana o "testowaniu na sąsiadach" sugeruje determinację i pewność co do możliwości nowej broni.

Denis Shtilerman w grudniu 2025 roku w wywiadzie dla BBC News Ukraina twierdził, że Fire Point może przejść do masowej produkcji seryjnej nowych pocisków balistycznych FP-7 i FP-9 do połowy 2026 roku, jeśli Kijów pozyska finansowanie i zamówienia, mówiąc o „setkach miesięcznie”, a nie dziesiątkach. 

Jak zauważa David Kirichenko na łamach Atlantic Council:

"Nacisk Ukrainy na rozwój krajowych zdolności rakietowych ma strategiczny sens. Linie frontu pozostają w dużej mierze statyczne od ponad trzech lat, a Rosja nie jest w stanie osiągnąć żadnego decydującego przełomu, pomimo utrzymania inicjatywy na polu bitwy przez cały ten okres. Obecny plan Kijowa zakłada ograniczenie dalszych rosyjskich postępów do absolutnego minimum, przy jednoczesnym zadaniu druzgocących strat. Jednocześnie Ukraina dąży do przejęcia kontroli eskalując kampanię nalotów z użyciem pocisków rakietowych w połączeniu z dronami".

Według niego:

"Wraz z rozbudową ukraińskiego arsenału broni dalekiego zasięgu, ograniczona rosyjska obrona powietrzna będzie coraz bardziej ograniczona. Ostatecznym celem jest przekształcenie rosyjskiego potencjału z atutu w obciążenie. Żadna pojedyncza broń nie jest w stanie powstrzymać rosyjskiej inwazji. Jednak prawdziwe znaczenie ukraińskiego programu rakietowego tkwi w jego trajektorii. Jeśli Kijów utrzyma obecne tempo innowacji, jednocześnie obniżając koszty i zwiększając skalę produkcji, znacznie wzmocni to pozycję kraju przy stole negocjacyjnym".

Kontrowersje wokół Fire Point: Między innowacją a dochodzeniem

Historia firmy Fire Point, jednego z największych beneficjentów wojennych wydatków obronnych Ukrainy, nie jest wolna od kontrowersji. Latem ubiegłego roku firma prowadziła w Europie kampanię promocyjną pocisku Flamingo, w której deklarowane parametry, takie jak zasięg, ładunek i celność, znacznie przewyższały udowodnione na polu bitwy rezultaty.

W sierpniu „Kyiv Independent” poinformował, że firma stała się przedmiotem dochodzenia antykorupcyjnego prowadzonego przez NABU. Dochodzenie dotyczyło potencjalnego zawyżania cen komponentów oraz powiązań finansowych z otoczeniem Timura Mindicha, współpracownika prezydenta Zełenskiego. W listopadzie Denys Shtilierman publicznie ujawnił się jako większościowy właściciel Fire Point, tłumacząc, że jego powiązania finansowe z siecią Mindicha miały charakter osobisty, a nie firmowy.

Gen. Jarosław Kraszewski "Rakiety mają to do siebie, że w przeciwieństwie do pocisków artyleryjskich robią przykre niespodzianki" [Express Biedrzyckie
Portal Obronny SE Google News