- Kanclerz Niemiec Friedrich Merz oświadczył, że dostawa pocisków manewrujących Taurus dla Ukrainy nie jest już konieczna.
- Merz argumentuje, że Ukraina dokonała znaczącego postępu technologicznego, dysponując własnymi, skuteczniejszymi systemami dalekiego zasięgu, takimi jak pociski Flamingo o zasięgu 3000 km.
- Mimo deklaracji Merza, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadal apeluje o dostawy zachodnich systemów, w tym pocisków Taurus, podkreślając ich precyzję i zdolność do przełamywania obrony.
- Kanclerz Merz zaznaczył również, że kluczowym problemem Ukrainy są trudności finansowe i wezwał do mobilizacji większych środków finansowych, aby kraj mógł kontynuować produkcję własnej broni.
Nikogo zapewne nie zdziwi, że Niemcy lubią się wycofywać rakiem z różnych deklaracji. Wszyscy co dokładnie śledzą niemiecką politykę, pamiętają jak Friedrich Merz, gdy był w opozycji względem ówczesnego wówczas kanclerza Olafa Scholza mówił, że Niemcy muszą dostarczyć Ukrainie pociski Taurus, ponieważ jest to konieczne do wsparcia i działań Kijowa w wojnie. Gdy Merz został kanclerzem zaczął nieco tonować nastroje względem przekazania Taurusów, najpierw utajniając wsparcie dla Ukrainy, a potem, mówiąc, że wyszkolenie Ukraińców z Taurusów zajmie miesiące i jest to skomplikowany proces. Tym razem jednak kanclerz przeszedł samego siebie.
Podczas sesji pytań w Bundestagu kanclerz Friedrich Merz uzasadnił swoje nowe stanowisko, wskazując na dynamiczny rozwój ukraińskich zdolności obronnych.
"Ukraina dysponuje dziś własnymi systemami dalekiego zasięgu, które sama zbudowała i które są znacznie skuteczniejsze niż stosunkowo niewielka liczba pocisków manewrujących Taurus, które moglibyśmy dostarczyć" – stwierdził Merz.
Podkreślił, że jego wcześniejsze apele o przekazanie Taurusów miały miejsce w czasie, gdy zakładał, że Bundeswehra posiada wystarczającą liczbę sprawnych pocisków gotowych do natychmiastowego użycia. Obecnie, w obliczu nowych realiów, kanclerz uważa, że Ukraina jest "lepiej uzbrojona niż kiedykolwiek wcześniej". Ta zmiana perspektywy jest znacząca.
Ukraiński postęp technologiczny. Czy Kijów naprawdę nie potrzebuje Taurusów?
Argumentacja kanclerza Merza opiera się na rzekomym wzroście zdolności produkcyjnych ukraińskiego przemysłu obronnego. Od początku pełnoskalowej inwazji, Kijów intensywnie rozwija własne technologie wojskowe jak pociski manewrujące i balistyczne. Kijów dość mocno propagandowo wykorzystuje pociski Flamingo, które mają być cudowną bronią. Ten Flamingo ma zasięg 3000 kilometrów.
Nie możemy także zapominać o dronach. Bezzałogowce zarówno powietrzne, jak i morskie, stały się symbolem innowacyjności i skuteczności na polu walki. Mimo tych sukcesów, prezydent Wołodymyr Zełenski i jego administracja konsekwentnie apelują o dostawy zachodnich systemów, w tym pocisków Taurus. Podkreślają, że zaawansowana technologia, precyzja i zdolność do przełamywania obrony przeciwlotniczej, jaką oferują Taurusy, są wciąż kluczowe dla powodzenia operacji ofensywnych.
"Więcej pieniędzy, niekoniecznie więcej broni". Finansowy aspekt pomocy
Kanclerz Merz zwrócił uwagę na inny, równie palący problem Ukrainy – "poważne trudności finansowe". Jego zdaniem, samo dostarczanie dodatkowej broni nie rozwiąże fundamentalnych wyzwań.
"Musimy zmobilizować więcej pieniędzy dla Ukrainy, aby ta broń mogła być nadal produkowana" – powiedział w Bundestagu.
Stanowisko poprzedniego rządu. Kanclerz Scholz i jego "nie" dla Taurusów
Warto przypomnieć, że decyzja o niedostarczaniu Taurusów nie jest nowością w niemieckiej polityce. Poprzedni kanclerz, Olaf Scholz z SPD, konsekwentnie odmawiał przekazania tych pocisków, pomimo silnej presji ze strony opozycji wówczas CDU/CSU pod wodzą Merza i części koalicjantów. Główne argumenty Scholza koncentrowały się na obawie przed eskalacją konfliktu i ryzykiem bezpośredniego zaangażowania Niemiec w wojnę. Obawiał się, że obsługa i programowanie celów dla tak zaawansowanego systemu wymagałoby obecności niemieckich żołnierzy na ukraińskiej ziemi, co uznał za "niedopuszczalne".
Obecne stanowisko kanclerza Merza, choć prowadzi do tego samego wniosku – braku dostaw Taurusów – opiera się na zupełnie innej argumentacji, skupionej na rosnącej samowystarczalności technologicznej Ukrainy. Czy jest to argument prawdziwy? Śmiem wątpić.